Kiedy lepsze bankructwo? – Arkadiusz Bąk – BT11

Arkadiusz Bąk

Lista tematów:

  • Historia firmy Iwitrans: 00’33′
  • Kiedy lepiej upaść niż walczyć: 02’45′
  • Wniosek o upadłość kontrahenta: 04’47′
  • Spirala długów: 06’50′
  • Jak przygotować rodzinę: 08’10′
  • Komunikacja z rodziną, gdy kłopoty już się zaczną: 09’30”
  • Relacja z synami: 10’20”
  • Lepiej w spółce z o.o.: 13’56”
  • Zrób reset: 15’08”
  • Książka „Od Milionera Do Zera”: 16’33”
  • Dajmy rodzinie uwagę: 18’28”

Linki:

Transkrypcja rozmowy:

Artur Pranga: W dzisiejszej audycji gościmy Arkadiusza Bąka, popularnego Arka od Koparek, biznesmena, który zbudował od zera firmę Iwitrans, zbankrutował na budowie jednej z polskich dróg, aby wrócić do gry biznesowej już na międzynarodową skalę. Dzień dobry Arku!

Arkadiusz Bąk: Witam serdecznie, witam Ciebie, witam słuchaczy.

Historia firmy Iwitrans

Czy powinienem jeszcze uzupełnić w przestawieniu Twojej osoby?

Nazywam się Arkadiusz Bąk, tak jak już stwierdziłeś, na Facebooku i w kręgach swoich znajomych znany jestem jako Arek od Koparek. Swoją większą przygodę z biznesem zacząłem w 2004 roku, dokładnie 1 maja. Wtedy została otwarta firma Iwitrans. Początkowo sześciu zbieraczy złomu. W ciągu kilku lat zbudowałem z tego przedsiębiorstwo zatrudniające 120 osób. Przyjmowaliśmy dziennie 4000 ton odpadów, produkowaliśmy z tego 2000 ton pełnowartościowego kruszywa do budowy dróg.

W 2009 roku myślałem, że podpisałem kontrakt życia, jednak był to mój gwóźdź do biznesowej trumny. Chwila nieuwagi spowodowała, że firma upadła. Nie poddałem się jednak, kilka lat walczyłem. Ostatecznie w 2013 roku stwierdziłem, że nie ma sensu. Wyjechałem do UK z myślą o ogłoszeniu upadłości konsumenckiej. Takowe procedury w Anglii można było ogłaszać jeszcze do niedawna. Można nadal, ale niestety dla osób które mieszkają w Polsce, w tej chwili stoi to pod wielkim znakiem zapytania. Od pięciu lat wprowadzałem plan naprawczy, którego częścią jest penetracja rynków azjatyckich. Stąd znaczną część roku spędzam obecnie w Tajlandii. Drugą część roku spędzam w UK, pracując na ciężkim sprzęcie budowlanym. Umożliwiając taką pracę też osobom, które przyjeżdżają z Polski i mają doświadczenie. Prywatnie ojciec trzech dorosłych synów, dziadek dwóch wnuków. Jestem pasjonatem odpadów, recyklingu, sportów ekstremalnych. I to tak tyle o mnie.

Kiedy lepiej upaść niż walczyć

Czy możesz nam powiedzieć coś więcej o tym, w którym momencie lepiej przejść przez upadłość, niż walczyć?

Wiesz co, to jest ciężko powiedzieć, bo każdy przypadek jest inny. Natomiast uważam, zresztą tego uczę swoich słuchaczy na wykładach, czy osoby z którymi prowadzę konsultacje, że jednak na bieżąco trzeba prowadzić twardą kalkulację biznesu. I ten moment u każdego może być inny, bo elementów, które należy wziąć pod uwagę, jest bardzo dużo. Tu nie chodzi o samą działalność, chodzi też o posiadany majątek prywatny. Ale to wiąże się też z tym, w jaki sposób na początku założyliśmy tą działalność.

Tych elementów jest bardzo dużo. Natomiast przychodzi taki moment, że trzeba podjąć, można powiedzieć odważną decyzję, że jednak bardziej opłaca się zrobić upadłość. Ja uważam, że na dzień dzisiejszy w Polsce jest wielu, wielu, wielu przedsiębiorców, którzy zamiast biznesu mają taką kulę u nogi, która ciągnie ich w dół. Ciężko im tą kulę odciąć z racji tego, że źle zaprojektowali biznes na początku. Najważniejsze jest to, żeby przy planowaniu biznesu, czyli przy otwieraniu tego biznesu planować go z wizją końca. Wizja końca, wszyscy się odwracają, że to mnie nie dotyczy. Ale ta wizja końca może być różna. To niekoniecznie musi być upadłość, to może być odsprzedaż biznesu, przekazanie komuś innemu. Ważny jest właśnie ten moment otwarcia biznesu. Jak on jest porządnie zaprojektowany, to nawet to bankructwo, jeżeli ono jest konieczne, czyli nasze długi przewyższają majątek, to jest to moment, że po prostu nie warto.

Wniosek o upadłość kontrahenta

Co podpowiesz, jeżeli pomyślimy o drugiej stronie – jak rozpoznać moment w którym warto złożyć wniosek o upadłość kontrahenta?

To jest pojęcie dosyć ciekawe, wniosek o upadłość swojego partnera biznesowego należy złożyć, kiedy przykładowo nie płaci nam pieniędzy. Taki wniosek złożony do sądu można nazwać motywatorem dla naszego dłużnika, aby oddał nam pieniądze. Bo wiadomo, każdy boi się bankructwa. Składając taki wniosek, jesteśmy w stanie zmobilizować naszego dłużnika przede wszystkim do zwrotu pieniędzy.

Bo często zdarza się, że w biznesie różnie bywa. Trafiamy na cwaniaków, którzy żyją w ten sposób, że po prostu naciągają swoich kontrahentów. Więc to jest taki, można powiedzieć, na niego bacik. Żeby jednak zastanowił się, czy nie lepiej oddać nam pieniądze, zamiast boksować się w sądzie. Bo wniosek złożony do sądu, jednak tego naszego dłużnika obliguje do wyspowiadania się z tego, w jakiej kondycji jest jego firma przed sądem. A to nie jest ciekawa sprawa.

Zresztą to też było powodem rozpoczęcia procedury upadłościowej w firmie Iwitrans. To był wniosek złożony przez mojego wierzyciela, który na wolnym rynku odkupił jakąś moją wierzytelność i wysłał mi pismo, że jeżeli w ciągu danego okresu nie zwrócę pieniędzy, to złoży wniosek o upadłość firmy Iwitrans z zakazem prowadzenia działalności na określony okres. Także złożenie takiego wniosku na naszego dłużnika, może go mocno zmotywować do tego, żeby jednak z nami załatwić sprawę polubownie i się rozliczyć.

Spirala długów

Podpowiesz jeszcze, w którym etapie, z twojego doświadczenia, ludzie popełniają najwięcej błędów, mając jakieś kłopoty finansowe?

Największym błędem jest wciąganie siebie, swojej firmy i swoich bliskich w tak zwaną spiralę długów. To jest nagminny przypadek osób, z którymi prowadziłem konsultacje, które próbowałem wyciągnąć z tarapatów, że wciągają swoją rodzinę, najbliższych właśnie w spiralę długów. Inwestują w, nazwijmy to tak brzydko, w trupa, a powinni w tym momencie właśnie zrobić zupełnie co innego i zastanowić się albo nad restrukturyzacją firmy, albo nad właśnie upadłością czy bankructwem. Upadłość, bankructwo to nie jest nic strasznego. To jest tak naprawdę zdjęcie z siebie wielkiego, wielkiego ciężaru. W Polsce windykatorzy działają naprawdę w sposób bezczelny, komornicy tak samo. Czasami takie zgłoszenie do sądu wniosku o restrukturyzację czy o upadłość, powstrzymuje tą lawinę komorników, czy wierzycieli, którzy nas nękają w różny sposób. Tak to z mojego punktu widzenia wygląda.

Jak przygotować rodzinę

Jest to audycja koncentrująca się na rodzinie i biznesie, stąd pytanie naturalne: Jak można przygotować swoją rodzinę na bankructwo, zanim pojawią się kłopoty?

Znowu wrócę do tego, co powiedziałem wcześniej. Zanim będziemy wciągać naszą rodzinę w naszej kłopoty, to zastanowimy się, jak stawiamy biznes. Stawiajmy biznes tak, żeby to był biznes, a biznes musi być rzeczą zupełnie odrębną od naszego życia prywatnego. Jeżeli ktoś wciąga rodzinę w prowadzenie biznesu, to jest to ogromny, ogromny błąd.

Natomiast, jeżeli chodzi już o samo nastawienie rodziny na taki proces upadłości, czy bankructwa. Tutaj wydaje mi się, że należy użyć po prostu twardych faktów i kalkulacji. Podjęcie decyzji o bankructwie, czy o restrukturyzacji firmy to są cyfry. Nie możemy podchodzić do tego w sposób emocjonalny, w sposób taki, żeby wciągać w to rodzinę. Biznes to ma być biznes, rodzina to ma być spokój i domowe ognisko. Zupełnie coś odrębnego. Nie możemy łączyć tych tych dwóch rzeczy. Jeżeli to łączymy, to myślę, że nasze życie nie będzie usłane różami i na pewno długo w taki sposób nie można pociągnąć.

Komunikacja z rodziną, gdy kłopoty już się zaczną

Jakbyś, zatem, podpowiadał komunikację z rodziną bliższą i dalszą, jeżeli kłopoty finansowe już się zaczną?

Wiadomo, jeżeli kłopoty finansowe już się zaczynają, to myślę, że nie ma co owijać w bawełnę. Zatajanie przed rodziną, przed najbliższymi, że mamy kłopoty, do niczego dobrego na pewno nie prowadzi. Tak jak mówię, twarda kalkulacja i położenie kart na stole. Słuchajcie „wdepłem” tam, gdzie nie powinienem, jest ciężko i jedyną, dajmy na to, możliwością na dzień dzisiejszy jest bankructwo. Bo to uchroni mnie i was jako rodzinę. Pamiętajmy, że ogłaszając upadłość czy bankructwo odcinamy od siebie długi. Czyli one idą do kasacji, można powiedzieć, w wielu przypadkach. 

Relacja z synami

Jak udało Ci się utrzymać relację z synami, aż trzema, pomimo upadłości? Wyobrażam sobie scenę, w której któregoś dnia wracasz do domu i mówisz: Chłopaki jest źle! A najmłodszy reaguje: Ale tata, ja miałem coś zaplanowane!

U mnie była troszeczkę inna sytuacja, bo ja mam trzech synów z poprzedniego małżeństwa. Upadłość natomiast przeżyłem podczas drugiego małżeństwa. Fakt faktem, że był to ciężki czas, bo wtedy też walczyłem o prawa rodzicielskie do swoich dzieci. Chciałem przejąć władzę rodzicielską i żeby synowie zamieszkali ze mną. Niestety ta upadłość wszystkie moje plany mocno zachwiała. Synom ciężko było zrozumieć, że tata, którego było wcześniej stać na wszystko praktycznie, nagle mówi, że nie ma na to czy na tamto. To był dla nich duży szok. Myślę że najbardziej przeżył moją upadłość najmłodszy syn, bo już wtedy mieszkał ze mną. I myślę, że to go dotknęło i to dotknęło mocno. Mocno się przygląda w tej chwili moim poczynaniom biznesowym, często komentując w różny sposób, co się dzieje w moim otoczeniu.

I jak to się odbywało? Wraca dziecko ze szkoły, mówi: Tata kup mi, tata nie kupuje…

Może nie aż tak bardzo, ale po prostu było widać to moje zmęczenie i zmęczenie materiału. Bo proces upadłościowy, tak to nazwijmy, przez który przechodziłem w Polsce to były faktycznie 3 lata walki. Zaniedbujemy wtedy rodzinę, zaniedbujemy wtedy najbliższych. Chodzimy nabuzowani, chodzimy nerwowi. Zamykamy się w sobie, więc ten kontakt z najbliższymi staje się zdawkowy, często nawet agresywny. Nie jest to łatwa sprawa. Dziś, z perspektywy czasu, wiele rzeczy zrobiłbym inaczej.  Ale niestety, człowiek uczy się na własnych błędach.

Chciałbym nadmienić, że po upadłości i tak wydałem około miliona złotych na wszelakiego typu prawników, załatwiaczy, i tak dalej, i tak dalej. Tu można by wyliczać sporo. Ale było to tak naprawdę bezsensowne. Takim największym ciosem, może nie ciosem, ale sygnałem, że jednak mogłem odpuścić i nie walczyć o upadłość układową… (bo mi się udało zrobić dosyć dużo – w ciągu tych trzech lat napisałem plan naprawczy dla firmy Iwitrans, zredukowałem swoje długi z 10 milionów do 3 milionów sześćset bodajże, czyli prawie o 70%, to był porządny plan naprawczy, kluczem do jego realizacji był Urząd Skarbowy, który miał zwrócić ponad pół miliona złotych – urząd zrobił wszystko, żeby tych pieniędzy nie zwrócić i nie zwrócił). Jeden z wierzycieli zgłosił wniosek do sądu, że nie realizuję układu, odbyła się rozprawa.

Po tej rozprawie rzecz, która mnie naprawdę wstrząsnęła i moment, w którym mocno, mocno się zastanowiłem nad dalszymi krokami związanymi z próbą odzyskania utraconych pieniędzy. Sędzina powiedziała: “Panie Arkadiuszu, Pan wniosek o likwidację mógł złożyć już 2 lata temu, byłby Pan zdrowszy, może by już Pan jakiś nowy biznes prowadził”. To było takie dosyć mocne ze strony sądu wobec mnie.

Lepiej w spółce z o.o.

Czy uważasz, że mogłeś coś jeszcze zrobić inaczej? Oprócz niewydania grubych pieniędzy na prawników i wcześniejszego wejścia w ten proces, który wielu, wielu ludziom kojarzy się z wielką traumą?

Oczywiście, że mogłem. To jest sygnał z 2007 roku od mojego księgowego, który mocno naciskał na zmianę formy prawnej prowadzenia działalności. Czyli gdybym wtedy pomyślał o tym, że coś może się wydarzyć i inaczej zaplanował biznes, czyli postawił go na, chociażby spółce z o.o., takie minimum, minimum, a nie na działalności jednoosobowej, to nawet gdyby coś się wydarzyło, to po prostu padł by biznes, a nie dotknęło by mnie to prywatnie. Zatem jeszcze raz zaznaczam – najważniejsze w biznesie jest planowanie tego biznesu. Planowanie go z wizją końca, nieważne jaki ten koniec miałyby być- zakończony sukcesem, czy porażką. Ale wtedy w żadnym wypadku nie dotyka to naszej prywatnej osoby, prywatnego majątku, nie cierpi na tym nasza rodzina. 

Zrób reset

Co w takim razie polecisz ludziom, którzy teraz myślą o starcie lub może mają jakiś ładnie rozpędzony, już działający biznes. Jak myśleć o końcu?

Staram się swoich, nazwijmy to studentów, czy swoich podopiecznych, których mentoruję, namówić do zrobienia takiego resetu. U mnie ten reset nastąpił w sposób przymusowy, nazwijmy to. W 2013 roku, 7 lipca, Pan Bóg zlitował się nade mną i postawił na mojej drodze w lesie drzewo, o które się roztrzaskałem i straciłem pamięć całkowicie. Straciłem pamięć, mowę. Musiałem wszystko na nowo, po wyjściu ze szpitala, przeanalizować. Zobaczyć gdzie jestem, kim jestem, co robię, za ile, dla kogo i tak dalej.

Nie namawiam, żeby się rozbijać o drzewo. Namawiam do tego, żeby po prostu czasami stanąć sobie z boku tego biznesu i popatrzeć – dokąd zmierzamy z tym biznesem? Czy faktycznie idziemy w tym kierunku, w którym żeśmy zaplanowali? Na pewno biznes jest opłacalny? Czy ten biznes po prostu sprawia nam przyjemność? Ile czasu temu biznesowi poświęcamy? Ile czasu naszego prywatnego, który moglibyśmy poświęcić dzieciom i rodzinie zabiera biznes i czy to się naprawdę opłaca? I taki reset wtedy daje nam spojrzenie na ten biznes, czy faktycznie warto. 

Książka „Od Milionera Do Zera”

Arku czy chciałbyś nam coś polecić, zareklamować?

Zapraszam do zakupu mojej książki “Od Milionera Do Zera – wywiad rzeka”. Myślę, że ta książka pozwala na chwile refleksji i, powiem szczerze, zbieram dosyć ciekawy i mocny feedback od osób, które tę książkę już przeczytały. Tam zawarte jest kilka mądrości, które ja sam przepracowałem. Nie jest to wyczytane u innych coachów, trenerów et caetera, tylko są to przepracowane przeze mnie „kejsy”. Polecam tę książkę. Jeżeli ktoś chciałby skorzystać z moich konsultacji, albo podjąć pracę w UK, czy rozwinąć się jeszcze w innych kwestiach, które proponuję, zapraszam do mojej firmy Inret Consulting: www.inretconsulting.com. Na Facebooku mam dwa fanpage: Arek od Koparek, to jest fanpage związany właśnie z pracą w UK na koparkach – całkiem nieźle tutaj można zarobić;i fanpage INRET Consulting, na którym też jest dużo dużo informacji dotyczących tego, czym się zajmuję.

Jak można zakupić twoją książkę?

Wchodząc na stronę www.inretconsulting. com, zakładka sklep, i w sklepie można tę książkę zakupić. Mam nadzieję, że uda mi się do końca roku, może na Gwiazdkę, wydać książkę w języku angielskim. Czy uda się zrobić e-booka? Chyba nie. Z racji tego, że to będzie mocny e-book. To nie będzie tylko PDF książki, ale do e-booka zamierzam dołączyć sporo materiałów, które stworzyłem przez te lata tutaj wprowadzenia planu naprawczego w UK. Myślę że e-book pojawi się początkiem przyszłego roku.

Dajmy rodzinie uwagę

Czy zauważasz w swojej rodzinie, dwóch wnuków, trzech synów to już ładna rodzina, jakieś potrzeby, może w swojej firmie – coś, co trudno teraz zaspokoić, coś o czym ostatnio pomyślałeś: można byłoby wokół tego zbudować z biznes, ale ja już mam inne zajęcia?

Powiem tak, w ostatnim roku w moim życiu doszedłem do różnych wniosków. Jednak teraz nie jest dla mnie najważniejsze stawiać biznes na nowo, nie jest najważniejsze zarabianie pieniędzy. Aczkolwiek jest bardzo istotne. Ale poradziłem sobie z tym bez problemu. Jestem w stanie pracować na tym ciężkim sprzęcie budowlanym, co robię z przyjemnością. Więc to daje mi stabilizację.

A co możemy zrobić dla naszych najbliższych? Dajmy im uwagę, dajmy im czas i słuchajmy tego, co do nas mówią. Bo tak jak mówię, ja w tej gonitwie wcześniej za pieniędzmi, w gonitwie za budowaniem biznesu, a później w gonitwie za odzyskiwaniem pieniędzy zaniedbałem mocno swoich synów, co teraz staram się nadrobić. W tej chwili ważne jest dla mnie, co robią. Ważne jest to, żeby z nimi porozmawiać. Bo najważniejsze jest dla mnie to, żeby, jak tylko jest możliwość, wsiąść w samolot, polecieć do Niemiec i spotkać się z moimi wnukami. To, co możemy zrobić dla naszych najbliższych, to przede wszystkim dać im trochę uwagi. Nie są w stanie tego zastąpić żadne pieniądze, żadne prezenty, żadne inne przyjemności. Po prostu uwaga, czas – to jest chyba najważniejsze co możemy dać swojej rodzinie. I tego żałuję, że po prostu tego nie dawałem, a poświęciłem się biznesowi.

Czy powiesz jeszcze dwa słowa na zakończenie, jakieś podsumowanie?

Podsumujmy to może w taki sposób, że Polska to nie koniec świata i bankructwo to też nie koniec świata. Myślę, że to jest taka konkluzja, która powinna wynikać z tego, co dzisiaj powiedziałem. A jeżeli ktoś, po przeczytaniu mojej książki, będzie chciał się ze mną skontaktować i temat omówić, chętnie służę poradą i wsparciem, mentoringiem w zakresie wyjścia z kompotów. Czasami narzędzia, z których możemy skorzystać i które mogą nam mocno pomóc, są w zasięgu naszej ręki, jednak będąc w ferworze walki o utrzymanie tonącego statku, nie zauważamy ich. Zapraszam zatem do lektury, a jeżeli ktoś jest zainteresowany, zapraszam do kontaktu.

Jeszcze raz powtórzysz adres pod którym można nabyć książkę?

Www.inretconsulting.com, albo na fanpage „Arek od Koparek” albo INRETConsulting jest dużo informacji na temat możliwości zakupu książki.

Dziękuję serdecznie i życzę Ci i twoim wnukom jak najwięcej czasu razem.

Dzięki serdeczne. To jest największa wartość, którą możemy wygenerować w swoim życiu: czas dla swoich bliskich.

Podobne audycje:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *