O startupach i fajnych markach – Piotr Dominik – BT33

Pobierz audycję

Linki:

Lista tematów:

  • Pomysł na biznes syna: 0’12”
  • Budowanie drugiego Facebooka: 1’42”
  • Jak nauczyć się samokrytycyzmu: 5’57”
  • Networking w Polsce: 6’58”
  • Unifikacja na rynkach: 11’21”
  • Racjonalizowanie emocji: 14’36”
  • Cykl życia odbiorcy: 16’54”
  • Otwartość na naukę: 19’58”
  • Skutki grantów dla uczelni: 22’08”
  • Edukacja u praktyków: 25’09”
  • Fajne marki: 27’11”
  • Zabijanie relacji z klientem: 33’17”
  • Mierzenie jakości reklamy: 38’07”
  • Unikajmy reklamy: 39’38”
  • Pozorność okazji rynkowych: 40’24”

Transkrypcja rozmowy:

Artur Pranga: Gościem dzisiejszej audycji jest Piotr Dominik, konsultant w startupach, ekspert od komunikacji na rynku. Wykładowca SGH. Cześć Piotrze!

Piotr Dominik: Cześć Arturze, witam cię serdecznie. 

Pomysł na biznes syna

Jesteś ekspertem od startupów, więc pierwsze pytanie bardzo naturalne. Nastoletni syn biznestaty ma wspaniały pomysł na biznes. Jak rozmawiać z synem, aby jednocześnie uświadomić o komplikacji zadania, a nie wylać dziecka z kąpielą?

To nigdy nie jest proste. Jeżeli pomysł jest naprawdę dobry to z pewnością warto zastanowić się nad tym, jak to można poukładać. Jak można zrobić kolejne kroki. Dużo zależy od samego pomysłu, bo ja spotykam wielu młodych ludzi, którzy któregoś dnia wstają z jakimś bardzo odważnym konceptem. Powiedzmy w cudzysłowiu “naprawczy świata”. Ale bardzo często wynika to z tego, że jeszcze nie znają realiów, które są związane z samym rynkiem, sektorem, czy kategorią. Więc ja bym tutaj zachował jakiś bardzo dobry balans.

Bo absolutnie trzeba marzyć i trzeba mieć umiejętność, żeby pójść pod prąd i nie oglądać się za tym, co jest zastane. Odwaga jest bardzo potrzebna w życiu i na pewno. To jest taki element, który u syna podbijałbym, żeby nie oglądał się na to, co jest zrobione, jak wygląda. Ale z drugiej strony też jakoś tak poukładać, żeby nie rzucić się na temat, który będzie niemożliwy do wykonania, bądź realizacji. Ze względu, tak jak powiedziałem już chociażby ze względu na otoczenie konkurencyjne, czy otoczenie rynkowe. Bo też nikt nie lubi do końca przegrywać, a na pewno nie w momencie jak się ma naście lat. Trochę później się uczymy przegrywać. Ale to zajmuje sporo czasu. Myślę że to kwestia, takiego mądrego wypoziomowania pomiędzy pchaniem kogoś w przód, a kwestia urealnienia, ale bez gaszenia entuzjazmu. 

Budowanie drugiego Facebooka

Jakiś czas temu dostałem propozycję: ”Zbudujmy drugiego Facebooka, przyprowadź inwestora, a będziesz bogaty”. Potraktowałem sprawę poważnie, faktycznie stał za tym ciekawy pomysł, niestety pomysłodawcy stanowczo odrzucili moją propozycję wspólnego popracowania nad liczbami. Wówczas grzecznie podziękowałem. Pytanie brzmi: czy spotkałeś się z sytuacją, po której można dojść do wniosku, że to idea rządzi światem, a nie pieniądz?

Myślę, że tak jest w przypadku 99% projektów, które można spotkać. Taki koncept, który podałeś pod tytułem: spróbujmy stworzyć coś na nowo, co już całkiem dobrze działa na rynku i fajnie się zmonetyzowało, czy przyniosło jakieś tam duże przychody. Tak naprawdę bym się w ogóle cofał przez ostatnie lata i zobaczymy co się działo na wszystkich programach 8. 1, kiedy bardzo wiele projektów dotyczyło w ogóle społeczności w oparciu o to, co się dzieje na świecie. Bardzo dobrze pokazuje w jaki sposób trochę konstruujemy ten konstrukt. “Masło maślane”, w jaki sposób tworzymy sobie wyobrażenie o tej rzeczywistości i to jest złożony proces.

Po pierwsze, to trzeba zrobić za każdym razem, mając dobrą ideę, to spróbować ją urealnić. Ale poza swoim środowiskiem, jakby jest taki, jeżeli chodzi o określenie ideologiczne, to jest taki błąd, który popełniamy, że próbujemy weryfikować swój koncept, idee w środowisku, które bardzo często jest dla nas przychylne. Ciężko znaleźć kogoś, kto będzie dobrym oponentem, bądź będzie mieć bardzo dobry instynkt analityczny, będzie mieć dane rynkowe, żebyś obiektywnie spojrzał na pewne rzeczy.

Zazwyczaj takie osoby, zwłaszcza jak się jest młodym są trochę poza bazowym środowiskiem. Myślenie ideą w ogóle jest potrzebne bo pcha świat do przodu. Tworzenie rzeczy w oparciu o przekonania, ideologię jest bardzo potrzebne. Ale z drugiej strony urealnienie tego, czyli możliwość wejścia w jakikolwiek sposób na rynek staje się trochę elementem kluczowym. Bo jak spojrzymy na historię projektów, tak jak powiedziałem 8.1, co się z nimi wydarzyło w zakresie, chociażby tworzenia społeczności. To one wszystkie poszły do piachu, jakby w 99% całości.

Myślę, że myślenia w zakresie idei i tak jak powiedziałem jest znacznie więcej, niż wejścia, takiego w oparciu o dobry research i analitykę. Bardzo często też tak się dzieje z tego względu, że ktoś się porusza w bardzo wąskiej kategorii. Czy nawet jeżeli ktoś ma doświadczenie wieloletnie w danej branży, to buduje sobie percepcję danego projektu, konceptu na niego, pomysłu, w oparciu też o swojej środowisko. To jest zawsze mała próbka. Bardzo ciężko zbudować sobie trochę większy obraz, w końcu poza firmą, czy to jest firma mała, średnia, czy międzynarodowa i zobaczyć jaka jest jakaś większa próbka rynkowa żeby odpowiedzieć sobie na pytanie: czy to ma sens, czy nie ma sensu. I fajnie by było tak naprawdę, jeżeli ludzie by mieli mniejszy balans idei, większy balans samokrytycyzmu i takiej czystej analizy strategicznej.

To o czym wspomniałeś, czyli podejście albo wzorowanie się na projektach, które są rozpoznawalne na całym świecie. To jest trochę tak, że to wynika bardzo mocno z komunikacji sukcesu. To jest taki problem, że nikt głęboko nie wchodzi w analizy rozwoju takich projektów jak Facebook, Instagram, czy cokolwiek innego. Ale każdy bardzo chętnie przytacza początek, że zaczęło się w garażu, w pokoju studenckim od małego projektu, który później był rozwijany. To nawet nie jest jeden procent prawdy. Trzeba o tym pamiętać, że to nie jest tak, że mając dobry koncept i dobrą ideę i robiąc jakąś pierwszą minimalna wersję projektu, jakieś małe MVP, świat jest przed nami.

Tam jakby z tyłu za każdym razem jest bardzo dużą sieć kontaktów, bardzo przemyślane akcje promocyjne. Bardzo dużo pieniędzy, które pojawiają się w odpowiednim momencie. Bardzo dobra styki inwestycyjne, żeby rzeczy mogły się wydarzyć. I to też warto o tym pamiętać. Sam dobry koncept, nawet jeżeli on odpowiada na realną potrzebę, bez finansowania, bez kontaktów, bez podparcia się osobami, które są w stanie wypromować projekt, jest niewiele wart, po prostu sam sobie. Nawet jeżeli, tak jak powiedziałem, odpowiada na bardzo realnę potrzebę. 

Jak nauczyć się samokrytycyzmu

Jak nauczyć się zatem samokrytycyzmu?

Jest to bardzo trudny proces, bo to jest taki proces, żeby do końca samemu sobie nie ufać. A przynajmniej, żeby weryfikować pewne rzeczy i najprostsze, co można zrobić, to się sięgać po dane statystyczne. To bardzo mocno pomaga. Czyli, jeżeli mamy założenie, że tworzymy jakąś aplikację, którą pokochają studenci, to dobrze by było przynajmniej sobie porównać, liczby innych aplikacji, które dajmy na to, są dedykowane dla studentów.

Jaka jest liczba użytkowników, ale realna, unique userów zalogowanych. Ile zajęło im czasu, żeby zbudować taką bazę, w związku z tym, czy na pewno założenie, że uda mi się porwać sto tysięcy studentów w pół roku jest realne, skoro komuś innemu zajęło to dwa lata i miał pieniądze do tego. Bardzo dobrze odnosić się do liczb, które możemy znaleźć na rynku, kwestia jakiegoś bardzo intensywnego szukania raportów, wyszukiwania tych danych jak i po prostu weryfikowanie swoich założeń. To jedyne, co można zrobić, jakbym mieć do siebie delikatne zaufanie. 

Networking w Polsce

Pytanie o Networking w Polsce. Czy można coś wskórać w świecie, w którym wszyscy szukają zniżek? Nie jest to pytanie o spotkania networkingowe na których wszyscy próbują sprzedać.

Kiedyś miałem taką rozmowę, bardzo fajną z kumplem, który był bardzo długo w Stanach. Ja jego pytam jakie zauważyłeś takie główne różnice kulturowe, wiodące różnice? Wiesz u nas jest, że jak prowadzisz jakąś firmę, działalność i powiesz o tym znajomym, to każdy do ciebie przychodzi i prosi o preferencyjne warunki. Nie, żebyś go policzył 50% taniej, pomógł i tak dalej. A w Stanach jest dokładnie odwrotnie. Jeżeli ty prowadzisz jakąś firmę, wykonujesz jakąś usługę, produkujesz jakiś produkt i wokoło masz Network znajomych przyjaciół, to oni bardzo chętnie zapłacą pełne stawki. Żeby ci pomóc, nie oczekując, tego, że stworzysz im bonifikatę, bo w ten sposób można siebie wesprzeć.

To myślenie ceną w Polsce jest dość mocno przeklęte. Jest jakby bardzo duży problem, bo tak naprawdę, gdyby sobie przyłożyć takie rzeczy nie startupowe, ale takie rzeczy stricte retailowe, to my mamy bardzo mało takich historii sukcesów w oparciu o jakość. Część z nich bardzo dobrze wygląda. Na konferencjach, póki się nie pojawią liczby, które za tym stoją. Ale tak naprawdę, jeżeli poszukać sobie marek, które by od samego początku zbudowały pozycję rynkową, strategiczną, poprzez jakość, bądź oczywiście w połączeniu z obsługą klienta, czy w jakiś sposób poprawieniu doświadczeń, jeżeli chodzi o sam towar, zakup, to co robią prezenty to tych kejsów jest naprawdę mało.

Wbrew temu co można byłoby się spodziewać, to nie jest tak, że na przestrzeni ostatnich lat idziemy do góry z jakością w zakresie tego, co my mamy na rynku. Bo jak spojrzymy na pozycję hegemonów, którzy są, to ta struktura cały czas opiera się na pozycji cenowej.

To jest strasznie ryzykowne, bo są strategie, , które trwają do momentu, kiedy nie pojawi się ktoś, kto jest grosik tańszy. A za co się pojawia ktoś, kto jest grosik tańszy? to jest kwestia jakby ilości zakupowej, że tak powiem, gracza na rynku. Więc na pewno to nie jest prosty temat i na pewno że tak powiem historycznie i w zakresie komunikacji, tego, co możemy znaleźć w mediach mało można znaleźć kejsów, w którym, nie budowanie poprzez politykę cenową, ale poprzez unikalną jakość, albo unikalne rozwiązania w zakresie tworzenia tej jakości byłoby w jakikolwiek sposób wiodące. Więc chciałbym być bardziej entuzjastyczny, na pewno im węższa kategoria, im mniej jakby takiego bardzo szerokiego rynku konsumenckiego, tym większe prawdopodobieństwo stworzenia takich rozwiązań.

Weźmy pod uwagę chociażby kejs “Tylko”. Oni sobie bardzo ładnie poradzili, jeżeli chodzi, oni zaczęli od półek, a postawili na jakość, zmianę podejścia do samego składania zamówień. Cała filozofia koło tego, filozofia około jakości, około procesu projektowego. I na rynku, który jest turbo konkurencyjny, bo rynek meblarski, oprócz tego, że jest ogromny, to jeszcze jest naprawdę bardzo, bardzo konkurencyjny. Jest jeszcze dużo White Label-ów w tym wszystkim, stworzyli sobie bardzo silną pozycję. Więc jakby takie przykłady się zdarzają, to jest możliwe, ale na pewno to nie jest mainstream, powiedziałbym naszego myślenia. I mnie to trochę martwi, mnie to zawsze martwi, tak sobie myślę, że to jest też przykład na to, jak mocno budowane są marki, które w stanie są przetrwać właśnie poprzez lojalność klientów, nawet jeżeli cena skoczy istotnie.

Jak sobie patrzymy na takie bardzo duże e-commerce w Polsce, jak jeszcze tam pną się do góry przez ostatnie lata, to też warto zauważyć, że ilość działań w zakresie komunikacji samej marki i budowania filozofii tej marki, w jakiś inny sposób podchodzimy do klienta i mamy lekki język, chociażby tyle, serio wynosi prawie zero. Czyli jakby bez końca optymalizujemy zakresy cenowe i promocyjne. A nie mamy tej umiejętności budowania marki, która ma znacznie większe pole w zakresie tolerancji skoków cenowych jeżeli jest lojalność. Ale tej lojalności nigdy nie zdobędziemy ceną. I tu kółko się zamyka. 

Myślę, że Case Tylko pokazuje, okej, miejsca są na to, żeby to zrobić, jeżeli chodzi o szerokość rynku i o to, co widzimy gołym okiem w mediach, czy wokoło siebie w tej rzeczywistości za oknem. No to okej. Cały czas strategia cenowa jest strategią wiodącą. 

Unifikacja na rynkach

Przychodzą mi to na myśl dwa rynki. Jeden samochodowy, gdzie pomiędzy poszczególnymi markami unifikacja już jest coraz bardziej posunięta. Pomimo tego, są ludzie, którzy mówią: Ten nie, a tamten tak, bo jak nie, to ja cię zabiję! I drugi rynek, rynek smartfonów, gdzie de facto już już nie da się nic odróżnić. 

Wiesz co, i tak, i nie. No bo jak spojrzymy na smartfony, w zależności od tego kogo mamy z tyłu i są takie marki, które rzeczywiście dostarczają dobrą jakość. Więcej nie komunikują, jest płasko. Ale jak wejdziemy w szczegół, to sobie pomyślimy o tym jaki jedna z marek coś mocno intensywnie rosła przez akcenty sportowe. Nie chcę robić promocji, to by było bez sensu. Ale dało się zauważyć jak jeszcze chyba trzy-cztery lata temu sięgają po raz pierwszy po Lewandowskiego. Później sięgają po kolejnych ambasadorów ze świata sportu i tak próbują budować przynależność przez jakieś wspólne zbiory filozofii.

Pewnie te telefony od siebie tak naprawdę technicznie niewiele się różnią. Pewnie mają wszystkie te same mikroprocesory, nie jestem specjalistą od telefonów. Ale to jest pewnie bardziej zbudowanie sobie punktu wspólnego, punktu przynależności, wspólnych zainteresowań, wspólnej filozofii. Ciężko odpowiedzieć na pytanie, dlaczego wiodąca marka telefoniczna, to jeszcze, która jest popularna w Stanach, czy producenta elektroniki, jaką ma teraz filozofię. Co dało się zauważyć jeszcze 10 lat temu, a teraz jest z tym problem.

I pewnie kontynuują na bazie odmienności, którą zbudowali lata temu. Której już teraz nie ma, teraz już nie da się tego zauważyć. Ale jakby wejść w detale, to zawsze coś znajdziemy. Z jednej strony mariaż z Leica i akcent w stronę fotografii. Z drugiej strony sport, z trzeciej, gdzieś pojawia się akcent w stronę gamingu i młodych graczy. No i jest na to miejsce i da się. Może tego pozornie nie widać, jak te telefony leżą na jednym regale w tym sklepie. Ale jednak jakieś rozróżnienia komunikacyjne są i one są widoczne.

Jeżeli chodzi o samochody to bardzo złożony i skomplikowany temat. Natomiast to są bardzo, wydaje mi się, takie czytelne dwie rzeczy. I to jest to jak niewiele osób zauważyło w jaki sposób Mercedes odmładza grupę docelową przez ostatnie lata. I zrobił to bardzo dobrze. Samochód, który się kojarzył jeszcze kilka lat temu z niemieckim emerytem, który jedzie na ryby. Przez szereg działań marketingowych, przeróżnych, bardzo różnych, bardzo dużo akcji sponsorskich, bardzo dużo akcji eventowych i sięgnięcie do młodych ludzi. Przebudował sobie percepcję, myślę, że tam, ten moment, gdy CLR wchodził na rynek, to był moment dość mocno nowy w komunikacji. 

No i chyba branża samochodowa stara się stawiać na jakieś swoje akcenty. Jak wyjdziemy w detal i będziemy się temu przyglądać to muszę dodać, że coś za tym stoi. Jakaś odmienna filozofia, czy odmienne podejście do poszczególnych grup docelowych. Przy czym trzeba pamiętać, że rynek niemiecki jest stosunkowo ostrożny, jeżeli chodzi o budowanie takiej silnej identyfikacji emocjonalnej. Bo ma bardzo dużo racjonalizmu, czy technologii, mało emocji. Ale rynek włoski już lubi emocje, jest znacznie ciekawiej, więc jakby pewno rozróżnienia można znaleźć

Racjonalizowanie emocji

Czy ten racjonalizm, to czasem nie jest racjonalizowanie emocji? 

Pewnie tak, bo to jest jedna z najbardziej bezpiecznych dróg. Przypominają mi się wywiady z polskimi brand-menedżerami. Oni w większości będą mówić, że będą unikać budowania świata marki na jakichś czytelnych i jasnych wartościach. Ze względu na bezpieczeństwo poruszania się. Nie chcemy nikogo zniechęcić do siebie, pozostajemy transparentni i pozostajemy tacy bezemocjonalni i bez charakteru marki. To jest bardzo ciekawe, bo patrząc na super brandy typu Nike, czy Diesel, czy wiele innych. Są bardzo wyraźne w kwestiach wrażliwych społecznie i te które są ważne dla młodych pokoleń. Więc zwykło się u nas uważać, że brak pokazania charakteru marki, brak pokazania emocji i jak wygląda świat tej marki jest po prostu bezpieczne rynkowo, nawet jakby, okej, ale nie zbudujemy silnej relacji. Nie zbudujemy silnej relacji, no to jakby mamy wiele innych problemów, które powodują brak lojalności.

W tym zakresie bardzo fajne są badania Edelmana odnośnie perfekcji marek. Tak jak to się zmienia zwłaszcza z nowymi pokoleniami. I o ile pamiętam dane, nie chciałbym teraz rzucić jakoś mylnie, ale o ile pamiętam to 50 % już młodego pokolenia dokonując zakupu patrzy na kwestie, które byśmy nazwali w Polsce jako drażliwe społecznie. Czy stosunek do imigrantów, czy stosunek do kwestii rasowości, czy aspekty polityczne poszczególnych marek. I jak wyjdziemy w detal, bardzo szybko znajdziemy sobie w jaki sposób gruntowane są poglądy polityczne Diesla, który śmiało komunikujemy.

A jakby sobie zadać pytanie, ale hola hola może z tych polskich marek, które kojarzę: jaką one mają temperaturę polityczną? Żadną. Bo unikamy. W związku z tym, też jakby nie budujemy przynależności. Jak później przeglądamy sobie katalog superbrandów naszych, to zadajemy sobie pytanie: a jak wygląda ten świat? Gdyby to była kobieta albo mężczyzna, którego spotkałbym to jaki on by był? On wyglądałby trochę jak manekin, przeźroczysty, bez wyrazu twarzy i bez poglądów. Tylko byłby bardzo bezpieczny. To jest duża różnica. 

Cykl życia odbiorcy

Czy to nie jest tak, że zbudowanie bardzo wyrazistej marki do której przylgnie jakaś grupa odbiorców, niesie ze sobą duże zagrożenia? Zainwestujemy konkretne pieniądze, trzy-cztery lata w budowę tej relacji. A po następnych czterech latach grupa do której się uśmiechaliśmy wyrośnie z nas, założą rodziny i koniec, kropka. 

Pojawi się kolejna. Znaczy, ten cykl życia grupy, nawet jeżeli mamy zmienność w zakresie dojrzewania, aż takiej psychologii doświadczeń i wiem, że to jest w jakimś procesie, te procesy są bardzo zmienne, powiedzmy. Strasznie dużo się dzieje 14-18, 18-28 przebudowa całego świata, 28-35 też się sporo dzieje. Ale za każdym razem wkracza nowa grupa. To, że jedno wychodzi nie znaczy, że inne się nie pojawią w tym miejscu. Zależy jeszcze od wielkości grupy.

Oczywiście zbudowanie komunikacji, która by trafiła do bardzo wąskiej rzeszy, osób w oparciu o jakieś wspólne zbiory ideologiczne, pewnie że było ryzykowne, no bo jakby marka nie przedostała się nigdzie indziej. Ale jak myślę jakiś kejs, który mi łopocze w głowie u chociażby Emily Wats i Glacier i jej podejście początkowe od bloga, którego zaczynała. I stwierdziła, że rynek naturalnych kosmetyków, makeupów jest bardzo syntetyczny. Jednak ten głos pokoleniowy nie jest reprezentowany. I dojście do momentu, w którym kapitalizacja przedsiębiorstwa to sto milionów dolarów. To jednak zaczynając od najniższego, można się bardzo mocno rozszerzyć. Możesz przeskalować, więc jest tyle samo szans, ile możliwości. w tym wszystkim.

Jest taka marka, którą strasznie lubię, mam do niej sentyment od samego początku. Ona nazywa się Chubbies, produkują szorty, oni mieli bardzo taki, dobrze przebadany, że tak powiem profil komunikacyjny. Tą komunikację robią naprawdę bardzo dobrze, bardzo dobry copyrighting, bardzo lekka narracja, bardzo fajnie obudowana marka. Ta marka od samego początku zakładała, że trafia do młodych facetów zanim oni jeszcze założą rodziny. To jest jeszcze taki moment, kiedy ostatni raz można być jeszcze trochę głupim i odważyć się na jakieś wyjście w weekend, berbecue, grilla zagrać to be stupid i odważyć się na jakieś wyjście weekend barbecue grilla. Na to, żeby mieć po prostu, no durne spodenki na sobie, mieć z tego jak najbardziej dużo satysfakcji.

Bo jak tam w jakimś wywiadzie zauważyli, że przyjdzie ten moment, że założysz rodzinę i żona prawdopodobnie wyrzuci ci te spodenki, że już nie wypada. Więc tak naprawdę to jest cykl życiowy, bardzo krótki, od 25-28 lat. No i ekstra. Wiesz te liczby, które tam były po prostu były jakieś pieruńsko rosnące od samego początku, bardzo dobra detekcja potrzeby, windsetu, dopasowanie do rynku. No i bardzo dobrze, pokolenie się trochę zmienia, ale tu potrzeba jednak zbudowania jakiegoś wyróżnienia się, zaszalenia, pozostaje, kolejne pokolenie w to wchodzą i jak najbardziej to pasuje. I jak powiedziałem tyle samo ryzyk i możlwości. 

Otwartość na naukę

Jak twoim zdaniem powinna wyglądać otwartość na naukę. W Polsce mamy atmosferę, że szkoła koniecznie wyższa, a potem już muszę zawsze mieć rację, bo jak się zawaham to śmierć. 

Tu są pewne dwa poziomy jakby tej dyskusji. No, bo pierwszy poziom, to jest tak naprawdę dopasowanie Market Fit uczelni wyższych w Polsce i zakresu edukacyjnego w ogóle i chyba w tym jest coraz słabiej. Tak sobie myślę, że dynamika tych zmian, które zachodzą na świecie jest tak duża i rynki tak szybko się zmieniają, że dopasowanie edukacyjne jest po prostu małe i też z tego miejsca się robi podejście w zakresie percepcji nauki dość mocno niedopasowane.

Z drugiej strony, ja bardzo lubię świat nauki, lubię rzeczy, z którymi się nie da polemizować, bo może być inaczej. Coś jest przebadane, zmierzone i opisane i są na to badania i i to jest konkret, który mamy na stole. w momencie, kiedy nic wokoło nie jest konkretne, bo ten świat zaczęliśmy lepić medialnie z bardzo takich niejednoznacznych narracji, bo wokoło jest bardzo mało rzeczy stabilnych. Natomiast to nie jest też tak, że uczelnia wyższa, czy ukończone jakieś programy, kursy w tym momencie są gwarantem czegokolwiek.

Czyli takie pytanie, trzeba sobie zadać, jak my postrzegamy tą naukę, jeżeli chodzi o podejście do nauki. jako naukowość, pod tytułem “dobrze jest mieć badania i dobrze nie wysuwać tez, tylko opierać się na materiale, który jest bardzo konkretny, wymierzony, opisany, jasne grupy badawcze. I tu też wcale nie jest zawsze idealnie. Kiedyś czytałem taki wpis który mówił, że bodajże 50% badań, które kiedyś tam później chodzą na Nature czy innych serwisach, na przestrzeni kilku kolejnych lat jest negowanych i podważanych. Chyba środowisko naukowe samo się reguluje też jak już to możemy znaleźć, nie jest jest zero-jedynkowe. 

Ale świat bez nauki byłby bardzo słaby, gdybyśmy się opierali tylko i wyłącznie na własnych odczuciach i tezach. A tutaj jest tak szerokie pole do dyskusji, że ciężko by było cokolwiek na tym budować. No i to tyle. Chyba, że chcesz jeszcze coś dopytać w tym podejściu naukowym. 

Skutki grantów dla uczelni

Mamy w polskich uczelniach jeden bardzo ważny aspekt, który został głęboko przebadany, sprawdzony, wypróbowany i jest stały, niezmienny. To jest wygląd sekretariatów i zachowanie ludzi, którzy tam pracują. Zastanawiam się na ile te wyższe uczelnie zajmują się faktycznie badaniami, przekazem wiedzy i tak dalej. A na ile to jest umacnianie samego siebie na stanowisku, na którym jestem, bo jak się zawaham to śmierć. 

To jest bardzo trudna dyskusja Arturze. No bo środowisko akademickie jest środowiskiem hermetycznym, które ma swoją hierarchię, ma swoje sposoby operacyjności pewnej, ma swoją strukturę, bez mała jak wojsko. Tak, że opiera się na pewnych bardzo jasnych, bądź mniej jasnych momentami regułach postępowania. Przy czym dalej jest to zazwyczaj jednostka mająca na celu wygenerowanie poszczególnych zysków, obojętnie jak je zdefiniujemy, czy to finansowe, czy będą mówiły o wielkości grupy, która kończy dany kierunek, żeby spełnić określone kryteria. Więc, myślę, że nie ma prostej odpowiedzi.

To jest takie pytanie, wiesz, jak by wyglądał idealny proces podejścia w kwestii oświecenia przez edukację, ale tu jest potrzebne bardzo silne partnerstwo publiczno – prywatne, Są dwa uniwersytety, które sobie nieźle z tym radzą. Natomiast to powoduje, że są to dwa światy dość mocno odcięte i niedopasowane do rynku, już całą swoją obecnością, czyli ciężko mówić o tym, żeby w zamkniętej strukturze, która jest hermetyczna i nie do końca jest dopasowana do potrzeb rynkowych, jeżeli chodzi o sposób kształcenia, żeby można było w razie co zdobyć wiedzę, która pozwoli na łatwiejsze zdobywanie tej wiedzy w zakresie samych rynków. Trudne jak każda hermetyczna kategoria, jak spojrzymy na lekarzy, czy prawników, wszystkie te kategorie są hermetyczne. Nie są obiektywne, tylko opierają się na swoich własnych definicjach i własnych założeniach środowiskowych.

Trudny temat, jest takie pytanie, jak powinna wyglądać współczesna edukacja? Mało osób jest w stanie sobie odpowiedzieć na to pytanie, ale na pewno byśmy woleli, żeby centra uniwersyteckie, przede wszystkim poszczególne uczelnię były takimi miejscami, w których na pewno jest up-to-date wiedza. To spojrzenie na złożoność rynków, zawodów, czy kompetencji, które są potrzebne na rynku było bardzo mocno urealnione. Ale nie są! Są hermetyczni, No i tu się zamyka koło. Ale z drugiej strony żyjemy w takich czasach, kiedy nikt już nie potrzebuje mieć dyplomu wyższej uczelni. Pewnie do pracy w korporacji będziesz dalej potrzebny, bo dalej będą obostrzenia dotyczące preferowanych kierunków ukończenia. Okej, ale jest cała masa pracy na rynku, gdzie nikt cię nie zapytała o ukończoną uczelnię. Wydaje mi się, że jedyne co można wynieść z uczelni, (nie wiem, czy ja to wyniosłem w tamtych czasach, chyba nie) to umiejętność dalszego uczenia się. To było kluczowe 

Edukacja u praktyków

Słuchałem kiedyś wywiadu z człowiekiem, który dokonał wielkiej sztuki, czyli posadził przy jednym stole z jednego powiatu nauczycieli ze szkół technicznych, zawodowych, oraz najważniejszych lokalnych biznesmenów. Przez pierwsze parę godzin trwało to czego wszyscy się domyślamy, a potem zaczęła się jakaś rozmowa. Finalnie po naprawdę latach włożonej przez niego gigantycznej pracy doszło do sytuacji w której uczniowie faktycznie z murów szkoły wychodzą zanim ją ukończą i wchodzą w świat tych firm, tej pracy, najlepsi uczniowie, którzy tam się najlepiej starają mają największą motywację, faktycznie wiedzą co będą robić zanim ukończą szkołę. 

Ktoś ładnie zdefiniował role. To jest to o czym przed chwilą mówiliśmy. Oni nie muszą. No bo to jest kwestia przepływu grantów i środków finansowych. Mówiąc inaczej, uczelnia wyższa bardzo często nie potrzebuje znaleźć sobie pozycji silnej na współczesnym rynku. Ponieważ sposób finansowania i sposób funkcjonowania i nie jest oparty o konkurencyjność później de facto prostym wymiarze ich absolwentów.

Mówiąc inaczej, jeżeli mamy uczyć informatyki, to byłoby dobrze, czy mamy uczyć programowania, to byłoby dobrze pracować, uczyć się w takim miejscu w którym wiemy, że cała kadra wprowadziła sporo aplikacji na rynek, które się obroniły. Albo mają jakieś umiejętności, które pozwoliły na zbudowanie takich, a nie innych rozwiązań. Tego nie ma. To jest tem hermetyzm o którym rozmawiamy. Więc dopóki to jest świat trochę iluzoryczny, nie oparty na przestrzeni rynkowej stricte, dopóty on będzie jednak powodował to, że jak powiedziałeś, przez pierwsze 3 godziny jak siądzie na wprost ciebie absolwent i biznesmen, to będą mieli zupełnie inną percepcję. Bo oni generują zysk z zupełnie innych miejsc. To jest ta różnica. 

Fajne marki

Rozmawianie ze światem w otoczeniu wielkich i małych marek. Jak to robić?

Artur to jest strasznie prosta odpowiedź. To jest być fajnym. 

Znaczy załatwione, tak?

Załatwione! Po jednym zdaniu możemy zamknąć temat! To jest zdefiniowanie sobie co znaczy być fajnym. Miałem kiedyś bardzo fajnego wykładowcę. Byłem kiedyś na kursie scenopisarstwa. Tam pierwsze zajęcia były takie: “nie używajcie przymiotników, nie piszcie mały, wysoki, średni, ciekawy”. Bo perfekcja przymiotnika dla każdej osoby jest inna. Dla jednego duży facet to 170 cm, dla innego 210 cm. No to prawda.

Jest tak samo jak z tą fajnością. Dobrze by było jednak nie definiować jej od środka, tylko spróbować zrobić jakiś research i zobaczyć w jaki sposób marki stały się atrakcyjne dla innych. I co za tym szło. Tak naprawdę, jeżeli chodzi o to proste by cię fajnym. Jeden z największych braków, które mamy na naszym rynku, to jest bardzo dobry taki Customer Care. Czyli obsługa klienta. Paradoksalnie ze względu na modele rynkowe przedsiębiorstw, które działają. Które zatrudniają młodych ludzi. Szkolą ich, przygotowują ich, ale nie dają dobrego wynagrodzenia, albo ich nie motywują, więc im się też nie chce. Trafienie cały czas na bardzo dobry Customer Care w Polsce jest trudne. Zdarzają się wyjątki. Chwała im, że ktoś stale nawiązuje proces.

Myślę, że to trochę nic nie znaczy, satysfakcja klienta, każdy ją sobie zdefiniuje po swojemu. Ale zadbanie o kogoś i sprawienie, że moment wykonania zakup staje się momentem, który jest po prostu bardzo przyjemny. Człowiek się czuje zadbany, jest absolutnie kluczem do sukcesu. Też jakby głównym elementem budowania owej fajności. Bo to jest też, taki wiesz, paradygmat, który występuje. Że na przykład ze względu na ilość prelegentów, konferencji, tematów, które się pojawiają. Każda marka czuje się zobligowana do tego, żeby być w social mediach. Ja bardzo często mówię: to nie bądźcie! Jeżeli macie mówić o aktualnych kolekcjach i rzucać te posty, a nie macie półtora miliona na marketing rocznie, żeby z tego porobić fajne akcje, to i tak to nie jest atrakcyjny kawałek contentu. Nie słuchajcie tych wszystkich ludzi, którzy wam mówią, że musicie być w social mediach. Nie musicie być.

Bądźcie najlepsi przez telefon. Wyciągnijcie bazę swoich 50 ostatnich klientów. Zadzwońcie do wszystkich. Zapytajcie jak się sprawuje produkt, czy krem spełnił oczekiwania, a ciuchy dobrze leżały i wszystko jest w porządku. Już jest zbudowana relacja. To jest kwestia tego, że będąc małą marką bardzo często nie wiadomo co zrobić. A wszyscy wokoło mówią, że ważny jest e-commerce. Ważna jest optymalizacja e-commerce-u. Ważne są kupony. Ważne są sociale.

I wiele razy to widziałem, że później właściciel wstaję koło tego tortu i mówi: “Nie wiem, co do końca robić”. A jeżeli nie ma charakteru marki, jakby nie wiadomo jak rozmawiać. Ktoś nie ma wrodzonych umiejętności komunikacyjnych. No to będzie trudno. Ktoś robi to wbrew sobie i to wypada średnio. Będąc małą marką myślisz, że tak samo jak w przypadku dużej. Kwestia wybrania jakiegoś kawałka na którym się potrafimy skupić i doprowadzenie do tego, żeby druga strona prostu była strasznie zadowolona w momencie zakupu.

Jak już, to pytanie co sprzedajemy, jakim kanałem, czy to jest butik w jakiejś galerii handlowej. Czy to jest e-commerce. Czy to jest Instagram. Za każdym razem użyjemy innych środków. Ale że pewno tak jak powiedziałem Customer Care dalej jest elementem, który spowoduje, że budowanie tego świata marki powinno się opierać głównie na tym kryterium.

Wpuściliśmy strasznie dużo fałszu na rynek. Ja tego nie lubię. Ja mam z tym duży problem. No bo w pewnym momencie, poprzez bardzo ciężkie pieniądze, które szły od strony głównych operatorów social mediowych, stworzyliśmy przymus obecności. To jest fałsz, kompletny. Nie ma tego przymusu obecności. Mało tego, portal społecznościowy dalej jest prywatną czyjąś firmą. Więc bez względu na popularność danego medium, to jest jedno z wielu narzędzi. Ale stykając się z tym, co jest wokoło, jest takie poczucie potrzeby, że muszę robić mailingi, social media, kampanie. Współpracować z blogerami, influencerami.

Koniec końców nie wiadomo na czym się skupić. Skup się na kliencie tak naprawdę. Spraw, żeby on na imieninach, czy na kawie powiedział: “Zaskoczyli mnie” ale tak in plus. Tyle wystarcza. I to cały czas leży. To leży prawie w każdej kategorii. Mówiąc inaczej nieważne, czy pójdziesz zrobić zakupy przez e-commerce, pójdziesz do butiku. Czy będziesz kupował samochód za 200 000, jeansy za 100, czy super dobrego projektanta za 2 000, będzie nieprzyjemnie.

Mamy dużo do zrobienia w zakresie obsługi klienta i budowania na tym elemencie jakiś filarów komunikacji marki. Takie pytanie, które trzeba zadać, jeżeli ktoś np. prowadzi butik. Sprzedaje krzesła drewniane. Czy taka marka może być fajna? No chyba może być, jeżeli wydamy strasznie dużo na to, żeby codziennie zapraszać artystów i robić z nimi fajne kompozycje z tych krzeseł. Raz na 3 dni rzucać z tego zdjęcia. Ok rzucimy na to okiem. Czy się przełoży na sprzedaż? Wątpię. Tu się pojawia pytanie, jakimi narzędziami, tak jak powiedziałem, budować ten świat marki. Może nie tymi, które są w pierwszym zasięgu, bo jeżeli się tego nie zrobi dobrze, albo nie ma potencjału na to, bo czasami są takie marki, które jest bardzo mogą opowiadać historię.

A znowu z drugiej strony ciśnienie na storytelling, opowiadanie o swojej marke. A jak jesteś hurtownią, albo producentem, nie rób tego storytellingu. Nie rób rzeczy, których nie musisz. Nasłuchasz się na konferencji, że komuś wyskoczyła sprzedaż na 30%. To jest bardzo hermetyczny przypadek. I tak nikt nie pokaże liczb i zmiennych rynkowych, które za tym stały. Ja mam czasami takie wrażenie, że kejsy, które fruwają po konferencjach są kejsami dla kejsów. Nie za bardzo są taką jakby robotą, z której wynika przełożenie na finanse, którą możesz przeskalować na inne kategorie. Jest bardzo dużo uwarunkowań. W przypadku każdej firmy jest trochę inny scenariusz. To jest mało powtarzalne. Proste, bądź fajnym dla swojego klienta. Najprostsze, co można zrobić. 

Zabijanie relacji z klientem

Słuchając szukałem w głowie ostatniego przykładu, kiedy poczułem się fajnie. Przypomniała mi się mała przygoda z kupowaniem artykułu ubraniowego przeze mnie. W galerii handlowej, w butiku. Czułem się świetnie, bardzo miła, uprzejma obsługa, która zadbała o to, żebym w trakcie kupowania naprawdę poczuł się dobrze, wyjątkowo. Nie mogę jednego słowa powiedzieć, do niczego się nie przyczepię. Byli tak uprzejmi, że podałem im swój adres mailowy. Zgadnij ile maili od tej marki przeczytałem?

Zero. 

Dokładnie. Co podpowiesz co robić w sytuacji, kiedy w butiku ktoś naprawdę daje z siebie wszystko i pracuje, a potem to trafia do automatu. 

Najpierw bym się zastanowił, czy nie jesteś trudnym przypadkiem. 

Tak, słucham. 

W znaczeniu, czy nie jesteś wiesz odosobnioną grupą dla tego butiku. Bo być może jest jakiś procent, który ma jakąś odporność mailingową. Zawsze jest, oczywiście, że tak. A może jest tak, że nie za bardzo chcemy dostawać newslettery od butiku, w którym kupujesz ciuch. Masz inne rzeczy w głowie, masz rodzinę, swoje codzienne zajęcia. To nie jest zakres informacji, który jest nam potrzebny do życia. Nie jest też tak, że wpadniesz w zachwyt. bo ktoś ci wyślę nową kolekcję. Mówisz: O rany, biegnę! To jest takie pytanie: Na ile, albo czemu konwertują na kanały email.

Równie dobrze mogliby ci wysłać kartkę na Święta Wielkanocne i się osobiście podpisać i może byłoby milej, byś lepiej a nich pomyślał. Ale to jest to, o czym rozmawialiśmy przed chwilą. To jest zbudowanie sobie tego, co marka musi robić na bazie wiedzy rynkowej, którą mamy wokoło, która jest totalnie niedopasowana. No bo przecież wszędzie słyszymy, że przecież sprzedaż ci pójdzie 30, 40, 50% do góry, jak tylko przepiszemy schemat mailingu. Ale nikt nie zadaje sobie pytania, czy na pewno mały butik odzieżowy, czy większa firma będzie sprzedawać przez ten e-mailing, bo może klient tego nie oczekuje.

To jest to przekleństwo, o którym rozmawiamy. Niedopasowania i nie możliwości skalowania. No jakby jasne. Jak to sprzedajesz 10 000 produktów, to 1% konwersji w górę przekłada się na realny wynik. Ale wrzucimy to mały butik, firmę rodzinną – nie, w ogóle nie. Więc powiedziałbym, skoro mieli z tobą bardzo dobry kontakt, to może sam do nich wrócisz. Ale niech nie psują sobie tego kontaktu mailingiem. Bo w pewnym momencie dostaniesz irytacji, wypiszesz się i ominiesz. Zauważ, że jest taki zakres, w ogóle nie poruszamy jako źródła wiedzy. Moment irytacji.

Nikt nie mówi o tym, kiedy przebodźcowany konsumen zaczyna się wkurzać na tą markę. Bo dostał kolejnego sms-a, albo dostał kolejny mailing. Bo dostałem kolejny pop-up. Kolejne cookie trackujące wyświetliło. U mnie tego jest na przykład bardzo dużo. Myślę, że pozbyłem się bardzo dużej ilości marek ze względu na jakąś natarczywość komunikacyjną.

Ja wiem, że tam przychodzą po prostu młodzi ludzie. Mówią będziemy teraz spinać omnichannel, trackować to ciastko i z każdej strony powodować, że jak już raz kupiłem wiertarkę, albo notes, to będę teraz przez pół miesiąca dostawał kolejne reklamy notesu. Jakbym kupował notesy co co dwa tygodnie. Bzdura bazowa. Ale ten parametr pomijamy. To jest błąd. Zirytowanie konsumenta na pewno nie jest trudne. Przebodźcowanie go, tym bardziej, że poziom reklamy, którą mamy na rynku w Polsce, jest turbo przeciętny. To nie są kreacje, które powodują, że się uśmiechniesz, albo poprawią ci humor. One są po prostu irytujące.

Przestaliśmy mierzyć ten wskaźnik zirytowania Polaków reklamą. Nie bez powodu mamy cały czas palmę pierwszeństwa odnośnie instalacji Ad-blocków. Bo to nie jest tak, że na tej przestrzeni, szerokości geograficznej, jesteśmy gorsi innych i mamy mniejszą wyporność reklamową. Mamy słabą reklamę. Chcę to powiedzieć wprost. Ale jak sobie pojedziesz do Włoch, albo do Francji, to zobaczysz reklamy tam, a reklamy tu. To jest zupełnie inaczej. Po prostu może być inaczej. Może być ładniej, może być lepiej. może nie być przebodźcowane. Może wszystko nie być zaklejone plakatem, outdoorem. Zawsze sobie to gratyfikujemy w jakiś sposób. Koniec końców jest taki, że dopóki mierzono, to 90% Polaków mówiło wprost: Nie lubimy reklam.

Mimo, że przez 10 lat siedziałem dość mocno w reklamie, to wszędzie gdzie mogłem się odpiąłem. Irytuje mnie spot radiowy, nie mogę tego słuchać. Telewizji nie oglądam wcale, bo nie mam telewizora. W internecie mam AdBlocka. Nie mam złudzeń, nie robię kampanii jak Diesel, gdzie komuś się chce. Ktoś daje dobre pieniądze i po interakcji z tą reklamą poprawi ci się humor, tylko się zirytuje. Ta irytacja jest takim mieczem bardzo mocno obosiecznym. O czym w ogóle nie mówimy. Bo nie chcemy mówić. No bo ilość, ilość, ilość, ilość. Tu jest problem. 

Mierzenie jakości reklamy

Czy znasz sposób na mierzenie jakości reklamy?

Po pierwsze zdefiniujmy reklamę. Bezpośrednie rozumienie reklamy danej marki, brandu, jako cykl wydawniczo-publikacyjny, zakup przestrzeni, ustawienie tam kreacji nie do końca jest tym, co będzie idealnie dopasowane dla jakiejś tam części grup. Czyli jeżeli byś wyszedł poza standard i się zastanowił, w jaki sposób Marka może wejść w interakcje z jakaś koronną grupą klientów. I co dla nich zrobić, żeby oni mieli percepcję: O! Zrobili coś ładnego, fajnego. Coś, co mi się podoba. I to sam byś o tym napisał. Często tak jest.

Przeglądamy Linkedin, zachodnie kreacje. To się mówi: ojej! Tutaj marka zrobiła to, czy tamto. Lacoste w ramach zmiany nie wstawia teraz krokodyla. Wstawia inne zwierzęta. Ok, lubimy sobie o tym mówić. Trochę tego nie powtarzamy i nie chcemy robić ładnych rzeczy. Robienie ładnych rzeczy nie jest trudne. No tak, bardzo prosty wskaźnik. Ile osób wspomni o kampanii bądź akcji. Ja bym powiedział: to jest miernik jakości. Jeżeli wiemy, że była ekspozycja internetowa. Nie musimy szukać twardych liczb. Ale jeśli pojawi się 200 wpisów nawet. O danej akcji, kampanii. Ludzie będą pisać z zachwytem, to mamy jakość. Bardzo proste. Ale że wszystko mierzymy promilem konwersji od klików, to nie mamy jakości. 

Unikajmy reklamy

To była mała pułapka, bo teraz czas na reklamę. Co chciałbyś polecieć każdemu biznestacie?

A gdyby to doprecyzować, polecić jako? Pomóż mi Arturze…

Hulajdusza. To jest czas dla gościa w audycji. Co chcesz zareklamować każdemu biznestacie?

To ja chyba nie chcę reklamować!

Super!

Jesteśmy przereklamowani. Mamy za dużo ekspozycji na reklamę. I to męczy. Więc raczej każdemu bym życzył, żeby swobodnie zdawał sobie radę ze wszystkimi planami rozwojowymi i miał miejsce na robienie fajnych rzeczy. Work-life-balance. Jest bardzo ważne, żeby też nie dać się nabrać całemu kapitalizmowi, że tak bardzo musimy wygrać. Musimy dobrze żyć, bo to jest kluczowe i być szczęśliwym. Więc nie chcę nic reklamować. 

Pozorność okazji rynkowych

Pięknie. Czy zauważasz wokół siebie coś, co ostatnio przywiozło refleksję: O, można by wokół tego zbudować biznes, ale przecież ja już mam zajęcie. 

Wiesz co, takich rzeczy pozornie jest bardzo dużo. Ale ja uważam, że to są pozorności. Bardzo łatwo jest wyłapać jakąś potrzebę, którą możemy znaleźć. Ona może być powtarzalna. Ja wiem, ile jest w pracy z tym, żeby dowieść. Nawet, jeżeli widzisz, że czegoś brakuje, czegoś nie ma. Coś cię kłuje. Potwierdzisz to u znajomych, zapytasz w internetach. Puścisz temat i oni powiedzą to samo. Myślę, że takich rzeczy można wyłapać bardzo dużo, cały czas.

To jeszcze nie znaczy, że jesteśmy w stanie samemu to dowieźć. Bo zazwyczaj odpowiedź na tą diagnostykę którą zrobiłem. Potrzebuję prostu dość sporych pieniędzy. Budowanie samych struktur jest strasznie trudne. Myślę, że po pierwszym jakimiś trudniejszym przypadku i niepowodzeniu dopiero się uczą, że ten super dobry pomysł jest wart 0 plus VAT. Taka jest jego stawka. Bo wytworzenie czegoś, zbudowanie rozwiązania, postawienie go nawet w ograniczonej wersji będzie kosztować masę zasobów, czasu, angażu. I też problemów międzyludzkich. Bo to jest zawsze kwestia zbudowania zespołu.

Ja widzę mnóstwo takich rzeczy. I widzę mnóstwo przestrzeni takich, o których myślę: czemu nie ma jakiejś korekty ciągle? Ktoś nie zrobił innego “Ubera” czemu nie wjechał jakiś disruption. I nie ma tu rozwiązania, które się wydaje być atrakcyjne. Z drugiej strony wiem też, jak trudno się buduje te rzeczy. Więc ja raczej tego się boję. To jest kwestia zawsze znalezienia bardzo adekwatnego zespołu, świadomości kompetencji, które są potrzebne do tego. I finansowania, i też koordynacji tego, żeby krok po kroku jednak opłacić roboty i realizować projekt punkt po punkcie. To jest trudne. To nie jest prosta wycieczka. I to nie jest wycieczka, na którą pójdzie każdy z ulicy. Większość osób nie da sobie rady. Patrzę z przymrużeniem oka, w ten sposób. 

Dziękuję serdecznie. Co byś chciał dopowiedzieć na zakończenie, podsumowanie naszej rozmowy?

Chyba tylko to, że zawsze mówię, że wynikiem tego, w jaki sposób konstruujemy tą myśl o świecie w biznesie, projektach, startupach. To są źródła wiedzy, którymi się otaczamy. Jeżeli wpływ ok i nikt nie ma wewnętrznych problemów. Przyjmuje tą wiedzę zewnętrzną, to żeby dbać o źródła. Bardzo często można wgrać sobie nie te definicje i oprzeć się na popularnych mówcach, publicystach, blogerach. Utknąć na miejscu. Więc zawsze mówię: szukać. Czytać dobrych publicystów, przeglądać dane i cały czas rozwijać w sobie skillset uczenia się i defaultowo nie wierzenia w to, co mamy na jedynkach gazet, czy na jedynkach konferencji. To jest produkt, trzeba o tym pamiętać. 

Podobne audycje:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *