Pozytywny odbiór i gra „Kandydaci” – Krzysztof Burzyński – BT35

Krzysztof Burzyński

Linki:

Lista tematów:

  • Wprowadzanie nowej usługi na rynek: 0’43”
  • Wzbudzanie pozytywnego odbioru: 4’21”
  • Stałe rzeczy w marketingu: 7’52”
  • Prowadzenie mailingów: 11’43”
  • Gra „Kandydaci”: 16’04”
  • Opowiadanie dzieciom o pracy: 20’55”
  • Zaangażowana rodzina: 24’30”
  • Niepozorne kanały na YouTube: 26’44”

Transkrypcja rozmowy:

Artur Pranga: Gościem dzisiejszej audycji jest Krzysztof Burzyński. Zbudował sieć sklepów zoologicznych. Pomaga ludziom w monetyzowaniu wiedzy. Jest współtwórcą karcianej gry “Kandydaci” oraz tatą dla trójki dzieci. Dzień dobry Krzysztofie!

Krzysztof Burzyński: Dzień dobry, witam ciebie serdecznie, jak i wszystkich słuchaczy. 

Tu myślę, że dobrze mnie zapowiedziałeś. Ja tylko taką małą wtrącę jeszcze uwagę, że mówiąc o tym, że buduje, czy zbudowałem sieć sklepów, to tutaj bym dodał, że byłem i współtwórcą, bo to razem ze wspólnikiem robiliśmy. To był jego pomysł, on do dzisiaj prowadzi, ja już nie. To taki tylko mały mały wtręt do tego wszystkiego. 

Dziękuję

Wprowadzanie nowej usługi na rynek

Przejdźmy do pierwszego pytania: biznes tata wpada na pomysł wprowadzenia nowego produktu, usługi na rynek. Jak to skutecznie zrobić? 

To jest takie bardzo ogólne trochę pytanie. Bo teraz pytanie: dla kogo to mam robić, dla kogoś, kto już ma sieć, jakąś społeczność, czy nie ma, ale powiedzmy, omińmy sobie taki ten początek. Myślę, że dla mnie istotą od której ja zawsze zaczynam, żeby to było skuteczne i na której opieram bardzo wiele rzeczy, które robię, to jest to, że muszę poznać kim jest ten mój potencjalny klient, przyszły klient.

Więc taka analiza dokonuje się na bardzo różne sposoby, wykorzystuje różne narzędzia, zaczynając od złapania takich, tak zwanych słów kluczowych, które na przykład ma takie narzędzie jak Google. Tam jest planer słów kluczowych. Czy czasami po prostu zwykłe rozmowy z ludźmi, z których mogę bardzo dużo wyciągnąć, ankiety, czy tworzę grupy na przykład jakieś tematyczne na Facebooku, które mają na celu zobaczyć, o czym ludzie właściwie mówią, kim oni są, jakie mają problemy, jakie mają radości. Jakby to bardzo długi jest temat, ale dla mnie to jest temat na którym ja buduję później już wszystko. Jeżeli on jest dobrze zrobiony, to później bardzo wiele można skutecznych rzeczy zrobić, jeżeli od tego zacznę. I później dalej, tu już tak trochę wypunktuję, dalej to jest tak, że zastanawiam się w jakich miejscach jest klient.

A szczególnie, jeżeli chodzi o Internet, czy na Facebooku, Linkedinie, czy na YouTubie, czy gdzie najwięcej, że tak powiem tego klienta jest. Zastanawiam się nad tym, co ja mu chcę powiedzieć. A co on ma usłyszeć, bo to są wbrew pozorom dwie różne rzeczy. Żeby podać na przykładzie, żeby to było może bardziej zrozumiałe. Gdybym się zgłosił do ciebie, powiedział, że chciałbym wystąpić w twoim podcaście, to mógłbyś pomyśleć sobie dwie rzeczy. Mógłbyś sobie pomyśleć: o fajnie, wie, że jest mój podcast i że chcę wystąpić. czyli pozytywnie. A mógłbyś na przykład usłyszeć, a zaraz, zaraz, a co ten gościu się zgłasza, może on chce coś tutaj sprzedać i wykorzystać mój podcast. Tak możesz na dwa sposoby pomyśleć. Moim zadaniem jest to, żebyś ty pomyślał pozytywnie o tym. Czyli żebym ja wydał taki komunikat, żebyś ty powiedział: o, on widzi we mnie wartość.

Tak więc to są dwie dla mnie różne rzeczy, co ja chcę powiedzieć, a co ma usłyszeć ten potencjalny klient. Dalej patrz na formę komunikacji, czyli czy to ma być pisane czytane, na video nagrywane. Najczęściej jest to połączenie tych wszystkich rzeczy. Czasami dobieram sobie tak zwanych partnerów strategicznych. Czyli to są osoby, ja bym to tak zdefiniował, jako osoby, które docierają do twoich klientów, ale nie są twoją konkurencją. Czyli na przykład patrząc na zoologię, o której tu zaczęliśmy też trochę na początku. Ja docieram do właścicieli sklepów zoologicznych, ale do właścicieli docierają też na przykład hurtownie i producenci. Ale ja docieram ze szkoleniami i doradztwem, a oni z towarami. Więc nie jesteśmy dla siebie konkurencją i możemy to wykorzystać.

Na pewno jeszcze w tym wszystkim jest dla mnie ważne jaki mamy budżet na to wszystko. No bo, nie ma co ukrywać, że dzisiaj trzeba dopalać, że tak powiem reklamami, różne rzeczy. One same z siebie rzadko kiedy pójdą, to raczej ktoś by musiał mieć rozbudowaną dużą sieć. No i to co na końcu bym powiedział, co często osoby się na tym zatrzymują, co ja teraz powiedziałem. Ale żeby skutecznie wprowadzić produkt na rynek, to dla mnie jest ważna też obsługa posprzedażowa. Czyli to wszystko co się dzieje, kiedy klient już kupi, jak o niego zadbać. Jak być może wiesz jest tak, że łatwiej jest z klienta zrobić ponownego klienta, niż znaleźć nowego. Więc taki byłbym narysował sobie schemat. Jak skutecznie wprowadzić produkt na rynek. 

Wzbudzanie pozytywnego odbioru

Padło rozróżnienie o wzbudzaniu konotacji skojarzeń negatywnych i pozytywnych, tu chciałbym dopytać, jak wybierać ten właściwy sposób komunikacji z klientem. Co zrobić, żeby nasz komunikat, nasze zaproszenie zostało odebrane pozytywnie?

Dla mnie oznacza to wejście w buty klienta, że to tak ładnie opiszę, poetycko, czyli bycia częścią świata swojego klienta. Może to na przykładach jakichś powiem, bo to musi być zrozumiałe, jasne i na poziomie klienta. Nie może być ani dla niego zbyt inteligentne, ani zbyt głupie, to musi być na jego dokładnie poziomie. I to się dzieje, kiedy ja docieram do klienta z branży zoologicznej. Znam tę branżę już od ponad 15 lat, to ja z reguły rozmowę z kimś nie zaczynam, no ja tutaj założyłem taką sieć sklepów, mam duże doświadczenie, zatrudniam tyle ludzi. Bo to jest takie chwalenie się sobie i tak większość ludzi to wpuszcza jednym uchem, wypuszcza drugim. 

Ja wolę się o coś zapytać, co jest konkretnym problemem. Wiem, że to jest problemem ponieważ sam miałem takie problemy przez lata. Więc na przykład, kiedy zaczynam rozmawiać i mówię: o słyszałem, że macie karmy dla zwierząt, które rozważacie na wagę, nie zawsze się tak dzieje w sklepach. I ktoś mówi: tak. No to pytam, a jak rozwiązałeś problem, żeby mole nie wlatywały do tego worka? Czy worek jakoś szczelnie zamykasz, czy przerzucasz do czegoś, czy zamykasz w jakieś osobne woreczki?

W momencie, kiedy ja zadaję takie pytanie, my już wiemy, że na jednym poziomie rozmawiamy. Że ja nie mówię coś z jakiejś teorii, tylko z praktyki. I teraz, jeżeli chciałbym cokolwiek sprzedać tej osobie, on już mi ufa. Bo on wie, że my już jesteśmy na równym poziomie. I myślę, że to jest ważne dla sposobu komunikacji, żeby wywrzeć pozytywne emocje. To dla mnie jest zawsze ważne zrozumienie tego klienta, wejście w jego świat.

Z zoologią nie ma może problemu, bo jestem w niej od lat, ale na przykład przy tworzeniu gry karcianej “Kandydaci”, o której tu pewnie jeszcze opowiemy. Było tak, że trochę musiałem więcej wejść w świat takich trenerów coachów. Czasami to, co robię ociera się o to. Więc nie było to dla mnie trudne. To są takie właśnie rozmowy na zasadzie, że się pytam: o masz klienta, klient szuka pracy, co robisz, żeby mu w tym pomóc? I ktoś opowiada. Ja mówię słuchaj, bo ja na przykład robię tak, że wymyśliłem takie narzędzie. Daję mu konkretne pytania, które ktoś zadaje. On jest zainteresowany, ale nie dlatego, że ja mu chcę coś sprzedawać, tylko pokazuje mu rozwiązanie jego problemu.

I jeszcze taki jeden może podam przykład. Od wielu lat współpracuję też z taką blogerką, która ma blog o psach, o zdrowym żywieniu psów. To tak ciekawie brzmi w ogóle, też nie tylko ludzie się zdrowo odżywiają. I ja na przykład to, co dla mnie było odkryciem, posługiwanie się w komunikacji. Ja nie mam psa w domu. Więc pewne rzeczy mimo, że branża niby podobna, że ja używałem często słowa właściciel psa. Ona mi uświadomiła, że czasy się zmieniły, dziś już nie jesteśmy właścicielami psów. Pies to nie jest niewolnik. My jesteśmy opiekunem. Opiekun brzmi inaczej, można być opiekunem dla dziecka, dla osoby, która potrzebuje pomocy. To już jest zupełnie inna relacja, że my jesteśmy odpowiedzialni. Nie jak właściciel, który może zrobić wszystko, tylko opiekun. 

I teraz zrozumienie takiego szczegółu bardzo dużo daje. Kiedy ja się odezwę, że jesteś opiekunem, to ta osoba zupełnie inaczej odbiera. Zrozumienie języka i świata osoby, do której się zwracasz, to jest dla mnie istotne, żeby wywołać te pozytywne, dobre emocje. 

Stałe rzeczy w marketingu

W marketingu co chwilę pojawia się ostatnia nowość. Portale społecznościowe, potem te portale dzielą naszą aktywność na wycinki, potem wymyślają nowe mikronarzędzia. Czy możemy wskazać coś, co jest w tym całym marketingowym “galimatiasie” stałe? 

No tak, stała jest zmiana. tu chyba bym najlepiej to mógł zdefiniować. Masz rację, można się trochę w tym pogubić. Można w tym siedzieć nawet i się pogubić. Ja w tym trochę siedzę i widzę ile jest rozwiązań. Jak znaleźć stałą? Wiesz, tak może, zanim odpowiem, tak się zastanawiałam ostatnio. Bardzo mocno są teraz na rynku social media i są te stories tak zwane. Czyli te takie krótkie relacje, które są 24 godziny tylko widoczne. Czyli Facebook, Instagram robił to już od lat, prowadził to YouTube, też Linkedin w to jakoś tak wchodzi. No i wszyscy mówią, bądź tam. Bo jak ktoś bierze telefon do ręki, to pierwsze co, to jest na samej górze. Ty to widzisz i to jest prawda. Warto znać takie rzeczy, ale na pewno nie warto na nich opierać biznesu, ani komunikacji. Nie może być to główny nurt.

Ja bym teraz powiedział to trochę w taki sposób, sparafrazuje pewną rzecz słyszałem kiedyś takie świetne hasło. Wbrew pozorom będzie to odpowiedź na pytanie, czym jest bogactwo. Że bogactwo to jest to, co ci zostaje, kiedy już zabraknie ci pieniędzy. Czyli cała ta wartość, która jest w tobie, tak ogólnie rzecz ujmując. I ja to trochę parafrazując do twojego pytania powiedziałbym, że to co jest stałe, to social media. To, to co ci zostaje kiedy znikają social media.

Wytłumaczę teraz o co mi chodzi. Nie jesteśmy właścicielami social mediów. My tylko je używamy. Przykład tiktoka, który znika z rynku Stanów Zjednoczonych pokazuje jak bardzo to wszystko jest ulotne. Oczywiście na to miejsce przyjdzie coś innego. Ale to pokazuje, że jest pewna w tym ulotność. Ta ulotność bywa też w tym, że ktoś ci może się włamać na konto. Może ci ktoś Facebook zablokować i tak dalej. Nie jesteśmy właścicielami i to oznacza, że któregoś razu to wszystko może po prostu prysnąć jak bańka mydlana. Więc dla mnie taką rzeczą, jeżeli ktoś działa w internecie, to żeby dobrze działać w social mediach to trzeba wyjść poza social media.

Ja stawiam na dwie rzeczy, twoja strona internetowa, czy twój blog i twój newsletter. Ja je łączę razem, bo to jest miejsce, którego nie tak łatwo ci zabrać. Oczywiście, że zazwyczaj my dzierżawimy, to jest jakiś hosting tak, za newsletter, za autoresponder, który wysyła maile my też płacimy. Ale bardziej to jest nasze, niż te social media. Nam tam coś może nie pójść, ktoś nam się może wkraść na konto. Ale można backupować wszystkie maile, które mamy, treści też możemy sobie jakoś odtworzyć, gdzieś mniej lub bardziej na różnych kontach. Generalnie to jest miejsce, które jest takie syntetyczne. A ja w ogóle tak zaczynałem wiele lat temu, że ja prowadziłem po prostu blog i newsletter. Od tego zaczynałem i na tym budowałem dopiero.

Później zacząłem wykorzystywać social media, dzisiaj często robi się odwrotnie. Najpierw się wykorzystuje social media. Czasami w ogóle nie wykorzystuje się bloga, czy newslettera, a ja nie powiedziałbym, że to jest takie bardzo złe. Natomiast, jeżeli chce się mieć pewność pewnych właśnie rzeczy, żeby one nie odleciały. Ja dzisiaj wskazuje, że i właśnie to jest odpowiedź na twoje pytanie. Miej swojego bloga, gdzie będziesz mieć te swoje wszystkie rzeczy posegregowane, poukładane. Gdzie każdy może wejść i tam znaleźć pewne odpowiedzi. Miej ten swój newsletter, który na przykład z mojego punktu widzenia, to jest jedno z lepszych narzędzi do sprzedaży, tak naprawdę też, oprócz tylko utrzymywania komunikacji.

A social media wykorzystuj ile się da. To jak nie wykorzystasz stories, to jak jakiś nowinek nie wykorzystasz, pal licho. To nie jest tak, że wszyscy muszą wszystko wykorzystać. Ale jeżeli masz tą podstawę, gdzie masz tą swoją wiedzę umieszczoną, to możesz sobie to wykorzystywać. Aż tak bardzo myślę, że nie, nie zastanawiać, czy ty wykorzystałeś każde możliwe narzędzie, jakie dało social media, można sobie trochę poluzować. To tak z mojego punktu widzenia. 

Prowadzenie mailingów

Posiadanie bloga jest oczywiste, sam prowadzę podcast, który jest w sumie formą bloga. Chciałbym dopytać o listę mailingową. Mam wrażenie, że ostatnio listy mailingowe są w wycofaniu, trochę po macoszemu traktowane. Tych maili które dochodzą do naszych skrzynek jest tyle, że nikt tego nie nie rejestruje, nikt nie analizuje. Czy znasz sposób na mądre, właściwe prowadzenie mailingu? 

Wiesz co, ale ja tutaj, tak nie do końca się z tobą zgodzę. To pewnie zależy od osoby. To, co ty powiedziałeś. Kiedy ja patrzę na przykład na Facebook, na Instagram, to tam jest autostrada informacji codziennie. Wchodzę, klikam, a tam to dududududu, tutututututututututu. Naprawdę jest tego tego dużo. Coś tam zarejestruje, czegoś nie zarejestruje. Musi się bardzo często powtórzyć informacja, zanim ja ją w ogóle, że tak powiem “przyczaję”, że to jest coś dla mnie, czasami ważne.

Natomiast ja postrzegam, ja myślę tak mniej więcej od siedmiu, ośmiu lat jak ja prowadzę mailing, postrzegam go jako, mimo wszystko, taką oazę bardziej spokoju, mimo tego, że wpada nam czasami dużo spamu. Ja się z tym zgodzę, czasami może coś nie dotrzeć, o tym zaraz powiem. Natomiast widzę, że to jest tak, że jeżeli ja dostanę maila, to ja go czytam, ja go czytam, ja się skupiam. Więcej czasu na to muszę poświęcić, chwilę, chwilę więcej niż tylko post, który mi się chce lub nie chce przeczytać. Ja go skrolluje, być może to wynika też z mojej natury. Ja jestem taki, że tak powiem człowiek słowa raczej pisanego.

Moja żona na przykład, jest grafikiem, patrzymy się na jeden post i ona najpierw widzi grafikę. I owszem dostrzegam też najpierw grafikę, ale ja zaraz czytam, co tam jest napisane. A moja żona na przykład czasami w ogóle nie czyta. I to jest takie czasami zabawne, kiedy opowiadamy, jak postrzegamy pewną rzeczywistość. Dlatego ja na przykład do Instagrama się w ogóle nie przekonałem, bo dla mnie jest to za mało treści.

Ale wchodząc na ten newsletter, wiesz co, ja myślę, że to jest kwestia zbudowania sobie pewnego autorytetu. Mam na myśli, to że ja zawsze pisałem w taki sposób maile, jak do znajomego. Tak jak dostałem maila od ciebie w tamtym tygodniu, przed naszą audycją. Ja widzę, że to pisze ktoś znajomy. Ja w taki sposób się staram pisać: cześć i coś tam pisze w kontekście. Tu musiałbym przejść do tego, o czym rozmawialiśmy. Żeby od razu wyjść o pewnym problemie na przykład, który znam, który ma  mój potencjalny klient lub słuchacz.

Ja w taki sposób tego maila pisze jak do znajomego, raczej używam mało grafik, jeżeli w ogóle. Często piszę maile, które w ogóle kompletnie nie są sprzedażowe. Utrzymuję relację, starając się, żeby to był ciekawy mail, to już jest bardziej copyrighting, tak bym to nazwał, czyli użycie kilku tam czasami sztuczek. A czasami po prostu zastanowienia się, co potrzebuje mój słuchacz. Po drugie zawsze staram się w tym mailu dać, chociaż małą, jakąś wartościową rzecz. Jakieś ciekawe nagranie, które mi pomogło. Dostęp do czegoś, i staram się go nigdy nie zostawiać, na zasadzie przeczytam, dobra, zapomniałem. Gdzieś wejdź, coś zobacz, albo chociaż przeczytaj o tym w mailu. I wydaje mi się, że patrząc na maile, na które ja jestem zapisany, na wiele list byłem zapisany swojego czasu. Z bardzo dużo list się wycofałem.

Dzisiaj jestem na może, nie wiem, pięciu, sześciu takich, które naprawdę mi dają dzisiaj wartość. Ja je czytam od deski do deski, ponieważ ludzie właśnie robią te rzeczy. Piszą do mnie normalnie jak do człowieka i zawsze wiem, może, czasami coś mi zaproponują jako sprzedaż. Ale ja zawsze wiem, że znajdę tam chociaż jedną wartościową rzecz, którą mogę obejrzeć, zobaczyć, wysłuchać. I myślę, że to jest dla mnie istota prowadzenia mailingu. Nie na siłę budować sprzedaż, sprzedaż tam przy okazji, ale budować po prostu, taką ciekawą zwykłą dobrą relację. 

A te wszystkie rzeczy techniczne, czy coś nie dochodzi, czy dochodzi. I to już są właśnie rzeczy techniczne. Czasami trzeba zbadać, czy ten autoresponder jest właściwy, może coś tam w ustawieniach. Ja nie jestem tutaj specem, więc może nie chciałbym o tym mówić. Ale bardziej o tej stronie merytorycznej, gdzie wdaje mi się, że można naprawdę zbudować sobie przez lata pewien autorytet. Ja mimo wszystko nadal celuje w newsletter i uważam, że mimo wszystko warto to robić. Social media nie są w stanie (tak z mojego punktu widzenia), zniszczyć mailingu. I uważam, że warto go dobrze robić. Tak bym to chyba określił. 

Gra „Kandydaci”

 Jesteś współautorem gry“Kandydaci”Ma ona dać porządne narzędzia szkoleniowcom oraz kandydatom do pracy. Czy w historii powstawania tej, jest coś, co można było zrobić lepiej?

Jakbym miał odpowiedzieć tylko jednym słowem, odpowiedziałbym: nie! Została zrobiona idealnie, ale oczywiście to jest tak trochę pół żartem, pół serio. Ja powiem dlaczego. Bo gra, to tak trochę dopowiem dla tych, którzy nie wiedzą, że “Kandydaci” to jest gra karciana, której tam pomysłodawcą był Łukasz Wasilewski, mój właśnie wspólnik, taki w tej grze. I on mnie wziął tutaj do siebie, zostaliśmy właśnie takimi wspólnikami, razem ją zrobiliśmy.

Ta gra ma taki cel: jest rozmowa rekrutacyjna i ona z symuluje tą rozmowę rekrutacyjną. Jedna druga osoba jest rekruterem, druga idzie do pracy. I jedna drugiej zadaje pytania i druga jest oceniana. Tak w skrócie opiszę tą grę. Wydaje mi się, że jak dzisiaj zadajesz mi takie pytanie: co mogło być zrobione lepiej, niewiele rzeczy tak naprawdę. Ja na końcu powiem, co za rzeczy. Ale powiem też dlaczego uważam, że gra została zrobiona na tyle dobrze, że nie zmieniał bym. Chyba tak samo bym podszedł do niej tak, jak to zrobiłem już lata temu. Ponieważ korzystaliśmy z metody, która nazywa się Design Thinking. Wydaje mi się, że nawet w twoich podcastach widziałem, że był jakiś gość, który opisywał tą metodę.

Ta metoda generalnie polega na produkowaniu tej nowej rzeczy, nowego produktu razem z klientem. Tak bym to ogólnie nazwał. Nie będę jej jakoś tutaj szczególnie opisywał. Natomiast chodzi w niej o to, że od samego początku my byliśmy z klientem i go pytaliśmy się. Mieliśmy jakiś prototyp, pytaliśmy: co ci się podoba, co ci się nie podoba. Dostawaliśmy bardzo dużo Feedbacku i takiego bardzo cennego dla nas, po którym stwierdzaliśmy: dobra to, to zmieniamy, tego nie zmieniamy. To się bardzo różni od tego, że bada się trochę rynek i mówisz robię produkt. Oczywiście to też się może sprawdzić. Ale zazwyczaj jest tak, że po jakimś czasie trzeba zrobić korektę produktu, mniej lub bardziej.

Natomiast my od razu staraliśmy się zrobić produkt podpasowany pod klienta. Dlatego dużo testowaliśmy, graliśmy, ponad sto testów zrobiliśmy, w różnych miejscach, dla różnych ludzi. Ludzie nam mówili na przykład, słuchajcie, ale tu użyliście kostki, a ta kostka, tak naprawdę jest niepotrzebna. I się okazało, że dzięki temu, to nam zmniejszyło objętość pudełka i mniejszy koszt był. Okazało się, że nie potrzebowaliśmy aż tylu kart, mniejsza ilość pytań też się nadała, że potrzeba innego rodzaju instrukcji obsługi. Bardzo, bardzo wiele rzeczy dowiedzieliśmy się. Nawiązaliśmy współpracę z bardzo wieloma miejscami. Z Północną Izbą Gospodarczą, która nam pomogła trochę w promocji tej gry. Z różnymi osobami, które po prostu, to było zabawne, to do dzisiaj tak naprawdę trwa, mimo, że może już trochę mniej tą grą się zajmujemy. Osoby się do nas same zgłaszały i mówiły tak: chcemy wam pomóc jakoś tą grę wypromować, bo to jest tak fajny pomysł.

Mieliśmy wokół siebie ludzi, to byli ludzie, którzy mówili: okej, my was znamy, my widzimy jak wy to robicie i chcemy wam pomóc. To było jedno z takich dla mnie doświadczeń w ogóle w życiu, jak można niesamowicie wejść z produktem na rynek. Swoją drogą jeszcze dodam, że jest to dosyć czasochłonne i męczące. Ja nie ukrywam, że czasami byłem już zmęczony tymi feedbackami. Czasami ktoś pokazywał: a tu jeszcze powinniście coś poprawić, ja już byłem ten zmęczony, momentami. Dlatego przyszedł taki moment, gdy stwierdziliśmy: dobra już nieważne co ludzie mówią, już po prostu musimy to wydać. Ale to tak tylko na boku powiem, bo jakby istotniejsze dla mnie było, że to naprawdę fajnie zadziałało. Byliśmy trochę jakby klientami jednocześnie tworząc to, tak to wyglądało.

Co bym zmienił? Powiem ci, bo akurat jest taki fajny czas, że skończyła nam się pula pewna gier. Będziemy je na nowo, gdzieś tam musimy w drukarni je wyprodukować tak, nową partię. Więc powiem ci, że dwie rzeczy zmieniliśmy, zmieniliśmy to, że niektóre pytania poprawiliśmy pod kątem stylistyki. Nie miało to jakiegoś wielkiego znaczenia na tą grę, ale to trochę zmieniliśmy. Prawdopodobnie damy inne pudełko w którym będzie folia, po to, żeby to było jeszcze bardziej takie ekskluzywne. I to była ta zmiana.

Czyli tak naprawdę to nie jest wielka zmiana. Inną taką rzecz, którą myślę, że dałbym, chyba bardziej była istotna w tej całej grze, że na początku to robiliśmy, tak, że na początku chcieliśmy bardzo mocno rozwijać samą grę. Mieliśmy wiele pomysłów, naprawdę ciekawych pomysłów, które nie doszły do skutku. Dlatego, że po pierwsze trochę nie mieliśmy na nie czasu. To nie była jedyna rzecz, którą się zajmowaliśmy. Po drugie skupiliśmy się na tym też, żeby to trochę sprzedać. A wbrew pozorom ja mimo, że dużo mogę sprzedać, nie jestem takim typowym sprzedawcą. Trochę minęło czasu, zanim stwierdziliśmy, że tak naprawdę nie chcemy rozwijać jako tako gry. Chcemy tworzyć kolejne gry, podobne, a bardziej szukać po prostu dystrybutorów, którzy nam to będą dalej sprzedawali. Tak bym chyba odpowiedział na na to pytanie. 

Opowiadanie dzieciom o pracy

Czas na reklamę, co chciałbyś polecieć każdemu biznestacie? 

Pomyślałem sobie o takich dwóch rzeczach, które chciałbym polecić. Ponieważ jest to podcast biznestata, to powiem tak, poleciłbym: rozmawiajcie ze swoimi dziećmi o biznesie, o swojej pracy. Ja kiedy wracam do swojego dzieciństwa, pamiętam, że moi rodzice praktycznie oboje pracowali w jednym miejscu całe swoje życie. Mi się ta praca wydawała zawsze nudna. Czy ona była, nie wiem, dla nich być może nawet nie była nudna. Z mojego punktu widzenia tak to wyglądało: rodzice znikali rano, pojawiali się po południu. Czasami coś tam rozmawiali o pracy, dla mnie to nie było nigdy ciekawe. To nie był mój świat, ja nigdy chyba nie wszedłem w ten ich świat pracy.

Dzisiaj, kiedy ja pracuję tak bardziej jak taki freelancer, dużo siedzę w domu, nagrywam jakieś rzeczy, prowadzę Live, robię jakieś strategie i tak dalej. Moje dzieci czasami, gdzieś przy tym są, lub opowiadam im o tym. Więc one mają duże pojęcie, że praca, że w ogóle biznes, to jest taka rzecz, która może się zrodzić z tego, co masz w sobie. To nie musi być coś takiego nie wiadomo jakiego, że musisz studia skończyć, oczywiście możesz skończyć, nie ma problemu. Natomiast to, że ja wykorzystuję jakieś swoje umiejętności, to, że mogę się jakoś dogadać z drugim człowiekiem, to, że nie mam problemu, żeby postawić kamerę i do tej kamery mówić i oni wiedzą, że zamykam się w pokoju, nagrywam jakiegoś Live. I oni wiedzą, że to jest moja praca, że to nie jest zabawa, bo tak czasami to może być traktowane.

Bo moi rodzice na przykład nie do końca to rozumieją, kiedy czasami tłumaczę czym się zajmuję, dla nich jest już trochę świat niezrozumiały. Ja staram się tłumaczyć moim dzieciom, myślę, że dzięki temu udało się kilka rzeczy. Po pierwsze mamy fajny temat do rozmów, gdzie możemy też rozmawiać o nich, o ich potrzebach, o tym co one by chciały robić tak na dzień dzisiejszy, jak to rozumieją, o tym, że one rozumieją też, czym są pieniądze, że pieniądze nie biorą się znikąd. Ja czasami mówię: słuchajcie, wiem, że coś byście chcieli, ale tak, ja czekam teraz na fakturę od klienta, który, jeszcze nie zapłacił, albo czekam, czy te zlecenie przyjdzie.

I one to rozumieją, że to nie jest takie hop siup, idziesz i pieniądze nagle się pojawiają. I to jest taka jedna rzecz, którą chciałbym bardzo tutaj podkreślić, ponieważ biznestata, no to tak brzmi, więc myślę, że są tutaj tatusiowie, ojcowie. To, to bym chciał polecić, to naprawdę się opłaca. Jeżeli mamy to mówić językiem biznesowym opłaca się mówić z dziećmi. Natomiast drugą rzecz, którą zareklamował bym, to napisałem taką książkę, która ma tytuł: “Aktywacja”, o budowaniu zaangażowanej społeczności online. Ta książka mówi o tym, że możesz zacząć z tym co masz i zacząć nie zastanawiając się, czy masz pieniądze, czy wielkie rzeczy, weź ten Facebook, weź ten internet i zacznij od tego budować swój mały biznes.

Czasami tutaj wiele rzeczy opartych jest na pasji i opowiadam tak krok po kroku, krok po kroku, co trzeba zrobić, powołując się na swoje doświadczenie, czy doświadczenie moich klientów. Doświadczenie też sklepu zoologicznego, aczkolwiek może się to wydać dziwne, gdzie tam jest doświadczenie sklepu zoologicznego, Starałem się też poradnik napisać tak, żeby z jednej strony był poradnikiem a z drugiej strony, żeby nie był takim suchym poradnikiem. Starałem się to z jakimś poczuciem humoru zrobić, no niektórych to bawi, niektórych nie, ale to pewnie zawsze tak jest z poczuciem humoru. Polecałbym taką książkę, jeżeli ktoś chce w ogóle zacząć taki temat i spróbować samemu coś zrobić. Wydaje mi się, że jest tam trochę takich biznes haków, których ja używam. Książkę możecie albo kupić na mojej stronie krzysztofburzynski.pl, albo na stronie aktywacjaonline.pl polecam, jeżeli ktoś się bardziej tym tematem zainteresował. 

Zaangażowana rodzina

Powiedziałeś o rozmawianiu z dziećmi oraz o książce “Aktywacja” która ma pomóc w tworzeniu społeczności. Jak stworzyć zaangażowaną społeczność wewnątrz własnej rodziny?

To jest temat, chyba na w ogóle, osobną audycję tak naprawdę. Codzienne relacje, codzienne kontakty, myślę, że dla mnie to jest słuchanie moich dzieci. Powiem tak, to jest tak naprawdę bardzo podobne do tego, co mówiłem o klientach. Czyli trzeba wejść w świat swoich dzieci i zacząć je rozumieć, tak samo, jak muszę wejść w świat mojej żony i zacząć ją rozumieć, nawet, jeżeli to nie do końca jest coś, co ja łapię.

Mój jeden z synów jest takim analitykiem, tak bym nazwał, pewną taką osobowość, która jest mi obca, bo ja taki nie jestem. Ja nie jestem analityczny tak mocno, ja korzystam czasami z różnych rzeczy, ale nie jestem sam w sobie analityczny. On potrafi na przykład, ponieważ interesuje się piłką nożną, wziąć ci spisać sobie w zeszycie, czy gdzieś tam, jakieś analizy, jakieś podania piłkarzy i tak dalej. I to jest dla niego świetne, fajne. Dla mnie to jest takie trochę dziwne, nie wiem, po co on to robi, ale właśnie dlatego czasami o tym sobie rozmawiamy. Ja się staram go zrozumieć, zadawać mu pytania, dzięki temu wiem, że mamy wspólny świat i z każdym z moich dzieci staram się ten świat budować osobno, z moją żoną też się staram budować osobno.

Ja myślę, że to jest coś, co buduje właśnie zaangażowaną rodzinę, że my znamy swoje światy, te światy czasami próbujemy łączyć, nie zawsze się to da, wiadomo jak to w rodzinie, są kłótnie, jeden chce to, drugi drugi chce tamto, nie zawsze to jest proste. To jest też, myślę wiadome. Staram się często pokazywać, że jesteśmy jednym “teamem”, czasami to są banalne rzeczy. Ja mówię: słuchaj przyszedłeś już dzisiaj kilka razy koło tego pokoju, leży tam jakiś śmieć, to jest nasze wspólne, weź i po prostu go wyrzuć. Pomyśl o tym, że to jest twoje.

Oczywiście dla nich teraz w wieku takim, kiedy są nastolatkami jest to trochę niezrozumiałe, bo ich pokój wygląda jak pobojowisko. I ja nawet to rozumiem, Nie zawsze się nawet w to wtrącam. Staram się z żoną trochę pójść w ten temat, że jesteśmy “teamem”, różnie to bywa z tym. Staramy się po prostu rozumieć samych siebie i dużo słuchać. Myślę że to jest jakimś kluczem. 

Niepozorne kanały na YouTube

Czy wskażesz coś, co wywołało ostatnio u ciebie refleksję, o można by wokół tego zbudować biznes, ale ja już przecież mam zajęcie. 

 No powiem ci, co jakiś czas takie mam, coś do mnie dochodzi, jakiś taki błysk. Powiem o takich rzeczach. Jedna się ciągnie już od wielu lat i już sobie dawno machnąłem na to ręką, siedząc w branży zoologicznej widzę tam wiele, wiele nisz do zagospodarowania, na chwilę obecną ja już nie mam czasu. I jedną z takich nisz, to jest na przykład to, że w sklepie mają różne systemy sprzedażowe, jakby ktoś zrobił taki jeden dostosowany tylko i wyłącznie do zoologii, myślę, że to mogłoby być coś bardzo, bardzo wartościowego i coś potrzebnego.

Ja tak tutaj na marginesie powiem, że wiele lat temu coś takiego próbowałem zrobić ze wspólnikiem z różnych powodów, to się nie udało, nie chcę wchodzić na ten moment, w ten temat, natomiast widzę, że cały czas jest tego potrzeba. To jest jedna rzecz, natomiast druga rzecz może być dla wielu osób ciekawa, ponieważ obserwuje dużo YouTube. I zauważyłam że( nawet miałem taki bardzo mocny pomysł) ale, no właśnie to, co mówiłeś, zauważyłem, że nie mam na to czasu.

Pomysł polegał na tym, żeby stworzyć taki kanał, na którym nagrywam dźwięki różnych rzeczy, dźwięki otoczenia, tak bym to określił. Zauważyłem, że jest dużo takich kanałów, tak zwanych takie białe dźwięki, czyli na przykład jak się dzieci usypia, jakieś delikatne takie dźwięki, szum suszarek, jakaś tam woda. Ludzie generalnie zarabiają na reklamach, czyli na odtwarzaniu tego. Rozmawiałam jakiś czas temu z moją szwagierką, która pracuje z takimi ludźmi, którzy czasami potrzebują takiej specjalnej opieki i opowiadała o tym, jak kiedyś przez całą noc musiała słuchać szumu wody, która została puszczona z YouTuba i leciała przez kilka godzin. Ją to strasznie denerwowało, ale uspokajało tą osobę, za którą była odpowiedzialna.

Są takie rzeczy, które nagle słyszysz I mówisz “o kurcze to już kolejna osoba, która mi to mówi”. Jest nawet taki człowiek, nie pamiętam już jego nazwiska, który opowiada o tym, że właśnie na tym zbudował tu w Polsce jeden ze swoich kanałów, że właśnie coś takiego odkrył i opowiada w ogóle jak to się dzieje. I to jest taki jeden z biznesów, który ja bym bardzo chciał zrobić, ale widzę, że już minęło naprawdę sporo czasu od momentu, kiedy ja o tym pierwszy raz pomyślałem. I nigdy tego nie zrobiłem, bo po prostu nie mam czasu, więc może ktoś to wykorzysta. 

 Dziękuję za rozmowę, ze swojej strony życzę bardzo dużo wartościowego czasu z dziećmi i budowania zaangażowanej społeczności w rodzinie. 

Ja ci również dziękuję tu za zaproszenie, dziękuję słuchaczom, którzy też pewnie nas słuchają. Ja chciałem tylko tak jeszcze na koniec trochę posłodzić mojemu gospodarzowi, że kiedy się odezwał do mnie z tym podcastem, to w bardzo profesjonalny sposób podszedłeś (zresztą tu o tym ci napisałem), dałeś mail, gdzie wszystko było bardzo jasne, pytania techniczne, jak ma się to odbywać, że ja po prostu zobaczyłem jednego maila, ja już wszystko wiedziałem. Mówię wow, dawno nikt tak do mnie nie podszedł profesjonalnie, więc też ci gratuluję. 

 Dziękuję serdecznie.

Podobne audycje:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *