Kamil Cebulski – o rozmowach z przedsiębiorcami i edukacji domowej

Kamil Cebulski

Pobierz audycję

Lista tematów:

  • O profesjonaliźmie: 02’00”
  • Wnioski z 500 rozmów z przedsiębiorcami: 04’20”
  • O sukcesjach: 07’30”
  • Edukacja domowa: 12’30”
  • O wyznawcach państwizmu: 17’13”
  • Szkoła w Lusace: 24’45”
  • Co nowego w ASBIRO: 33’35”
  • Dzieci potrzebują taty: 24’50”

Treść rozmowy:

Artur Pranga: W dzisiejszej audycji mamy Kamila Cebulskiego, przedsiębiorcę, założyciela uczelni ASBIRO, budowniczego szkół w Afryce i tatę dwójki dzieci. Dzień dobry Kamilu.

Kamil Cebulski: Dzień dobry, witam wszystkich bardzo serdecznie. Kłaniam się.

Pytanie numer jeden, związane z Twoją działalnością publiczną. Mianowicie prowadzisz kanał na YouTubie na którym masz już prawie pół tysiąca rozmów z przedsiębiorcami, na pewno jeszcze więcej takich które się nie nagrały…

Nie, publikujemy wszystko jak leci. Wiesz to po prostu jak robimy wywiad to publikujemy nie było chyba wywiadu który by nie był opublikowany. Były może trzy albo cztery wywiady, które po opublikowaniu zdjęliśmy. Z różnych przyczyn, przeważnie ktoś prosił żeby zdjąć bo co prawda czasami człowiek by się chciał dzielić doświadczeniami. Ale np. mieliśmy taką sytuację że była jedna osoba, która zajmowała się flipami na mieszkaniach. No i opowiadała jak tam ten rynek flipów działa. No chyba trochę była za bardzo otwarta w tym w tym co mówiła i potem się do nas zgłosiła że chciała zrobić flipa i rozmawiała sobie z właścicielem mieszkania i uzgodniła wszystko, wszystkie warunki i tak dalej, już do notariusza mieli iść a tutaj był telefon że chcą 15.000 więcej ponieważ ten ktoś zobaczył nagranie i jej powiedział że pani i tak 30.000 na tym flipie zarobi, więc ja chcę 15.000 więcej.

Zdarza się.

No zdarza się, dokładnie a różnie to bywa, ale nie wszystko wszystko co nagrywamy publikujemy jak najbardziej, prawie 500 rozmów za mną już jest. Te pierwsze 500 godzin wywiadów z różnymi ludźmi którzy osiągnęli raczej większy niż mniejszy sukces za mną. Jeszcze 9.500 i podobno będę w tym specjalistą.

A to też nieprawda, wiesz. 

Nie trzeba 10.000 godzin przepracować żeby być specjalista?

Nie, nie trzeba. Pilot staje się wykwalifikowanym człowiekiem, pilotem który może wozić ludzi już po mniejszej ilości godzin.

No tak ale to wiesz pilot pilotowi nierówny. Ja też jestem pilotem, mam przelatanych tam kilkadziesiąt godzin. Ale jak przyszedł czas na egzamin to mi się uczyć nie chce po prostu. Zostaję z tym że po prostu umiem jeździć. Wiesz, są różne sytuacje w życiu. Jednak z doświadczeniem przychodzi, wiesz masz jedną wpadkę, potem drugą wpadkę. Coś ci nie działa, potem już wiesz że ten bezpiecznik trzeba sprawdzić, i tak dalej, i tak dalej.

Tak było chyba z tym takim słynnym lądowaniem na na Okęciu. Gdzie chyba Wrona się ten pilot nazywał, że tak super wylądował bez podwozia które się nie otworzyło. I rzeczywiście wylądował świetnie. Tylko potem śledztwo pokazało, z tego co wiem, że po prostu przed startem na check-liście nie dokładnie sprawdził bezpieczniki chyba, czy coś takiego. Że po prostu nie od-kliknął którychś tam bezpieczników odpowiedzialnych za awaryjny system. I gdyby po prostu nacisnąć tego bezpiecznika to awaryjny system by to podwozie podobno wysunął.

Więc wiesz, jest dużo wpadek i jednak jest taki efekt. Ludzie tacy początkujący, a którzy się nie znają w jakiejś materii, to mają takie przeświadczenie, że zrobienie tego jest proste. A dopiero jak zbieramy doświadczenie, to wtedy nam się wydaje że to jednak nie jest takie proste. I nie powiedziałbym, że samo pozwolenie to że ci rząd pozwoli na to żebyś miał komercyjną licencję, co rzeczywiście nie jest takie tam. Wystarczy kilkaset godzin mieć wylatanych i można przejść do egzaminu. Ale wiesz ludzie którzy zaraz są po odebraniu prawa jazdy a dwudziestoletni kierowcy tirów to jednak jest inna jakość jazdy.

Rozumiem. A teraz przejdziemy do mojego właściwego pytania.

Jedziesz!

Wnioski jakie wyciągasz z tej połowy tysiąca rozmów z przedsiębiorcami i może je wdrażasz w swojej rodzinie?

Zamknij biznes, idź na etat. Taki mniej więcej wniosek. Ja oczywiście żartuję, ale jaki wniosek mógłbym tak w odniesieniu do rodziny. Na pewno to, że że dużo ludzi żałuję to że poszło w biznes, no nie mówię tutaj o takich ludziach którzy którzy może tam wiesz zatrudniają 5-10 osób, jakieś takie takie małe biznesy. Ale nawet w rozmowach, niekoniecznie w audycji, w takiej publicznej rozmowie, bo to jest inna inne jakość rozmowy, ale dużo częściej w takich rozmowach prywatnych. Gdzie się po prostu po zajęciach przy piwie gdzieś tam spędza trochę czasu, to jednak jest coś takiego że otwierasz ten biznes, ustawiasz jakieś procesy, zatrudnisz kilku ludzi.

Jak dobrze dobierzesz tych ludzi, dobrze ubierzesz procesy to potem tak na dobrą sprawę ty przestaniesz ściągnąć ten biznes i ten biznes Cię pcha. I niekiedy cię może tak popchnąć że po prostu zboczysz z drogi. Bardziej będziesz ten biznes, który cię pcha będzie zajmował twój czas, a nie rodzina.

I ja pamiętam taką rozmowę ze Zdzisławem Dąbczyńskim. On napisał tą historię w książce i powiedział mi na audycji, więc chyba mogę powiedzieć. On produkuje znaki, z 200 osób zatrudnia, znaki drogowe. Pewnie większość znaków drogowych w Polsce. 200 osób produkujących znaki to musi być dużo znaków. I on opowiedział taką historię, że kiedyś dziecko jakieś wróciło z przedszkola z pracą, jaką mieli narysować w przedszkolu. Rodzinę mieli narysować. No i to jego dziecko narysowało siebie mamę i psa. Nie narysowało taty. Na pytanie dlaczego nie ma taty to dziecko odpowiedziało, że jest w Warszawie. Bo dużo miał wyjazdów do Warszawy.

To rzeczywiście uczy tego, że teraz jak tak sobie myślę, patrzę i ktoś tam wiesz mówi z tych wszystkich mówców może motywacyjnych, nie motywacyjnych że ktoś jest bogaty. To ja tylko tak patrzę ile ma dzieci. Jak nie ma dzieci to to niestety nie jest bogaty. Przynajmniej tak tego się tutaj gdzieś douczyłem z tych wywiadów, że dużo osób właśnie, może niekoniecznie żałuje, chociaż tak, żałuje że jednak jak te dzieci potrzebowały rodziny, chciały spędzać czas z rodziną, no to oni nie mieli czasu.

A jak już dzieci mają wiesz 15 lat, już za bardzo nie chcą spędzać czasu z rodziną. No to wtedy mamy czas dla rodziny, kiedy ona nie chce czasu spędzać. Więc to jest taka chyba jedna ciekawa myśl którą z tych z tych wywiadów. Chociaż rzadko tam rozmawiamy o rodzinie, ale gdzieś mógłbym taki taki wniosek wysnuć, że wiemy, że mamy fajne ambicje. Chcemy robić dużo fajnych rzeczy, zmieniać świat, rozwijać te biznesy, ale ludzie jednak później dochodzą do wniosku, że nie warto.

I przechodzimy w naturalny sposób do drugiego pytania. Skoro jest przedsiębiorca, skoro ma rodzinę, to trzeba coś zrobić żeby te dzieci jakoś wychować i jakoś je przekonać do może podjęcia ciągłości, może prowadzenia tego samego biznesu, może coś wokół. Co twoim zdaniem można robić już od samego początku?

Na pewno się nie nastawiać na to że dzieci przejmują tą firmę. Bo ja jak znam takie dzieci właśnie przedsiębiorczych rodziców, to często jest tak że dzieciak te dzieci jednak swoje rzeczy chcą bardziej robić. I to też zależy od przedsiębiorcy i tej sytuacji w rodzinie. Jak jest w miarę okej to to gdzieś z biegiem czasu naturalnie te dzieci dochodzą do wniosku, że jednak przejąć tą firmę to nie jest uwłaczające. Bo mamy ten ten czas dorastania gdzie jesteśmy przeciwko wszystkiemu. Potrzebujemy udowodnić swoje wartości, i kłócimy się z rodzicami i tak dalej, i tak dalej.

I to jest bardzo bardzo potrzebny okres. Bo wtedy właśnie to nasze niedowartościowanie zmusza nas do tego żebyśmy opuścili dom, wyjechali, coś tam zrobili, osiągnęli coś. Ale z drugiej strony też jednak jak zbierzemy już tego doświadczenia, przelatamy te kilkaset czy kilka tysięcy godzin na samolocie, to dochodzimy do wniosku, że czasami po prostu nie warto.

I pomimo tego, że ludzie uważają że trudniej jest coś zbudować od zera do jakiegoś tam poziomu niż od jakiegoś tam poziomu odziedziczonego po rodzicach do dużo wyższego poziomu, to jednak to drugie zadanie jest według mnie dużo trudniejsze. Czyli wejść do organizacji, która jest jakoś zorganizowana, przejąć ją i ją pociągnąć dalej, rozwinąć. To jest najtrudniejsze zadanie. I tak Wiesz, wszyscy mówią: “A co to za biznes jak pożyczasz milion $ od ojca, jak Trump zrobił i robisz biznes, że to niby takie proste.

No jak ja bym miał milion to też bym był takim Trumpem. A tak naprawdę to jest gówno prawda. To jest dużo, dużo trudniejsze niż przejść całą tą ewolucję od tych początkowych błędów, patrzeć na każdy grosz i tak dalej. To jest naprawdę dużo trudniejsze. Ale to wiemy po badaniach tych ludzi, którzy na loteriach wygrywają że jednak te majątki tracą. I współczynnik samobójstw wśród ludzi którzy wygrali na loteriach jest wyższy niż średnia.

Więc tak na dobrą sprawę, czy warto tutaj? Więc jak przygotować firmę? Na pewno się nie nastawiać bardzo że dzieci tą firmę przejmą. Ale jak będą chciały przejąć to przejmą, jak nie to nie. Mi się wydaje że dużo ciekawszym rozwiązaniem jest to żeby się po prostu angażować. Zamiast dzieci w swoją firmę to żeby siebie angażować w jakieś przedsięwzięcia dzieci. I to tak na dobrą sprawę ich wychowa. Że jest ten rodzic, który gdzieś tam jest obok, ale to jednak jest przedsięwzięcie dziecka.

Na samym początku odpowiedzi powiedziałeś: “Wejść w organizację i ją pociągnąć”. A mi to wywołało bardzo silne skojarzenie z po prostu płatnym prezesem do wynajęcia.

Czy ja wiem czy z płatnym. Nie ma czegoś takiego jak płatny prezes do wynajęcia. No niby jest, ale…

Są stanowiska prezesów w przedsiębiorstwach, w spółkach akcyjnych, jest prezes. Musi być. Ktoś tym kieruje.

No tak ale wiesz to jest po prostu praca administracyjna którą trzeba wykonać. Zadania prezesa w takiej ogromnej firmie a zadania prezesa w takiej małej firmie to są dwa różne typy ludzi, dwie różne cechy charakteru i tak dalej. Nie ma czegoś takiego na moje jak prezes do wynajęcia. Chociaż wielu ludzi wierzy w to że budujesz firmę, potem zatrudniasz prezesa i masz ten pasywny dochód. Żyjesz do końca życia na jakiejś wyspie popijając drinki. Oczywiście to jest tylko takie marzenie ściętej głowy, chociaż wielu to motywuje do działania. Tak, że można sobie mieć firmę i nic nie robić a zarobić.

Ale jednak życie to potem szybko koryguje że to jest fałszywe wyobrażenie. I niekoniecznie mam jakieś pretensje do tego fałszywego wyobrażenia, tak samo jak dziecko nie chce założyć czapki no to mówisz że tam Baba Jaga, że to, że tamto, tak no to dziecko wkłada. Jak będziesz dziecku racjonalizować o że słuchaj tu są bakterie takie zimne i tak dalej jak zmarzniesz to ci odporność spada. Tym nie wytłumaczysz, ale Baba Jaga działa. Więc dopóki Baba Jaga działa no to no to można w ten sposób motywować. Poczekać, aż ktoś po prostu dorośnie do poznania tej prawdy że kierował się w życiu fantazjami. Jak te fantazje kierują nas w dobrym kierunku no to po co to zmieniać? Nie ma sensu wiesz zabijać Świętego Mikołaja i Wróżki Zębuszki. 

Wróżka Zębuszka i angażowanie się w rozwój dzieci prowadzi nas do kolejnego tematu czyli edukacja domowa. Mamy świadomość że żaden człowiek na ziemi nie jest w stanie przekazać swoim dzieciom wszystkiego co powinny umieć i z drugiej strony mamy świadomość że w szkole jest uśredniony program, który powstał po to żeby ochronić czyjąś posadę. Jaka jest Twoja opinia na ten temat? Co powiesz na temat edukacji domowej?

Ja bardzo polecam edukację domową. Ale wiesz, czy nie ma ludzi którzy nie mogą nauczyć dzieci wszystkiego co potrzebują do życia? Mi się wydaje, że są tacy ludzie i to właśnie jest rodzic i większość rodziców takie wartości według mnie przekazuje. Bo co jest potrzebne do życia? Dziesięć przykazań, przykazanie miłości i to że że socjalizm nie działa. No i tak na dobrą sprawę tyle trzeba dziecku wytłumaczyć. To jest trudne do wytłumaczenia, ale jeżeli tego nauczy to co więcej do życia jest potrzebne?

I właśnie edukacja domowa daje to miejsce gdzie gdzie można z dziećmi czas spędzać. Bo w tych dużych miastach to dwoje rodzice pracują i od pierwszego roku życia. Blbo nawet wcześniej oddają dzieci do żłobków po to żeby zarobić jakieś tam drobne pieniądze. Tymi dziećmi się opiekują dziewczyny, które zarabiają minimalną krajową przeważni. I mają pod opieką 30 osób czy 20 ile tam na ten żłobek przypada dzieci na jedną wychowawczynię. Nie buduje się więź między między dzieckiem a rodziną. I to powoduje problem taki, że potem się dziwią że nie ma kto na starość się dzisiaj się zająć z tymi rodzicami. Więc ja sobie nie wyobrażam takiego życia, że spędzam czas z dziećmi tylko od 17:00 do 20:00, kiedy idą spać codziennie.

To dla mnie nie nie wchodzi w grę, no i tutaj jest edukacja domowa takim rozwiązaniem. Gdzie dzieci do szkoły nie chodzą, tylko się uczą w domu z rodzicami pod warunkiem, że rodzice mają czas na to żeby żeby spędzać czas z dziećmi co jest coraz częściej, albo inaczej jest z biegiem czasu coraz większym luksusem i nie wszyscy sobie na to mogą pozwolić. Często jak argumentuję za edukacją domową dzieci to najczęstszy argument jaki pada to jest to, że dzieci się nie socjalizują z innymi, są takie dziwne w edukacji domowej. No dzieci z wyższym IQ też są dziwne i w ogóle ludzie z wyższym IQ też są dziwni, ale jakoś lepiej sobie radzą w życiu.

I to nie jest prawda, że się dzieci w edukacji domowej nie specjalizują. Bo się właśnie socjalizują i dużo lepiej się socjalizują niż te dzieci w szkole. I kiedy tak dyskutuje i zbijam te argumenty gdzieś w ten sposób, że to że spędzasz czas z 15, 20, 30 dziećmi w jednej klasie, przez 8 lat z tymi samymi, nie masz kontaktu ze starszymi, nie masz kontaktu z młodszymi, nie masz kontaktu z innymi. Tylko z tymi samymi kilkunastoma, kilkudziesięcioma osobami przez większość życia. To powoduje to, że dzieci nagle mają problemy z podejściem do obcego. Z rozmową, z dyskusją i tak dalej, i tak dalej. I w efekcie tych wszystkich rozmów jeszcze się chyba nie skończyło tak gdzie do dochodziliśmy do najważniejszej funkcji szkoły, która jest dla wielu rodziców nie do przeskoczenia. Czyli funkcja darmowej dziennej opieki nad dziećmi.

Kiedy już dochodzimy do wniosku, że edukacja domowa to jest jednak dużo lepsze dla dziecka, i to z punktu widzenia takiego psychicznego i z punktu widzenia takiego edukacyjnego, czyli przekazywanie jakichś wiedzy, wartości to jest lepsze dla dziecka. Ale no ta szkoła zajmuje się tym dzieckiem przez te 8 godzin dziennie. Przez które rodzice mogą być wtedy w pracy. To jest największy, pierwszy argument za tym żeby posłać dziecko do szkoły. Dlatego nie wszystkich na to stać. Dlatego chyba tutaj zadaniem jest to, żeby jednak za dzieciaka się dorobić jakiś większych pieniędzy. Po to, żeby jednak mógł zostać w domu. Albo zostać w domu i uczyć dzieci tak jak ja. Albo pozwolić sobie na to. żeby żona została w domu i uczyła dzieci. 

W takim razie przechodzimy do tematu dyskusji z “państwowcami”. Masz pewne doświadczenie w temacie. Czy pochwalisz się jakimś sposobem? Jak można dotrzeć do wyznawców państwizmu?

Nie można do nich dotrzeć. To jest na moje niemożliwe, bo to już są osoby które zostały skrzywdzone w dzieciństwie. Ich wychowanie, czy to środowisko w którym spędzali czas dało im takie wartości a nie inne. Więc nie sądzę, że to jest możliwe. Dlatego tym bardziej ważne jest, żeby z dziećmi spędzać czas w tych pierwszych dniach, miesiącach życia. No bo jak wiemy charakter, czy wartości biorą się z dwóch rzeczy. Po pierwsze ze strony genetycznej. Przekazujemy jakieś wartości, cechy charakteru i tak dalej. No i z tej strony środowiskowej. I ta strona środowiskowa, jaki tutaj mamy główny parametr? Główny parametr tutaj wartości jest to w jakim środowisku dorastasz, czyli z jakiej miejscowości pochodzisz. Im większa miejscowość, tym bardziej lewaczysz. W każdym większym mieście wygrywają partie lewicowe. Na wsiach wygrywają ludzie, którzy twardo stąpają po ziemi i potrafią obsłużyć wiertarkę i szlifierkę i pospawać coś.

Ludzie pracy, którzy wiedzą co mają robić. Są poważni, potrafią się utrzymać, a nie żyć na rachunek innych. No bo umówmy się, co robić, jak się jest dzieciakiem w takim wielkim mieście na 50 metrach kwadratowych się mieszka. Rodziców się prawie nie widzi, bo ciągle się w szkole spędza czas. Cała masa różnych atrakcji dookoła, Rodzice dają pieniądze i zero wyzwań się takiemu… może niekoniecznie zero, ale w dużym mieście trudno o takie wyzwania. Wczoraj zbudowaliśmy z Dzidką moją latawca, bo akurat jesień jest i wieje i to bardzo fajne jest. Budowaliśmy latawca, dopiero trzeci nasz latawiec gdzieś tam poleciał. Ale doszliśmy do wniosku, moja córa doszła do wniosku, że ludzie dzielą się na trzy rodzaje: na tych ludzi, którzy nie puszczają latawców, na tych którzy kupują latawce i na tych którzy potrafią sobie takiego latawca zbudować. I właśnie o to chodzi.

W dużych miastach nie ma czasu, nie ma miejsca. To życie jest tak poukładane, że okazji do zbudowania latawca z dziećmi jest coraz mniej, przez co dzieci nie mają wyzwań. Nie uczą się organizować czegokolwiek, jakiegoś większego projektu. Tylko gdzieś od tych rodziców goniących za karierą się uczą tego że rodzic zawsze przyjdzie i da. No a potem jak rodziców braknie to w to miejsce adaptują państwo i to państwo ma dawać i tak dalej. Więc jeżeli się zapytasz co zrobić żeby uchronić dzieci przed taką ideologią, to po prostu wyprowadzić się na wieś. Genów nie zmienimy, geny mamy jakie mamy. Nikt z nas nie wie jakich lewaków gdzieś tam w przeszłości w rodzinie mieliśmy. Ale chociaż możemy zadziałać z tą częścią środowiskową.

I jeżeli wcześniej mówiliśmy edukacji domowej, to drugi punkt wyprowadzić się na wieś, albo może niekoniecznie na wieś ale po prostu do do mniejszego ośrodka, gdzie się wszyscy znają, lubią, szanują i gdzie się ma, nie wiem, chociaż dom a nie mieszkanie. Gdzie jest garaż, gdzie jest wiertarka, gdzie jest szlifierka, gdzie jakie można zbudować karmnik dla ptaków i tak dalej i tak dalej. Ja w każdym bądź razie bardzo sobie cenię to że ja jak byłem, od kiedy pamiętam 6 lat miałem, 3 lata, 10 nie pamiętam dokładnie zawsze co weekend jeździłem na wieś. Bo pochodzę z małego miasteczka. A na weekendy zawsze jeździliśmy z ojcem na wieś, gdzie się jeździło ciągnikiem, gdzie się spawało, gdzie gdzie się po prostu coś robił. I to niekoniecznie takie prace gospodarskie.

Ale ale była ta szopa, był warsztat. Można było ściąć jakieś małe drzewo, zrobić sobie z tego miecz i tak dalej i tak dalej. Się autem uczyło jeździć, ciągnikiem i po prostu potrafiło się zrobić cokolwiek. A na dobrą sprawę teraz, no nie wiem. Ludzie chodzą po tych szkołach wyższych, uczą się, te 5 lat studiów, jakieś kursy pedagogiczne żeby zostać nauczycielem. No i ile ci nauczyciele zarabiają?

To jest jedna z bardziej wymarzonych prac jakie można wykonywać. No bo obowiązki powiedzmy a’la pół etatu, płatne wakacje, płatne ferie i te 20 godzin pensum, czy ile oni tam mają. Trochę się tłumaczą, że tych klasówek muszą sprawdzać, ale robota jak marzenie dla większości. No ale ile się na się na tym zarobi? A tak na dobrą sprawę to dwa, trzy razy większe pieniądze można po prostu, mając dziesięć, piętnaście lat zarobić po prostu bawiąc się z ojcem tak jak my z Dzidką.

Co jakiś czas sprawdzamy różne metody na zarabianie pieniędzy. Raz zrobiliśmy z ołowiu trochę kulek. Kupiliśmy ołów po 6 zł za kilogram, sprzedaliśmy po po 50 zł za kilogram. Tylko trzeba było je w kulki przetopić. Cały dzień fajnej zabawy, kilkaset zł zarobiliśmy. W maju zrobiliśmy miód taki z mleczy, też bardzo bardzo ładnie się rozszedł. Teraz przed sezonem grillowym zrobiliśmy węgiel drzewny. Kilka kontenerów takich takich na śmieci węgla drzewnego w normalnym piecu do C.O. zrobiliśmy. A teraz robimy zestaw dla dla innych rodziców z dziećmi do puszczania rakiet.

Ponieważ na naszą ostatnią pasją jest budowa rakiet. I taki prosty zestaw zestaw do zabawy z dziećmi robimy. A to jest naprawdę bardzo fajnie spędzony czas z dziećmi. Robicie sobie, nie wiem, 20 rakiet, każda was wyniesie 50 gr. Puszczacie, ta rakieta leci z 200 m dalej i dzieciaki z psem biegną ją podnieść, tak. I tak dalej, i tak dalej. Naprawdę to dla mnie to jest może takie nielogiczne trochę, jak można gdzieś tam się angażować jakieś takie zawody gdzie zostawia się to dziecko idzie się do pracy, i tłumaczy siebie tym że się to dziecko zostawia, wtedy kiedy ono Cię najbardziej potrzebuje po to żeby zarabiać pieniądze. Kiedy jest masa zawodów czy sposobów na zarabianie pieniędzy, gdzie można to dziecko angażować i nadal to będzie zabawa. Edukacyjna, ale zabawa, więc no w ten sposób tutaj Ci odpowiem.

Dziękuję, przeskakujemy na sąsiedni, trochę na południe kontynent. Wnioski z projektu szkoła w Lusace. Nie każdy rodzic, nie każdy tata robi takie rzeczy.

No może by się jeszcze jeden albo dwóch w Polsce jeszcze znalazło. No ale to fakt, jakieś to już będzie z 10 lat temu, może 8 lat temu poznałem Jacka Gniazdka. Wspólnik zaprosił mnie na taki wyjazd do Zambii, właśnie do Jacka i zaprzyjaźniliśmy się z Jackiem na tyle. Jacek to jest misjonarzem, księdzem werbistą, który 20 lat w Afryce spędził. W Liberii w Botswanie do Zambii się wtedy przeprowadzał i miał dostać parafię, znaczy dostać, zarządzać taką parafią. Nową parafią, która została z kaplicy przybocznej w jakiejś innej parafii przekształcona w oddzielną parafię. W takim małym miasteczku Linda pod Lusaką.

Takie slumsy powiedzmy, taka biedna dzielnica, nie najgorsza, tylko powiedzmy taka w 20 percentylu od dołu. Czyli w porównaniu z naszym standardem życia okropna. I kiedy tak zwiedzaliśmy sobie Afrykę razem z Jackiem, On powiedział że jego marzeniem jest żeby tam otworzyć szkołę. Ale taką żeby uczyć dzieci przedsiębiorczości, a nie taką zwykłą. Tylko takie przedszkole, potem szkołę dla przedsiębiorczych dzieci, bo tego w Zambii brakuje. Mówił że już prowadził kilka przedszkoli, zakładał kilka szkół w innych krajach, gdzie był na misji. Ale teraz już mu się jeździć po świecie nie chce. Zambia mu się podoba i chce teraz już związać siebie z tobą Zabiorę na na ładnych kilkanaście czy kilkadziesiąt lat.

No ja mu powiedziałem, że właśnie to rozkręcam szkołę dla przedsiębiorców w Polsce i to takie ciekawe przedsięwzięcie. Wtedy chyba z 3 tygodnie Jeździliśmy po Afryce, zwiedzając różne ciekawe miejsca. Jedno whisky, drugie, jeden grill, trzeci i gdzieś tam ułożył się plan, że rzeczywiście my jako szkoła się zaangażujemy i pomożemy Jackowi tą szkołę zbudować. No i rzeczywiście udało się, wspólnie zakonem werbistów mniej więcej pół na pół finansowaliśmy budowę szkoły. Kilkaset tysięcy to było, i jakieś 50 do 100 wolontariuszy, którzy gdzieś tam pojechał na ten plac budowy się angażować.

Rzeczywiście jest szkoła, buduje. Nawet moja córka też budowała tą szkołę kiedy ją budowaliśmy. Pojechaliśmy tam na miesiąc, ona pierwsze urodziny obchodziła właśnie w Zambii na placu budowy. Torta miała i tak dalej, krokodyla pamiętam wtedy jadła. Ciekawie było i to naprawdę takie zaangażowanie społeczne bardziej to uczy bardzo dużo pokory. Takiego zrozumienia, że gdzieś tam, chociaż u nas nie jesteśmy jakimś takim super krajem. Jednak istnieją miejsca na świecie, gdzie tak jak my te 30 lat temu, tak tam jest strasznie biednie. I też tam jest masa inteligentnych, mądrych, przedsiębiorczych ludzi. Może nie taki duży odsetek jak u nas. Ale naprawdę jest mnóstwo ludzi, którzy chcą coś w życiu osiągnąć, ale system im osiągnąć tego nie daje. To tak trochę jak naszym dziadkom czy rodzicom. Żeby coś osiągnąć w czasach słusznie minionych, no to jednak trzeba było się do partii zapisać.

Zambia choć troszeczkę bardziej wolna niż nasza komuna, to jednak jest taki kraj socjalistyczny, jak zresztą prawie cała Afryka. I jest mnóstwo ludzi którzy chcieliby coś robić, ale nie mają możliwości. Więc w Afryce zrobiliśmy całą masę projektów. Teraz Monika pojechała, to jest szefowa naszej fundacji. Robimy kursy dla dziewczyn, żeby paznokcie potrafiły zrobić takimi najnowszymi technologiami. Więc kilka salonów fryzjerskich pewnie otworzymy.

Wysłaliśmy 200 maszyn do szycia Łucznik, takie co potrafią szyć jak jest prąd. Ale też potrafią szyć jak tego prądu nie ma, co się tak nogami napędzało. Nie wiem czy pamiętasz takie maszyny okazały się bardzo fajnym sukcesem. I wiesz, przy tych wszystkich działaniach te moje dzieciaki są gdzieś obok. Bo jak ja gdzieś się ruszam z domu to biorę dzieciaki sobą i jedziemy w to jedno miejsce. To ktoś da dziesięć maszyn, to ktoś gdzieś tam 15 zebrał. Gdzieś latają te pięciolatki i ładują kontener, wynoszą toboły z garażu i zanoszą. I to naprawdę uczy pokory, że po prostu trzeba pomagać drugiemu człowiekowi, bo wartość człowieka nie zależy od tego, że tak powiem co ma, co osiągnął tylko od tego co co może osiągnąć.

A w Afryce naprawdę mnóstwo rzeczy można osiągać. Pamiętam taką akcję, zebraliśmy trochę pieniędzy i wysłaliśmy do Afryki maszynę do robienia waty cukrowej. I dzieciaki z parafii, wszystko się wszystko się zaczęło przez to, że dyskutowali z Jackiem, że oni chcieliby pojechać na wycieczkę do zoo. To nasze przedszkole, no ale to prawda jest taka, że 99% dzieciaków w Afryce lwa nie widziało na oczy. Niby lwy żyją w Afryce, ale na wolności nie chodzą tylko są w tych parkach narodowych. Więc to też są określone regiony, gdzie dalej się nie zapuszczają, te lwy zostałyby zabite przez lokalnych mieszkańców. I dzieciaki tam lwa na oczy nie widziały. I przyszli tacy tacy młodzi ludzie i mówią do Jacka, że chcieliby zorganizować taką klasową, czy tam grupową wycieczkę do zoo.

No to jak Jacek pomógł w ten sposób, że zaczęli dyskutować już po pewnym czasie nie żeby Jacek jako kościół dał im pieniądze, tylko w jaki sposób można by te pieniądze zarobić. No i ufundowałem wtedy jedną taką maszynę do robienia waty cukrowej. Wysłałem ją do nich i tak powstał pierwszy biznes w promieniu, nie wiem, 1000 km może, gdzie się sprzedaje watę cukrową w Zambii. I biznes chłopakom wyszedł. Cała klasa sobie pojechała, zarobiła i ciągle wiem, że też ta maszyna gdzieś tam jest używana i już niejedna. Wokół tego trzeba było zrobić biznes polegający na produkcji patyczków do tej waty cukrowej. Więc całkiem sympatycznie to wszystko się udało.

To co można dla rodziny, dla dzieci wyciągnąć z Afryki, to wiesz, to nie jest tylko takie bierne pozwalanie dzieciom na angażowanie się w jakieś projekty społeczne typu Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Że sobie te 10-latki z puszką pochodzą, super rzeczy robią. Ale też jak mają od rodzica taki trochę wzór, że to nie tylko tak tak pasywnie pozwalać dzieciom to robić, ale rzeczywiście aktywnie się angażować, coś porobić na rzecz innych. No to jest naprawdę, mega mega wpływa pozytywnie na rozwój dziecka i to jak ono myśli w ogóle o tym żeby działać, czy robić cokolwiek.

Czas na reklamę. Co nam polecisz?

Nic wam nie polecę, róbcie dzieci! Róbcie dzieci i spędzajcie z nimi czas. Bo potem was nic nie będzie cieszyć, te wszystkie pieniądze które zarobicie, to to nie cieszy. To po pewnym momencie już macie ten dom, trzy samochody, psa i wszystko co trzeba. A jednak dzieci i te wartości że one gdzieś tam widzą w Tobie jakiś wzór do naśladowania, to jest ta wartość. Więc co mogę reklamować? Róbcie dzieci i zajmujecie się nimi. Spędzajcie z nimi czas, a nie oglądajcie się ma jakieś tam szanse na jazdę lepszym samochodem, to wam nic nie da.

To ja pociągnę temat reklamy. Uczelnia ASBIRO, co tam słychać nowego?

Działamy, 12 lat na rynku istniejemy, rozwijamy się, czasami szybko, czasami wolniej ale jeszcze nie mieliśmy roku żebyśmy nie mieli i większego pogłowia, czyli i większej ilości studentów, i większych obrotów. W tym roku mamy potężny skok, nie tylko ilościowy, ale też jakościowy. I robimy wszystko żeby to nie było jakość w dół w takim sensie, że o ile do tej pory byliśmy taką firmą szkoleniową, takim podwykonawcą dla innych uczelni w kraju.

A tak od tego roku jesteśmy swoją prawdziwą pierwszą uczelnią i wszystko jest na nas. I uczymy się tych wszystkich papierologii, które musimy przygotować. Ale rekrutacja idzie pięknie. Znowu pobijemy rekordy, na niektórych konkursach nawet 300% normy, co co może się trochę zamienić w pogorszenie jakości, bo tych wszystkich studentów trzeba obsłużyć.  Ale walczymy też, żeby tak nie było, więc uczelnia idzie. Strzał w dziesiątkę, jeżeli chodzi o biznes i w ogóle o styl życia, o styl bycia, również z punktu widzenia rodziny. 

Rozwiniesz to? Styl bycia z punktu widzenia rodziny. Co to oznacza w praktyce?

Chociażby to że mogę sobie siedzieć w domu przez cały tydzień i spędzać czas z dziećmi. Taki styl uczelni czy styl biznesu, forma prowadzenia, że jednak masz ten, może niekoniecznie wolny czas. Ale po pierwsze możesz tak życie sobie zorganizować, że jednak jesteś przy tej rodzinie. A dwa możesz angażować rodzinę, chociażby wyjazdy Przecież my z dziećmi cały cały świat zasadzie zwiedziliśmy już. Też angażując się tam gdzieś lokalnie w to co robi nasza szkoła. Więc to jest takie bardzo pozytywne połączenie pracy i spędzania czasu z rodziną.

No niestety nie każdy wybrał sobie taki zawód, który pozwalał by łączyć spędzanie czasu z byciem z dziećmi. No bo ja sobie nie potrafię wyobrazić rzeźnika, który bierze dziecko do swojej pracy, czy tam jakiegoś innego, nie wiem, stolarza gdzie tam te wielkie piły sobie latają i bierze dziecko do pracy i pokazuje mu jak zarabia pieniądze. Natomiast jeżeli to jest jakiś swój własny biznes i jeszcze jest zorganizowany w ten sposób, że nie ma jakiegoś biura gdzie trzeba się zjawiać codziennie od 9:00 do 17:00, tylko jest ta praca zdalna, jest zespół, jest jeszcze okazja do zrobienia dużej ilości fajnych rzeczy, no to to jest super połączenie.

Na przykład w zeszłym roku byliśmy w Las Vegas. Ja tam miałem jakąś konferencję, wykład poprowadzić z kilkoma ludźmi się się spotkać, bo jednak jako uczelnia jesteśmy bardzo blisko. Staramy się nawiązać relacje z M.I.T. oraz z Uniwersytetem Stanforda. Gdzieś tam mamy iluś tam wykładowców wspólnych i tak sobie działamy. Więc gdzieś tam w Ameryce też się często pojawiam. No ale przy okazji pojechaliśmy sobie na miesiąc na pustynię. Tak więc dodatkowo mnie to nic nie kosztowało.

A wróciliśmy i napisaliśmy książkę o tym jak jak to 6 letnia dziewczynka pojechała sobie na pustynię. Żyliśmy pod namiotem, albo spaliśmy w samochodzie, raz na jakiś czas zaglądając do hotelu. I tak wiesz, wyobraź sobie, że gdzieś tam pustynia Nevada, do najbliższej krowy masz 50 mil, koniec świata totalny. Super rozgwieżdżone niebo i sobie dyskutujesz przy ognisku z dziećmi i tłumaczysz skąd się te gwiazdy biorą i tak dalej i tak dalej. No to są po prostu fenomenalne rzeczy, na które naprawdę nigdy bym sobie nie mógł pozwolić gdybym jakoś życie sobie inaczej zorganizował. 

Idyllyczny obraz rodziny. Czy zauważasz w takim razie swojej rodzinie, swojej firmie jakieś potrzeby niezaspokojone które trudno teraz ci zrealizować? jakiś pomysł na biznes?

Czy ja wiem? Ja się bardzo angażuję w to, żeby być zaangażowanym w biznes dzieci. Więc cokolwiek sobie nie wymyślą to bardziej staram się działać tak, żeby sami doszli do wniosku, że żeby coś zrealizować, że jak coś powiedział: “Tata, fajnie byłoby coś zrobić” to ja już gdzieś tam wiesz myślę co zrobić. Właśnie gdzieś tam mamy kanał na na YouTubie z dziećmi. Oni się tam trochę produkują.

Bo gdzieś jak już córka dorosła, no to już potrafiła sobie YouTube włączyć. Oglądała różne kanały jak co zrobić i tak dalej. I ona mówi “Tata ja bym chciała filmik nagrać” no to okej, jedziemy, nagrywamy filmik i mnóstwo, mnóstwo rzeczy. Teraz mamy takiego bzika na punkcie rakiet. No to na początku, ona ma takiego ludzika LEGO, ma na imię Mariusz. Mariusz jest w ogóle wrednym chłopakiem. Nie wiem czy udało ci się nadepnąć w nocy po ciemku gołą nogą na ludzika LEGO z wyciągniętymi rękami do przodu?

Jeszcze nie, ale to wszystko do nadrobienia.

Do nadrobienia, no to uważaj, bo te ludziki Lego są wredne. W każdym bądź razie zaczęliśmy rzucać samolotami i Dzida chciała ludzika LEGO przykleić do samolotu, żeby sobie też poleciał. No to okej, jak już sobie poleciał, no to co zrobić żeby wyżej poleciał? To zaczęliśmy robić rakietę z balona. Czyli wiesz zrobiliśmy przez całe podwórko tak gdzieś z 50 m nitkę rozwiesiłem, do tego słomkę i do słomki balona. Jak się puściło balona on tak szybko po tej nitce leciał. No ale coraz więcej, więcej. No to zaczęliśmy robić rakiety, z początku z jakiegoś tam cukru z saletrą, potem z czarnego prochu.

A kiedy to te rakiety już potrafią lecieć na kilkaset metrów. I ten dzielny Mariusz jest w swojej kapsule z Kinder-niespodzianki. No to teraz powoli już wprowadzamy taki ten drugi segment tej rakiety. Gdzieś tam będzie spadochron i takie różne dziwne rzeczy. Więc to właśnie chyba na tym polega, że dziecko ma jakiś pomysł. Coś by chciało zrobić, i trzeba nie tyle odpowiedzi na na to pytanie “Tato a co to jest?” tylko gdzieś trochę pociągnąć. No to robimy, to szukamy na Internecie co robić, składamy części i robimy. Oczywiście, jak u dzieci to to się zmienia, bo raz chce zostać policjantem, raz strażakiem. Ale ale gdzieś gdzieś chyba na tym to wszystko polega.

Dziękuję serdecznie. Czego należy życzyć tacie dwójki dzieci będącego właścicielem szkoły, uczelni wyższej?

No nie wiem, może kolejnej dwójki albo czwórki albo czegoś innego. Nie wiem, na pewno to to żeby dzieci były zdrowe, żeby rosły, żeby były mądre. Żeby poradziły sobie w życiu, znalazły dobrych partnerów i żeby były szczęśliwe w życiu. No bo tata jest bardzo szczęśliwy w życiu. No to teraz trzeba zrobić tak, żeby dzieciaki były szczęśliwe.

W takim razie życzę Ci aby twoje dzieci były zdrowe, szczęśliwe, były dumą dla swojego tatusia i żeby było ich jak najwięcej.

Dziękuję bardzo wzajemnie. Trzymaj się Arturze dzięki za rozmowę, a wszystkim wam wolności i sukcesów, dokładnie w tej kolejności moi drodzy. 

Podobne audycje:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *