Zarządzanie zasadami i perspektywa 300 lat – Marek Bernaciak – BT41

Marek Bernaciak

Linki:

Książki:

Ryan Holiday – Ego to Twój Wróg

Karol Dweck – Nowa psychologia sukcesu

Stuart Shanker – Self Reg

Cal Newport – Praca głęboka

Goldsmith – wyzwalacze

Lista tematów:

  • Jak zaczynać od planu sukcesji: 0’33”
  • Rodzina Bernaciak za 300 lat: 5’08”
  • Jak zachować rodzinę: 6’53”
  • Wprowadzanie dzieci w biznes: 12’21”
  • Buta i wyższość dzieci: 14’11”
  • Nauka z sukcesów i porażek: 17’30”
  • Zarządzanie zasadami: 20’47”
  • Autoedukacja: 23’49”
  • Biedne życie Michaliny Wisłockiej: 26’51”
  • Wielkie polskie firmy: 27’49”

Transkrypcja rozmowy:

Artur Pranga: Gościem dzisiejszej audycji jest pan Marek Bernaciak, założyciel firmy MB Technik, specjalizującej się w technice dozowania płynów montażowych i aktywacji powierzchni. Tato dwójki dzieci, szczęśliwy dziadek, 

Dzień dobry panie Marku!

Marek Bernaciak: Dzień dobry panu, panie Arturze. 

Jak zaczynać od planu sukcesji

Jak i dlaczego zaczynać biznes od planu sukcesji? Przecież ja jeszcze pierwszego klienta nie znalazłem. 

To jest pytanie, które porusza od razu kilka warstw i myślę, że dlatego jest na nie tak trudno odpowiedzieć. Ale próbując coś uprościć, mogę odwołać się, po pierwsze do Covey`a, który mówi o tym, żeby zaczynać z wizją końca. I to, co mi się podoba w Covey`u to właśnie to, że to ma być wizja tylko. A nie jakaś strategia, misja i inne takie “kocopoły” jakich się uczą w szkołach biznesu. Chodzi o to, że my potrzebujemy jakiejś choćby mglistej, ale podnoszącej na duchu i inspirującej wizji, polegającej na zdefiniowaniu, komu będziemy służyć i co będziemy robić. A raczej ta wizja pomaga nam, po pierwsze określić, czego robić nie będziemy.

Bo to jest najważniejsza rzecz, żeby wyeliminować ze swoich działań rzeczy niepotrzebne. To jest jakby pierwsza rzecz. Druga rzecz jest taka, że każdą swoją działalność możemy zacząć projektować, czy planować. To z tym słowem “planować”, ale ponieważ użyłem czasownika jest okej. Możemy sobie wyobrażać i budować jakieś strategie, czy koncepcje. “Wolę koncepcje”. Budujemy je albo od dołu, albo od góry. I właśnie jakby ta wizja, to jest budowanie od góry. I w tym momencie trzeba mieć takie coś, jak różne wersje wyjścia, strategie wyjścia, czy koncepcje wyjścia.

Bo każdy biznes, każde działanie ludzkie w jakiś sposób musi się skończyć. Choćby w taki sposób, że umrzemy. I trzeba po prostu opracować sobie przynajmniej jakieś kilka możliwości, czy kilka potencjalnych rozwiązań: co się stanie jak umrzemy. Albo co się stanie jak zbankrutujemy. Albo co się stanie jak nam się powiedzie? Bo to jest jedna z opcji, wcale nie taka najciekawsza, ponieważ bardzo wiele osób zniszczyło całe swoje życie odnosząc sukces.

Krótko mówiąc, jeśli już określimy sobie wizję i zaczniemy rozważać różne wyjścia z biznesu, to plan sukcesji jest jednym z tych obszarów, w których trzeba się zastanowić, co zrobimy, jeśli nam się powiedzie. Koncepcja została przeze mnie podejrzana, czy podsłuchana przy okazji odczytania jakiegoś artykułu o Samie Waltonie. On zakładając firmę Walmart i kiedy miał pierwszą właśnie wizję końca, to uświadomił sobie, że jeśli mu się powiedzie to, to przedsięwzięcie będzie gigantyczne. Wiedział, że jeśli ono się stanie tak wielkie, trzeba będzie doprowadzić do sytuacji, w której rodzina nie będzie nad grobem Sama Waltona biła się o pieniądze.

Więc trzeba zwyczajnie doprowadzić do sytuacji, w której rodzina będzie mogła zgodnie dalej współpracować. I dać podwaliny pod jakiś rozwój rodziny jako organizacji, powiązanej więzami krwi, czy powinowactwa. I z tego powodu myślę, że plan sukcesji to jest taka koncepcja, czy taki pomysł, który każda rodzina powinna tak naprawdę mieć. Każda rodzina powinna mieć jakąś wizję końca, każda rodzina może mieć swój plan sukcesyjny, który zakładany jest w pierwszym pokoleniu, albo jest kontynuowany już w którymś pokoleniu. My jesteśmy w takiej sytuacji geopolitycznej, że wszystkie nasze elity zostały albo wyrżnięte, albo wypędzone w naszym kraju. I my musimy dopiero zacząć tworzyć sami elity. No i kiedyś trzeba by zacząć tworzyć, więc jeśli nie dzisiaj to kiedy?

Rodzina Bernaciak za 300 lat

Padło sformułowanie “plan sukcesji” w związku z sytuacji rodzina Bernaciak będzie za 300 lat?

Nikt tego nie wie. To jest taki obszar, w którym jest tak dużo niewiadomych, że nie da się przewidzieć żadnych konkretnych rozwiązań. Natomiast właśnie wizja jest taka, że będziemy się rozwijać, mam nadzieję. Ale to, co teraz mówię nie jest jeszcze przedyskutowane nawet z moimi dziećmi. My dopiero jesteśmy w takim miejscu, gdzie ja dopiero buduję pierwszy know-how na ten temat. 

Czytam pierwsze książki, spotykam się z pierwszymi ludźmi, którzy dopiero dzielą się swoimi doświadczeniami. Ja jedynie wierzę w taką obietnicę Bożą, gdzie w Piśmie Świętym Pan Bóg ostrzega, że konsekwencje naszych grzechów będą odczuwalne przez trzy pokolenia. Ale błogosławieństwo Boże będzie odczuwalne przez tysiąc pokoleń. Krótko mówiąc wierzę w to, że jeśli uda mi się, może mnie pierwszemu w tej sztafecie genów, przekazywanych z pokolenia na pokolenie… może zacząć nadać jakiś dobry impuls. To jest szansa, że za trzysta lat rodzina Bernaciaków będzie istotną społecznie jednostką. Na skalę, być może, nie wiem europejską, może światową… Któż to wie?

Jak zachować rodzinę

Jak zbudować poważną firmę? Trzeba pracować więcej i lepiej, niż konkurenci, po to, aby również budować przewagę, którą nasi potomkowie będą utrzymywać. Jak przy zaangażowaniu totalnym zachować rodzinę? Jak pan sam to zrobił?

To pytanie zawiera w sobie kilka takich (chciałbym, żeby pan mnie potraktował łagodnie), ale powiem, błędów. Ale to nie wynika z tego, że ja pana oskarżam o bład. Tylko chodzi o to, że wiesz to jest taki sposób myślenia, które wynosimy ze szkoły. Właściwie, w którym tkwimy głęboko zanurzeni. Że ktoś musi pracować więcej, lepiej. Natomiast prawdziwym jest powiedzenie “work smart, not hard”. Krótko mówiąc rzecz jest w tym, że my mamy pracować, mamy pracować ciężko. Tylko że nie chodzi o to, żeby robić więcej i lepiej tego samego, co wszyscy wokoło. Bo w tym nie kryje się żaden potencjał. I w tym, że ktoś będzie zapracowywał się na śmierć nie ma żadnej obietnicy Bożej.

Jesteśmy obdarzeni rozumem i możemy zrozumieć na przykład takie rzeczy, jak teoria ograniczeń. A teoria ograniczeń obejmuje rozważania na temat pewnej procesowości wszystkiego. I szukania w tej procesowości wąskich gardeł i koncentracji swojej uwagi na tychże wąskich gardłach. Na tym etapie jeśli by zacząć dyskutować, możemy dojść do wniosku, że “no tak, ale gdzie my mamy wąskie gardła?” Samo nauczenie się patrzenia na świat właśnie poprzez pryzmat pewnej procesowości jest już sztuką, której trzeba się nauczyć samemu, bo nikt tego w szkole nie uczy. Więc to wymaga niesamowitej koncentracji i poświęcenia uwagi na to, żeby zauważyć tą procesowość. W ubieraniu dzieci do szkoły, w gotowaniu obiadów, sprzątaniu mieszkania, w prowadzeniu każdej rzeczy w firmie. Jeżeli zaczniemy się koncentrować właśnie na tych miejscach, które nas najbardziej blokują, to, to będzie sposób, w który można będzie budować przewagę.

A dlaczego można ją utrzymać? Ach głównie z tego powodu, że nikt poza garstką ludzi tego, po prostu nie robi. Większość osób z którymi ja rozmawiam, nawet przedsiębiorców, kiedy zaczynam z nimi dyskusję na temat procesowości, wąskich gardeł, teorii ograniczeń.

Po niemiecku, na przykład, jest taki termin “Engpass-Konzentrierte-Strategie”. Czyli, strategia z koncentracji na szyjce od butelki tak, na lejku. Lejek nie przeleje więcej, niż jest w stanie. Jak ktoś ma wątpliwości, to wystarczy zdjąć z naszej dziedziny zawodowej, gdy tłumaczę klientom, że każda ciecz ma swoją własną specyfikę. I jako przykład używam miodu. I mówię, że ma pan słoik miodu i butelkę i proszę przelać ten słoik miodu do butelki. Dla uproszczenia dam panu lejek. I po prostu, niech pan teraz spróbuje przecisnąć ten miód przez lejek. On się nie da przecisnąć, on po prostu będzie płynął ze swoistą prędkością i będzie miał takie możliwości jakie ma. I ten lejek jest ograniczeniem, czy szyjka od butelki, cokolwiek by nie przyjąć.

Krótko mówiąc, jeśli nie ma kompetencji, a jest tylko samo zaangażowanie i będziemy rozpaczliwie rękami to jest tylko jedna nadzieja. Że będziemy trochę te myszki w śmietanie, jest taka bajka, dwie myszki wpadły w śmietanę i jedna się poddała i utonęła. A druga machała przez cały wieczór, czy przez całą noc i nad ranem ubiła masło. Oczywiście, jeśli my będziemy bardzo mocno pracować i bardzo intensywnie pracować, prędzej czy później odkryjemy, że trzeba się skoncentrować na czymś, co będzie zwiększało efektywność. Ale nie będziemy osiągali ponadprzeciętnych sukcesów, jeżeli będziemy tylko machali łapkami.

A jeśli chodzi z kolei o to, jak zrobił to Marek Bernaciak, właśnie tak, że po prostu eliminował ze swojego działania przede wszystkim rzeczy zbędne. Przede wszystkim czynności mało produktywne, przede wszystkim rzeczy, które można delegować. I robiłem to, zanim się zapoznałem z teorią ograniczeń. Robiłem to na podstawie intuicji. A potem już tylko znajdując podstawy know-how, zacząłem to robić w bardziej usystematyzowany sposób.

Wprowadzanie dzieci w biznes

W jaki sposób wprowadzał pan dzieci w swój biznes?

Właściwie to nie można użyć czasu przeszłego. Ja ciągle wprowadzam dzieci w swój biznes chociaż moje dzieci są dorosłe. Raczej nasze dzieci są dorosłe, bo żona pracuje razem ze mną. Więc razem próbujemy je w ten biznes wprowadzić. I to cały czas jest trudne. Mimo, że syn z synową pracują z nami, a z córką jesteśmy w kontakcie cały czas, ten proces wprowadzania, jak to mówi Goldratt: ongoing, cały czas trwa. 

Natomiast zaczyna się to od prostych rzeczy takich jak dyskusję przy stole. Jest taka anegdota, gdy wróciłem do domu z dobrą wiadomością, że sprzedałem urządzenie i dostałem zamówienie za sto tysięcy złotych. Na co córka, wtedy dwunastoletnia jedząc zupę podniosła tylko głowę i zadała pytanie. A ile z tego będzie dla nas? Wtedy już wiedziała, że trzeba zapłacić dostawcom, że trzeba zapłacić podatki, że trzeba zapłacić koszty. I już wtedy potrafiła zrozumieć, że kwota, która wpływa na konto, to nie jest kwotą naszą. Że większość z tej kwoty będzie służyła do uregulowania rachunków. I myślę, że to się zaczyna właśnie od tego, od świadomości dzieci. Skąd się biorą pieniądze, jak to działa, ile płacimy podatków. Jeśli małe dzieci będą to rozumiały, to jest to sposób wprowadzenia w biznes. 

Buta i wyższość dzieci

Miałem kiedyś okazję pracować w firmie, która była przygotowywana do przejęcia przez dzieci właściciela. W praktyce owe dorosłe już dzieci chodziły po firmie w poczuciu nieusuwalności i okazywały swą wyższość wszystkim pracownikom. Co zrobić, aby uchronić się przed takimi zdarzeniami?

To jest bardzo trudne zagadnienie i wielowiekowe zagadnienie. Jest taka książka, księdza Henri Delassus duch rodzinny w domu, społeczeństwie i państwie. To jest książka, którą w każdej rodzinie, każdy członek rodziny dobrze byłoby, żeby przeczytał. Tam jest taka piękna analiza w pewnej więzi międzypokoleniowej, czy między między rodzinami. I ksiądz Henri Delassus opisuje, że nawet kultura grecka upadła. Dlatego, że po wielu latach i po przeżyciu wielu pokoleń ludzi i patrycjuszy i chłopów greckich, w harmonii i we wzroście, doszło do takiego momentu, kiedy dzieci, gdzieś w kolejnym pokoleniu, zaczęły okazywać pogardę chłopom. 

I skończyło się to tym, że najpierw chłopi zabili dzieci tych dzieci. Bo ci patrycjusze zabili dzieci tych chłopów, zaczęła się rewolucja i rozpad nastąpił, rozpad Grecji. i to właściwie jest znowu też proces, który nie przestaje trwać przez całe pokolenia. Bo nawet, jeśli ja swoje dzieci nauczę dobrej kultury, to one muszą nauczyć swoje dzieci. I te dzieci muszą nauczyć następne dzieci, że trzeba szanować ludzi, z którymi się współpracuje. Że nie masz podstaw do tego, żeby czuć się lepiej i tylko dlatego, że ja jestem członkiem rodziny. Ale to się zaczyna od małych rzeczy, to się zaczyna od rozmów z pracownikami.

Od pokazywania, jakie zachowania, przede wszystkim są cenione. Nie mamy wpływu na zachowanie dzieci, to jest też ważne, żeby sobie uświadomić, że dzieci można inspirować. Że dzieci można edukować, że dzieciom można dawać przykład. Ale nie można uchronić ich przed poniesieniem konsekwencji. Jeżeli te dzieci, w jakiejś tam firmie, już w poczuciu nieusuwalności okazywały wyższość pracownikom i to wszystkim, można bardzo prosto powiedzieć: nie trzeba nic robić, żeby się uchronić przed takimi zdarzeniami. Ponieważ ta firma nie przetrwa drugiego pokolenia, po prostu. Już w drugim pokoleniu ta firma będzie na krawędzi upadku, a trzeciego pokolenia to już na pewno nie przetrwa. Krótko mówiąc właściwie, to można już na tym etapie rozdać majątek, albo rozdać akcje pracownikom. Żeby mieli szansę ją przejąć. Bo tu już jest pozamiatane. Jeśli się nie nauczyło pewnego rodzaju skromności własnych dzieci w pierwszym pokoleniu. 

Nauka z sukcesów i porażek

Największy sukces biznesowy Marka Bernaciaka i jakie wnioski należy z niego wyciągnąć? 

A tu pana zaskoczę. Uważam, że z sukcesów niewiele wniosków nie można wyciągać. Ja swoim zwyczajem polecę, czy odniosę się do literatury, bo jestem człowiek książka. Ostatnie moje odkrycie chyba Ryan Holiday “Ego to twój wróg” i książka Karol Dweck pod okropnym tytułem “Nowa psychologia sukcesu” pokazuje, że naprawdę z sukcesu wniosków się wielu nie da wyciągnąć. Dlatego, że my rozważając w ogóle sukcesy ludzi, popełniamy taki bardzo ważny błąd. To się nazywa “survivorship bias”. To jest taki błąd polegający na tym, że jak my patrzymy na kogoś, kto nazwijmy to, odniósł sukces. Czego ja w ogóle nie lubię.

Dlatego, że sukces to w ogóle jest rzecz stabilna, nie ma czegoś takiego jak stabilność. Jest proces, w którym się jest, w którym można się udoskonalać. To jest fałszywa obietnica, że jak już odniesiesz sukces, to będziesz mógł poleżeć sobie pod palemką, czy tam na brzegu basenu i pić drinki z palemką. Ja kiedyś leżałem na brzegu basenu i piłem drinki z palemką. I po drugim drinku byłem pijany i stwierdziłem, że trzeba iść z tego basenu w diabły i przespacerować się. Już nigdy więcej na ten basen nie zabłądziłem, mimo, że miałem go pod oknami. 

Krótko mówiąc to jest mit. Nie ma sensu tego nawet robić. Uważam, że można wyciągać wnioski bardziej z porażek, bardziej z tego, co nam nie wyszło. Bardziej szukać tam, gdzie się zacina właśnie, w tych wąskich gardłach. I moja największa wpadka, to był taki jeden. Założyłem kiedyś taki startup, który nazwałem “Polska Grupa Izolacji Natryskowej” i jedyną dobrą rzeczą było to, że mi się udało wycofać z tego startupu z resztką pieniędzy. A nie wtopić w to wszystkich pieniędzy, które w to włożyłem.

Padłem ofiarą oszustwa. Okazało się, że właśnie stała się rzecz najstraszniejsza, którą ja osobiście przeżywam jako traumę. I ostrzegam przed nią każdego, że najgorszą wpadką jaką można przeżyć jest usiąść do stołu, przy którym gra się w pokera. I założyć, że tam grają w brydża. Ja właśnie usiadłem do takiego stołu, w którym ktoś rozgrywał swojego pokera. I okazało się, że ja myślałem, że ja gram w brydża. I ja byłem tym naiwnym, uczciwym inwestorem, który myślał, że zbuduje tutaj sieć specjalizującą się w natryskach termoizolacji.

A potem się okazało, że ludzie, którzy mnie w to wciągnęli, mieli swoje własne plany wyciągnięcia pieniędzy z firmy, która była producentem. Oni już grali od początku w swoją własną grę, a ja w swojej głupocie popełniłem taki błąd, że nie dotarłem nawet do kanadyjskich właścicieli. I to był mój największy błąd, bo kosztował nim sporo wysiłku, sporo nerwów, wiele frustracji. A błąd był bardzo prosty. Trzeba rozmawiać z właścicielami, z najwyższym zarządem, a nie z jakimiś pośrednikami, którzy się podają za szefów.

Zarządzanie zasadami

W swoich wykładach między innymi głoszonych na uczelni Asbiro opowiada pan, że firma AMB jest zarządzana przy pomocy zasad. Dlaczego zarządzanie zasadami jest lepsze, niż inne zarządzania?

Bo to jest zdrowe. Ja uważam, że wiele takich technicznych zwrotów, używanych w szkołach biznesu, to są tak zwane buzzwordy. Takie słowa, które mają ładnie brzmieć, ale tak naprawdę są bardzo często powtarzane. Dlatego takie buzzzzz ciągłe słychać. Takie są chwytliwe. Strategia, misja, cele. Natomiast zasady, to jest to, według czego my pracujemy. Zasady to są fundamenty. Zasady, procedury, opcje wyjścia, tak. Kierunek, tak. Zasady, to jest system, procesy, listy kontrolne. To jest coś na czym można się oprzeć.

Natomiast dlaczego to jest lepsze, niż inne zarządzanie? Ano dlatego, że to nas chroni przed tak zwanym błędem “survivorship bias”. To jest błąd, który zdefiniowano w czasie II wojny światowej, kiedy próbowano wzmacniać przestrzelone elementy samolotów. Samolotów wracających z bitwy o Anglię. I po dłuższym dopiero czasie, ktoś zwrócił uwagę, (ten człowiek nie został nawet zdefiniowany, kim był), nie znam tego nazwiska. Uważam, że to był bohater.

Bo on zwrócił uwagę na to, że nie ma sensu wzmacniać przestrzelonych elementów. Bo jeżeli samolot wrócił z przestrzelonymi elementami, to znaczy, że te elementy były wystarczająco mocne, żeby przeżyć. I pozwolić wrócić samolotowi, nawet w stanie postrzelanym. Natomiast były elementy nie przestrzelone, które mogły zostać uszkodzone i prawdopodobnie były uszkodzone w bitwie. I te samoloty nie wróciły. Trzeba się zająć tymi elementami, które są nie przestrzelone. I uważam, że tu jest właśnie ten element. O zasadach, o systemie, o procesach mało kto mówi, a to właśnie są te nieprzestrzelone elementy. O nich właśnie trzeba mówić. 

Co musiałoby się stać, aby w firmie AMB zjawiła się nowa zasada, nie wprowadzona przez szefa? 

Nic specjalnego. My wiele zasad wprowadzaliśmy właśnie dlatego, że zostały wymyślone, czy wprowadzone przez pracowników. Taką najsłynniejszą zasadą jest zasada, która brzmi: kto chce, szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu. I to przyniosła jedna z koleżanek. Zostało to natychmiast wprowadzone. Josemaría Escriva mówił, że bądź zawsze gotów zmienić poglądy na lepsze. Krótko mówiąc, wystarczy, że zasada będzie dobra, albo lepsza. Jeżeli będzie lepsza, niż ta, którą się kierujemy niech zostanie natychmiast wprowadzona.

Autoedukacja

Czas na reklamę. Co może pan polecić każdemu biznestacie?

Jeśli mówimy o biznes tacie, to rekomendowałbym, nie jakieś wielkie słowa w postaci równowagi pomiędzy życiem prywatnym, a zawodowym. Czy spędzania więcej czasu z dziećmi. Bo to są oczywiste rzeczy i obejmujące właśnie ten błąd myślenia związany właśnie z tym “survivorship bias”. Natomiast ja to, co bym polecił, to przede wszystkim bardzo dogłębną edukację, autoedukację w zakresie psychologii dziecięcej i psychologii w ogóle. Jesteśmy w szczęśliwym roku 2020, gdzie w ciągu ostatnich bodaj dwudziestu, trzydziestu lat, dokonano gigantycznego postępu wiedzy na temat funkcjonowania mózgu.

Ta wiedza trzydzieści lat temu, kiedy ja rozpoczynałem świadomą karierę była w ogóle niedostępna. Dzisiaj można nauczyć się takich rzeczy, jak na przykład samoregulacja. Jest książka pana Shankera Self-reg. Są to książki, o których wspominałem, na przykład związane z nastawieniem na rozwój. Karol Dweck czy książki Holidaya. Ta książka związana z ego i parę innych. Na przykład, bardzo fajna książka “Praca głęboka” Cala Newporta. Krótko mówiąc, obszar w którym można naprawdę się czegoś nauczyć, o swoich dzieciach, o sobie, o pracy ludzkiego mózgu. 

O wyzwalaczach… to jest książka zresztą “Wyzwalacze” też, zapomniałem autora. Są blogi i wspaniałe kursy, tak jak na przykład “Domowe zawirowania” Agnieszki Pieniążek, która jest u nas konsultantem nawet w tej chwili w firmie. Mam nadzieję, że pierwsze przedsiębiorstwo które zaprosiło do szkolenia własnego zespołu. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy, bo Agnieszka Pieniążek jest według mnie absolutnie ekspertem w budowaniu relacji z dziećmi, z małżonką wśród małżonków. W taki zdrowy sposób. Więc to są rzeczy, których przede wszystkim brakuje.

Bo jak my nie wiemy, jak spędzać czas, no dam prostą próbkę. Wiele małżeństw ma kłopoty ze współżyciem seksualnym. To jest temat od którego przecież karierę zrobiła niesławna Michalina, tfuuu, Wisłocka. A Agnieszka Pieniążek mówi: zostaw sobie te współżycie seksualne na zaś. Będzie dziewiąty krok w drodze do rozwoju naszej relacji. Zacznij od wzięcia odpowiedzialności za własne emocje, pragnienia, własne myśli. Naucz się samoregulacji. To jest pierwsza rzecz, od której chcemy zacząć. I to jest piękne, że można skorzystać z takich źródeł.

Biedne życie Michaliny Wisłockiej

Miałem okazję obejrzeć film o Wisłockiej, jej życiu. Po filmie wyszedłem z jednym wnioskiem: film został dramatycznie poszatkowany i pomieszany. Wszystkie wątki zostały pocięte i pokazane i na początku i na końcu. Po to, żeby ukryć jak nieszczęśliwe i poharatane było własne życie tej pani, która chciała cały naród zbawić. 

Ona była ignorantką pod każdym względem, nawet seksualnym. Co dopiero, na przykład ekonomicznym. Przecież ona przepuściła pieniądze, które zarobiła. Ona zarobiła na owe czasy czterdzieści tysięcy złotych. To w tych czasach, to była bomba pieniędzy. Z tymi pieniędzmi można było coś zrobić, a ona nic nie zrobiła. Bo przepuściła, jeszcze mówiła o tym z dumą. Ignorantka pod każdym względem. Ale to była pierwsza książka, którą spotkałem na temat życia rodzinnego. No to przepraszam bardzo, czy przecież można nie popełnić błędów, jeżeli zaczyna się edukację od wirusów?

Wielkie polskie firmy

Czy może pan wskazać coś, co ostatnio wywołało u pana skojarzenie, można wokół tego budować biznes, ale ja już mam zajęcie?

Coraz częściej takie skojarzenia posiadam. I tutaj, może nie w taki sposób bym postawił, że ja już mam zajęcie. Tylko raczej, jest pewna ilość rzeczy, w które warto zainwestować pieniądze, po prostu, nawet małe. I myślę, że tutaj właśnie, też edukacja na temat rozwoju biznesu w taki sposób jak jest robiona, chociażby przez “Miracles of Capital” doktora Wonga. I w tej chwili kontynuowana przez Macieja Gnyszkę i Tomasza Cioska. To wspaniali ludzie, którzy też edukują polskich przedsiębiorców z tego, jak można zrobić prawdziwy biznes.

Mówię o biznesie na skalę, nie taką, jak ja tutaj robię w biznesie, malutką firemkę w Kole. Tylko mówię o biznesie na skalę McDonald’s-a, czy Facebooka. Taka wiedza jest nam bardzo potrzebna. Jeśli tego się nauczymy i społeczeństwo i będzie wśród nas wystarczająca ilość starających się przedsiębiorców, to te Facebooki powstaną w Polsce. Prędzej, czy później. Pytanie czy one powstaną w Polsce, to jest osobna sprawa. Dzisiaj wiadomo, że w Polsce nie można zakładać bezpiecznego biznesu. Bezpieczny biznes trzeba założyć gdzie indziej, ale będą zakładane przez Polaków. I to jest najważniejsze. 

Dziękuję za poświęcony czas, kolejną pigułkę wiedzy.

Dziękuję.

Ze swojej strony, życzę jak najwięcej wartościowego czasu z rodziną, całą.

O tak, wnuki nam bardzo w tym pomagają. 

Podobne audycje:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *