Tabletki i zdrowie – Marcin Korczyk – BT25

Marcin Korczyk

Linki:

Lista tematów:

  • Podstawowa wiedza o farmacji: 0’41”
  • Rozmawianie z lekarzami o lekach: 12’00”
  • Zamienniki leków: 16’03”
  • Medycyny alternatywne: 21’01”
  • O miodzie: 25’42”
  • Napoje energetyzujące: 27’46”
  • Tabletki na stres: 29’18”
  • Książka „Odporność”: 31’46”

Transkrypcja rozmowy:

Artur Pranga: Gościem dzisiejszej audycji jest magister farmacji Marcin Korczyk, autor popularnego bloga “Pan Tabletka”, autor książki, bardzo ciekawej, “Odporność. Czy twoje dziecko może nie chorować?”. Prywatnie tato i szczęśliwy mąż. Dzień dobry Marcinie!

Marcin Korczyk: Dzień dobry, cześć. Witam Arturze, witam naszych słuchaczy. Bardzo mi miło, że zaprosiłeś mnie do rozmowy, dziękuję. Mam nadzieję, że z tej naszej rozmowy skorzysta dużo osób.

Ja również. Jako “Pan Tabletka”, farmaceuta, jesteś przewodnikiem po lekach i suplementach. Opowiadasz; co robić, żeby nie jeść tabletek, a jeśli już trzeba, to jak wybrać te najlepsze? Czy istnieje jakaś systematyka, skrajnie podstawowy zakres wiedzy o farmacji, który każdy mógłby przyswoić w krótkim czasie?. 

Wystartowałeś tak na grubo od razu moim mottem. Więc może na sam początek dla osób, które mnie nie znają pozwól, że ja uściślę, bo nazwa “Pan Tabletka” lekko się zdezaktualizowała z czasem. Ponieważ ja zacząłem, jakby swoją pracę od publikowania treści, które wiedziałem, że są potrzebne pacjentom. Tym, którzy przychodzili już kilka lat temu do mnie do apteki. Rozpocząłem swoją pracę od publikowania treści: jak wybrać najlepsze tabletki, z tych, które potrzebujesz i czy w ogóle są ci jakieś potrzebne. Moja praca głównie polega na konfrontowaniu informacji z reklam, z rzeczywistym działaniem suplementów, jakichś “paraleków” i oczywiście leków. Teraz odpowiadam na twoje pytanie: czy jest taka podstawowa wiedza? Wydaje mi się, że jest coś takiego. Problem jest w tym, że ta wiedza w Polsce, niestety nie jest na wysokim poziomie. Polacy bardzo troszczą się o swoje zdrowie. Obserwujesz też coś takiego? masz takie wrażenie?

Tak

Nie jesteś medykiem, więc mogę cię pytać, jako taką osobę, trochę z zewnątrz. Więc twój głos będzie bardzo cenny. Tak, że będę Cię zaczepiał. Rzeczy o których piszę są dla mnie jako specjalisty oczywiste. Ale wiem, że dla takich normalnych ludzi no niestety nie są oczywiste. Jakby choć te różnice właśnie, tak jak wspomniałeś, między tymi lekami suplementami i produktami. Które nie powinny działać , a reklamuje się je jako działające.

Powinien być, taki obowiązkowy pakiet wiedzy medycznej, okołomedycznej, który pozwoli się sprawnie poruszać w tym świecie, takim lekarsko – farmaceutycznym. No, ale mam wrażenie, że to jest moja praca, żeby właśnie taki poradnik, taką wiedzę przekazywać pacjentom. Robię to na blogu sukcesywnie od 3 – 4 lat w zasadzie.

Jest grupa ludzi, która nie czuje potrzeby suplementacji na przykład, na którą nie działają reklamy farmaceutyczne, których w ogóle nie słyszą. I dla takich osób, wydaje mi się, że wystarczy, że będą orientowały się w tym świecie działania systemu Opieki Zdrowotnej w Polsce. To jest ważne dla każdego. Ale jeśli to osoby nie chorują jakoś przewlekle, to nie potrzebują uzbrajać się w wiedzę na temat substancji, które są aktualnie reklamowane w telewizji, albo w radio. One trafiają w pewną określoną grupę ludzi.

Mam wrażenie, że jakby sporą część tych naszych pacjentów, czy po 100 Polaków i nagle wszyscy chcą wiedzieć dużo rzeczy o substancjach, które praktycznie nie są do niczego potrzebne. I tutaj pytanie, jak szeroką wiedzę trzeba mieć, żeby odsiać jakby ziarno od plew. Zdrowy rozsądek jest podstawą i wydaje mi się, że taką absolutną podstawą nawet jak nie wchodząc jeszcze w tematy około zdrowotne, to jest odróżnienie reklamy od informacji medycznych, od źródeł naukowych. Niestety reklamy w naszym kraju przy jakby ich intensywności nachalności i tym, że jakby “wyskakują dosłownie z lodówki z każdego miejsca”. Te reklamy są odbierane przez Polaków jako źródło wiedzy, jako Informacje medyczne. Tymczasem te reklamy, głównie mają sprzedawać. Czy istnieje takie miejsce gdzie można taką wiedzę zdobyć od a do z? Chyba nie… mój blog na pewno pomaga. 

Wiesz co, może nawet mnie zainspirowałeś, żeby coś takiego zrobić. żeby zebrać właśnie takie ABC. Może to jest faktycznie myśl, która jest warta przepracowania. No ale jeśli miałbyś tak szybko zastanowić się, co jest takie absolutnie kluczowe. Przede wszystkim faktycznie odróżnienie tych prawdziwych źródeł naukowych medycznych i odsianie, gdzie jest reklama, a gdzie jest informacja medyczna.

Jak pewnie wiesz Internet jest wspaniałym miejscem, ale jest też śmietnikiem niestety. Bardzo trudno znaleźć te wartościowe treści, takie, które temat wyczerpują i są bezpieczne. Na których można się oprzeć. To jest jedna sprawa.Podstawą jest takie sprawne poruszanie się w tych źródłach, ale do tego też potrzebna jakaś taka elementarna wiedza. To kwestia wprawy pewnie.

Następnie kwestia odróżnienia różnych grup produktów, tych leczniczych, od para leczniczych. Czyli leki to jest jedno, następnie są suplementy diety, wyroby medyczne, żywność specjalnego przeznaczenia medycznego, kosmetyki. Albo czasami te produkty nazywają się kosmeceutykami. Albo kosmetykami aptecznymi. No i tutaj jest sprawa bardzo prosta, że leki i te produkty lecznicze to jest jedno. Wszystkie te pozostałe, które wymieniłem, to jest kilka półek niżej. Nawet jeśli mają w nazwie wyrób medyczny, czy żywność medyczna, to, to zupełnie inna kategoria produktów i one de facto nie mają zadania leczyć, tak jak my to rozumiemy. Więc to są te dwie ważne rzeczy.

No i kolejna sprawa dotyczy już konkretnie, jakby danej osoby, albo tego, co dotyka daną osobę. No ja mam nadzieję, że jeśli ktoś na przykład ma anemię albo ma cukrzycę, albo chorobę przewlekłą, to stara się dowiedzieć jak najwięcej, żeby ją zrozumieć. I na przykład zmodyfikować swój tryb życia. Bo tabletki rzadko kiedy są cudownym złotym sposobem który uleczy daną chorobę, szczególnie przy tych przewlekłych chorobach.

No bo ciągle mimo wszystko, na szczęście może najważniejsze jest zadbanie o to takie podstawowe filary zdrowia, czyli odpowiednią ilość snu, odpoczynku, takie zbilansowanie między pracą a życiem. Zadbanie o tą sferę zdrowia psychicznego, o niwelowanie stresów. No i o dobrą zrównoważoną zbilansowaną dietę. Mimo tego, że czasami dzisiaj mówi się, że żywność teraz nie jest tak jak kiedyś, ja uważam, że da się znaleźć świetnej jakości żywność. Tylko trzeba się postarać, no i czasami nie jest to najtańsza żywność. Ale tylko tego faktycznie trzeba poszukać. Więc te filary zdrowia, to cała taka piramida zdrowia. To jest taka kluczowa wiedza, do tego, żeby zadbać tak prewencyjnie o swoje zdrowie, o siebie. Czy ta wiedza jest powszechna, jak uważasz?

Zdecydowanie nie.

Przeszedłeś system edukacji taki sam jak ja pewnie nie?

Ta wiedza jest zdecydowanie nie powszechna, mam bardzo dużo osobistych uwag i pretensji do polskiego systemu edukacji. 

To jest niestety jakby oddzielny temat. “Pan tabletka” głównie zajmuje się edukacją, to jest taka moja misja, taka potrzeba, żeby edukować. “Pan Tabletka” wziął się z takiego, mojego sprzeciwu, przeciwko temu, że ja codziennie w pracy, w aptece przez kilkanaście godzin dziennie tłumaczyłem te same rzeczy. I zwykle obalałem jakieś reklamy, jakieś mity z reklam. No w zasadzie to, ta walka z reklamami to taka walka z wiatrakami jest. To jest koszmar po prostu, jak bardzo poważnie Polacy traktują reklamy.

Gdzieś mam wpisane też w takich odległych planach, żeby próbować powalczyć z systemem edukacji i przygotować coś takiego. Bo to jest wiedza, którą raz się przekaże młodemu człowiekowi i wpoi całe te podstawy zdrowego życia i zadbania i prewencji, ale również diagnostyki, to, to później zostaje gdzieś w człowieku i on będzie bardziej odporny. To jest ciągła praca, ciągła praca u podstaw. Ale jestem dobrej myśli, bo te trendy, które obracają się wokół zdrowego życia, zdrowej diety, zadbanie o siebie fizycznie wskazuje na poprawę. Na zwiększenie świadomości Polaków w kontekście tej suplementacji, leczenia. Widzę, że moja praca nie idzie w próżnię. Tylko faktycznie ludzie zaczynają się zastanawiać, czy muszą łykać te suplementy, które są im reklamowane jako niezbędne. Czasami jako alternatywy wybierają stare, domowe, sprawdzone sposoby. Bo lepiej coś takiego domowego mieć, niż przereklamowane suplementy, które nie działają. Które jeszcze mają “tonę cukru” i jeszcze mogą mieć też skutki uboczne.

Zastanawiam się jeszcze nad tym, takim ABC tej obowiązkowej wiedzy. No tak odróżnianie prawdy od tych fake newsów , do tego się ten pierwszy punkt wprowadza. Druga sprawa, to kwestia zadbania o te podstawowe filary zdrowia, następnie odróżnienie tych konkretnych grup produktów. Czyli , że jeśli coś jest lekiem, to przypisujesz temu cechy leku czyli, że jest przebadane i prawdopodobnie działa. A jeśli coś jest suplementem no to, to tak między bajki i dzielić przez dziesięć, to co obiecują. Szczególnie, jeśli to jest suplement sprzedawany on – line, bo te są najgorsze, sprzedawane na takich zamkniętych sprzedażowych stronach, albo jakichś systemach MLM za pośrednictwem internetu.

Co dalej? dalej kwestia tej diagnostyki i zatroszczenia się o siebie, zanim jeszcze coś się zacznie dziać. Nie jesteśmy kuloodporni, nie jesteśmy niezniszczalni. Te badania profilaktyczne, to jest coś naprawdę rewelacyjnego.I to jest coś,z czym Polacy, powinni być oswajani od malutkiego. Że się badają. Samochód ma raz w roku przegląd, a “ facet” dopiero, jak coś się zacznie dziać. Wtedy zwykle jest już poważna sprawa ze zdrowiem. 

Są to tylko takie najważniejsze rzeczy. Coś byś tutaj dodał, jako wiesz obserwator?

 Ja bardzo nie chciałbym się wypowiadać.

Ale wiesz co, bo tak, jesteś na świeżo tatą, nie?

Tak.

To jest taka sytuacja, kiedy ktoś staje się rodzicem, kiedy zostaje rodzicem, to jest cudowna sprawa i niesamowite przeżycie. Teraz życie wywraca się do góry nogami, ale też niesie wartość która jest nie do przecenienia. To jest moment, kiedy wiele osób zaczyna się dopiero troszczyć o siebie, ten moment kiedy zaczynają się starać o dziecko, kiedy kobieta jest w ciąży i później, kiedy dziecko przychodzi na świat. To jest taki moment, kiedy priorytety wywracają się “do góry nogami”. No i wtedy widać, jak bardzo nie wiemy, albo jak bardzo wiemy, dlatego też, moją pracę kieruję do rodziców. Do młodych rodziców. Większość informacji na blogu, może nie większość, ale taka dobra połowa dotyczy opieki nad dzieckiem. Bo jeśli dorosły człowiek ,który mógłby się dowiedzieć, gdyby chciał, nie wie i nie szuka niezbędnej wiedzy, to jest jego sprawa.Ale jeśli niewiedza rodzica szkodzi dziecku, to wtedy już jest poważna sprawa, problem społeczny.

Biznestata poszedł do lekarza, usłyszał czego już nie może, dostał receptę na środek niezrozumiałej nazwie. Jak rozmawiać z lekarzem o lekach? 

Tutaj podstawą jest to, żeby w ogóle rozmawiać. Niestety nasz system zdrowia jest tak skonstruowany, że lekarze mają za mało czasu na rozmowę. Często mi zwracają właśnie czytelnicy uwagę, że no okej przeczytali mój artykuł, zajęło im to powiedzmy 30 minut. Ale oni potrzebowali tej wiedzy powiedzmy pół roku wcześniej, jak pierwszy raz coś zaczęło się dziać dziecku. Ale żaden lekarz nie ma czasu dodatkowo, żeby 30 minut edukować pacjentów. To jest coś o co jednak my powinniśmy się zatroszczyć we własnym zakresie. No ale tak, kwestia rozmowy jest kluczowa.

Ja myślę, że kilka informacji, z którymi trzeba wyjść od lekarza, to przede wszystkim trzeba wiedzieć co ci jest, często mam wrażenie, że pacjenci nie wiedzą, co im jest. Bo kiedy się spotykamy, kiedy pacjenci przychodzą do apteki i do okienka, to nie wiedzą co im jest. Pewnie część osób nie chce powiedzieć, to absolutnie szanuję. Tylko my, jako farmaceuci nie mamy zapisanej diagnozy, nie wiemy co komu jest, ciężko rozmawiać o lekach w oderwaniu od tego co się dzieje i komu się dzieje. Więc warto wiedzieć co Ci dokładnie się dzieje, warto wiedzieć jakie leki masz zapisane i jak mają działać. Chociaż o to można podpytać w aptece, do czego zachęcam, żeby wymusić te informacje.

To zresztą skomplikowana sprawa, bo też często pacjenci nie chcą słuchać, bo im się śpieszy. Farmaceuci mają tę wiedzę o lekach i warto ich dopytywać o to. Jeśli nie ma czasu w gabinecie lekarza na to, żeby opowiedział jak działają dane leki, jak je podawać, jak ze sobą łączyć na przykład. To wtedy, żeby tę wiedzę wycisnąć w aptece. Powinniśmy mieć komplet informacji o tym, jak dawkować dane lekarstwo. Żebyśmy wiedzieli, że potrafimy te informacje odczytać, czy jakie pory stosowania leku, na co działają te leki, dokładne dawki. Bo dla lekarza to jest oczywiste, a pacjenci nie wiedzą, bo ten lek jest pierwszy raz, albo jak je łączyć.

My w aptece też nie jesteśmy w stanie zawsze to wiedzieć, bo dawkowanie jest dopasowany na przykład do wagi i do intensywności, tego co się dzieje dziecku. My nie mamy tych informacji. Nie możemy arbitralnie powiedzieć, że zwykle te kropelki podaje się 10 razy na dobę, albo na dobę po 10 koperek. Bo nie ma “jak zwykle”, to zawsze zależy. Więc takie informacje: co dostajemy konkretnie, jak to działa, na co dostajemy i jak to stosować powinniśmy dowiedzieć się od lekarza. No i warto się upewnić, że przekazaliśmy lekarzowi komplet informacji dotyczących tego, co się dzieje, komu się dzieje,od kiedy się dzieje. Czy jakieś alergie występują, czy taka sytuacja miała już miejsce wcześniej. I czy możemy jakieś wnioski z tamtych wcześniejszych sytuacji przełożyć na to, co dzieje się aktualnie.

To są wszystko, wiesz ,tematy do powiedzenia na osobne rozmowy, ale jest takie stare, chińskie przysłowie. Nie wychodzisz z gabinetu od lekarza, jeśli nie masz absolutnie pełnej wiedzy, o swoim stanie zdrowia i diagnozą. Bo jakby nie było, my płacimy za tej wizyty. Więc wymagajmy tych podstawowych informacji, podstawowej wiedzy.

Tak więc, warto rozmawiać, warto sobie te pytania, też ewentualnie wynotować wcześniej Ja lubię takie “check listy”. Szczególnie jeśli idziecie do lekarza z dzieckiem i nie macie pełnego oglądu, to warto mieć taką “check listę”, oczywiście przygotowaną przed wizytą u lekarza i po prostu na wizycie po kolei sobie przejechać te rzeczy. Jak temperatura się rozkłada na przykład, co się dokładnie dziecku dzieje, czy ma jakieś uczulenia, jaką ma wagę.

Takie różne rzeczy sobie zapisać, żeby później ich w stresie i w tej sytuacji, kiedy już jest szybko, szybko, szybko, kiedy wyczekaliśmy się dwie godziny z krzyczącym dzieckiem w poczekalni, ( tam w poczekalni zawsze to jest scenka rodzajowa, wyczerpująca psychicznie). Żebyśmy potem pod presją nie zapomnieli tych najważniejszych rzeczy i rozmawiali z lekarzem krótko, konkretnie i na temat. I nie bali się pytać, Nie bójcie się pytać, nie ma złych pytań jeśli chodzi o wasze zdrowie. Upewnijcie się tylko, że te pytania są faktycznie istotne. 

Żona biznestaty poszła z dzieckiem do lekarza, dostali receptę, wrócili do domu. Wysłali tatę do apteki, w okienku magister mówi, że nie ma, ale może dać zamiennik. Czy się zgodzić i co powinniśmy wiedzieć o zamiennikach? 

Zamienniki, albo odpowiedniki, albo równoważniki leków, to są takie nazwy, niby tożsame. Generalnie zamienniki nie są czymś złym, są jakby dodatkowym wyjściem, dodatkową możliwością. Tutaj ważne jest to, żeby zwrócić uwagę, czy na pewno ten lek, może być zamiennikiem innego leku. Suplement nie może być zamiennikiem leku. Jeśli ktoś coś takiego próbuje wam sprzedać, no to słabo. Warto się upewnić, że to jest dokładnie taki zamiennik, według zasady lege artis (według sztuki).

Zamiennik w swej istocie, to jest produkt leczniczy, który zawiera taką samą dawkę substancji czynnej, taką samą substancję czynną, w takiej samej dawce i której podanie wywołuje analogiczne efekty terapeutyczne. Tutaj istotne jest to, że niektóre leki mają przedłużone uwalnianie, zmodyfikowane działanie w czasie. To są takie tabletki, albo o przedłużonym uwalnianiu, albo modyfikowanym uwalnianiu. I tak w przypadku takich leków, czasami nawet jeśli dawka jest taka sama, to ten lek może działać w ciągu dnia inaczej. Więc tutaj trzeba już najlepiej mieć swojego zaufanego farmaceutę. Kogoś, kto was zna, kto z wami porozmawia, kogoś z kim zbudujecie głębszą relację.

Chodzenie do takiej randomowej apteki , byle byłoby najtaniej , nie jest dobrą opcją. Apteki też są różne. Jakby nie chcę bronić tych aptek, które są takie dyskontowe, marketowe i którym wyraźnie zależy tylko na sprzedaży, na wciskaniu ludziom różnych rzeczy i na realizowaniu targetów sprzedażowych. Natomiast są apteki, które cały czas są prowadzone zgodnie ze sztuką. Jest ich całkiem sporo, tylko kwestia znalezienia takiej apteki, pogodzenie się z tym, że raczej tam nie będzie najtaniej. Ale w związku z tym że w aptece płaci się, jakby za czas farmaceuty marżą leków w jakiś sposób, bo farmaceuta nie dostanie wynagrodzenia za swoje porady, za swoją pracę dodatkową, doradczą. No to gdzieś to musi być jakby pokrywane, niwelowane w każdym razie.

Kluczem tutaj jest to, żeby pogadać z kimś zaufanym, kto was zna. Bo on będzie najlepiej orientował się jak jest z tym zamiennikiem. Zamienniki z mojej perspektywy są korzystne, one dla wielu osób. Szczególnie dla seniorów, pozwalają na przykład poprawić dostęp do podstawowych leków. Jest grupa ludzi w Polsce, która ciągle żyje za głodowe pieniądze. Dla nich możliwość oszczędności 5, 10, 50 ,100 zł miesięcznie, to są zawrotne pieniądze. I to jest dla nich być i nie być często. To, że zamienniki są czasami tańsze jest fajne, zamienniki mogą być też korzystne w sytuacji, kiedy na przykład nasze dziecko nie toleruje smaku jednego antybiotyku, ten inny antybiotyk, albo inny syrop może mieć inne dodatki smakowe i być może po prostu może mieć lepszą formulacje. To są takie plusy. Co jeszcze?

No też mamy takie czasy, że niektórych leków brakuje, są dziś wywożone po prostu, są takie przestoje. I wtedy obecność zamienników zwiększa dostępność społeczeństwa po prostu do danych leków, nie brakuje leków. I są wady zamienników. W niektórych sytuacjach,w niektórych chorobach lepiej jest trzymać się jednego leku. Ale to taka bardziej ogólna zasada, że się ktoś decyduje na zamiennik, to powinien pamiętać o kilku ważnych zasadach.

Czyli nie skakać z kwiatka na kwiatek, więc jak się ktoś już zdecyduje na jeden lek, który możliwe, że jest zamiennikiem innego leku. Jeżeli coś jest zamiennikiem, to nie jest to określeniem pejoratywnym. W tym przypadku. Bo często pacjenci dostają już zamienniki jakichś tam oryginalnych leków i chodzi o zamiennik zamiennika. W każdym razie chodzi o to, żeby stosować dany preparat i jakoś się w tym połapać. Bo często problem dotyczy tutaj, (pytałeś o dzieci), ale problem dotyczy seniorów, osób starszych, które nie potrafią się połapać w zamiennikach, w tych innych nazwach, rozumiesz o co mi chodzi?

Tak

Mają wykupić leki na trzy miesiące i dostają dwa opakowania takie i trzecie inne, czasami bywa, że stosują równolegle na przykład podwójną dawkę leku, bo myśleli, że to jest nowe lekarstwo. Kwestia możliwości poznawczych i ogarnięcia tego w taki sposób. To jest takie niebezpieczeństwo. Jeśli wprowadzamy nowy lek, albo też mamy nowy zamiennik,no to warto poobserwować jakiś czas. Jeśli na przykład jest to lek na ciśnienie, no to kontrolować te parametry ciśnienia, jeśli na cukier, to badać poziom cukru. Tutaj to już kwestie dosyć indywidualne. Mam poczucie, że jeśli ktoś nie siedzi w tym “półświatku” medycznym, to ciężko będzie mu ocenić, czy dany zamiennik jest okej. Czy ktoś próbuje na przykład dać suplement pod pozorem zamiennika leku, co nie jest okej. Co nie jest uczciwe po prostu. Więc kwestia posiadania mądrej osoby w aptece z którą porozmawiacie. To jest bardzo ważna sprawa.

Jesteśmy otoczeni przez medycyny alternatywne, medycynę chińską, akupunkturę, aromatoerapie, homeopatie, jak spoglądać na te hasła? 

Wiesz co ci powiem? tak ogólnie powiem, że od zawsze w społeczeństwie, była taka potrzeba szukania złotego środka. Takiego kamienia filozoficznego, który jest jedynym lekiem na całe zło świata. Czegoś takiego po prostu nie ma, to nie istnieje i ja myślę, że nigdy nie będzie istniało. Co nie zmienia faktu, że cały czas szukamy czegoś lepszego, bardziej skutecznego. Dużo rozbija się o marketing, bo Polacy, chociaż nie tylko Polacy, bo myślę, że większość ludzi generalnie nie lubi lekarstw. I ja to rozumiem, bo ja też ich nie lubię. Lekarstwa są takim złem koniecznym. Ale z drugiej strony jest takie przeświadczenie, że metody opisane jako naturalne są bezpieczniejsze, albo jakby korzystniejsze, od tych sztucznych, czy tam farmaceutycznych po prostu. Chociaż farmacja w swoim jakby DNA ma zakodowaną tą medycynę naturalną, zioła, bo z tego wyrosła. 

Więc kwestia odróżnienia prawdy medycznej od “medical fake news” i z tym często mają pacjenci problem. Na przykład homeopatia jest przykładem jakby paranauki i dziedziny, która na szczęście w coraz większej ilości krajów jest po prostu wycinana. Uznawana za metodę, która nie ma żadnych podstaw do tego, żeby nazywać ją w ogóle metodą leczniczą. Tylko jest w zasadzie takim dziwnym tworem. Co do tych metod pochodzących ze wschodu, to tutaj już bardzo zależy. Ja też interesuję się tymi rzeczami i mam kontakt z tym, bo pacjenci, moi czytelnicy przesyłają mi różne nowinki. Też i proszą o jakieś tam konsultacje. Często więc widzę jakie środki się pojawiają.

No i niestety często pod płaszczykiem tych metod naturalnych są sprzedawane jakieś dziwne suplementy o niewiadomym pochodzeniu. Jednak w Polsce ta kontrola, szczególnie produktów leczniczych, generalnie w Europie jest na bardzo wysokim poziomie. Jeśli coś jest lekiem, no to w środku jest to, co powinno być i to ma też przebadany profil bezpieczeństwa. Więc wiem jakie jest ryzyko stosowania takiego produktu.

A jeśli coś kupimy nie daj Boże z Ali Express na przykład. Dużo ludzi kupuje stamtąd różne kapsułki, to my nie mamy pojęcia, co jest w środku. A tam może być dosłownie wszystko, może być to, co jest napisane na składzie, ale mogą być też rzeczy których na składzie nie ma. Wszystko tutaj rozbija się o zdrowy rozsądek i myślę, że to jest takie dobre podsumowanie tego pytania. Metody naturalne są oke, o ile faktycznie mówimy o ziołach, o takich metodach, które mają gdzieś potwierdzenie naukowe. Nie są taką szarlatanerią, ale trzeba tutaj się orientować.

Nie można szukać złotych środków, które działają na wszystko. Bo to jest poszukiwanie skazane na porażkę. I jeśli ktoś obiecuje wam coś cudownego, coś co działa po prostu niesamowicie oczyszczająco, odchudzająco, odgrzybjająco, detoksyzująco, odżywiająco i za dużo takich słów, które są modne. Jeśli pojawiają się już tylko dwa takie słowa w opisie produktu, to bym uciekał, po prostu od tego. I czy jak ten biorezonans, który jest bzdurą, a ludzie cały czas szukają i wierzą, że to pomaga. Więc kwestia uczenia się dowiadywania i odsiewania marketingu i reklamy od rzeczy, które mają jakieś podstawy w nauce.

Ale to już kwestia tego, komu wierzymy, komu ufamy, w którą stronę chcemy pójść. Wszystko dobrze, jeśli chodzi o dorosłych. Problem zaczyna się, jeśli ktoś takie metody dziwne próbuje przerzucać na dzieci. Mamy przypadki, że znachorzy, specjaliści właśnie od homeopatii, biorezonansu, gdzieś powodują szkodę. nawet tam jakieś dzieci giną przez to. I to jest wtedy straszne, to jest coś, co mnie przeraża osobiście. 

I są w Polsce takie przypadki?

Są takie przypadki, tak, dziecko leczone przez znachora zmarło. Ja znam taki jeden na pewno, akurat niedaleko mnie. To zawsze jest tragedia. Wiesz co, nie wiem, czy jest taka statystyka prowadzona. Każdy przypadek, w którym zaniechane jest prawidłowe leczenie, na rzecz leczenia alternatywnego, alternatywnego w takim sensie, że po prostu jest taki “fake medical”, jest niebezpieczne. I żeby nie było tak bardzo pesymistycznie, no ,to po prostu nie ma cudownego sposobu na wszystko. Jeśli ktoś tylko próbuje wam obiecać, że ma jakiś niesamowity sposób na wasze problemy, na odrobaczenie, odgrzybianie, odkwaszanie, odchudzanie, to uciekajcie, niech się wam zapali, taka czerwona lampka.

Przejdźmy do przyjemnych wspomnień z mojego dzieciństwa, dziadek mieszkał w lesie i miał pszczoły, hasło miód.

Wiesz co, miód, no ja bardzo te pszczele produkty lubię, jeśli ktoś obserwuje mojego bloga to wie, że ja dużo o nich pisze od miodu przez różne typy miodów, pierzgę, pyłek, propolis. Wszystkie tematy są fajnie na blogu opracowane, bliskie temu, co mówiliśmy w tym wcześniejszym punkcie. Miód to jest miód, miód mimo wszystko głównie jest cukrem, więc nie powinno się go zjadać za dużo i traktować jako takie cudowny sposób na wszystko. Bo cudownych sposobów, po prostu nie ma. Ale stosowany w rozsądnych ilościach i przede wszystkim ważne w miodzie, jest to, żeby to był taki prawdziwy miód. Taki, najlepiej z małej pasieki , położonej w jakimś czystym miejscu, tradycyjnie prowadzonej.

Taką cechą prawdziwego miodu jest na przykład to, że dwa miesiące po zbiorach, trzy miesiące po zbiorach już się krystalizuje i jest twardy. A jeśli widzimy w marketach takie miody płynne i lejące się. To są wszystko zunifikowane produkty, zgodne z wytycznymi, tam inspektora sanitarnego. Ale one nie mają już wartości. Więc miód, żeby jakąkolwiek miał wartość, to musi być świetnej jakości. Jeśli twój dziadek ma pasiekę, czy miał pasiekę, to znasz pewnie zapach miodu, miód miał po prostu zapach. Miał inny wygląd. był zanieczyszczony nie wyglądał tak idealne , ładnie, krystalicznie. Mój dziadek też miał pasiekę, więc mam zakodowany ten zapach, zapach wnętrza ula. Takie połączenie dymu z tym propolisem, z tymi ramkami, z taką starością. I jakby mam taką pasiekę, kilka takich pasiek, jedną ma taką pasiekę, która faktycznie, taki dobry miód robi. To jest cudowne, że mamy dostęp do do bardzo dobrych produktów on – line. 

Przejdźmy do kolejnej ciekawostki pod tytułem napoje energetyzujące, czasem upodobnione do reklam medycznych. Był zmęczony, wypił i nabrał siły. 

No i widzisz wracamy do mojego pierwszego punktu z naszej rozmowy. Kwestia odróżniania takich naukowych rzeczy, podstaw, od takiej marketingowej “gadki szmatki” i “medical fake-news”. To wszystko rozbija się o to, że nie ma cudownych sposobów na zdrowie, nie ma szybkich sposobów na zdrowie. Trzeba zdroworozsądkowo podchodzić do życia. Najważniejsza dla naszego samopoczucia jest równowaga w życiu. Czyli sen, odpoczynek, zdrowe zbilansowane życie, dobra zdrowa relacja, unikanie stresu. Stres jest wyniszcza nas w każdą możliwą stronę. I nie ma cudownych sposobów.

Co do środków które są niezdrowe, a są reklamowane jako zdrowe, ja mogę tylko do potępić. I liczę na to, że coraz mniej osób się na to łapie. Bo ja widzę, że ludzie czytają składy. Nawet producenci tych energetyków, nie wiem, czy zauważyłeś idą w kierunku “eko” i zdrowej żywności. I teraz już jest zamiast zwykłego energetyka, jest jakaś “matcha” z dodatkiem kofeiny, albo wyciąg z guarany, z dodatkiem kofeiny. I tam też jest mnóstwo cukru, ale wydaje się, że zdrowy, bo na bazie ziółka. Tak, że to kwestia uczenia się, czytania składów i dociekania, co działa, jak ma działać. W medycynie nie ma przypadków i jeśli coś ma wywierać efekt korzystny dla zdrowia, to są konkretne składniki. No i też kwestia dotarcia do informacji. 

Wspomniałeś o stresie. Czy i kiedy brać wszystkie tabletki na stres?

No to jest też pytanie, co było najpierw, czy jajko, czy kura? Tabletki na stres, że są takie reklamowane? 

Tak, są przeróżne reklamy środków, które w magiczny sposób relaksują, uspokajają. 

Tak, są reklamy, w których występują panie z seriali, z popularnych tasiemców. Ja też kojarzę na przykład. To jest też, tak jak wspomniałem, kwestia tego, czy, ktoś jest podatny na taką reklamę i szuka szybkiego sposobu. Czy jednak świadomość danej osoby jest już taka, że wie, że, jeśli nie zlikwiduje przyczyny stresu i jakoś nie przeorganizuje sobie priorytetów życia, zdrowia, (o ile to możliwe, bo ja wiem, że w życiu jest różnie). No i czasami w pracy trzeba wytrzymać, w takiej, a nie innej atmosferze. Nie jest różowo. W każdym razie no kwestia odpowiedzenia sobie co jest priorytetem i ogarnięcia tego, w jaki sposób, jeśli to w ogóle możliwe.

Tabletki na stres? Szczerze powiedziawszy, to ja nie znam takich, które cudownie zlikwidują przyczyny stresu. Mogą być tabletki , które jakoś ułatwią zaśnięcie, chociaż, też mam wrażenie, że to nie nie działa, jeśli stres jest chroniczny, jakiś bardzo problematyczny i nasilony. Nie ma cudownych sposobów na stres. Kwestia przepracowania tych priorytetów i bardziej bym tutaj szukał pomocy terapeuty, nawet jakiejś psychoterapii, czy terapii, która pozwoli znaleźć źródła stresu. Nawet często sobie ich nie uświadamiamy. Zdrowie to nie jest tylko to zdrowie fizyczne, że ktoś kaszle, czy ma katar. Tylko, kto wie, czy nie bardziej właśnie to zdrowie, które siedzi w głowie, po prostu. Nasze podejście do życia, nasze doświadczenia. O tym się dużo nie mówi, a szkoda, bo to jest bardzo ważna kwestia, bardzo ważna sfera życia i zdrowia ogólnego. 

Mam w swojej historii doświadczenie właśnie, które potwierdzi twoją opinię. Mianowicie w pewnym momencie poziom stresu zaczął mi się odbijać na zdrowiu fizycznym i pomogła po prostu zmiana pracy. 

No tak, więc zabrałeś się za przyczynę, po prostu. No to gratulacje, gratulacje Arturze,  że ci się udało to zrobić, bo zmiana pracy jest też sama w sobie stresem. Ale jeśli później było lepiej, to odczułeś to i to się prawdopodobnie przełożyło na całe twoje zdrowie. 

Szczęśliwie byłem w sytuacji, w której mogłem sobie na to pozwolić.

Przejdźmy może do książki, mam ją właśnie przed sobą i na jej pierwszych stronach dziękujesz rodzicom za zaszczepienie ci miłości do naturalnych sposobów leczenia. Jak odróżnić naturalne i nienaturalne sposoby leczenia?

Wiesz co, tutaj bardziej chodzi o to, że bardzo istotna jest dieta. I dieta jest czymś, co może nie tyle nas leczy, ale nie doceniamy znaczenia takiej, dobrze zbilansowanej diety i aktywności fizycznej. I te naturalne sposoby, ja tutaj odwołuje się do,(wiesz, ja jestem prostym chłopakiem, który wychował się na wsi, teraz się mówi na obrzeżach). Stąd mieliśmy dostęp do ziół.

Moi rodzice byli fanami takich ziół i te zioła zawsze były gdzieś pod ręką. Więc w moim przypadku to było stosowanie po prostu tych ziołowych metod. Czyli herbatki z kwiatu lipy, z kwiatu czarnego bzu, właśnie te miody różnego rodzaju, pyłki zakwasy, różne rodzaje kiszonek. I wychowałem się w takim klimacie. Jestem teraz farmaceutą i teoretycznie mogłoby się wydawać, że jak farmaceuta, to pewnie zależy mu żebyśmy łykali jak najwięcej tabletek. To zupełnie nie jest prawda, to tak samo jest nieprawdą jest to, że lekarzom zależy, żebyśmy chorowali. W niczyim interesie nie jest żebyśmy chorowali, już tu pomijam historię o (jak to się mówi? afery spiskowe) o tym, że faktycznie nas trują. Faktem jest też, że życie się wydłuża, jakość życia się poprawia. 

Naturalne metody to są dla mnie związane ze zdrowym stylem życia. Lubię to polskie nasze zioła, nie lubię szukać daleko za granicą z innej kultury. Z tej prostej przyczyny, że ciężko zadbać jakoś o jakość tych surowców, które są sprowadzone z zagranicy. No i często niestety, do tego jednego worka z naturalnymi metodami, wrzucona jest właśnie homeopatia. I jakieś leczenie srebrem koloidalnym, co w ogóle jest niezgodne z prawem. I mnóstwo takich paranaukowych, szkodliwych metod jest wrzucone do jednego worka z metodami naturalnymi. Dla mnie metodami naturalnymi w naszej szerokości geograficznej jest ziołolecznictwo. Jest takie leczenie dietą, czyli zadbanie o te podstawy, o te podstawowe filary. To jest coś takiego, zrośniętego z naszą kulturą najbardziej. 

Komu polecimy książkę “Odporność”?

Wiesz co, jeszcze co do tego cytatu z dedykacją dla moich rodziców, których serdecznie pozdrawiam. Chodzi tutaj o to, że właśnie w kontekście odporności. Tak, jak nie ma cudownych sposobów na stres, nie ma cudownych sposobów na zdrowie. Nasze zdrowie jest wypadkową różnych małych decyzji, które podejmujemy na codzień, naszych złych i dobrych nawyków, które kumulują się latami. Często też kwestia oczywiście genów, kwestia też szczęścia, miejsca, w którym żyjemy. No i tych stresów różnych małych zwykle to są małe stresy, które się kumulują.

W każdym razie chodzi mi o to, że odporność to jest proces nabywania odporności właśnie proces, nabywanie odporności jest procesem i ten proces trwa. Ja moją książkę napisałem w związku z tym, że najwięcej pytań dostaję właśnie od młodych rodziców o odporność dzieci. Co zrobić, żeby dziecko nie chorowało, czy są cudowne tabletki na odporność? Mnóstwo jest takich suplementów w Internecie i sieciach MLM w różny sposób sprzedawanych, które zachęcają do kupna: żelki, soczki, proszki, różne rzeczy na odporność. I rodzice to kupują często nie wiedząc co. A nie rozumieją na czym polega takie budowanie, nabywanie odporności. No i ta moja książka opowiada, przeprowadza przez ten proces, tłumaczy krok po kroku,na czym polega nabywanie odporności, rozwijanie się układu odpornościowego.

Dziecko potrzebuje czasu, wsparcia zadbanie o te podstawowe filary. Czyli sen, odpoczynek, brak stresu też, żeby chorowanie nie wiązało się z odczuwaniem stresu przez dziecko. Intensywne chorowanie przedszkolne jest koszmarem i dla dziecka i dla dorosłych. Ale dziecko nie powinno z tego tytułu czuć się jakieś zaszczute, zestresowane i jakby często nie rozumiejące, dlaczego w domu jest ciężka atmosfera. Małe dzieci chłoną nasze emocje i to z pewnością osłabia ich odporność. Kwestia zrozumienia tego procesu, żeby naturalnie mu pomagać, nie szkodzić i nie przesadzić, by nie przekombinować.

A sama książka jest takim przygotowaniem do tego, jak ta odporność się rozwija. Więc najwięcej korzystają (tak patrząc po tych opiniach, które do mnie spływają), najgorętsze opinie są od rodziców dzieciaków, które już mają etap chorowania żłobkowo-przedszkolny. I ta książka robi u nich super robotę. Książka jest dobra jako przygotowanie dla przyszłych rodziców, dla mam w ciąży. Jak to dziecko jeszcze nie choruje, jeszcze jest pod takim płaszczem ochronnym rodziców. No i oczywiście dla dziadków i dla babć. Bo często ich informacje o tej wiedzy,  mimo ich szczerych chęci nie są zgodne z tym stanem wiedzy, czy realiami.  

Czy zauważasz wokół siebie coś, co przywodzi  refleksje: o można by wokół tego zbudować biznes, ale ja już przecież mam zajęcie?

Dobrze Biznestato, wiesz co, ja jestem przede wszystkim farmaceutą, aczkolwiek mocno siedzę w Internecie. I na pewno coś, co widzę, że ma przyszłość, to kwestia outsourcingu, różnych usług. Na przykład obróbki audio, w jakiś sposób tworzenia treści i różne takie czynności,  które my możemy nazwać kompetencjami wirtualnej asystentki, takiej wirtualny asysty,  wirtualnego zaplecza. To jest coś, co myślę, że będzie bardzo szybko się rozwijało. Chociaż, to już się dzieje, z tego co wiem, że są takie osoby i całe takie ugrupowania, które pomagają. Można wyoutsourcować w zasadzie wszystko, co jest w jakiś sposób powtarzalne, albo i nie. 

Ale, żebym miał jakieś złote sposoby na biznes? ja skupiam się na tym, co robię najlepiej, czyli moją przewagą jest to,  że jestem blisko ludzi cały czas. Bo rozmawiam z tymi  ludźmi w aptece, widzę ich potrzeby. No i cała moja praca jest odpowiedzią na takiej potrzeby, które codziennie są mi gdzieś tam artykułowane, co dzień do mnie docierają. Wydaje mi się, że na pewno jest miejsce na takie merytoryczne blogi, które będą zawierały konkretną wiedzę na  temat leków.

No widzisz, twoje pierwsze pytanie jakoś mnie zagięło, o ten poradnik, że coś takiego można zrobić. Można by wokół tego zbudować wspaniałą narrację i dostarczyć ludziom dobrej wartości i później gdzieś tam szukać pieniędzy. W różny sposób  to monetyzować, w oparciu o to zaufanie, które się zbuduje,  jakieś fajne treści dostarczać. Chociaż coraz częściej właśnie docierają do mnie  takie informacje, że ludzie nie radzą sobie z wyszukiwaniem informacji w internecie. Że wiesz, pierwsze pięć wyników wyszukiwania,  to są reklamy Google, a później jakieś dziwne wpisy szmatławcowe z portali. No i ciężko, ciężko, jak ktoś nie ma autorytetów, to ciężko znaleźć takie dobre, wiarygodne źródło. właśnie do odsiewania tej prawdy od kłamstw.

Trzy słowa na zakończenie, jakieś przesłanie do wszystkich słuchaczy?

Żyjmy tak, żeby,tabletki nie były potrzebne. Chciałbym, żeby ta dewiza była dewizą polską. A mam wrażenie,  że jest odwrotnie. Ale tutaj nie upatruje winy Polaków,  bardziej systemu, który dopuszcza, taką ilość reklam i takiego szumu marketingowego w przestrzeni publicznej. Życzyłbym sobie, żebyśmy dbali o zdrowie, zarówno to zdrowie fizyczne, jak i o zdrowie psychiczne. I żeby, te sfery był traktowane na równo, bez żadnego tabu.Bo, jakby obserwuje różnych ludzi i  moje otoczenie i sam obserwuje siebie. I widzę, że często ignorujemy sygnały płynące z ciała i nie słuchamy naszego organizmu. Na zakończenie życzyłbym naszym czytelnikom, swoim słuchaczom, naszym słuchaczom, czytelnikom przede wszystkim zdrowia, To brzmi bardzo tak prosto, ale to jest absolutna podstawa szczęścia i takiego bezpiecznego, spokojnego życia. Tak, że, życzę wam wszystkim zdrowia, trzymajcie się ciepło i dziękuję za to, że chcieliście mnie wysłuchać do końca. 

Dziękuję serdecznie ze swojej strony i mam nadzieję,  że ze strony wszystkich naszych słuchaczy. Życzymy Panu Tabletce 100 lat w zdrowiu. 

Dzięki,  dziękuję ci za zaproszenie bardzo miło że napisałeś.  

Podobne audycje:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *