Jan Fijor – o ekonomii, służbie i głupocie planisty

Jan Fijor - o ekonomii, służbie i głupocie planisty

Pobierz audycję

Kontakt do Jana Fijora:

Rozmowa:

Artur Pranga: Mamy dzisiaj w audycji Jana Fijora. Magister chemii kwantowej, dziennikarz, pośrednik handlu nieruchomościami, agent ubezpieczeniowy, makler w Metlife Financial Services, wydawca, globtrotter i najważniejsze: tata i dziadek dla dwójki wnuków. A dla nas, najciekawsze, współzałożyciel ASBIRO. Czy coś powinienem dodać do tego skróconego opisu Twoich wszystkich życiowych przygód?

Jan Fijor: Nie, bo to etykietowanie to mi się wydaje jest dowodem braku osiągnięć, co mi tam z tego, że jakieś… Najbardziej jestem dumny z tego, że założyłem wydawnictwo książkowe poświęcone bardzo mało znanej dziedzinie ekonomii – nauce o ludzkim działaniu. Tzw. Austriackiej Szkole Ekonomii. To było dość trudne. Wymagało ponadprzeciętnej pomysłowości i pracy. Fijorr Publishing się nazywa to wydawnictwo. Drugie to współzałożenie szkoły, jakby wymyślenie, ja wymyśliłem ideę.

Połączyłem ją z działaniem praktycznym Kamila Cebulskiego, jakim były kursy podstawowe z przedsiębiorczości. Zrobiliśmy z tego szkołę, która jest unikalna nawet w skali świata. Nie ma takich szkół. Cieszy się i wzięciem, i zainteresowaniem za granicą nawet. To też jest jakieś osiągnięcie. W takiej Polsce prowincjonalnej 10 lat temu już był kapitalizm, czy mówiło się o kapitalizmie, ale takiego pomysłu nie skopiowaliśmy od nikogo. Nawet powiem więcej, że zrobiliśmy szkołę, która jest zaprzeczeniem większości szkół, większości szkoleń poświęconych doskonaleniu umiejętności prowadzenia działalności gospodarczej, biznesu, bycia przedsiębiorcą. To, co zrobiliśmy jest zaprzeczeniem tego. Też sobie tutaj mogę pogratulować, bo znaleźliśmy taką niszę i ta nisza działa.

Ja mogę się tylko przyłączyć do tych gratulacji. W sumie sukcesu wyjątkowego. Trudniejsze pytanie z mojej strony brzmiałoby: Z wszystkich Twoich lekcji biznesowych, które na żywo przerabiałeś, jaką najważniejszą przekazałbyś swoim wnukom, i wszystkim, którzy chcą tego słuchać?

Może są jakieś mądrzejsze, teraz mi żadna do głowy nie przychodzi. Ale wydaje mi się, że jedną z najważniejszych zasad, jakie chciałbym młodym przedsiębiorcom wpoić, to jest to, że nie ma takich pieniędzy których nie da się roztrwonić. A pierwsza to jest taka, że mamy to na co zasługujemy. Przeważnie mamy tyle, ile jesteśmy warci. A drugie to jest to, że nie ma takich pieniędzy których nie da się roztrwonić. Innymi słowy jak się nie będziemy trzymać zasad, nie będziemy ludźmi skromnymi, nie będziemy szanować wspólników, kontrahentów, klientów, konsumentów, to chociaż nie wiem jaki byśmy mieli pomysł, to nam nic z tego nie wyjdzie. A nawet jak będziemy mieli duże pieniądze a będziemy głupio nimi rozporządzać to też je stracimy.

O tym chciałbym przestrzec nie tylko młodych, wszystkich bo wielu ludziom się zdaje, że jak już mają miliony to mogą mieć wolność finansową. Wymyślił to jakiś ignorant, albo szatan. Może konkurent wasz po to, żeby uśpić czujność i żebyście zaniechali działania zaniechali poszukiwania nowych dróg i bycia konkurencyjnym. Nie ma czegoś takiego jak wolność finansowa. Nie ma czegoś takiego jak stan, pewnie że są ludzie którzy mają ogromne fortuny, ale my tutaj do takich ludzi nie mówimy. Wśród nas nie ma takich ludzi.

Poznałem kiedyś młodego człowieka, który miał, wydawałoby się, taką fortunę, że mógłby nie pracować. To było kilkaset milionów dolarów. Miał te chyba 200 milionów dolarów zdobyte pracą, przebiegłością, umiejętnościami, zdolnością pokonywania ryzyka i stracił je. Nie dosłownie stracił pieniądze, tylko stracił zainteresowanie tymi pieniędzmi. Na to samo wychodzi. Pieniądz jest tylko wtedy ważny, kiedy się go nie ma. A jak się go już ma to przestaje być ważny i wtedy dopiero trzeba o nim myśleć. Lepiej nie myśleć o pieniądzach, lepiej myśleć o działaniu. Co mamy zrobić takiego, żeby nam ktoś za to zapłacił. Wtedy będzie znacznie lepiej i korzystniej dla wszystkich.

Mamy Janku w Twoim życiorysie bardzo dużo prac które wykonywałeś. Mnie najbardziej zaciekawiło przejście od doradcy Prezydenta Warszawy aż do biznesmena w branży kredytowej. Nie chcę tutaj pytać o sprawy techniczne, nie chce pytać o sprawy organizacyjne, nie chcę tutaj pytać o to z kim i jak trzeba porozmawiać żeby aż taką drogę przebyć. Moje pytanie będzie się odnosić do wewnętrznego dialogu z samym sobą. Co trzeba sobie samemu wytłumaczyć, co trzeba wewnątrz siebie zmienić, żeby wyjść od etatów i myślenia o tym, jak znaleźć nową pracę w której sprzedam swój czas do tego, że ja będę wokół siebie wszystko organizować?

Trzeba myśleć o sobie. Jak człowiek myśli o sobie to myśli w sposób racjonalny. Oczywiście plus pewne zasady, trochę doświadczenia. Ja zawsze chciałem tak pracować, żeby mi było przyjemnie. A jedną z większych przyjemności jest służenie innym ludziom. Poza tym jest to jeszcze bardzo intratne. I robiłem wszystko, żeby odkryć drogę czy taką profesję, takie zajęcie, które będzie z jednej strony służyło innym. Oni będą to oceniać. Z drugiej strony za tą ocenę dostanę korzyści materialne, które mi pomogą czy umożliwią życie na takim poziomie na jakim chciałbym żyć. Za mało się staram? Żeby mieć lepszy poziom życia musiałem się więcej starać.

Pracowałem jakiś czas w szkole, chyba cztery, pięć miesięcy zaraz po studiach w szkole średniej. Ale nawet tam starałem się jakoś inaczej działać niż inni nauczyciele. Uczyłem w technikum tkactwa artystycznego w Zakopanem. Uczennice mi się skarżyły na innych nauczycieli, że oni nie dają im tego co ja próbowałem, mianowicie chciałem im pokazać korzyść z tego, że się będą uczyć matematyki, fizyki, chemii. Zwłaszcza w szkole artystycznej to się nie chce uczyć. A mimo to wiele z nich pokończyło studia, nawet techniczne. Może przyczyniłem się na pewno w jakiś sposób do tego, że je zainteresowałem korzyściami jakie będą miały z tego, co potrafią.

Korzyścią jest to, że można służyć drugiemu człowiekowi. Człowiek nigdy się nie uczy dla siebie. Jak ja się nauczę produkować komputery, to przecież nie będę dla siebie produkował, czy programować komputery. To programowanie jest zawsze dla kogoś. Każda umiejętność jest dla kogoś. Tak szukałem sposobu. Za komuny nie można było się wybijać. Karierę się robiło na drodze politycznej. Mnie to nie odpowiadało. Ponieważ informatyka była dziedziną nową, to mnie zainteresowało. Zresztą pracę magisterską już pisałem, to był program na komputerze do wyliczania pewnych stanów elektronowych w cząsteczce wodoru. Innych cząsteczek się jeszcze wtedy nie dało wyliczyć, takie były małe te komputery. 125 KB pamięci operacyjnej miał największy komputer w Polsce na którym pracowałem wtedy, Odra 1325. Informatyka mnie cieszyła.

Z drugiej strony też dbam, żeby mieć jak najmniejszą konkurencję. Żeby robić coś, co jest mało konkurencyjne. Sprzątać ulicę każdy potrafi. Jak będę sprzątaczem to będę miał ciągle konkurencję ze strony innych, którzy są bardziej głodniejsi sprzątania, sprawniejsi fizycznie, będą lepiej sprzątać. W związku z tym ja szukałem takiego zajęcia w którym konkurencja jest jak najmniejsza. Konkurencyjność ma kształt trójkąta wierzchołkiem do góry. Podstawa jest szeroka i tam są zajęcia, które wszyscy potrafią wykonywać. Potem się to troszkę zawęża. Sprzątać każdy potrafi, organizować sprzątanie to już trochę mniej. Jesteśmy wyżej , zawęża się nam szerokość między ramionami trójkąta. Kierować firmą sprzątającą to jeszcze mniej. Potem szukać firm które będą podpisywały kontrakty z firmami sprzątającymi jeszcze mniej.

Aż gdzieś tam na górze jest ktoś, kto umie robić coś takiego, co prawie nikt nie potrafi. Taki Gates, Dell, Einstein. Einstein nie był przedsiębiorcą, ale powiedzmy: umiał robić coś, co było unikalne i bardzo trudne. Ja się chciałem zawsze w życiu umiejscowić jak najwyżej. Z różnym skutkiem, czasami mi się udawało, czasami nie. Z informatyką chyba nie bardzo sobie poradziłem. Nie było szans właściwie tam. Pracowaliśmy, robiliśmy takie mało przydatne zajęcia. Za komuny nie istniała przedsiębiorczość. Robiło się na rozkaz. Był centralny planista, który mówił co trzeba zrobić. Nie zawsze mówił mądrze, a przeważnie głupio, jak zwykle centralny planista. Trzeba było okłamywać. Fałszować dane. Trzeba było fałszować wyniki.

Mi się nie podobało, więc potem byłem dziennikarzem, wyjechałem na emigrację. Na emigracji już się zajmowałem finansami i pracowałem tak, że moje dochody były proporcjonalne do mojego wysiłku, do moich osiągnięć do których wysiłek był niezbędny. Myślę, że każdy tak może. Mówię moim znajomym, krewnym że masz tyle ile chcesz. Nie tylko ile jesteś wart, ale ile chcesz. Każdy człowiek może zarabiać tyle i le chce. Tylko żeby zarabiać tyle ile chce musi wiedzieć co jest potrzebne do tego, żeby tyle zarabiać. Jak ktoś chce zarabiać 200 tysięcy złotych miesięcznie może otworzyć biznes. Jak nie chce biznesu może zostać neurochirurgiem. Dobry neurochirurg zarabia około 200 tysięcy złotych miesięcznie. A jak nie to może zaryzykować, zainwestować. Może zbudować hotel, może zbudować jakieś imperium, sieć, fabrykę. Jak człowiek chce zarabiać dużo to musi chcieć zrobić to co przynosi duży dochód.

Dziękuję. Z wszystkich biografii, życiorysów biznesmenów wyziera czas i ogromny wysiłek o którym tu wspominałeś. Ten wysiłek po prostu trzeba włożyć w stworzenie siebie unikalnym. I przy okazji jest temat naszego podcastu, czyli Biznestata, czyli relacja z rodziną. Zapytałbym bardzo ogólnie: Relacja z córką i jej budowanie. Co początkujący Biznestata, który ma np. kilkuletnie dziecko może zrobić, żeby ustrzec się przed tymi błędami do których wielu wielkich biznesmenów się przyznaje po wielu latach. Ojej, zaniedbali rodzinę.

Niektórzy ludzie się okłamują, niektórzy ludzie się usprawiedliwiają. Pewnie większość się w jakiś sposób usprawiedliwia, może troszkę właśnie okłamuje, że oni poświęcili się dobrobytowi rodziny. Wydaje mi się, że równie dobrze mógłby ktoś powiedzieć, że uprawiał sport, był gwiazdą w sporcie. I też był zajęty, nie miał czasu dla rodziny. Że też robił to dla rodziny, dla sławy, dla majątku.

Wydaje mi się, że dzisiaj na pewno bym żył inaczej. Ale nie dlatego, że się sam tego nauczyłem, że to zrozumiałem. Tylko dlatego, że mi opowiedział kiedyś Mark Skousen. To jest finansista i ekonomista amerykański, bardzo znany. Wydaliśmy kilka jego książek. Polecam wszystkie jego książki. Mark Skousen powiedział mi kiedyś, że on się w swoich relacjach z dziećmi (ma pięcioro) kierował jedną zasadą, że nigdy nie odmawiał czasu swoim dzieciom. Nigdy z zasady.

Ale pewnego dnia miał taki moment, że rano przyszedł do niego mail z listem od wydawcy książki, która następnego dnia miała iść do druku. Musi zrobić jeszcze szereg poprawek, które uzależniają to, czy książka będzie albo nie będzie wydana. W tym momencie przyszedł do niego syn i mówi: Słuchaj tato, ja potrzebuje, żebyś ze mną pojechał w jedno miejsce i doradził mi. Skousen mi powiedział tak: już miałem mu powiedzieć „Synu, zawsze jestem do waszej dyspozycji, nigdy wam nie odmawiałem, ale dzisiaj muszę” jednak nie powiedziałem tego, bo przyjąłem sobie taką zasadę. Gdybym ja miał taką zasadę, to też bym ją sobie przyjął. Może pewnie bym ją złamał, albo chciał złamać. Ale teraz już wiem, że w ogóle żadnych zasad nie należy łamać. Mimo że się łamie, sam złamałem niejedną. Ale tej zasady bym nie złamał, ale nie wiedziałem wtedy o tym.

Mark mówi tak: „Dobrze synu to pojedziemy”. I pojechali. Potrzebował pięciu godzin na to, aby dokonać poprawek o które prosił wydawca. Cztery z tych godzin oddał synowi. Martwił się trochę tym jak wracali, że może ta książka się opóźni, albo nawet nie wyda. To mało prawdopodobne, pewnie chodziło o opóźnienie. Uznał, że to co zrobił to jest OK. Przyjechali do domu i na automatycznej sekretarce nagrana była wiadomość: „Mark nie musisz się spieszyć, przełożyliśmy datę wydania na 30-go”. Duch święty mu zesłał taką alternatywę, pokazał mu że dobrze zrobił, udzielił mu nagrody. Nie zawsze tak optymistycznie to się kończy, ale wydaje mi się, że w skali życia to tak.

Ten człowiek o którym mówiłem, który miał 200 milionów dolarów czy euro, wszystko jedno. On stracił sens i tego majątku i życia może nawet. Samobójstwa nie popełnił, ale był bliski po tym, kiedy właśnie z powodu takiego notorycznego braku czasu dla najbliższych stracił rodzinę. Odeszła od niego żona z dziećmi.

Człowiek myśli o pieniądzach wtedy kiedy nie ma. Kiedy nie mamy pieniędzy mówimy: „O Jezu, jak fantastycznie, pojadę do Norwegii, będę pracował, pięć razy tyle zarobię co w Polsce.” Jedzie do Norwegii, zarabia pięć razy tyle co w Polsce. Już ma pieniądze, w związku z tym pieniądze go już nie interesują. Nas zawsze interesuje to czego nie mamy. Człowiek żyje po to, żeby mu było jak najlepiej. Więc jak już zaspokoi potrzeby finansowe to teraz będzie chciał zaspokoić jakieś inne potrzeby, np. spotkać się z przyjacielem. Nie spotka się, bo on jest w Lerwiku, a przyjaciel jest na wycieczce w Tajlandii. A tak to mogliby razem pojechać, albo nawet w Polsce by się spotykali. Brakuje mu muzyki polskiej, czy brakuje mu krajobrazu, jakichś wspomnień. Wtedy to się liczy najbardziej. Zawsze jest tak, że brakuje nam tyle samo mniej więcej, całe życie.

Człowiek zaspokaja swoje potrzeby mniej więcej w takim samym stopniu. Zawsze za mało. Zawsze chciałby więcej. Jakby Mark Skousen nie pojechał wtedy, tylko został, poprawił książkę, to co by się w jego życiu poprawiło? Bardzo niewiele. Natomiast w relacji z jego rodziną mogłoby to zaważyć na relacji ze względu na to, że złamał zasadę której się trzymał. Jest zresztą tak, że jak człowiek raz złamie zasadę której należy się trzymać, to potem złamiemy ją i drugi, i trzeci. Ja nie jestem Jordanem Petersonem. Nie umiem tak pięknie i mądrze mówić, ale wydaje mi się, że to co pisze w swojej książce „12zasad życia” (wydaliśmy tę książkę) to jest mądre i trzeba się tego trzymać. Trzymać się zasad po prostu.

Wracając do Twojego pytania konkretnie. Ja miałem dobry kontakt z moim dzieckiem. Miała niecałe 5 lat jak wyemigrowaliśmy. Na emigracji też na początku starałem się być blisko z nią, ale były tak duże potrzeby materialne. Nie umiałem sobie tego wyperswadować, żeby się tak nie bać. Bałem się po prostu, ciągle w lęku byłem. I ten lęk powodował, że ja zamiast się zająć nią bardziej, zajmowałem się pracą. Ona to w jakiś sposób rozumiała i rozumie do dzisiaj, ale szkoda została dokonana. Nie mamy takiej relacji, żebym ja rozumiał każdy jej krok.

Bo pewne lata jej życia gdzieś mi wypadły. Nie byłem przy tym, kiedy ona stawała się panienką. Jak już weszła w ten szaleńczy, czy nawet głupi okres to raczej byłem cenzorem, albo tym który interweniował w ostateczności. To trochę popsuło nasze relacje. Potem 18 lat, pach. Wychodzi z domu i już trudno nadrobić te lata. Niedawno rozmawiałem z trzema dość dużej klasy biznesmenami. Jeden mi przyznał, miał dwóch synów. Pierwszego syna kompletnie stracił. Nie ma z nim żadnego porozumienia.

Z drugim jeszcze zdążył, bo drugi był 4-5 lat młodszy. On też mówi, że to błąd był, że tego pierwszego stracił. Oczywiście ktoś, kto jest normalnym ojcem i nawet nie utrzymuje tych relacji w trakcie swojej kariery zawodowej z dziećmi, to poprzez to, że zbuduje im jakiś komfort albo mądre życie, tym zyskuje sympatię, uznanie i miłość dzieci. Mimo wszystko cały czas miałem poczucie winy, że mnie nie ma, że jestem nieobecnym ojcem. Próbowałem kompensować to. Jakimiś nagrodami czy prezentami, które oduczały samodzielności. To jest jeszcze dodatkowa szkoda, jaką się robi.

Najważniejsza konkluzja tego przemówienia jest taka, że można jedno z drugim pogodzić bez żadnej straty. Jak się ma zasady to nawet łatwiej. Bo człowiek nie gubi się. Nie traci kierunku właściwego, nie błąka się. Wtedy zamiast się gdzieś tam plątać po różnych zakamarkach życia, idzie prostszą drogą i ten czas który „stracił dla dzieci” to on dla biznesu nie jest stracony. On pozwoli nam jeszcze bardziej być zmotywowanym, jeszcze bardziej się starać. Jednym z najlepszych pomysłów na życie, którego co prawda nigdy nie wdrożyłem dostarczyła mi córka. Ona to wymyśliła. Ponieważ jeszcze żyjmy to nie będę zdradzał jaki to pomysł. Może kiedyś jak nie ja to ona jeszcze ruszy. To tyle jeśli chodzi o relację z dzieckiem.

Z tego wynika następne pytanie, czyli wnuki. Powiedziałeś kiedyś w jednej z audycji w Kontestacji, że „wnuki są nagrodą za wysiłki w wychowanie dzieci”. Czy możesz coś więcej zdradzić?

Ja bym powiedział, że to jest taka rekompensata za błędy, za porażki jakie przy wychowaniu dziecka poniosłem. Wnuki są rzeczywiście nagrodą, ale tu jest następny cios, mianowicie moja córka z wnukami żyje w Stanach Zjednoczonych, a ja żyję w Polsce. Nie udało mi się jej przekonać do Polski, a ja nie chcę w Stanach Zjednoczonych mieszkać. Znowu nie jesteśmy razem. Spotykamy się często. Pewnie tak już zostanie, że to już jest jakaś rana. Może, może jeszcze kiedyś odrobimy. Ile mi zostało to poświęcę wnukom.

Może ważniejszą rzeczą jest samodzielność, może wolność dzieci. Nie miałem ojca, za kilka tygodni będzie 59 rocznica jego śmierci. Byłem dzieckiem kiedy zmarł. Pewnie, że mi go brakowało gdzieś. Ale z drugiej strony może ten brak ojca motywował mnie do większego działania. Na tym świecie liczy się, żeby być szczęśliwym, żeby dążyć do szczęścia. Natomiast jeszcze jest drugi świat, w który ja wierzę. Może tam się spotkamy i może tam odrobimy te zaległości.

Nawiązując do dążenia do szczęścia, do którego z założenia każdy powinien mieć prawo. Co każdy biznestata powinien wiedzieć o Austriackiej Szkole Ekonomii? Czyli w sumie o szkole ekonomii, która odnosi się tylko do ludzkiego szczęścia.

To wszystko o czym mówię to jest Austriacka Szkoła Ekonomii. Opiera się na zasadach, które są intuicyjnie i logicznie zrozumiałe. Tam nie ma żadnych cudów, jak powiedzmy w socjalizmie, że jest pierwszy sekretarz czy prezes, który wie wszystko. Nie ma tak. Tam jest realne życie. Każdy człowiek jest kowalem własnego życia. Taka właściwie jest niejako nauka Szkoły Austriackiej. Każdy dąży do szczęścia.

Żeby dążyć do szczęścia musi używać środków. Aby używać środki, musi na nie zapracować, lub je stworzyć. Żeby zapracować na nie to ktoś musi mu te prace zlecić. Żeby mu te prace zlecili i zapłacili za nią musi dobrze pracować. Praca musi być opłacona. Przez kogo? Przez tych komu służy. Czyli mamy znowu ten element służebności. To jest taki naprawdę czystej wody kapitalizm, że człowiek pracuje, oszczędza, to co zaoszczędził inwestuje w coś, co może dać zadowolenie, satysfakcję, może przyczynić się do zaspokojenia potrzeb czy do szczęścia innych ludzi. Za to ma majątek który służy jemu do życia.

W tej szkole uczymy się takich prawd, które właściwie wynikają z naszej naturalnej etyki. Z prawa naturalnego. Prawo własności to jest najskuteczniejsze narzędzie służące utrzymaniu pokoju między ludźmi, czyli bezpieczeństwa. Prawo własności zostało wymyślone przez człowieka dlatego, żeby nie było konfliktów. Żeby każdy wiedział co jest jego, a co nie jest jego. Jeżeli my wiemy, że ten dom, czy to drzewo jest Jana Kowalskiego to w momencie kiedy Nowak będzie się upierał, że to jest jego, to Nowak działa bezprawnie, albo działa agresywnie, albo chce skrzywdzić Kowalskiego. Wtedy będzie podlegał karze. A wszystkie inne wymiany między ludźmi, czyli te wszystkie zależności, jakie służą zaspokajaniu potrzeb są dobrowolne.

Jeżeli piekarz mi sprzedaje chleb za jakąś kwotę, to znaczy, że ta kwota dla niego znaczy więcej niż ten chleb dla mnie. Ja chętnie mu oddaję tę kwotę. Wtedy chleb będzie mój. On zadowolony i ja zadowolony jestem. Nie ma czegoś takiego, że ktoś mi zabroni. Będę chciał sobie kupić samochód z zagranicy, ale rząd powie „nie, bo musisz zapłacić cło”. Musisz zapłacić karę za to, że chcesz mieć samochód z zagranicy. Dlaczego mam nie mieć? W Polsce się krytykuje tych ludzi, którzy importują samochody, zamiast kupić nowe samochody od dealera. Po pierwsze każdy człowiek szacuje na co go stać, co mu się bardziej opłaca. Kupienie samochodu z zagranicy jest gorsze niż kupienie samochodu polskiego. To też jest bzdura. Nie tylko samochodu w ogóle jakiegokolwiek towaru. To nie ma żadnego znaczenia jaka jest narodowość jakiegoś towaru.

Poza tym że że te jeżeli kupujemy radio czy telewizor z Polski, który jest gorszy od telewizora japońskiego, to jeżeli kupimy japoński to nie jest to nie jest krzywda. Polskiej gospodarce nie dzieje się krzywda. Tylko Polska gospodarka na tym zyskuje. Bo ktoś zapłacił za japoński który jest wart więcej więcej niż Polski. Gdyby zapłacił za Polski 1000 to Polska Czy Polacy mieli by telewizor za 1000. A jak zapłacił Japończyków za ten telewizor 2000, który jest wart 3000, to Polacy mają lepszy telewizor. Więcej wart. Chodzi o to że wymieniając się dobrowolnie zawsze przyjmujemy to co jest lepsze dla nas. A dla kogo ma być lepsze? Więc dlatego jeżeli rząd nam zabrania takiej wymiany, albo zakazuje importu albo narzuca cła, czy jakieś inne kwoty ograniczające import to robi nam krzywdę. Nie tylko nam krzywdę robi, wszystkim Polakom krzywdę robi bo sumaryczna wzrasta w takim momencie.

Kiedy jest wolność, kiedy jest swoboda wymiany, ta swoboda powoduje, że każdy każdy Polak korzysta na każdym akcie wymiany. Stąd wolna wymiana handlowa bezcłowa, bez granic jest korzystna dla wszystkich. Jest więcej zasad w Szkole Austriackiej, które są takie oczywiste. Na przykład jak to jest możliwe że jeden człowiek będzie ustalał stopy procentowe jakie pobierają banki od kredytu według swojego uznania? Jak to jest możliwe, przecież stopy procentowe czyli koszt pieniądza jest pochodną albo wypadkową tego czego chcą wszyscy ludzie!

Nie może być tak że jeden powie że może być tylko 1% więcej nie. A jak mnie się za 1% nie opłaci pożyczać albo nie się za 1% nie opłacił oszczędzać, to z czego będziemy udzielać kredytu? Jeżeli deponenci pieniądza w banku nie zgodzą się na to żeby żeby dostać odsetki w wysokości 0,5% czy 1%? Bo każdy człowiek woli wykorzystać swoje pieniądze dzisiaj, niż za rok. A to że zdecydujesz na to żeby oszczędzić czyli odłożyć na rok, czy na ileś tam lat konsumpcję tego pieniądza który zarobił, to jest właśnie pochodną nagrody jaka go za to oszczędzanie czeka.

Bez obciążania nie ma inwestowania, bez inwestowania nie ma produkcji, bez produkcji nie ma dóbr. Zaburzenie prawidłowości tego cyklu prowadzi do katastrofy gospodarczej i to co się u nas dzieje, że się płaci ludziom, nie tylko w Polsce większości krajów rozwiniętych. Karzemy ludzi za to, że pracują. Im więcej zarabiają tym więcej podatku płacą. Czyli płacą większą karę za to że że że lepiej pracują, i dajemy tym którzy nie pracują albo pracują źle i dlatego nie są w stanie się utrzymać i to jest bardzo demoralizujące zasada. Tego Szkoła Austriacka uczy: tak nie można robić. Wiele jest takich zjawisk o których Szkoła Austriacka mówi wprost że są szkodliwe, że są złe, że inwestycje państwowe. Jeżeli jeżeli ja inwestuje pieniądze będę budował teatr. I ten teatr zbankrutuje to ja stracę pieniądze a nie społeczeństwo.

Ponieważ ja podjąłem taką decyzję, w jakimś tam stopniu małym społeczeństwo też traci. Ale generalnie jest tak że prywatny inwestor on traci jeżeli podjął złą decyzję. Jeżeli się po prostu przeliczył. A w przypadku inwestycji państwowych tracą wszyscy, jeżeli się jakieś urzędnik przeliczył. A skąd premier Morawiecki ma wiedzieć że Polska potrzebuje takiego lotniska jakiego potrzebuje. Że ona ma tak wyglądać jak ma wyglądać. On tego nie wie, nawet nie podejmuje żadnego ryzyka. Ponieważ bierze od nas pieniądze i jeszcze siłą nam zabiera pieniądze.

To tak wyobraźcie sobie przechodzicie koło piekarni, rzuca się na was piekarz zabiera wam pieniądze i daje wam trzy bochenki chleba. A wam nie potrzeba chleba, już kupiliście i macie w plecaku dwa. Tak się dzieje z rządem. Te zasady krytykuje Szkołą Austriacka. Stąd jest to jest to taka, ja bym powiedział w w pigułce dziesięć przykazań Boskich w odniesieniu do świata materialnego, a świat materialny jest tym spoiwem między między naszym życiem doczesnym a życiem pozagrobowym, jeśli ktoś wierzy w jedno czy drugie.

Świat materialny jest przystankiem na drodze do lepszego do lepszego świata, i chodzi o to żeby człowiek mógł dążyć swobodnie i tak według własnych pomysłów, bo nawet jeżeli ma głupie pomysły to od razu go społeczeństwo skoryguje. Jeżeli ktoś będzie chciał oszukać piekarza, albo piekarz będzie chciał oszukać i włoży tam gwoździa żeby był cięższy ten chleb, to już ludzie przestaną od niego kupować. Te wszystkie zasady, rozstrzygnięcia, te 10 przykazań które mówi nam co dobre, a co niedobre w ekonomii można poniekąd nazwać Austriacką Szkołę Ekonomii, która notabene powstała w Polsce. Założyciel Carl Menger urodził się w Nowym Sączu i tutaj pracował, doktorat bronił na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie w języku polskim napisał. Także jest to jeszcze bliskie naszemu sercu.

W jaki sposób w takim razie tata prowadząc biznes, walcząc o utrzymanie tego wszystkiego na powierzchni może nauczać dzieci, wnuki na temat Austriackiej Szkoły Ekonomii? Jak je chronić przed tą demoralizacją którą z każdej strony nam rząd otacza dzieci?

Trzeba tłumaczyć co jest złe, a co jest dobre. Wracamy do głównego wątku. Jak mądry ojciec nie ma czasu, żeby dziecka nauczyć tych przykazań, to niestety dziecko będzie skaleczone. Nasza mądrość przejawia się w działaniu. Jeżeli dzieci widzą, że ojciec czy matka pracują, że czytają, że dyskutują, że się starają coś wiedzieć, że są o niezależnych poglądach, że potrafią skrytykować zło i uzasadnić dlaczego to robią. To gdzieś tam w nich zostaje.

Więc wydaje mi się, że wyznawanie dobrej ekonomii, a zwłaszcza wyznawanie dobrej ekonomii jest dobre bo dobra ekonomia jest sprawiedliwa. Nie tylko sprawiedliwa ale i skuteczna. Dobre sprawiedliwe zasady dają dużo większą produkcję, lepszą produkcję, lepiej się żyje. Zwróćcie uwagę że kapitalizm się zaczął w Anglii, gdzie zaczęły się pierwsze reformy, jak chodzi o swobody człowieka, o ograniczenie władzy państwa, zmniejszanie państwa zaczęło się w XIII wieku. Magna Charta LIbertatum, do końca XVIII wieku, kiedy kapitalizm w końcu powstał.

Kiedy powstał system w którym każdy człowiek ma równe prawa, nie ma tego że jakiś magnat będzie miał prawo handlu solą, a drugi magnat będzie miał prawo obrotu pszenicą, a trzeci alkoholem. Nie ma, każdy może robić to, każdy może może robić co chce jeżeli potrafi. Kapitał jest dostępny dla każdego, że każdy ma takie same prawa wobec społeczeństwa. Spotyka się z taką samą rekompensatą za to za to co robi. Nie ma lepszych, mądrzejszych, silniejszych tylko są wszyscy tak samo traktowani przez prawo. To jak jak sobie ze swoją swoim ciałem, swoim umysłem, swoim sercem, duszą, duchem radzą od tego będzie zależało jak będą żyli. Nie od tego że komuś zrobią krzywdę albo będą stali za jakimś łobuzem który ludzi będzie krzywdził.

Janku, poproszę Cię teraz o zareklamowanie swoich biznesów, co chcesz nam polecić?

Oczywiście polecam książki o Ekonomii Austriackiej. Wszystkie książki przedsiębiorcze, które wydaliśmy w Fijorr Publishing. Czasy są trudne. Wiele osób ma wszystkiego już dość chętnie, by gdzieś wyjechało. Z punktu widzenia dwukrotnego emigranta chciałbym powiedzieć, że emigracja nie jest najlepszym wyjściem. Ale można sobie żyć w innym kraju przejściowo, dopóki nam nie pasuje życie w Polsce. Możemy sobie wyjechać i prowadzić działalność, czy żyć z zasobów jakie do tej pory zgromadziliśmy. Żyć tak, żeby przeżyć ten zły okres, potem wrócić do Polski.

Nie musi to być emigracja gdzie musimy wyjeżdżać martwić się, zrywać więzy. Więc dlatego taką alternatywą jaką odkryłem niedawno jest życie w Hiszpanii. Koszty życia są porównywalne z polskimi. Mieszkania, domy, nieruchomości są znacznie tańsze. Życie jest łatwiejsze, prostsze. Klimat świetny, piękny kra,j życzliwi ludzie, dobra żywność. Żyć nie umierać. Może należałoby zrobić taki przyczółek, zbudować sobie alternatywę na wypadek gdyby na jakiś łobuz znowu tam chciał PRL zafundować, albo skonfiskować majątek, bo to do tego się to sprowadzi. Dlatego może ten majątek częściowo uchować tutaj. Jesteśmy w tym samym systemie Unia Europejska. Niedaleko, raptem 3 godziny z hakiem lotu. Samochodem no to troszkę dalej, ale też można samochodem się dostać.

Naprawdę naprawdę dobry pomysł na to żeby żeby się nie męczyć. Jak się ktoś tam męczy to może należałoby się tu na chwilę przenieść. Jakbyście szukali rady czy pomocy to służymy. Znajdziecie masz na Facebooku na stronie Asbiro Investors Hiszpania, albo na moim blogu takie finansowo – materialnym biznesowym, który się nazywa milion plus i znajduje się na stronie milionerstwo.pl. Tam podaję rady. Zbliżamy się do mocnego resetu w gospodarce światowej. Myślę że będzie głęboki kryzys. Chodzi o to żeby jego jak najłagodniej przeżyć. Żeby jak nie umoczyć stóp tym źle które się wydarzy. O tym mówimy, piszemy. Można się od nas dużo dowiedzieć.

Mamy kontakty na świecie z ludźmi którzy też badają to zjawisko jak właśnie przeżyć trudne czasy. Milionerstwo.pl tam znajdziesz trochę rad, tam też znajdziecie i o Hiszpanii Asbiro Investors Hiszpania. Dzisiaj jest ochłodzenie bo 28 stopni, drugi dzień w ciągu ostatnich było miesięcy poniżej 30 stopni. No może to jest trochę męczące ale jak się człowiek przyzwyczai to jest bardzo przyjemnie, globalne ocieplenie, piękne melony, wspaniałe arbuzy, ananasy, co chcecie, pomidory. Zielono, ciepło, morze, góry, cudowny kraj. Zapraszam.

Janku ostatnie pytanie. Czy jest coś czego teraz potrzebujesz? Czy szukasz jakiegoś kontaktu biznesowego, cokolwiek.

Nie tyle potrzebuję, co spotykam ludzi. Przy okazji Hiszpanii spotykam ludzi, którzy chcieliby się tutaj przenieść i nie stać ich jeszcze na jakieś samodzielne inwestycje. Próbujemy stworzyć przedsięwzięcia składane z kapitału różnych ludzi. Można sobie kupić mieszkanie, można dom, wynajmować to. Dzielić się w czterech, pięciu, dwóch. Przy okazji istnieją możliwości kredytowe. Tutaj warunki kredytowe rzeczywiście wyjątkowe. W tej chwili na 10 do 15 lat pożyczka hipoteczna jest oprocentowana od 2% do 2,9% rocznie przez cały okres trwania tej pożyczki.

Nie ma tego co w Polsce, gdzie ustali jakiś pan NBP, że ma być 5% to pójdą procenty do góry, a jak ustawisz że będzie 1 to pójdą w dół. Tu jest stałe oprocentowanie, bardzo niskie. Ceny są na poziomie jednej trzeciej cen polskich, warszawskich. Ceny pięknych nieruchomości nad morzem można kupić za naprawdę jedną trzecią tego co się płaci w Juracie Czy w Sopocie czy w Ustce nawet. To są całoroczne wczasowanie na na plaży. No może nie nie nie zawsze jest tak że można się kąpać bo woda zimą osiąga temperaturę taką jak u nas latem. Teraz jest 27 woda w morzu i tak będzie do października a potem troszkę spadnie. W styczniu średnia temperatura powietrza 19 stopni. Cały rok można można być. Ludzie przyjeżdżają wynajmują można przyjechać na wakacje. Można część wynająć.

Są firmy które które się tym zajmują. Coraz więcej Polaków tu przyjeżdża w rejonie w którym ja jeszcze mieszka gdzieś koło 300 rodzin Polskich i przybywa 10 miesięcznie. Przyjedźcie, spróbujcie, napiszcie. Powiem wam co macie zrobić. Tam poczytacie, już jest sporo materiałów które wam pomogą. Za działkę pod Grudziądzem można sobie kupić na plaży w Mursji czy w Maladze Czy w Gandii, w Walencji można kupić piękny apartament, który się wynajmuje za 200, 300, 400 euro za dzień, i są chętni.

Konkurują ze sobą. Biją się o najlepsze miejsca na Booking.com czy TripAdvisor, Airbnb. Hiszpania jest drugim co do popularności potęgą świata po Francji, którą odwiedza 88 milionów ludzi rocznie, a Hiszpanię 86 milionow. Polskę jedna piąta tego. Też dużo, ale wciąż mało. Zapraszam do Hiszpanii z dziećmi. Zostawicie takie gniazdko które uwijecie dla swoich dzieci, wnuków. Moja wnuczka tu przyjeżdża na wakacje z koleżankami. Będą dwa miesiące tutaj urzędować, doskonalić język hiszpański, którym jedna trzecia świata mówi, cała Ameryka południowa, Meksyk, Hiszpania, na bliski wschodzie, na Filipinach jeszcze mówią. Ciekawa kultura. Piękny kraj. Zapraszam.

Podobne audycje:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *