Szkoła jakiej świat nie widział – Artur Pranga – BT22

Szkoła jakiej świat nie widział

Pobierz audycję

Transkrypcja:

W podcaście Biznestata.com promuję edukację domową. Zdaję sobie sprawę z faktu, że dla wielu osób jest ona nieosiągalna z takiej, lub innej przyczyny. Jeżeli zaś ktoś musi posyłać dzieci do szkoły, niech to będzie szkoła najlepiej przygotowująca do życia w biznesie. Zaprezentuję Ci mój autorski pomysł na szkołę. Jestem świadomy, że moja idea idzie pod prąd obecnie panującej ustawy o szkolnictwie. Jeżeli jesteś przedsiębiorcą z branży szkolnej, możesz wykorzystać ten pomysł, lub jego dowolnie wybrane elementy. Pod jednym warunkiem: wszyscy uczniowie i ich rodzie muszą zostać poinformowani o pochodzeniu pomysłu. Tylko tyle.

W tej szkole wiele rzeczy byłoby zorganizowanych zupełnie inaczej niż znamy to z obserwacji.

Pierwszym wyróżnikiem byłby brak, wyeliminowanego już dziś przez naciski biurokracji, zagrożenia nie przejściem do następnej klasy. Tak naprawdę klasy przestałyby istnieć, a uczniowie uczęszczaliby do takiej szkoły tak długo, jak długo oni sami oraz ich rodzice mają na to ochotę. W dowolnym momencie, nawet dzień po zapisaniu się do szkoły, uczeń na żądanie dostawałby certyfikat ukończenia takiej szkoły. O tym, co stanowi o wyjątkowości tego certyfikatu, już za chwilę.

Drugim wyróżnikiem byłaby rezygnacja z nakładania na nauczycieli wszystkich męczących obowiązków. Zwalniamy auczycieli z utrzymywania i egzekwowania dyscypliny w szkole. Nie musieliby nikogo sprawdzać i oceniać. Nie pełniliby też żadnej funkcji nakazowej. Wszak wiemy, że największy opór w młodzieży budzą nakazy i zakazy, więc po co stosować narzędzie wywołujące skutek odwrotny od zamierzonego? Jedyną funkcją, jaką nauczyciele musieliby spełniać w szkole, jest bycie nauczycielem, czyli funkcja doradcza. Bycie do dyspozycji z wiedzą oraz nauką dla uczniów, którzy sami się do nich zgłoszą. Nauczyciele oczywiście musieliby otrzymywać punkty od uczniów, którym służą. Na podstawie zgromadzonych punktów wypłacano by im pensje, a ci nauczyciele, którzy nie zgromadzą wystarczającej ilości punktów, sami odchodziliby ze szkoły. Nauczyciele mieliby również stanowczy zakaz wyręczania uczniów w prowadzonych przez nich projektach – tylko głos doradczy! Mieliby również prawo organizować w swoich salach odczyty i wykłady otwarte, zachęcające uczniów do korzystania z ich usług.

Trzecim wyróżnikiem byłoby całkowite wyeliminowanie ocen ze szkoły. Wiemy, że każdy uczeń jest inny, ma inne zdolności, uwarunkowania i predyspozycje. Więc ocena, przyznawana na podstawie szczątkowej informacji przez obcą osobę, jaką jest nauczyciel, niewiele dobrego wnosi. Zamiast ocen istniałby system punktów. Każdy uczeń mógłby zdobywać punkty na 2 sposoby:

  • od szkoły za wykonywanie prac porządkowych, remontowych i promocyjnych,
  • od innych uczniów za świadczenie im przeróżnych przysług, prac i udział w projektach.

Obsługą punktów, nieskończenie podzielnych, zajmowałaby się centralnie szkoła, najpewniej za pomocą systemu elektronicznego podobnego do banku, prowadząc szereg kont dla każdego z uczniów, zakładanych przez nich projektów, oraz dla nauczycieli. Ten system musiałby umożliwiać dokonywanie sprawnych transakcji pomiędzy stronami oraz rejestrację umów i kontraktów zawieranych pomiędzy nimi. Tutaj wchodziłaby w grę funkcja nadzorcza szkoły, której zadaniem byłoby realizowanie przelewów miedzy uczniami tylko na podstawie wcześniej zarejestrowanych kontraktów, które byłyby sprawdzone przez szkołę. W tym miejscu szkoła realizuje eliminację wszelkich nadużyć i kontraktów o niskiej wartości moralnej. W razie wątpliwości szkoła odmawia rejestracji kontraktu z informacją uzasadniającą.

Celem uczęszczania do szkoły, naturalnym i oczywistym dla każdego ucznia, który do niej wstąpi, byłoby zgromadzenie możliwie dużej ilości punktów oraz udział w projektach, podejmowanych wspólnie przez samorzutnie organizujące się grupy uczniowskie. To właśnie liczba zgromadzonych punktów oraz lista podjętych projektów byłyby treścią certyfikatu wydawanego przez szkołę. Należy zaznaczyć, że każdy uczeń na wejściu do szkoły otrzymywałby jedną rzecz: 0 punktów. Taka sytuacja zmusiłaby każdego ucznia do podjęcia, choć na chwilę, prac na rzecz szkoły, lub zadań na rzecz innych uczniów. Chcesz być prezesem? Naucz się, choć przez chwilę, pracować dla kogoś.

Nie wiem, jakie byłyby ilości zgromadzonych punktów oraz projekty podejmowane przez uczniów. Wiem natomiast, że byłoby to środowisko możliwie blisko odwzorowujące pracę przedsiębiorcy na rynku i przygotowujące do działania na nim. Wszak szkoły, jakie znamy z autopsji, przygotowują raczej do wykonywania nakazanych prac wewnątrz biurokratycznego środowiska.

Podobne audycje:

2 odpowiedzi do “Szkoła jakiej świat nie widział – Artur Pranga – BT22”

    1. Dziękuję,
      W pewnym sensie wolny rynek jest najbardziej demokratycznym tworem, jaki znamy. Oczywiście pod warunkiem utrzymania ingerencji rządu na odległość 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *