Jak wybrać konsultanta i negocjować z większymi – Zbigniew Dzideczek – BT36

Zbigniew Dzideczek

Linki:

Lista tematów:

  • Kiedy szukać konsultantów: 0’27”
  • Mechanizmy wczesnego ostrzegania: 2’47”
  • Jak znaleźć dobrego konsultanta: 4’49”
  • Negocjacje z większymi: 7’29”
  • Przygotowanie do negocjacji: 10’56”
  • Nauka dzieci rozmawiania o biznesie: 15’19”
  • Nauka dzieci zarządzania kontaktami: 17’08”
  • Uczenie dzieci nagocjowania: 18’58”
  • Zbyszek Dzideczek trener: 22’52”
  • Potrzeba prawdziwej pomocy: 23’56”

Transkrypcja rozmowy:

Artur Pranga: Gościem dzisiejszej audycji jest Zbigniew Dzideczek. Specjalista od programów naprawczych w przedsiębiorstwach. Trener negocjacji z doświadczeniem w trudnych sprawach. Dzień dobry!

Zbigniew Dzideczek: Dzień dobry! Mam nadzieję, że nie będziemy mówić o sprawach trudnych, tylko będziemy mówić o sprawach ciekawych. Ale potwierdzam to, co powiedziałeś o mnie. 

Dziękuję. 

Kiedy szukać konsultantów

Pierwsze pytanie: Jak rozpoznać moment, gdy do firmy należy zaprosić konsultanta do pomocy?

Wiesz co, jest taki dowcip na temat konsultantów. O tym, że konsultanci to są ludzie, którzy informują firmę o tym, co i tak firma doskonale wie, jeszcze na dodatek biorą za to pieniądze. Ja jestem ekspertem od rzeczywiście programów naprawczych. Bardziej występuje w roli czegoś, co może w Polsce bardzo ma złe konotacje, mianowicie doradcy. W momencie, kiedy ty wchodzisz do jakiejś firmy, to pierwsza twoja rola to jest doradzić. mój zawód też polega na tym, że czasami właściciele, udziałowcy wynajmują mnie. Jeżeli byłeś taki mądry i stworzyłeś jakiś program naprawczy, to zostań członkiem zarządu.

Tak się stało na przykład historycznie w Polskich Zakładach Lotniczych w Mielcu. Odpowiadając na Twoje pytanie. Sytuacja jest taka, że w większości wypadków kryzysu, albo nadchodzącej katastrofy się nie widzi. Więc ten moment w, którym są proszeni ludzie mojego pokroju, mojego zawodu, jest zazwyczaj ostatecznością. Dlaczego tak się dzieje? Bo firmy czy przedsiębiorcy nie wytwarzają w sobie systemów, czy procedur, tak zwanego wczesnego ostrzegania. Oczywiście jest mnóstwo szkoleń, jest mnóstwo teorii na ten temat.

Ale najważniejsza rzecz to jest jedna, którą sobie każdy przedsiębiorca powinien wyrobić. Mianowicie jest to nic innego, tylko wytworzenie sobie tak zwanych bezpieczników. Czyli ludzi gdzieś tam, którzy nam będą mówić: “Coś się szefie źle dzieje”. To są ludzie, których ja nazywam czasami nawet niewidzialni przywódcy. Czyli ludzie, którzy otaczają się, na przykład w fabrykach, w jakiś zakładach produkcyjnych, w biurach. Są otoczeni przez innych ludzi, którzy traktują ich jako ich przywódcę. Mini przywódcę. Odpowiadając właściwie tak prosto na pytanie. Zawsze jest za późno. Bo zawsze symptomy kryzysu dostrzegamy z pewnym opóźnieniem. 

Mechanizmy wczesnego ostrzegania

Jak w takim razie stworzyć ten mechanizm wczesnego ostrzegania?

Ja mogę to powiedzieć, że dzisiejsze czasy spowodowały trochę zmianę mentalności przywódców. Dlatego, że to, co kiedyś było uznawane za słabość, teraz jest siłą. Czyli empatia. Druga rzecz to jest taka, żeby nie otaczać się ludźmi, którzy nas głaszczą. Dzisiaj zapotrzebowanie bardzo duże jest na ludzi, którzy właśnie w sposób pragmatyczny, w sposób bardzo taki wysublimowany, ale jednocześnie prosto idąc, będą dawali nam informację zwrotną na temat tego, co się dzieje.

Niestety pandemia spowodowała, że ludzie jakby trochę stępieli. Ja nie mówię w obraźliwy sposób. Tylko ich wrażliwość została zwiększona, a jednocześnie system decyzyjny, system podejmowania decyzji się spowolnił. Ponieważ ludzie zaczęli się poruszać ostrożnie. To zamknięcie nas w domach spowodowało to, że przedstawiliśmy się mentalnie na brak kontaktu z ludźmi. Ten proces odzysku, w cudzysłowie, kontaktu z ludźmi. Wbrew pozorom to nie nastąpi w ciągu jednego dnia.

A więc jak to stworzyć? Być bardziej empatycznym niż przedtem. Wszystkie przyzwyczajenia, które mieliśmy, i to ślicznie po angielsku jest nazywane, żeby wyjść poza pudełko. Nie! To pudełko należy spalić i zacząć wszystko budować od nowa. Bo system się zmienił. Bo cały świat się zmienił. Najważniejsza jest empatia. Najważniejsze jest zrozumienie innych ludzi i stworzenie takiego mechanizmu wokół siebie, kontaktu z ludźmi, żeby ci ludzie z własnej woli dostarczali nam informację zwrotną. I nie bać się pozyskiwać negatywną informację zwrotną. Ja nie mówię, żeby to akceptować. Ja mówię, żeby to otrzymywać i przetwarzać. 

Jak znaleźć dobrego konsultanta

Konsultantów biznesowych mamy coraz więcej. Jak znaleźć i rozpoznać tego, który faktycznie pomoże?

To jest bardzo dobre pytanie. Rzeczywiście wczytując się w Google, można stwierdzić, że tak zwanych trenerów biznesu, coachów biznesowych i tak dalej, narodziło się nam bardzo, bardzo dużo. Jest to prawda. Ludzie zaczęli sądzić, posiadając wiedzę na poziomie dwóch-trzech lat pracy w korporacji, że mają na tyle umiejętności, żeby pomagać innym. I od strony ludzkiej to bardzo dobrze. Problem tylko polega na tym, że nie mają doświadczenia i to mówię z przykrością.

Ponieważ jednak te sprawy związane są z naprawą danego przedsiębiorcy, a ja używam innego słowa. Używam staropolskiego słowa sanacja, czyli to jest program uzdrawiania. Jest to związane z bardzo dużą, po pierwsze wytrzymałością psychiczną. Po drugie z tym, że w miarę narostu doświadczenia. Im więcej doświadczenia masz, tym więcej przypadków zaznałeś i w pewnych elementach możesz szybciej dostrzec te rzeczy, których inni nie dostrzegają. I jeszcze najważniejsza sprawa, to jest wiedza. I coś, co można powiedzieć w tak zwanym doświadczeniu, ale już nie biznesowym, ale życiowym.

Przecież mamy do czynienia z ludźmi. Mamy do czynienia z różnymi problemami, z negocjacjami. I tu jeżeli nie masz doświadczenia, nie przerobiłeś tych przypadków ileś tam razy, to możesz narazić firmę na straty. Możesz narazić firmę w drugą stronę. Zamiast ją odgrzebać, zamiast ją uzdrowić, to jej stan się pogorszy. Dlatego jak rozpoznać? Ja uważam, że to jest apel do właścicieli, do zarządów. Patrzeć w CV. W dzisiejszych czasach nic się nie ukryje.

Nawet jak ktoś napisał, że zawierał wielomilionowe kontrakty. A później się okazuje, że rzeczywiście tak było, tylko że kontrakty były w sieci zakupów i dotyczyły zakupu dżemu malinowego, tego się nie ukryje. To gdzieś w linkedin-ie, na Facebooku, gdziekolwiek znajdzie. Doświadczenie, praktyka. Jeżeli rzeczywiście idziemy do lekarza, to lekarz może być świetny. Ale jeżeli ma doświadczenie, to ten tak zwany starszy, i tu nie chodzi o wiek, lekarz szybciej pomoże niż taki, który jest na przykład na stażu. W związku z czym patrzmy rzeczywiście z kim mamy do czynienia. Bo zamiast uzdrowić firmę możemy ją pogrążyć. 

Negocjacje z większymi

Pytanie następne będzie dotyczyło negocjacji. Mamy bardzo dużo poradników w internecie, jak negocjować mając pozycję równą. Jak negocjować mając przewagę, jak ją wykorzystywać. Ja bym tutaj chciał usłyszeć coś o prowadzeniu negocjacji ze słabszej pozycji. Jak sobie poradzić, gdy to druga strona ma przewagę?

Tak, i to jest bardzo dobre pytanie. Ponieważ akurat wczoraj skończyłem trening negocjacji grupy ośmioosobowej, bo to jest maksimum co my treningi prowadzimy. Tam też padło podobne pytanie i ćwiczyliśmy. Nie na pozycji słabszych. To jest mit, który jest wytwarzany, że na człowiek który idzie do banku, no to bank jest w takiej pozycji, że tam właśnie nie ma co negocjować. Druga rzecz. Jakiś mały producent jakiś chemikaliów to jest bez szans w negocjacjach z Orlenem. Na przykład potentatem, koncernem. Problem polega na tym, że po pierwsze systemowo trzeba podejść do tego wchodząc w tak zwane buty tej drugiej strony. Tego silnego, tak zwanego partnera negocjacyjnego. Potraktować go w ten sposób: jaki jest w ogóle w nim interes, jaki on reprezentuje, pragmatycznie żeby biorąc biznes. Dlaczego on z nami rozmawia? Negocjacje to jest, jeżeli obie strony znajdują jakąkolwiek platformę współpracy. 

Chciałbym wytworzyć pewnego rodzaju komfort psychiczny. Że jeżeli firma duża, potentat, zgadza się na rozmowę z nami, to wcale nie znaczy, że my już wtedy wchodzimy w takiego słabeusza. Że my jesteśmy dużo słabsi. Nie! Widocznie jest coś takiego, gdzie my jesteśmy im potrzebni. I tylko to trzeba znaleźć. W związku z czym usiąść i się dobrze przygotować do negocjacji, to 90% sukcesu. I nie ma słabych albo gigantów. Jeżeli rozmawiamy, to znaczy, że jest jakaś platforma współpracy. Oczywiście, że jeżeli jest to firma, czy duża organizacja, która ma olbrzymie zasoby finansowe, prawników, wszystkiego.

To my, jako na przykład mikroprzedsiębiorca, czy mały przedsiębiorca, mamy mniejsze narzędzia. Ale nie bójmy się negocjacji z dużymi. Bo jeżeli duży nas zaprasza do negocjacji, albo my z nimi rozmawiamy, to znaczy, że jest coś, co może być dla nas niewidoczne. Ale będzie niewidoczna tylko dlatego, że się nie przygotowaliśmy. A więc 90% sukcesu w przygotowaniu. Jeżeli się dobrze przygotujemy do negocjacji, to wtedy odniesiemy sukces. 

Problem jest z tym, żeby nie jechać samochodem na spotkanie, dopiero sobie myśleć jaka jest nasza strategia. Problem jest również w tym, żeby nie myśleć “No jakoś to będzie”. Jeżeli ktoś tak myśli, to przygotowuje sobie porażkę. Bo jest takie słynne powiedzenie, że brak przygotowania, to przygotowanie porażki. A więc nie ma takiej pozycji. Nie boimy się dużych. Tylko ich odpowiednio spróbujmy przefiltrować przez jeden pryzmat: czego oni od nas oczekują. I co my możemy im dać, czego oni nie mają. 

Przygotowanie do negocjacji

Usiłuję wyobrazić sobie teraz, że jestem małym producentem dżemu malinowego. A przede mną rozmowa z dużą siecią sklepów. Taką mającą kilkaset punktów w całym kraju. Od czego powinienem zacząć przygotowanie? Oprócz właśnie wymienionych konstatacji: co ja mam i czego oni potrzebują. 

Pierwsze pytanie: dlaczego próbują ode mnie? Jeżeli to jest test ofert, to może my byśmy powinni, ja powinienem nie działać w pojedynkę, tylko zwrócić się do innych producentów. Na jakimś forum prywatnym zapytać: Hej, czy wyście też mieli pytanie?” Od tego dużego koncernu. Czy przypadkiem nie jest tak, że nasze zapytanie, czyli to co się zwrócił ten duży koncern do nas z tym pytaniem o dżem malinowy. To czy to przypadkiem nie jest konkurs ofert tylko po to, żeby nas zdusić. W związku z czym czasami trzeba rozważyć, i tu jest odpowiedź na twoje pytanie, że do negocjacji nie należy przystępować.

To też należy w fazie przygotowania się zastanowić, czy ktoś nie chce po prostu z nami negocjować. A właściwie, to ja wtedy mówię, że targować. Takie niczym innym, tylko zwykłą manipulacją i zachowaniem na targu, jakimś wiejskim czy miejskim. Po prostu się czasami nie opłaca. Dlatego, że warunki, przed jakimi staniemy być może spowodują, że wbrew pozorom to stracimy firmę i będziemy musieli bankructwo ogłosić. 

Ja dam taki znamienny przykład. W 2000 roku, w momencie jak było zachłyśnięcie się firm budowlanych budową w ramach euro. To dużo firm dużych zawierało kontrakty z podwykonawcami. A ci podwykonawcy całowali ich po nogach, że mieli coś do zrobienia. Zaciągali olbrzymie kredyty. Zaciąganli jakieś leasingi, inne formy płatności zaczęli stosować, finansowania. A później, jak wykonali jakiś odcinek robót, nie dostawali pieniędzy. Bo Generalna Dyrekcja, bo coś się zawaliło i firmy szły pod nóż. Firmy bankrutowały. Więc czasami to trzeba być asertywnym. Czasami trzeba wziąć ołówek do ręki, policzyć i pomyśleć sobie najważniejszą rzecz: gdzie jest ta ściana. Gdzie jest ta granica, której nie mogę przekroczyć, żeby nam się to dalej opłacało. 

No i druga rzecz, o której zapominamy. Plan B. Bo być może, że idziemy na negocjacje i nagle się okaże, że pojawiają się inne okoliczności. Tworzyć plan B jako alternatywa do tego, że nas zepchnęli do ściany. W związku z czym, wracając do tego przykładu z firmami budowlanymi. Ludzie naprawdę przeżywali tragedie, do dzisiaj są procesy sądowe o zapłatę. Bardzo uważnie trzeba rozmawiać właśnie z tymi dużymi. Bo on wytrzyma, a my nie. On nas chce zepchnąć na taką pozycję, żeby jemu było dobrze. 

Ale my mamy swoją pozycję. W języku angielskim się nazywa zopa, czyli ten zakres współpracy musi być określony. Jeżeli nie ma punktów styku. Bo batna umarła. Win-win umarło. Zostało tylko to, że negocjacje w sensie mierzalnym. Czyli to, co można zmierzyć jako sukces negocjacyjny jest to, czy ktoś wchodzi w porozumienie i je zrealizuje. Dopiero wtedy negocjacje mają sens. 

A to, że myśmy zawarli porozumienie. Że uścisnęliśmy sobie dłonie, że poszliśmy nawet na dobry obiad, to nic nie znaczy. Bo jeżeli jedna strona miała złą wolę, albo zrobiła tak, że będzie niezadowolona z tych negocjacji za chwilę. Albo sytuacja zewnętrzna się zmieni. To może spowodować, że jedna strona będzie chciała się z tej umowy po prostu wypisać. I wtedy my stracimy. Bo większy ma, tak jak i większy statek, ma większa bezwładność. A my, malutki jachcik dmuchany, w których żagle ma, wiatr hula sobie, możemy sobie nie poradzić. 

Nauka dzieci rozmawiania o biznesie

Biznestata uczy swoje dzieci rozmawiania o biznesie. Od czego zacząć, jakich błędów nie popełnić?

Wiesz co, ja podzielę się swoim doświadczeniem z moimi dziećmi. Mam ich pięcioro w takim wieku właściwie w dorosłym. Ale jak oni byli mali, a ja byłem jeszcze prezesem, czy tam zarządzałem dużymi firmami, czy byłem członkiem zarządu, to brałem ich, (oni są zróżnicowani wiekowo).

W związku z czym zaczynając od najstarszych brałem ich na jakieś wyjazdy służbowe. To znaczy, nie tylko, żeby zobaczyć kraj, oczywiście płaciłem z własnych pieniędzy. Ale żeby się obyli. Jak miałem jakąś konferencję, gdzieś na zewnątrz, gdzie mogłem zabrać syna, czy córkę, to ich brałem. A po drugie, to takie podejście z tymi dziećmi w biznesowym znaczeniu, takim żeby oni sobie zdawali sprawę z tego, że nic nie jest za darmo. To nie chodzi o to, żeby oni nie mieli poczucia bezpieczeństwa. Tylko, że jeżeli coś zrobią, to tak jak prozaiczne, może to źle zabrzmi w dzisiejszych czasach, ale na przykład, że umyjesz mi samochód, ja ci za to zapłacę. Jakbym pojechał na myjnię, to bym zapłacił więcej.

Ja cię nie wykorzystuję, ale zdobądź sobie środki, żebym ja ci mógł dołożyć na przykład do telefonu, czy do czegoś. To jest wyrabianie świadomości, że pieniądz jednak kosztuje. I uświadomienie dzieciom, że rodzice nie biorą pieniędzy ze ściany i w każdej chwili można tam do tej ściany podejść i wziąć pieniądze. Tylko, że muszą ciężko pracować. A jeżeli ciężko pracują to znaczy, że ten czas ich jest odpowiednio wyceniany. To jest podejście biznesowedo dzieci moim zdaniem. 

Nauka dzieci zarządzania kontaktami

Biznestata uczy swoje dzieci dobierania znajomych i przyjaciół. Jak zarządzać kontaktami?

To jest wspaniałe pytanie, ponieważ ja jestem jednocześnie członkiem John Maxwell Team. Czyli takiego człowieka Johna Maxwella, tutaj w Polsce jego oddział funkcjonuje. To jest człowiek, który zajmuje się przywództwem i on uczy również dzieci. Jest specjalny program skierowany do dzieci, właśnie uczenia biznesu, bycia przywódcą i komunikacja. To jest jedna z najważniejszych rzeczy.

Ja myślę, że empatia i taka komunikacja z drugim człowiekiem jest podstawą do tego, żeby być przedsiębiorcą i w przyszłości dobrym biznesmenem. No i druga rzecz, to uświadomienie dziecku, że wprawdzie jest oczkiem w głowie, że jest wspaniałym człowiekiem, który jest w naszej rodzinie. Ale nie jesteś jedyny, nie możesz zostać sam, bo nie wiadomo co w życiu ci się przydarzy. A poza tym właśnie w tym jest siła, że ludzie wokół siebie jednoczą ludzi.

Jeszcze jedna rzecz, która jest bardzo znamienna. To otaczanie się toksycznymi ludźmi. Ja z doświadczenia wiem, że jeżeli ty stajesz na konferencji z takim człowiekiem, od którego emanuje tak zwane zło, no to nie stawaj przy tym człowieku. Bo on cię zaraża on wchodzi w twoją dobrą aurę, i po co to? Więc otaczaj się dobrymi ludźmi i oni będą cię wzmacniać, a nie będą cię osłabiać. I namawiam wszystkie dzieci, małe, czy duże: otaczaj się dobrymi ludźmi. Bo wtedy jeszcze bardziej jesteś lepszy i jeszcze bardziej twoja komunikacja i to, co możesz przekazywać innym jest wzmacniane. 

Uczenie dzieci nagocjowania

Biznestata uczy swoje dzieci negocjacji, jak to dobrze zrobić?

To jest też pytanie, które jest zależne od jednej rzeczy, mianowicie od doświadczenia. Dlatego, że dobry negocjator składa się z trzech części. Jeżeli ktoś pomija jedną, to prawdopodobnie nigdy nie może być nazwany dobrym negocjatorem. Jedna część to wiedza, niektórzy mówią, że to jest około około 30%. To jest to, co czytasz książkach, to co możesz znaleźć w internecie. To jest to, czego się dowiesz na szkoleniach. Właśnie mówię o szkoleniach, a nie o treningach, bo to zasadnicza różnica. Tam jest ta wiedza. 10% z tego (10% ze 100%), to jest intuicja.

Negocjator powinien mieć intuicję, czyli intuicji się można nauczyć. Oczywiście, że część tego jest wewnątrz, ale można wystymulować sobie tak patrzenie na świat, że działam intuicyjnie. To intuicja uratowała człowieka pierwotnego, bo to jest zbiór doświadczeń i zbiór wiedzy i czegoś co jest niedotykalne, czyli wyczucie. I tak się chronił intuicyjnie człowiek pierwotny przed zjedzeniem przez tygrysa o dłuższych zębach, niż obecnie tygrysy mają. 

Ale z drugiej strony właśnie w dzisiejszych czasach intuicja bardzo pomaga. I zostaje taki olbrzymi obszar, który się nazywa doświadczenie i ból. Jeżeli nie zaznasz porażki, jeżeli nie potraktujesz porażki jako nauki, tylko jako katastrofy, jeżeli nie zrobisz tego raz, tylko pięć, dziesięć, piętnaście, dwadzieścia razy, to nabywasz doświadczenia. I wtedy następuje pewnego rodzaju skrót myślowy, zaczynasz szybciej działać.

Oczywiście, że za tym z tyłu jest rutyna. Oczywiście, należy bardzo mocno się pilnować, żeby nie zacząć działać rutynowo. Ale ja dam taki przykład. Kiedyś trenowałem sporty walki, tam jest jedna podstawowa rzecz. Dlaczego człowiek, który ćwiczy sporty walki wykonuje ten sam ruch tysiące razy? Bo zwiększa szybkość, organizm, całe ciało zaczyna pamiętać określoną sekwencję. I tak jest z negocjacjami. Twój umysł zapamiętuje pewnego rodzaju sekwencje. Ale twoją rolą (właśnie bazując na wiedzy i trochę na intuicji) jest oddzielić to, co będzie działaniem szablonowym, od oddziaływania prawidłowego, dostosowanego do danej sytuacji. I co trzeba uczyć dzieci?. Uczyć, po pierwsze patrzeć, czy oni działają intuicyjnie, wyczuwać, czy one zachowują się intuicyjnie. Nie daj Boże, nie tłumić tej intuicji. Bo zazwyczaj jest to pierwsze najlepsze rozwiązanie. 

I druga rzecz przekazywać im wiedzę w postaci dzielenia się. No byłem dzisiaj, rozmawiałem na taki i taki temat i wiesz co, mieliśmy spór i rozwiązaliśmy go w ten sposób. To jest ta część wiedzy. Ale też próbować wysymulować dziecko, czy nastolatka w określonej sytuacji typu: wynieś śmieci, zrób coś. I stymulować w kierunku takim, który jest podstawą dewizy negocjatora: daj, aby otrzymać. Zaproponuj coś, ale w zamian weź cokolwiek, tak żeby w dziecku wyrobił się ten nawyk, że jeżeli składa propozycję, bo na tym polega prawdziwa negocjacja. to w zamian otrzymuje kontrpropozycję. Jeżeli takiej sytuacji nie wytworzymy, to będzie albo daj, albo tylko otrzymuj, a to niestety, albo stety właśnie jest to połączone. 

Zbyszek Dzideczek trener

 Czas na reklamę, co możemy polecić każdemu Biznestacie? 

Na reklamę? to po pierwsze zapraszam na Facebooka na EnGardE Polska, czyli naszą stronę internetową, jeżeli chodzi o partnera naszego z Austrii. A w tej chwili właśnie z kolegami została stworzona gra negocjacyjna, która jest dla dzieci, dla dorosłych. I właśnie w październiku będzie pierwsze spotkanie z absolwentami naszych treningów. No i zapraszam serdecznie na Facebooka, do mnie o pytania Zbyszek Dzideczek po prostu jestem. I być może, że ta gra negocjacyjna, pomyślana jako spotkania rodzinne będzie świetną okazją do negocjacji już w przyjemnej zabawie. Bo to akurat jest wschód, zachód, świat kowbojów i innych rzeczy. A spotkanie takie weekendowe wydaje mi się połączy też rodzinę, a jednocześnie pokaże emocje. Pokaże, w których miejscach w tej rodzinie można być coraz lepszym. Bo przecież chodzi o to, o to nam chodzi. 

Potrzeba prawdziwej pomocy

Czy wskażesz coś, co u ciebie ostatnio wywołało refleksję: o można by wokół tego zbudować biznes, ale ja już przecież mam zajęcie. 

Wiesz co, ja robię bardzo dużo, bo w czasach przed pandemią jeszcze, byłem ekspertem do spraw energii w Arabii Saudyjskiej. Mam trzy programy naprawcze, które realizuję, zajmuję się dwiema firmami szkoleniowymi. Jedna, która niestety w czasie pandemii musiała sobie zawiesić działalność szkoleniową, bo zawarła duży kontrakt: “Jak tworzyć prezentacje”, negocjacje wzmacniamy.

Natomiast byłem ostatnio jurorem na konkursie startupów i powiem tak: niesamowicie dużo inwencji w tej chwili się rodzi. Zwłaszcza wśród młodych ludzi. To, co ja mogę powiedzieć, że jestem ciągle jakby do dyspozycji. Moja rodzina i wszyscy pytają: jak ty to robisz, że znajdujesz tyle czasu, żeby służyć ludziom? Mam już tyle doświadczenia i na tyle już zjadłem przysłowiowego chleba, że mogę pomagać i małemu i dużemu. Teraz ludzie potrzebują pomocy, ale takiej prawdziwej i takiej profesjonalnej z jednej strony, a z drugiej strony, takiego dobrego ducha. Żeby ludzie uśmiechali się przy tym co robią i pomagali. I to, żeby to było ze szczerego serca, a nie tylko tak pragmatycznie. Jak to mówią: za pieniądze. 

Czego należy życzyć negocjatorom? 

W dzisiejszych czasach? Żeby byli negocjatorami, to chyba wystarczy. Żeby się nie nazywali negocjatorami, tylko, żeby byli. To jest tak jak z człowiekiem, nie możesz kogoś nazwać inną nazwą, bo motyl będzie motylem, żuk będzie żukiem, a negocjator będzie po prostu negocjatorem. Żeby nie mylić z mediacjami. Nie mylić z arbitrażem, bo to jest zupełnie co innego.

A przede wszystkim, żeby negocjator nie myślał, że jeżeli dobrze manipuluje, to jest świetnym negocjatorem. Nie, on nawet nie ma prawa używać słowa “negocjator”, bo negocjator nie manipuluje. Jest oczywiście cienka linia między perswazją, między wchodzeniem w strefy wpływów. Ale to nie jest manipulacja, bo manipulator szkodzi. Manipulator wykorzystuje jedną podstawową cechę człowieka, emocjonalność, do tego, żeby uzyskać jakiś zysk. Ja przez cały czas, tak jak inny przyjaciel Marek Skała, który też jest świetnym człowiekiem opisującym jak ludzie manipulują. Dążymy do tego, żeby manipulacja traktowana była jako przestępstwo. Manipulacja szkodzi na każdym miejscu, a na przykład w rodzinie jeszcze bardziej. 

Ja ze swojej strony dołączam życzenia jak najwięcej wartościowego kontaktu z rodziną. 

Dziękuję bardzo, pozdrawiam was wszystkich i jeden apel do was. Dbajcie o siebie, bo czasy są trudne. Ale też dbajcie o innych, bo czasami sąsiad potrzebuje pomocy. Może idąc ulicą zauważymy kogoś, kto siedzi na ławce i to nie jest pijany człowiek. To jest człowiek, który teraz przez chwilę zasłabł.

Podobne audycje:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *