Przedsiębiorcza adopcja i Kryzysoodporność – Daniel Piesto – BT 42

Daniel Piesto

Pobierz audycję

Linki:

  • Kryzysoodporność – Daniel Piesto i współautorzy – książka o przygotowaniu do trudnych czasów

Lista tematów:

  • Kryzysoodporność vs Antykruchość: 0’30”
  • Polski system adopcji: 1’39”
  • Kary w wychowaniu: 7’13”
  • Likwidacja adopcji ze wskazaniem: 17’03”
  • Upaństwowienie wszystkich dzieci: 21’58”
  • Szkolenia przedadopcyjne: 24’17”
  • Niepewność przed adopcją: 25’05”
  • Jak zbudować dobry system adopcji: 28’30”
  • Perspektywy rynku nieruchomości: 33’36”
  • Kryzysoodporność ciąg dalszy: 36’25”
  • Nadmiar pomysłów: 38’07”
  • Waga podejmowania kolejnych kroków: 39’27”

Transkrypcja rozmowy:

Artur Pranga: Gościem dzisiejszej audycji jest Daniel Piesto, inwestor nieruchomości, przedsiębiorca. Inwestuje z żoną. Razem są autorami książki “Pierwsze 100 inwestycji w nieruchomości”. Szczęśliwi rodzice adopcyjni. 

Dzień dobry. 

Kryzysoodporność vs Antykruchość

Daniel Piesto: Dzień dobry. Właściwie jesteśmy autorami jeszcze jednej książki, którą właśnie wydaliśmy. Jak to będzie opublikowane, to już będzie do kupienia i zamówienia. Nazywa się “Kryzyso-odporność”. 

Czy to ma coś wspólnego z anty kruchością Taleba? 

Niezupełnie. Raczej chodzi o to, jakie trzeba mieć nawyki, jak trzeba pracować nad sobą, żeby być przygotowanym na trudne czasy, które moim zdaniem i zdaniem mojej żony nadchodzą. 

Okej. Coś więcej o trudnych czasach, jak się przygotować?

Zaskoczyłem cię. No tak, generalnie w książce poruszamy tematy głównie finansowe, ale również psychiczne. Takie, jak psychicznie się przygotować na trudne czasy. Jak my to robimy, bo miewaliśmy różne sytuacje. Jak podejść do tego, z punktu widzenia oszczędzania i inwestowania, zarabiania, biznesu przede wszystkim. Ale to jest książka dla wszystkich, którzy zarabiają pieniądze. Zaczynamy od reklamy, ale tak dziwnie wyszło. Ale no, faktycznie tak jest. Napisałem tę książkę z paroma innymi osobami, które mają olbrzymie doświadczenie w kwestii finansów. Tak, że łącznie jest siedmiu autorów. W tym głównie ja i moja żona. 

Przechodzimy do pytań na temat dzisiejszego wywiadu. 

Dobrze. 

Polski system adopcji

Prawda na temat polskiego systemu adopcji. 

No to opowiem jak jest moje doświadczenie najpierw. A później wnioski. Zatem ja i moja żona, żeby mieć dzieci musieliśmy przejść proces adopcyjny, albo przysposobić w jakiś sposób dziecko. Próbowaliśmy drogą najbardziej oczywistą, czyli, że chcemy adoptować dziecko. To nie jest jedyna droga, ale najprostsza, dlatego przeczytaliśmy w Internecie co należy robić i zapisaliśmy się na kurs przygotowawczy. Bo trzeba przejść taki kurs, później trzeba uzyskać zgodę ośrodka adopcyjnego na adopcję.

Następnie czeka się na telefon, aż oni zadzwonią z propozycją konkretnego już wtedy dziecka. Jeżeli jest ta decyzja pozytywna, to dziecko trafia do domu rodziny adopcyjnej. Ten proces w naszym wypadku trwał trzy i pół roku i był, powiedzmy, gdzieś tam w połowie, po trzech i pół roku. Kiedy osoba przeciętna może zajść w ciążę, nawet bez małżeństwa, prawda. . . i po dziewięciu miesiącach jest matką, to my przechodziliśmy kursy przez trzy i pół roku.

Te kursy były strasznie rozciągnięte. Analizowano bardzo dokładnie naszą sytuację, tak naprawdę mega dokładnie. My tam potrzebowaliśmy nie kilkanaście, ale kilkadziesiąt dokumentów przynosić z różnych etapów, czasami tych samych po parę razy. Spotkania, które by można było umówić w 15 minut. Bo ja i Agnieszka jesteśmy tacy, że prostu rach, ciach ciach ciach ciach, spotkanie zakończone, jedziemy dalej. A tam spotkania które były strasznie psychologicznie rozwleczone. Trwały od godziny na przykład 11:00 do 15:00 i w środku dnia i spotkanie było raz na przykład 3 tygodnie. Rzadkość tych spotkań powodowała, że to było strasznie rozciągnięte w czasie. To jest taki pierwszy kurs najpierw. Taki sam na sam, jakby, że jesteśmy tylko my i jest pani prowadząca. To my dostaliśmy decyzję w ogóle negatywną.

W ogóle jeszcze wcześniej powinienem zacząć, że na przykład w Warszawie są tylko trzy ośrodki adopcyjne, bo zmieniła się ustawa akurat parę lat temu. Kiedyś było więcej, kiedyś to było w ogóle łatwiej adoptować, była adopcja ze wskazaniem. Ale kolejne rządy coraz bardziej restrykcyjnie podchodziły do tego, coraz bardziej zakazywały, utrudniały proces adopcyjny. Aktualnie są trzy ośrodki adopcyjne tylko, z czego dwa pierwsze nas wywaliły, więc tylko trzeci, tak naprawdę wchodzi w grę.

W pierwszym to było tak, że powiedzieliśmy im, że my nie mamy dzieci, ale tak naprawdę nie wiemy dlaczego, byliśmy u różnych lekarzy i nie mieliśmy takiego dokumentu, że jesteśmy bezpłodni. No, bo tak naprawdę, nie wiemy, czy jesteśmy bezpłodni. Czy po prostu może na przykład, nie wiem, nie chcemy tak naprawdę mieć własnych dzieci. Kto to wie? Nie ma dokumentu, więc powiedzieliśmy im o tym, że nie wiemy dlaczego nie mamy. Możemy oczywiście mieć dzieci w przyszłości, no bo przecież nie jest nigdzie zapisane, że nie możemy. Nie ma takich badań. Przeprowadziliśmy serię badań i wychodzi, że nie wiedzą, dlaczego nie mamy dzieci i że to dotyczy około 5% przypadków rodzin, które nie mają dzieci. 

A to nie, to dziękujemy. Do widzenia, to my w ogóle nie chcemy z wami mieć nic wspólnego. No, bo możecie mieć dzieci. W takim razie adopcja nie jest dla was. Czekajcie na dzieci. I to był pierwszy ośrodek. 

W drugim było tak, że oni po tym bardzo długim, rozwleczonym kursie nam powiedzieli: wy to nie jesteście do końca gotowi na dziecko. Wiesz trzydziestokilkuletni ludzie, którzy finansowo świetnie sobie radzą, mają ogarnięte życie. Ale okej, dobra nie wnikam, wysłali nas jakiś dodatkowy kurs. Bez informacji jaki to ma być kurs, nie ma żadnych atestów. Po prostu znajdźcie sobie kurs, zróbcie go. A później my ocenimy, czy ten kurs wam pomógł. To było dokładnie tak, jak mówię teraz. Bez żadnych jakby instrukcji. Było tylko: kurs dla rodziców, którzy nie mogą mieć dzieci. Taką dostaliśmy instrukcję.

Więc my stwierdziliśmy: popieprzeni ludzie normalnie. To idziemy do trzeciego ośrodka. Poszliśmy do trzeciego ośrodka, no i tam mówimy im, że no słuchajcie jacy oni byli nienormalni. Na pierwszym spotkaniu, że to od nas chcieli, to, to, to. To zapraszamy na drugie spotkanie, znowu tam zaczynają rozwlekać, przychodzimy na drugie spotkanie. A oni nam powiedzieli: nie powiedzieliście nam na pierwszym spotkaniu, że oni was na kurs wysłali. W związku z tym my z wami nic nie chcemy mieć wspólnego. To znów słowa, które dosłownie oni używają. Nie chcemy mieć z wami nic wspólnego. Więc na skreślili, więc musieliśmy wrócić do tego drugiego ośrodka. I to był jedyny ośrodek, który w ogóle coś chciał z nami zrobić.

Więc zrobiliśmy kurs, to był kurs w takim ośrodku, który zajmuje się naprotechnologią. Zapewne wiecie słuchacze drodzy, co to jest naprotechnologia. Więc nie będę wnikał. Ale tam był taki kurs dla rodzin, które nie mogą mieć dzieci. Więc przeszliśmy ten kurs, ten kurs znowu był rozwleczony. Więc to już dwa lata może trwało. Zapisano nas wtedy już na kurs taki zbiorowy, gdzie są spotkania regularne dla przyszłych rodzin adopcyjnych. I znowu te spotkania całe były o takich rzeczach, o których wszyscy wiedzą. Tam nic nie było z takich rzeczy twórczych. To było po prostu strasznie rozciągnięte, ale okej, no nie wnikam w to. Po prostu państwowe szkolenia muszą widać takie być. Największy zgrzyt miałem taki, że…( nie wiem jak jest wasz stosunek, może napiszecie w komentarzach) albo powiedz ty Jaki jest twój stosunek do kary, że zbrodnia, kara i tak dalej. Co myślisz o karze?

Kary w wychowaniu

Przez wiele lat wydawało mi się, że kara musi być. Dopóki nie spotkałem pewnej pani pedagog, która mi powiedziała: Artur, słuchaj, kara do dziecka przychodzi z zewnątrz i dziecko bardzo łatwo karę odrzuca. Zamiast karać lepiej zaangażować się w pokazanie dziecku konsekwencji. To jest droga dłuższa, trudniejsza. Ale daje lepsze efekty. 

Zgadza się. I to są mądre słowa. Ja się z tym zgadzam. Konsekwencje bywają takie, że na przykład:jeżeli rozlałeś mleko, to po pierwsze musisz posprzątać. Straciliśmy trochę pieniędzy na mleko, musisz znowu pójść do sklepu i tak dalej. Więc to są konsekwencje. Natomiast, czy zakładasz taką formę kary, że na przykład, ty musisz reagować na coś, co się dzieje? Nie kary, konsekwencji, że to jest część konsekwencji? Bo są ludzie, którzy muszą natychmiast przerwać dziecku zabawę, na przykład przemocą, bo dziecko może sobie krzywdę zrobić? Czy podnosisz głos na dziecko? 

Jeszcze się nie zdarzyło. 

Ok. No to może na ciebie to działa. Ja powiedziałem tylko tyle na spotkaniu, że ja jestem prawnikiem z wykształcenia i mnie uczono, że kara to jest właśnie konsekwencja złych zachowań. Że to jest dokładnie to samo. I wszystko ma swoją konsekwencję. To nie znaczy, że oczywiście, że jak ktoś tam zabije człowieka, to ma czekać na piekło, albo czekać, aż ktoś się zemści i mu odda. Tylko jest Instytucja kary śmierci, albo jakieś inne kary za zabójstwo i to jest ta konsekwencja, czyli kara. I dla mnie osobiście, jako prawnika, to ja byłem całe życie tak wychowywany. Zbrodnia i kara. I teraz ja próbowałem, tylko i wyłącznie opowiedzieć o tym jaki jest mój punkt widzenia jako prawnika. Gdzie ja miałem prawo karne, którego ja przez lata się uczyłem.

Ostatecznie było tak, że w ogóle nie chciały mnie słuchać, miałem rozmowy z dyrektorką, która w ogóle nie chciała mnie słuchać. Tylko powiedziała, że mam zmienić stanowisko. I musiałem publicznie przyznać, że jednak kara jest zła. To jest upokorzenie, to jest to, to jest tamto. Pomimo, że nigdy nie mówiłem o tym, że klaps może być dobry. I gdybym powiedział, że klaps dla dziecka może być dobry, to by mnie skreślili z kursu. Chociaż nigdy klapsa nie dałem swojej córce. Tylko było bardzo rygorystyczne podejście. I moim zdaniem to było znów szkodliwe, dlatego, że bardzo dużo osób się zniechęci, albo po prostu nie będzie chciało adoptować w takich warunkach.

Trwało to latami i skończyło się tym, że dostaliśmy certyfikat, który uprawniał nas do adopcji. I następnie mieliśmy czekać na telefon z ośrodka. To wygląda tak, że w pewnym momencie dzwoni telefon, Panie Danielu mamy dziecko, które naszym zdaniem nadaje się dla was, do adopcji. I wtedy my wsiadamy w samochód i jedziemy. I jest decyzja tak, lub nie. Jeżeli decyzja jest na tak, to zabieramy dziecko do domu i załatwiamy formalności. W tak zwanym międzyczasie natomiast, od razu nam powiedziała: no, że właśnie weszło 500 plus i że bardzo mało osób chce w ogóle oddawać dzieci. Rodzice, również z patologicznych rodzin po prostu czują pieniądz w tym, żeby utrzymać dziecko.

Więc jest po prostu mniej chętnych. Jest duży popyt, że tak się wyrażę terminami z ekonomii, a podaż jest mniejsza niż zwykle. W związku z tym nie liczcie, że w przeciągu najbliższego pół roku będziemy dzwonić. Była tam lista, tą listą jechali po prostu. Wiadomo, że raz jedna osoba pasuje bardziej do kogoś innego, raz druga, ale co do zasady jechali, że była prostu lista: jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć siedem. I ktoś był na przykład na pierwszej stronie listy, drugiej, trzeciej, czwartej.

My byliśmy od razu chyba na na pierwszej stronie, gdzieś pod koniec. Tylko dlatego, że nam zaliczono te wszystkie lata, w których już trwał ten proces. Zadzwoniliśmy po pół roku i usłyszeliśmy informację: nie, no nie ma żadnych szans, żeby w najbliższym czasie. Nie wy jesteście jeszcze daleko. Tak, że już jak czekaliśmy wtedy 3, 5 tam, czy już 4 lata to, chociaż z dziećmi jakimiś poprzebywali byśmy.

Więc pójdźmy do domu dziecka i poprzebywajmy z dziećmi jako wolontariusze. Zadzwoniliśmy do dyrektorki w domu dziecka, która powiedziała, że oczywiście bardzo chętnie. Przyjdźcie kiedy chcecie. No to powiedzieliśmy, to przyjdziemy w weekend. Przyszliśmy, dyrektorka od razu jakby zasugerowała, które dzieci się nadają do adopcji i które by się nadawały dla nas. I od razu powiedziała, że z tymi dziećmi przybywajcie. Zaczęliśmy przebywać z dziećmi, właściwie nie musielibyśmy przechodzić żadnych kursów, żeby tam pójść. Każde małżeństwo, które by się zgłosiło i po prostu dyrektorka by się zgodziła, to mogłoby pomagać jako wolontariusze od razu, na pstryknięcie palca. Bo te dzieci potrzebują po prostu takich wolonotariuszy. Czyli są tam dzieci, które potrzebują rodziców, potrzebują nawet nie rodziców, tylko wujków, ciocie. Kogokolwiek kto tam będzie pomagał. A z drugiej strony, są rodzice, którzy potrzebują dzieci. No, bo może nie potrzebują, ale chcą dzieci. Też w pewnym sensie potrzebują. 

Po drodze jest coś, co blokuje. To są regulacje i urzędnicy, którzy blokują ten dostęp. I teraz przebywaliśmy ile chcieliśmy. Nie mogliśmy zabierać dzieci na jakieś wycieczki, na przykład, czy coś takiego, bo na to potrzebna jest zgoda sądu. I załatwialiśmy taką zgodę. Sąd pomylił się w moim nazwisku i generalnie do dzisiaj takiego papieru nie mam. Więc polecam. Sądownictwo polskie jest super. Prawie tak fajne jak ośrodki adopcyjne. Generalnie Pesto napisali moje nazwisko, tak, że to wszystko było nieważne co załatwialiśmy. Ale chodzi o to, że w końcu wystąpiliśmy sami, bez zgody ośrodka adopcyjnego o adopcję. Rozmawialiśmy oczywiście z ośrodkiem, ale oni powiedzieli “a wy mówiliście, że wy chcecie małe dziecko”. 

A ja wtedy mówię, no nie, no my mówiliśmy, że chcemy jakiekolwiek, no małe najlepsze. Ale może być starsze dziecko, może być z domu dziecka. I oni już znowu, zero jakby rozmowy z nami. “Ale my mamy to zapisane w papierach, że wy chcecie małe, a teraz wyskakujecie z większym”. I oni nam dali decyzję negatywną, czyli ośrodek powiedział, że nie poprze nas. I w związku z tym, w procesie sądowym, jeżeli ośrodek adopcyjny, który jest uważany za takiego biegłego, wyrazi się negatywnie o adopcji, to sąd przychyla się do opinii ośrodka adopcyjnego. 

To nie koniec, dlatego, że adopcję można dokonać jakby też, oczywiście sądownie. Ale na na podstawie więzi z dzieckiem. I wtedy już nikt nie ma nic do powiedzenia. Więc chcieliśmy przeprowadzić to mimo wszystko, żeby dzieci trafiły do nas, sobie jakoś to skrócić. Ale generalnie trafiła do nas Ola, która jest na zasadzie takiej, że my jesteśmy rodziną zastępczą. Już jest z nami ponad 2 lata, więc zbudowała się między nami więź i teraz my możemy wystąpić o adopcję na tej podstawie. Obchodząc jakby całe przepisy. I teraz jak wygląda sytuacja znowu z punktu widzenia rodzin zastępczych? 

Rodziny zastępcze to tylko pierwsze pytanie, a ty ile masz pytań do mnie? Dziesięć. Fajnie, ok.

Rodziny zastępcze (posłuchaj tego) rodziny zastępcze są bardzo mile widziane w urzędach. I to wynika z pieniędzy, z tego, że dom dziecka musi dostawać określoną sumę pieniędzy miesięcznie za dziecko. To płaci Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie, czyli w skrócie PCPR. Jeżeli dziecko jest u rodziny zastępczej, to rodzinom zastępczym przelewa się znacznie mniej pieniędzy. Też coś tam wpływa, ale znacznie mniej. Więc PCPRom bardzo zależy na tym. Domy dziecka też wiedzą, że to jest dobre dla dzieci, że dzieci tam trafiają, bo mają po prostu rodziców. W całym procesie wszyscy są chętni. Żeby dochodziło do takich, powiedzmy pseudo adopcji, czy nie wiem jak to nazwać.

Do domu dziecka trafiają dzieci, które zazwyczaj mają rodziców biologicznych, którzy czasami jakby utrzymują jakiś kontakt z dzieckiem. To nie jest totalnie zerwane. Nie jest tak, jak przy adopcji. Więc dla dziecka najlepiej, żeby ten kontakt był właśnie zerwany zupełnie. Bo wtedy prostu są nowi rodzice i jest czysta sytuacja. Ciężko mi o tym mówić, bowiem to jest dla mnie jakby osobista sprawa, ale chodzi mi o to, że dziecko musi mieć takich rodziców, którzy nie są zainteresowani tym dzieckiem. Ale na przykład dalej mają prawa rodzicielskie, albo zaraz je stracą, albo właśnie stracili.

I wtedy jest takie dziecko w domu dziecka i ono chce mieć nowych rodziców. Powiedzmy, że wy drodzy młodzi rodzice również chcecie, żeby było waszym dzieckiem i stajecie się rodziną zastępczą. Szkolenie dla rodzin zastępczych trwa do trzech miesięcy, przy czym można zostać rodziną zastępczą w trakcie tego szkolenia. A w naszym przypadku, w ogóle zanim się odbyło, cała reszta jest bardzo podobna. To znaczy, że może macie te same prawa, a po paru latach, jeżeli chcecie dalej je adoptować, to możecie to zrobić, już wtedy na podstawie więzi. I sąd nie ma nic do powiedzenia, bo jest zbudowana więź między wami, a ta więź jest ważniejsza, niż jakieś tam papiery. Napijmy się kawy!

Likwidacja adopcji ze wskazaniem

Konsekwencje likwidacji adopcji ze wskazaniem?

Adopcja ze wskazaniem polega na tym, że matka wskazuje, kogo chce, żeby był nowym rodzicem adopcyjnym. I wtedy proces jest bardzo szybki. No, bo właściwie nie ma procesu, nie ma stron, wszyscy są zgodni, że nowym rodzicem powinien być ktoś tam, na przykład członek rodziny. I to często bywało tak, że jest sobie właśnie pani, która jest ciężko chora, ma problemy finansowe, albo nie chce wychowywać dzieci. Wtedy ktoś z rodziny, dziadek, babcia, przejmuje opiekę nad dzieckiem, czy jakieś małżeństwo. I to zostało zlikwidowane zupełnie. Dlatego, że była obawa o handel dziećmi.

Ten handel dziećmi nie wyglądał tak, że był sobie stragan, gdzie sprzedawano dzieci. Bo to nie o taki handel dziećmi chodzi. Tylko o to, że były sobie rodziny, które chciały mieć dzieci adoptowane. Nie mogły mieć własnych oczywiście, więc chcieli adoptować. Proces adopcyjny był długi i właśnie taki, że tak jak mówiłem. Więc oni umawiali się z kobietami, które były w ciąży, albo zachodziły specjalnie nawet w ciążę, żeby donosiły dziecko i następnie przekazały prawa rodzicielskie i chciały za to pieniądze.

No, to jest jakby związane z kosztami pewnymi. Ciąża nie da się ukryć. No, ale mniejsza o to. Generalnie one chciały za to jakieś pieniądze. I to nie było na zasadzie transakcji, że sprzedam dziecko. Tylko na zasadzie takiej, że pokryjcie mi koszty po drodze, no bo koszty są. I to zostało zupełnie zakazane i skryminalizowane. Tak, że coś takiego jest uważane teraz jako handel dziećmi i trafia się za to do więzienia. Podczas, gdy dziesięć lat temu było w pełni legalne. 

No co to spowodowało?

Oczywiście więcej dzieci przechodzi przez ten proces ośrodka adopcyjnego, czyli urzędnicy decydują, kto ma adoptować dziecko. I tyle! Mniejsze zdanie ma tutaj rodzic biologiczny. To by rozwiązywało wiele problemów takie coś, moim zdaniem. Ale zostało zakazane. I tak samo została zakazana adopcja zagraniczna, która kiedyś była popularniejsza. Działała raczej w tę stronę, że dzieci polskie były adoptowane przez rodziny, głównie włoskie z jakiegoś powodu. Ale też, no generalnie Europa Zachodnia. I to jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo przy takiej adopcji zupełnie traci się wiedzę, co się dalej dzieje z dzieckiem w przypadku adopcji zagranicznej. Trudno jakby zakładać złą wolę, albo podejrzewać złą wolę.

Jeżeli ktoś adoptuje małe dziecko i zamierza je wychowywać dalej samemu, często to były dzieci adoptowane, które miały duże obciążenia. Bo umówmy się, dzieci które wymagają adopcji, to nie są dzieci w pełni zdrowe. Rzadko spotykają się takie. To są dzieci, które są upośledzone w wielu kwestiach. Tak, że jeżeli słyszycie, że ktoś adoptował dziecko, to na 99% powiedzmy, to jest dziecko, które ma jakieś obciążenie. Może nawet rodzic może jeszcze o tym nie wiedzieć. Najczęstsze to jest FAS, czyli coś takiego, że matka piła podczas ciąży i teraz to dziecko będzie głupsze. Będzie miało na twarzy jakby wypisane, że ma ten FAS. To są pewne cechy, które widać po człowieku, nawet dorosłym, że ma FAS.

Ale jest dużo innych też rzeczy. I tu jeszcze warto wspomnieć o tym, nie wiem, czy to jest pytaniu, ale po wojnie w domach dziecka były sieroty, czyli takie dzieci, którym rodzice zmarli albo zaginęli. Aktualnie nie ma sierot w Polsce. Są tylko dzieci, których rodzice zachowują się na tyle patologicznie, że nie są w stanie wychowywać dzieci. Mówię patologiczny, nie w tym sensie takim, że ktoś zachowuje się jak jakiś alkoholik i tak dalej. 

To może być też patologiczne w sensie biologicznym, że ktoś zachowuje się na tyle niekorzystnie dla zdrowia dziecka, że trzeba to dziecko zabrać. I to są tylko i wyłącznie takie przypadki. Wiadomo, że większość tych dzieci również ma w sobie te cechy genetyczne, albo przejmuje część tych traum z dzieciństwa, zanim trafiło do domu dziecka. Tak, że dzieci są bardzo, bardzo obciążone. Ale to nie znaczy, że są jakieś gorsze. W tym sensie to są dalej osoby ludzkie prawda i wymagają tak samo dużo miłości i tak samo dużo miłości dają. I to jest wielka radość posiadać dziecko. Posiadać powiedziałem (śmiech), ale wiecie, o co chodzi. Mieć dziecko! Albo dużo. No i wychowywać i troszczyć się o nie. 

Upaństwowienie wszystkich dzieci

Stąd można wysnuć jeden wniosek: mamy do czynienia z procesem upaństwowienia wszystkich dzieci. 

No, to dotyczy nie tylko tej dziedziny życia. Ale tak jest! I to jest bardzo, bardzo silne. Bo o ile jakieś tam nowe podatki, które wchodzą. Owszem to dotyka wszystkich i to jest bardzo niekorzystne. Ale tutaj mówimy o zupełnie innym sposobie myślenia, że to jest etatyzm. Że ludzie wierzą w to, ci urzędnicy wierzą w to, że dla tych dzieci będzie lepiej, jeżeli to oni będą decydować o dzieciach. A nie rodzice! Albo bliscy, albo osoby, którym faktycznie zależy na tych dzieciach. Statystyki domów dziecka są tak fatalne, że większość dzieci wychodzących z domu dziecka, trafia na bruk.

To znaczy, jeżeli nie są mocno upośledzone intelektualnie, bo wtedy trafiają do specjalnych ośrodków. Jeżeli w międzyczasie, oczywiście nie stały się kryminalistami, bo wtedy też trafiają do specjalnych ośrodków. Jeżeli po prostu wychodzą na rynek pracy, one nie miały nigdy kontaktu z pieniędzmi. W tym sensie, że zarabiam pieniądze, coś się daje komuś i ktoś mi daje pieniądze. Nigdy nie były do tego wychowywane, zawsze dostawali. Często słyszę takie zdanie, że w domach dziecka jest straszna bieda. I to bardzo często to jest tak, jakby ludzie starali się wywoływać takie uczucie, jakby pokuty w sobie, że te dzieci mają tak źle. 

Nie, słuchajcie w domach dziecka nie brakuje im niczego, tym dzieciom. Mają jedzenie, picie, ubrania, W tych domach dziecka, w których ja byłem, to dzieci miały nowe telefony co trzy miesiące, nowe telefony co trzy miesiące. Ciuchy firmowe miały jakieś tam. Ja sobie osobiście nie kupuje żadnych firmowych, markowych ciuchów, a one miały. Tak, że adopcja dla takich dzieci, albo właśnie trafienie do rodziny zastępczej, to jest faktycznie zubożenie zazwyczaj dla tych dzieci, oczywiście. Ale im w ogóle na tym nie zależy, bo ich problem, to nie jest brak środków do życia. Tylko brak miłości, brak rodziców, którzy po prostu będą dla nich takimi prawdziwymi rodzicami. 

Szkolenia przedadopcyjne

Szkolenia dla przyszłych rodziców, jakie wnioski można wyciągnąć z przejścia programu?

Już mówiłem o wnioskach, że ten proces jest w ogóle bez sensu. Dla mnie najlepsze, co można zrobić, najlepszy program szkolenia, jakie można przejść, to przejść się do domu dziecka. Który jest najbliżej was. Zapytać panią dyrektor, albo pana dyrektora, czy pozwoli wam przychodzić do jakichś dzieci. Żeby się nimi zajmować. Niech wam to zajmie jeden dzień w miesiącu. I zobaczycie wtedy, ile się nauczycie od tych dzieci i od wychowawców. Dużo się nauczycie, zrozumiecie wtedy na czym w ogóle polega problem. I jak możecie ten problem u tych dzieci rozwiązać. 

Niepewność przed adopcją

Co poradzić potencjalnym rodzicom adopcyjnym, którzy rozważają taki krok i odczuwają jednocześnie niepewność. Ojej, jakie to dziecko będzie?

W przypadku adopcji i tak samo w przypadku wszelkich innych możliwości zajmowania się dzieckiem, to zawsze jest tak, że dochodzi do pewnej selekcji. Może selekcja, to nie jest dobry sposób, mówię o takiej naturalnej selekcji czasami. Czyli w sumie bez rozumnego udziału. A tu chodzi o taki wybór, że dobierane są dzieci do rodziców i na odwrót. I to są zazwyczaj podobne do siebie wtedy osoby, czyli mają, ale nie mówię, że charakter koniecznie. Ale nawet z wyglądu nasza Ola jest do nas podobna. I to dotyczy wszystkich rzeczy, czyli po prostu jest pewien wybór. Nie ma się czego bać.

Moim zdaniem, jeżeli jednak wybraliście proces adopcyjny, to panie z ośrodka, również w ten sposób kierują się. Dobierają tak jak mogą te dzieci, nie ma się czego bać. Wszelkich obciążeń dzieci. Pomyślcie sobie w ten sposób, że jeżeli wam się trafi dziecko, które jest nawet bardzo obciążone i nie będzie w stanie samodzielnie żyć jako dorosły, to pomyślcie, że to nie musi być wasze pierwsze i ostatnie dziecko. Możecie mieć np. piątkę dzieci i jedno takie. I zobaczycie, chociaż jedno dziecko, ale zupełnie, zupełnie zmienia nie tylko sposób myślenia, ale i styl życia. To jest coś zupełnie innego. I od razu ostrzegam, że widzę jak mówią rodzice młodych swoich dzieci albo trochę starszych. Jak mają jedynkę, lub dwójkę dzieci. To mówią o takich problemach co dla mnie i dla mojej żony nawet nie zahaczają, nawet nie wymienialibyśmy tych problemów.

Dlatego, że dziecko, takie adoptowane stwarza o wiele więcej problemów, jest o wiele więcej tych problemów. Może nie, że to dziecko stwarza, ale jest o wiele więcej problemów. Powiedzmy trzy razy więcej. Mogą być na przykład obciążenia biologiczne, mogą być obciążenia psychiczne, związane z traumami które dziecko przeszło. Mogą być normalne problemy, takie wychowawcze, które wszystkie dzieci mają. I często jest tak, że dziecko się buntuje, że nie chce na jakimś etapie przebywać. A może sprawdza dziecko rodziców. Czy oni naprawdę mnie kochają, czy może jak ja za bardzo im nacisnę na odcisk, to oni mnie odeślą z powrotem.

To jest długa droga, ciężka, no ale takie jest życie. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Ja to całe życie miałem pod górę, więc ja się cieszę. I ostatecznie każdy powie, że było warto. Chyba, że ktoś naprawdę nie sprawdza się jako rodzić i nie wychował tych dzieci. No, to wtedy wiadomo, że nie było warto. Ale nie, co do zasady jest tak, że naprawdę domy dziecka, to są takie trochę przechowalnie tych dzieci. Te dzieci tam nie mają naturalnego o środowiska i nawet jeżeli będziecie przeciętnymi rodzicami, to znaczy, że będziecie pozwalać im jeść chipsy i oglądać telewizję do późna. Czyli można powiedzieć, będziecie złymi rodzicami, to i tak będziecie lepsi, niż bardzo starający się profesjonaliści. Oni jednak nie będą mamą i tatą w domu dziecka. 

Jak zbudować dobry system adopcji

Daniel jesteś prawnikiem z wykształcenia więc do ciebie jako do specjalisty w temacie trafia pytanie jak wyglądałby dobrze zorganizowany, zbudowany system adopcji?

Wow, to wiesz, ja nie jestem legislatorem, nie pisałem nigdy żadnych ustaw. A do tego, nawet gdybym pisał, to powołałbym komisję ze specjalistów i ekspertów, którzy by powiedzieli, jak należy taką ustawę napisać. Ale ja bym postawił na takie zasady. Na pewno kierował bym się zasadami, tak się robi w prawie. Więc, po pierwsze to rodzic ma władzę rodzicielską, a nie urząd. On jest priorytetem, nawet jeżeli nie jest doskonały, to jest priorytetem.

Więc na pewno byłoby coś takiego, jak przekazanie władzy rodzicielskiej komuś ze wskazaniem. Trzeba do tego wrócić, po prostu. Ale widziałem te dzieci i widziałem również patologiczne rodziny. I to jaka krzywda się dzieje tym rodzicom. To muszę przyznać, że kiedyś uważałem, że dobrze żeby nie było żadnej regulacji w tych kwestiach. I po prostu prawo karne wszystko rozwiązuje, bo tak faktycznie jest w większości przypadków, że prawo karne rozwiązuje problem. Ale rozumiem, dlaczego istnieje prawo rodzicielskie w tym momencie, jak widzę, co tam się dzieje. I opiekuńcze. Chodzi mi o to, że jeżeli jest sobie rodzic, który źle traktuje swoje dziecko, nie wiem, zachęca do picia wódki. 

Zdarzają się takie przypadki? 

No oczywiście, to jest patologia, tak się zdarza. No wiadomo, że ktoś podlega pod prawo rodzinne i opiekuńcze, więc przyjdą “smutni panowie i panie” i zabiorą dziecko do domu dziecka. I to jest prawo rodzinne i opiekuńcze. Z drugiej strony, to również podlega pod prawo karne. No, bo jednak nie można żadnemu dziecku, nie że tylko swojemu dziecku, żadnego dziecka nie można zachęcać do picia wódki. Ani do innych rzeczy. Tak samo, jeżeli ja na przykład nie karmię swojego dziecka, co jednak zdarza się.

To chyba się zgodzisz, na przykład, że masz rodziny narkomanów, alkoholików. Są tak uzależnieni, że dla nich ważniejsze jest dać sobie w żyłę, niż nakarmić swoje dziecko. I dzieci czasami nawet umierają z głodu. Tak się zdarza, to jest rzadkie, ale tak się zdarza. I teraz pytanie, czy to można rozwiązać prawem karnym, czy nie? Więc moim zdaniem tak. Większość przypadków można. Tylko tyle, że i tak potrzeba specjalnych ustaw, bo to jednak jest kwestia dzieci i kwestia tego, że one potrzebują specjalnej opieki. To jest po prostu ich prawo człowieka. Prawa dziecka są częścią prawa człowieka.

Więc to dobrze, że powstaje coś takiego, jak prawo rodzinne i opiekuńcze, które specjalizuje się w takich sytuacjach. No jak się rozmawia, (słuchaj robisz wielkie oczy), o prawie karnym, to, to jest norma. Patologia, takie rzeczy, śmierć w ogóle, nie da się tego tematu pominąć. Na pewno bym tak zrobił. Adopcja byłaby prostsza, nie powinna trwać dłużej niż 3 miesiące. No rozumiem, że 9 miesięcy to już naprawdę byłoby tylko po to, żeby zachować tyle samo czasu, co normalna ciąża. Przygotowanie do adopcji przez 9 miesięcy, to powiedzmy, że to jest absolutne maksimum. Tyle to powinno trwać, a nie tyle, co u nas. I jest teraz coś takiego, że urzędnikom w ośrodkach adopcyjnych nie opłaca się dokonywać adopcji. Bardzo się nad tym tematem tak rozwodzą niechętnie.

To wszystko wynika z tego, że oni ponoszą odpowiedzialność jako ośrodek adopcyjny. W tym sensie, że jeżeli adopcja się nie udała, dziecko wraca z powrotem do domu dziecka, albo gdzie indziej. I wtedy oni ponoszą odpowiedzialność, może nie osobistą, ale jako urząd. W statystykach się nie zgadza i może po prostu przestać funkcjonować. Tak jak to było parę lat temu, że zlikwidowano większość ośrodków adopcyjnych, zostało kilka głównych. Także urzędnicy nie mają tak dużej motywacji jak rodzice, żeby dokonywać adopcji.

I teraz pomyśl sobie jeszcze o tym. Wyobraź sobie taką sytuację, że jest sobie takie małżeństwo, które stara się od pięciu lat o adopcję. Dziecko jak zaczynali się starać miało 5 lat. Teraz ma lat 10, dochodzi do adopcji. Teraz alternatywa jest, dwie opcje. Pierwsza opcja: dziecko trafiło do rodziców w wieku 5 lat, nie pamięta już za bardzo rodziny biologicznej. Trafiło od razu do zdrowego środowiska i wychowywało się do pełnoletności. I dalej wśród nowych rodziców, którzy oczywiście mówili, że było adoptowane, nie, że ukrywali ten fakt. 

Druga opcja: w drugim przypadku dziecko trafiło w wieku 10 lat, ma za sobą bagaż olbrzymi tych wszystkich doświadczeń, kolejne 5 lat bez rodziców i w wieku 10 lat trafia albo nie. No bo też im starsze dziecko, tym mniejsza szansa dla niego na adopcję. I w wieku 10 lat trafia do jakiejś rodziny. O wiele lepiej jest z punktu widzenia dziecka, żeby adopcja była szybka. Więc stawiałbym na szybkość, wierzę w szybkość, w biznesie też. 

Perspektywy rynku nieruchomości

Przejdźmy w takim razie do biznesu. Sytuacja i perspektywy na rynku nieruchomości? 

Jest źle, ale nie tak źle jak z adopcją w Polsce. (śmiech) Sorry, że się śmieję, ale jest źle. W tym sensie, że wspominałeś, w ogóle przed naszym nagraniem, że w Polsce demografia wskazuje na to, że będzie dużo pustostanów. Bo ludzie się starzeją i tak dalej. To w ogóle nie jest problem w tym momencie, moim zdaniem, absolutnie nie.

Problemem jest to, że za chwilę będzie kryzys gospodarczy, który dotknie całego świata. Rozleje się na wszystkie państwa, nawet te, które radzą sobie całkiem nieźle to odczują. To będzie miało wpływ również z czasem na nieruchomości. Moim zdaniem będzie bezrobocie większe, będą jakieś zmiany, również polityczne, ale nie jestem specjalistą w tej kwestii. Jeżeli chodzi o gospodarkę, to będzie to wyglądało tak, że będzie bezrobocie.

Więc ludzie będą się przemieszczać tam, gdzie bezrobocie będzie niższe. Tam, gdzie znajdą pracę. No nie będą oczywiście szukać po kursie, gdzie jest najniższe bezrobocie. Tylko po prostu znalazłem pracę we Wrocławiu -i jadę do Wrocławia. Proste! Jak znalazł ktoś pracę w jakiejś małej wsi to jedzie do tej wsi. Ale co do zasady, ludzie będą przemieszczać się do dużych miast. Do Warszawy i możliwe, że w najbliższych miesiącach ceny będą spadać, albo rosnąć, nie wiem do końca. Ale w dłuższej perspektywie rozjadą się ceny pomiędzy Warszawą a resztą Polski. Pomiędzy stolicami województw, a resztą Polski. Moim zdaniem najlepiej w tym momencie mieć nieruchomości w aglomeracji warszawskiej, trójmiejskiej, krakowskiej. 

Oczywiście są wyjątki, bo może powstać coś takiego, jak CPK, czyli wielki moloch państwowy, który powstaje gdzieś tam pomiędzy Łodzią a Warszawą. Czyli Centralny Port Komunikacyjny, gdzie będzie dużo ludzi zatrudnionych. A nie ma w tym momencie żadnych domów w okolicy. Jeżeli ktoś ma dom na przykład tam i nie jest to akurat centralnie pod pasem, czyli nie będzie dużo hałasu, to myślę, że może dużo zarobić na czymś takim. Kilka takich inwestycji jest. Nie tylko CPK. Tylko tak podaję jako przykład. To może być jakaś fabryka samochodów, prawda. Tak, czyli, tak to wygląda.

Jest jeszcze taka sprawa, bo mówię teraz o cenach nieruchomości, jeszcze są ceny najmu, które spadły bardzo mocno. Znowu w Warszawie trochę mniej, ale w Łodzi podobno najbardziej i ceny najmu spadły, ale moim zdaniem to jest tymczasowe. Dlatego, że jak tylko wróci normalność w kwestii koronawirusa, czyli ludzie będą znowu podróżować, to znowu zaczną się najmy krótkoterminowe i zaczną się najmy średnioterminowe, czyli dla studentów. A to spowoduje, że wszystko powinno w miarę wrócić do normy. Oczywiście w nowej sytuacji gospodarczej, nowej rzeczywistości. Tak, że o najmy bym się tak bardzo nie obawiał w długiej perspektywie. 

Kryzysoodporność ciąg dalszy

Czas na reklamę, co polecimy każdemu biznes tacie?

Ja mogę polecić książkę moją, nową “Kryzysodporność”. Napisałem ją z żoną, oraz z kilkoma innymi przedsiębiorcami. O tym jakie jest prawidłowe podejście, nie tylko przedsiębiorcy, ale każdego, kto ma na utrzymaniu przynajmniej siebie, do pieniędzy. Jest tak dużo mitów o pieniądzach i tym jak się nimi kierujemy. To jest temat tabu, pieniądze. Nie rozmawia się przy niedzielnym stole o pieniądzach. Chciałbym to zmienić, chciałbym, żeby Polacy mieli takie nastawienie, które daje im lepszą sytuację finansową. Mogą mieć tak dobrą sytuację finansową zawsze, że są po prostu odporni na kryzys. Jakie to trzeba mieć nastawienie, żeby nie bać się kryzysu. I to nie mówię o kryzysie tylko jednym, na przykład Koronakryzysie. To może być kryzys finansów publicznych, może być globalny kryzys, może być kryzys waszych finansów. Bo na przykład straciliście pracę, albo źle zainwestowaliście. Albo wasza spółka sobie nie radzi. 

Jest mnóstwo tego typu przypadków. Każdy jest indywidualny, ale remedium na to wszystko jest takie samo. Trzeba mieć pewną dyscyplinę w sobie. Ja w tej książce i inni ludzie przedstawiamy, czym należy się kierować. No może teraz to zabrzmi trochę tak odważnie, ale wydaje mi się, że na najbliższe czasy, które raczej będą kryzysowe, to jest jedyna książka jaką musicie przeczytać. Nie “Antykruchość”, nie “Czarny Łabędź”, tylko “Kryzysoodporność”. Wspominam o tym, bo wcześniej mówiłeś, że to jakoś nawiązuje do “Antykruchości”. Nie, nie nawiązuje. To jest “Kryzysodporność”, więc nie potrzebujecie żadnych innych książek. Potrzebujecie tylko “Kryzysodporności”. 

Nadmiar pomysłów

Czy wskażesz coś, co ostatnio przywiodło refleksję, o można by wokół tego zbudować biznes, ale ja już mam zajęcie? 

Człowieku, ja mam parę razy dziennie taką myśl. Ja mam cały czas pomysły. Mi notatnik w telefonie już pęka, wychodzi na zewnątrz. Co do tych pomysłów. Więc ja po prostu ich nie realizuje. To jest syndrom młodego przedsiębiorcy, zwany również “sraczką pomysłową”, że się po prostu tak wyrażę. O super biznes, wchodzę w to, o super biznes wchodzę w to! I czasami, aż ciężko się obyć bez tego. Trzeba z tym walczyć bardzo mocno.

Ja czasami upadam w tych walkach, bo ja ostatnio postanowiłem produkować wino, chociaż się na tym nie znam. Ale będę robił wino “Piesto” to jest taki jeden przykład. Miałem kilka innych po drodze. Między innymi handel, flipowanie spółkami. To jest bardzo określony sposób jak to się robi, ale to jest też bardzo ciekawe. To są te dwa przykłady, które teraz mi przyszły do głowy. Ale gdybym złapał za telefon, to bym ci podał z pięćdziesiąt z ostatniego, może nie tygodnia, ale miesiąca na pewno. Ale jeżeli wam brakuje pomysłów na biznes to ja w ogóle nie wiem, w ogóle to jesteście na innym świecie. Ja mam mnóstwo tych pomysłów na biznes, tylko nie chcę się nimi zajmować. 

Waga podejmowania kolejnych kroków

Czego należy życzyć wszystkim rodzicom adopcyjnym i wszystkim ludziom zajmującym się nieruchomościami 

Rodzicom adopcyjnym, to życzę, żeby się nie bali, żeby po prostu to zrobili, co mają zrobić. A przedsiębiorcom czego życzę? życzę również, żeby się nie bali, żeby to zrobili, co mają zrobić. Po prostu zacznijcie działać, nie bójcie się tego. Tutaj podam jeden przykład z życia. Były kiedyś takie kluby “cash flow” słyszałeś na pewno. I tam przychodzili ludzie, którzy chcieli budować sobie własne finanse na podstawie wolności gospodarczej, najmu z nieruchomości i tak dalej. Pewnie wiecie o co chodzi.

I z czasem tam część osób, która przychodziła, to stwierdziła ok, dobra teraz już rozumiem, na przykład kupię pierwsze mieszkanie i zacznę wynajmować. Albo zaczął jakiś biznes i tak dalej. Po prostu wszedł w rolę, która była w tej grze “cash flow”. A część osób pozostała na poziomie gry i czuła się na tym poziomie świetnie i świetnie grali w tę grę. Ale dalej pracowali, gdzieś na etacie, nic nie zmieniali w swoich finansach.

A ja, jak kiedyś wróciłem do takiego klubu, “cash flow” w którym kiedyś grałem. I zobaczyłem, że ja w tym czasie przecież faktycznie zrealizowałem to, co było w tej grze. Osiągnąłem wolność finansową w bardzo dużym stopniu. Powiedzmy jeszcze wtedy nie do końca. A ci ludzie dalej są na tym samym poziomie. Tylko tyle, że mnie ogrywają w “cashflow”. Tak, że ja wam życzę po prostu, żebyście działali, a nie tylko poznawali teorię. Teoria jest ważna, a później czas przejść do praktyki. 

Ja ze swojej strony dołączam tradycyjnie życzenia jak najwięcej wartościowego czasu z rodziną. 

Amen. 

Dziękuję.

Ja również dziękuję.

Podobne audycje:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *