Jak sprzedać firmę – Paweł Korycki – BT26

Linki:

Książki:

Gary Keller – The One Thing

Lista tematów:

  • O emeryturach: 0’22”
  • Kiedy sprzedawać firmy: 3’08”
  • Jakie firmy można sprzedawać: 14’22”
  • Ile powinna kosztować firma: 19’10”
  • Czy Paweł Korycki sprzeda swoją firmę: 25’15”
  • Czy Paweł Korycki chce sukcesji:
  • Wiedzieć czego nie robić:

Transkrypcja rozmowy:

Artur Pranga: Dzisiejszym gościem w podcaście Biznestata.com jest Pan Paweł Korycki, praktyk biznesu, pomaga budować firmy na sprzedaż i sprzedaje działające firmy. Cześć Pawle!

Paweł Korycki: Cześć, Witaj Arturze. Bardzo miło mi u ciebie gościć i dziękuję uprzejmie za zaproszenie.

O emeryturach

Pawle Mam nadzieję, że dzisiejsza audycja będzie trochę polemiczna między nami. Mianowicie w podcaście Biznestata.com promuję podejście oparte na bardzo sumiennej, ciężkiej pracy przez pokolenia, co ma prowadzić do zbudowania majątku. Słowo emerytura jest u nas przekleństwem. Gramy w grę nieskończoną, gdzie stawką jest utrzymanie siebie i rodziny w grze biznesowej. Aż tu nagle przychodzi Paweł Korycki i mówi: “Sprzedaj tą firmę!”

Wiesz co, zacznijmy może od tego słowa emerytura. Emerytura w Polsce dla niektórych jest wysoka, głównie dla uprzywilejowanych i osób, które piastowały jakieś stanowiska państwowe. A cała reszta, szczególnie przedsiębiorcy, którzy nie odkładali sami tej emerytury, będą mieli jakieś grosze. Ten system emerytalny jaki jest, to każdy wie.

W systemie budowania firmy rodzinnej zazwyczaj przedsiębiorcy mają taką mocno zakorzenioną myśl, że budują firmę, budują coś to jest niesamowicie wartościowe dla nich, aby później to przekazać swoim dzieciom i aby ich dzieci mogły kontynuować tą ich spuściznę i dalej budować imperium.

Kłopotem jest to, że te dzieci, które już są na tym etapie swojego życia, takiego rozwoju, że mają swoje zajęcia i nie budowały z tą mamą, z tym tatą tej firmy od pewnego momentu. Gdy są postawione przed takim faktem “Słuchaj synu, Słuchaj córko chciałbym żebyś przejął moją firmę, bo ja już jestem stary i chciałbym iść na emeryturę”, to nie chcą tego zrobić, nie chcą tego często konserwatywnego biznesu przejąć po swoich rodzicach.

I wtedy pojawia się kłopot dla tego właściciela firmy, tego taty, tej mamy: co oni mają zrobić? Wiesz, to się wiąże z bardzo wieloma różnymi emocjami, z wieloma zachowaniami, które później w takiej rodzinie się wydarzają. No bo ten rodzic, prowadzący ten biznes z myślą, że dzieci to przejmą jest niezadowolony z tego. Ma żal, a tak naprawdę jednym z rozwiązań jest sprzedanie takiego biznesu, wzięcie pieniędzy, być może rozdanie tym dzieciom, ale posiadanie właśnie wtedy emerytury.

Bo emerytura przypomnę, jest wtedy, kiedy masz czas dla siebie i środki, żeby spełniać twoje marzenia. Być może jeździć po świecie, zacząć się interesować motoryzacją, albo robić cokolwiek innego, co będzie sprawiało ci przyjemność. A jeśli twoja emerytura ma być taka, że przekazujesz firmę swojemu dziecku i jeszcze dalej w tej firmie musisz pracować, partycypować w decyzjach, to to nie jest emerytura.

Kiedy sprzedawać firmy

Znam osobiście przypadek firmy, która była budowana od lat 80-tych poprzedniego stulecia. Po kilkunastu latach istnienia firmy przyjechał zagraniczny inwestor i złożył propozycję sprowadzającą się do zdania: “Już nigdy więcej nie będziesz musiał pracować”. Wspólnicy odrzucili ofertę, aby po kolejnych 20 latach mniej, bardziej udanej pracy sprzedać firmę w sytuacji bycia zmuszonym. Już za dużo mniejsze pieniądze. Z drugiej strony przeciwnym przykładem jest McDonald, którego Budowniczy Ray Kroc wielokrotnie odrzucał bardzo tłuste oferty, aby faktycznie zbudować imperium. W związku z tym: jak rozpoznać moment sprzedaży firmy? Skąd wiedzieć, że powiedzenie sobie: „Ja sam wykręcę więcej” jest objawem pychy?

Wiesz co, ja bym to rozłożył w ogóle na części pierwsze, jeśli mi pozwolisz. Bo to jest tak: prowadzenie biznesu to hazard. To jest hazard i zakładanie się z samym sobą, że ja dam radę. To jest zakładanie się z naszą rodziną, że ta rodzina nam pozwoli na to. To jest zakładanie się też z rzeczywistością, że ona będzie nam sprzyjała.

Zobacz właścicieli restauracji, świetnie działających restauracji w Polsce. Załóżmy w Warszawie, gdzieś w samym centrum, którzy myśleli, że jest super. Zbliża się sezon, będziemy zarabiać dobre pieniądze, przyjadą turyści, do Polski przyjeżdża coraz więcej osób. Podniesiemy ceny, jest super.

A nagle się okazało, że rząd, w reakcji na covid pozamykał restauracje Pozamykał je permanentnie. Nie, że możecie pracować trochę. W ogóle nie możecie pracować! Tylko te, które miały dowozy mogły działać. Ale wiesz, luksusowa restauracja, która sprzedawała dania na miejscu, bardzo drogo. Nie dość, że jej wartość zaczęła spadać to jeszcze mogło się okazać, że ma wartość ujemną.

Bo zniknęły przychody, a za tym samym dochody, ale pozostały, na przykład, opłaty za wynajem lokalu. A taki wynajem lokalu w centrum Warszawy potrafi kosztować 50 i więcej tysięcy zł. A w polskim systemie jest jeszcze tak, że pracownika nie możesz zwolnić z dnia na dzień, tak jak to miało miejsce w Ameryce. Gdzie w ciągu tygodnia pojawiło się na rynku 20 milionów osób bezrobotnych. Bo tam nie ma takiego Kodeksu pracy, jak u nas.

W Polsce, tak jak wiadomo, możesz kogoś zwolnić bez porozumienia stron po trzech miesiącach zazwyczaj. Więc musisz mieć na trzy miesiące utrzymania ludzi. Czyli nie dość, że nie masz przychodów, to masz stałe koszty i jeszcze musisz płacić za ludzi. Więc przegrałeś w tym zakładzie z rzeczywistością. Przegrałeś, po prostu myślałeś że będzie dobrze, nagle się okazało, że nie jest. I my, jako przedsiębiorcy, cały czas gramy w taką grę, że będzie lepiej. A nie wiadomo, czy będzie lepiej. Nie jesteśmy w stanie założyć, że zawsze będziemy się rozwijać.

Ja definiuję trzy rzeczy które, są pewne w biznesie. Pierwsza to podatki. Jakieś podatki lub daniny będziemy gdzieś płacić. Nawet jeśli myślimy sobie, że mamy, wiesz strukturę podatkową w której nie płacimy podatków, to płacimy za obsługę tej struktury. Jest to pierwsza rzecz: podatki.

Druga rzecz to przemiana. Coś będzie się w świecie zmieniało zawsze. Kiedyś były, pamiętasz monitory takie kineskopowe. Teraz są wszystkie płaskie, więc producenci z monitorów kineskopowych zniknęli. Nie ma ich. Tylko są producenci matryc płaskich. Więc przemiana będzie drugą rzeczą, która jest pewna w biznesie.

A trzecią rzeczą jest porażka. Prowadząc biznes będziemy mieli na swojej drodze różnego rodzaju porażki. Mogą ci się na przykład zwolnić ludzie z dnia na dzień. Znasz dobrze taką sytuację. I co wtedy? Co wtedy, kiedy masz podpisane kontrakty. Przecież byli zatrudnieni, wszystko jest dobrze, zarabiamy pieniądze. Ale na przykład miałeś zatrudnionych ukraińców, którzy bojąc się o swoje zdrowie wyjechali z powrotem na Ukrainę. No bo przecież tam mają pewniejszą opiekę zdrowotną, niż w Polsce.

Więc nie możemy zakładać, że zawsze będzie dobrze. McDonald o którym powiedziałaś wcześniej udał się faktycznie. Jako jeden z ilu firm, którym się niestety nie udało. Ja uważam, że w ogóle kłopotem w rozwijaniu firm, we wzorowanie się, jest słuchanie o ludziach, którzy odnieśli sukces.

Sukces jest bardzo indywidualną sprawą. Sukces w biznesie. Bardziej uniwersalne są porażki bo ludzie generalnie wysypują się na podobnych rzeczach, a sukces? Nie powtórzysz drugiego Microsoftu. Nie będziesz bardzo mądrym dzieckiem, jak Bill Gates. Inaczej, źle mówię. Możesz być bardzo mądrym dzieckiem, jak Bill Gates. Ale dostęp do komputera, który pozwolił mu później rozwinąć skrzydła, miało 150 osób w całym regionie, w którym on mieszkał. I to też dlatego, że tam była dobra szkoła i rodzice.

To nie jest tak, że każdy założy drugi Microsoft. To nie jest tak, że ktoś będzie miał drugą firmę Apple albo Facebooka. Więc my sobie, niestety, jako przedsiębiorcy myślimy optymistycznie o przyszłości. I ten przykład, o którym powiedziałeś, że ludzie dostali ofertę sprzedaży firmy. Pomyśleli sobie: “No nie, no co ty, po co ja mam to sprzedawać. Przecież będziemy zaraz mieli więcej pieniędzy.” To jest przykład, który ja słyszę bardzo często rozmawiając z ludźmi, którzy są zainteresowani sprzedażą firmy, lub są w opozycji do sprzedaży firm.

I tu zacytuję, dosłownie, komentarze, które trafiają się nam “Tylko idiota sprzedaje dobrze działający biznes” I słyszę to bardzo często. Doświadczony przedsiębiorca wie o tym i patrzy na firmę I o tym chciałbym, żebyśmy też powiedzieli troszkę później, i patrzy na firmę nie jak na swoje dziecko, nie jak na coś, co będzie wieczne, co będzie przekazywał w nieskończoność swoim potomkom. Oby tak było i życzę, żeby tak było.

Ale przedsiębiorca, który jest doświadczony patrzy na biznes jak na produkt. Jak na coś, co w pewnym momencie może mieć szczytową wartość, którą on jest w stanie wygenerować. Zadałeś pytanie kiedy jest najlepszy moment na sprzedaż firmy. Najlepszy moment, moim zdaniem, na tą chwilę, jest wtedy, kiedy siedzisz w swoim biurze, patrzysz na biznes i myślisz sobie: “Będzie tylko lepiej, będzie tylko lepiej, zarabiamy coraz więcej pieniędzy i nic złego już nie może się wydarzyć”. To jest ten moment, kiedy powinna ci się włączyć czerwona lampka i pojawić się komunikat: “Stary, monetyzuj to co posiadasz. Weź pieniądze za ten czas, który poświęciłeś, bo teraz dostaniesz najwyższą cenę możliwą za sprzedaż swojego biznesu.”

My jako Polacy, mamy w ogóle niestety skłonność do sentymentu i do przywiązywania się do firm, do rzeczy materialnych. Wynika to z różnych rzeczy, ale między innymi z tego, że wychowali nas ludzie, albo sami się wychowaliśmy jeszcze za komuny, kiedy nic nie było. I zbudowanie czegoś, rzeczy, mają dla nas wartość.

Zobacz na przykładzie samochodów. W Polsce ludzie mają potrzebę posiadania samochodu. Tylko po co? Po co Ci samochód, który może się zepsuć, możesz go rozbić na drzewie. A w ogóle nowe silniki to przetrwają 200 000 km i generalny remont. Samochód należy wynajmować, korzystać z niego i go później oddać. Nie jest ci on potrzebny. To nie jest aktywo, które zwiększa swoją wartość. To samo jest z firmą.

Jeśli będziesz w nią wrzucał ciągle swoją energię, dodawał do niej pracy, pomysłów, rozwoju to ona będzie coraz lepsza. Ale nie jesteś pewien, czy samo to wkładanie pracy wystarczy. Czy zmieni się środowisko dookoła w taki sposób, że nagle twoja firma będzie mało warta i sprzedasz ją za mniej pieniędzy. Jeśli w tej grze hazardowej podejmujesz decyzje, żeby ją dalej prowadzić, tą firmę, to jest twoja decyzja. I ona może się okazać dobra.

To nie jest tak, że ja mówię, że wszystkie firmy upadną. Oczywiście, że nie. Ale ja mam za sobą kilkanaście biznesów. Te biznesy były lepsze, były gorsze. Część z nich sprzedałem. I teraz wiesz co, patrzę zupełnie inaczej na biznes. Patrzę na firmę z założeniami, z celami, które ta firma ma osiągnąć i patrzę na nią jak na produkt, który jeśli będzie okazja to ją sprzedam i zacznie się zajmować czymś innym. Ale mając na koncie odpowiednią liczbę pieniędzy, żeby być zadowolonym z życia. Tak mówisz o emeryturze. Emerytura jest dopiero wtedy, kiedy my mamy spokój na emeryturze i pieniądze. To nam pozwoli mieć dopiero sprzedaż firmy. Bo zatrudnienie kogoś, nawet do naszego biznesu, menedżera, który miałby prowadzić nasz biznes i zarabiać dla nas w tej firmie, to też jest zakład z rzeczywistością. Czy jemu się uda?

Nie wiemy, czy w ogóle będzie chciał?

Czy będzie chciał, czy mu się uda. Wiesz co, my policzyliśmy z Maciejem ile kosztuje menedżer na wynajem. Taki zarządzający firmą, ale nie dyrektor generalny. Nie ktoś, kto będzie wykonawcą decyzji. Tylko ktoś taki, kto będzie decydował o tym, co firma ma robić.

Taki koszt to jest 40 000 zł miesięcznie. Bo ten ktoś będzie kosztował około 30 000, jeszcze musi dostać samochód, telefon, komputer i kilka innych rzeczy. Twoj firma musi mieć nadwyżkowego dochodu pół miliona złotych rocznie, żebyś mógł zatrudnić kogoś, kto będzie zarządzał tą firmę tak, jak ty.

No bo żeby zażądać twoją firmą, to musi być jakiś albo były przedsiębiorca, albo obecny przedsiębiorca, który sobie radzi, ale ty mu powiesz: “Słuchaj no ja ci dam takie dobre pieniądze, może trochę jeszcze udziałów i buduj moje”. I on wtedy zrezygnuję zrobienia czegoś swojego i będzie budował twoje.

No bo przecież nie zatrudnisz do zarządzania twoją firmą z branży MSP na przykład, czyli małych średnich przedsiębiorstw kogoś z korporacji. No bo korporacja to nie jest środowisko przedsiębiorcze. Tam masz nieograniczone zasoby. Korporacja jest jak jak armia amerykańska. Jak im się zepsuje czołg Abrams na polu bitwy, to oni wysyłają request do USA i w 24 godziny samolotem przywożą nowego Abramsa. Tak działa wiele korporacji, rozumiesz, wszystko jest. We własnej firmie, albo w małej, średniej nawet, wiesz dużej firmie, ale jeszcze nie wielkiej korporacji, to jeśli coś chcesz mieć, to musisz to wyprodukować. Albo sobą, albo z zasobami, które są na miejscu.

Jakie firmy można sprzedawać

Wielu swoim gościom opowiadam historię, składającą się w sumie z elementów, które sam zaobserwowałem w firmach. Historyjka ta brzmi:

“Ja to prowadzę już 30 lat. Z jednej szopy po Ojcu zbudowałem firmę na 30 ludzi. Ten młody po szkole, co zażądał 4 000 netto, wczoraj mało nie zepsuł mi największej maszyny. Gdyby stary majster Heniu obok nie stał, to byłaby tragedia. Za trzy miesiące Heniu idzie na emeryturę, chyba sam będę musiał pilnować roboty. Handlowiec, którego zatrudniłem, co prawda łapie jakiś kontrakt od czasu do czasu, ale zawsze trzeba mu wyjaśniać jakie roboty możemy brać. Czasami mam wrażenie, że najchętniej to sam by mi konkurencyjną firmę otworzył. W dodatku powiedział, że gdzie indziej chcą mu dać większą prowizję niż u mnie, i co ja na to. Przynajmniej technolog potrafi przygotować program na maszynę. Co z tego, jak klienci nigdy nie przysyłają kompletnej dokumentacji i trzeba się z nimi użerać przez telefon.”

Pytanie brzmi: jak i komu to sprzedać?

Niestety są firmy czasami, których się nie da sprzedać. I to też musimy mieć tego świadomość. My mamy w tej chwili, mniej więcej dwa leady na sprzedaż firmy dziennie. Po tym czasie naszej działalności doszliśmy do tego, że obserwujemy, albo trafia do nas dokumentacją mniej więcej 40 firm w ciągu miesiąca.

I wiesz co, tak naprawdę do sprzedania, tak żeby właściciel był zadowolony, żeby otrzymał pieniądze takie, jak chce lub takie, które są mniej-więcej w jego obszarze zainteresowania finansowego, to jest od 10% do 20% firm które do nas trafiają. Większość firm niestety jest nie do sprzedania. A dlaczego? Bo, kiedy właściciel to firma, to to nie jest firma. To jest samozatrudnienie plus trochę ludzi, którzy ci pomagają.

Firma jest wtedy, kiedy możesz z niej wyjąć właściciela z zarządzania. On sobie może być właścicielem, a firma będzie dalej działać pod czyimś zarządem. Wtedy masz biznes, wtedy masz firmę. A jeśli właściciel jest potrzebny do prowadzenia biznesu, to być może twoją firmę kupi tylko ktoś, kto jest inwestorem branżowym. Czyli robi to samo, co ty, robi to samo w innym regionie, albo jest globalną marką, ale potrzebuje, na przykład, twój zakład. Chce zrobić ekspansję na twój region, ale nie chcę budować wszystkiego od zera.

W związku z czym przyjdzie, kupi twoją firmę. Zmieni jej nazwę od razu pozostawi sobie tylko numer telefonu i przekieruje twój adres do siebie. On będzie widział synergie w tych rzeczach, które ty masz i które on może mieć z połączenia. Ale na przykład inwestor finansowy nie kupi takiej firmy. No bo to cholerę mu biznes, gdzie ty jesteś najważniejszym elementem tego biznesu. Przecież ciebie nie kupi. Niewolnictwo się skończyło jakiś czas temu i ludzi się nie da kupować w jaki sposób.

Więc, po pierwsze. Najpierw trzeba stwierdzić, czy firma w ogóle jest do sprzedania. Bo Wiele firm nie jest i prawdopodobnie nigdy nie będzie. Bo są biznesy oparte totalnie na osobie właściciela. I właściwie to tyle w tej odpowiedzi. No jeśli mamy sprzedać firmę, to ona musi być ułożona jak biznes, a nie jak samozatrudnienie. I dopiero biznesy można sprzedawać. A takie firmy, gdzie są maszyny, gdzie to jest jakiś warsztat, gdzie to jest fabryka, w której właściciel pełni najważniejszą rolę, bo jest zarówno właścicielem, czyli inwestorem, decydentem, menedżerem i jeszcze gdzieniegdzie pracownikiem, to takie rzeczy się trudno sprzedaje.

Najłatwiej sprzedaje się rzeczy, gdzie właściciel jest tylko właścicielem, czyli inwestorem. Czyli posiada akcje, udziały i dostaje pieniądze z dywidendy. To to się najprościej sprzedaje. Później prosto się sprzedaje tam, gdzie właściciel jest decydentem i tylko decyduje o kierunku, w którym firma ma iść. No bo tutaj jest szansa, że można go zastąpić kimś innym, jakimś najemnikiem. A jeśli właściciel jest jeszcze menedżerem i pracownikiem w swojej firmie no to tu niestety mamy kłopot. I albo trzeba przeprowadzić proces oderwania właściciela od firmy, uzupełnienia kadr i rozwinięcia jej tak, żeby działała jak samodzielny byt, albo się nie da tego zrobić. I to też trzeba mieć tego świadomość, że nie każda firma jest do sprzedania.

Ile powinna kosztować firma?

W firmie jest dwóch wspólników, każdy na 50%. Dochodzą do zgodnego wniosku że firmę należy sprzedać. Jeden chce szybko, byle wyjść, ile dadzą tyle weźmie. Drugi żąda wartości księgowej razy mnożniki, które znalazł w internecie. Plus dodatek za wkład własny w postaci Poloneza Caro którego miał 20 lat temu. Ile powinna kosztować firma?

To jest pytanie, które jest bardzo trudne, a z drugiej strony bardzo proste zarazem. Działających firm nie wycenia się na podstawie tego, co ona posiada, czego jest w posiadaniu, jakie posiada nieruchomości, jakie posiada aktywa, bo same aktywa mało znaczą.

To jest często, właśnie w firmach rodzinnych, gdzie, wiesz jest wybudowana hala produkcyjna, gdzie jest fabryka. Stoi budynek i ludzie myślą, że to są te miliony wartości. tego budynku. Niestety nie. Biznes jest wart tyle, ile generuje gotówki. Bo w prowadzeniu firmy nie chodzi o to, żeby mieć zatrudnienie. Nie chodzi o to, żeby mieć gdzie się spotykać. z ludźmi, tylko o generowanie pieniędzy.

A tak naprawdę, to generowanie wolnych pieniędzy. Firma w najprostszy sposób licząc, jest warta współczynnik ebitda, czyli nasz zysk operacyjny powiększony o amortyzację i kilka innych rzeczy razy mnożnik, który jest w naszej firmie. Niektórzy powiedzą:no dobra, ale w naszym biznesie są jeszcze nieruchomości i inne rzeczy. Są sytuacje, w których te nieruchomości mają wartość, kiedy prowadzenie firmy w tym miejscu jest uzasadnione ekonomicznie.

Ale wyobraź sobie taką sytuację. Masz fabrykę i ta fabryka generuje miesięcznie 30 000 zysku, to jest 360 000 zysku rocznie. Fajne pieniądze, hala produkcyjna, ta fabryka ma budynek na własność, bo właściciele jego wybudowali w trakcie rozwijania firmy przez to ostatnie 20, czy przez 25 lat. Zobacz jak będzie na to patrzył inwestor finansowy, spojrzy na ten budynek, spojrzy na ten dochód, na ten zysk operacyjny, który jest generowany 30 000 i zada następujące pytanie: a ile płacicie za wynajem hali? Oczywiście właściciele powiedzą: nic nie płacimy, to jest przecież nasza hala, jeszcze powiedzą to z dumą.

No to ten potencjalny inwestor się spyta: ile pieniędzy państwo odkładacie na fundusz odnowieniowy, na to, żeby tą halę doprowadzić z powrotem do stanu użyteczności, kiedy będzie trzeba wykonać generalny remont. Oczywiście nie robią takich rzeczy. I w takich firmach kłopotem jest to, że nikt nie liczy kosztów wynajmu przestrzeni, w której to się robi i takich historii jest bardzo wiele. Firma, tak naprawdę jest warta tyle, ile generuje pieniędzy przez mnożnik, który jest przyjęty dla tej branży i dla tej wielkości firmy. I on się waha od trzykrotności ebitdy do pięciokrotności, może w niektórych wypadkach sześciokrotności ebitdy. Ale tam oczywiście są dodawane jeszcze wartość aktywów w pewien sposób i inne rzeczy. Ale to nie jest w taki prosty sposób do policzenia.

Generalnie liczy się to, ile pieniędzy firma generuje. Inwestor branżowy może stworzyć inaczej trochę na firmę, ale nie będzie patrzył na nasz biznes przez pryzmat tego, co my posiadamy. Bo weź pod uwagę jedną rzecz jeszcze: jak my rozwijamy firmę przez 20 lat, to siłą rzeczy, kiedy ta firma jest naszym dzieckiem, naszym oczkiem w głowie, to tam narastają rzeczy, które są tak naprawdę w firmie niepotrzebne. Które zostały z sentymentu, albo trzymamy je z wygody. Ile jest firm, w których są jakieś stare maszyny, stare samochody, które tak naprawdę do niczego w firmie nie służą.

Zresztą my mamy taki sztandarowy przykład, gdzie z Maciejem w zeszłym roku prowadziliśmy negocjacje podziału firmy. Dokładnie podobna sytuacja, jak ty mówisz. Podział firmy, która miała tam z 25 lat. Tam było na stole bodajże 6 milionów złotych. Czyli jeden miał dostać 3 miliony, druga rodzina 3 miliony.

Słuchaj i my prowadzimy negocjacje tam z prawnikami z drugiej strony. Jesteśmy już na finiszu naszej dyskusji, na finiszu naszej rozmowy. Nagle jeden z tych współwłaścicieli wstaje i mówi: “A pamiętasz tą sztaplarkę którą w ‘97 przywieźliśmy z Reichu? Co z nią, kto ją weźmie?” No i ja się pytam: A ile te sztaplarka jest warta teraz? Z 2 500 zł, może 3 000 zł. Ale myśmy ją przywieźli z Reichu. Trzeba było mieć lawetę, dokumenty. I wiesz, oni opowiadają tą historię, bo to był kawał życia ich wtedy. To była wielka operację przywieźć tą sztaplarkę, znaleźć taką sztaplarkę, która to była najpiękniejszą sztaplarką w okolicy.

Ale teraz oni rozmawiają o 6 milionach, po 3 miliony do każdego z nich, a zaczęli się kłócić o sztaplarkę wartą 2500, która, tak naprawdę, to jest nic nie warta w tym rozliczeniu. A w ogóle to jej nie powinno być, bo tak stary sprzęt użytkować, to już jest ryzyko. Niestety przy rozchodzeniu się trzeba podejść twardo, bez emocji, na zimno. To wielu przedsiębiorcom prowadzącym biznesy od dziesięcioleci, od dekad przychodzi z trudnością. No bo oni wiesz, patrzą na swoją firmę nie przez wartość, którą ta firma obecnie reprezentuje, tylko przez to, ile oni tam włożyli swojego życia. A to nikogo potem nie obchodzi ile kto włożył życia. Ludzi obchodzi to, ile ta firma jest warta tu i teraz.

Czy Paweł Korycki sprzeda swoją firmę?

Co byś powiedział, gdyby ktoś przyszedł i złożył Ci ofertę: przejmuję twoją firmę, biorę za gotówkę sprzedajfirme.com?

W zależności od tego, ile by powiedział pieniędzy, jeśli by to spełniało to, za ile ja jestem w stanie sprzedać ten biznes, to zrobiłbym to bez żadnego zawahania. I właściwie już dzisiaj mógłbym podpisać umowę. Jeśli byłoby to tyle pieniędzy, że ja bym był zadowolony i mógłbym rozwijać następny biznes, który mam w głowie, który chciałbym robić.

Oferta typu “Już nigdy w życiu nie będziesz musiał pracować”.

Nie ma takich ofert. Takie oferty nie istnieją, bo pieniądze się też łatwo rozchodzą, to jest pierwsza rzecz. Ja nie wiem, czy jest taka kwota pieniędzy, które od dzisiaj pozwoliłyby nie pracować do końca życia. A przynajmniej ja nie posiadam czegoś, co mógłbym sprzedać za takie pieniądze co by mi pozwoliły na to. To jest pierwsza rzecz.

A druga rzecz jest taka, że przedsiębiorcy w naszym wieku, młodsi, trochę starsi,a nawet mocniej starsi nie lubią się nudzić. I powiedzenie: ja będę rentierem w wieku 40 lat przerabiałem już z klientami. Ci klienci mówią: to ja będę teraz jeździł po świecie, będę się zajmował dziećmi i tak dalej po pół roku przychodzą i mówią: słuchaj, no mam te pieniądze. Przejechałem się już po tej części świata, którą chciałem zwiedzić. Czy macie coś fajnego na sprzedaż? Czy ja mógłbym się w coś zaangażować?

Ja mam taką naturę, że na pewno będę robił teraz coś dalej. I jeszcze nie jestem na tym etapie swojego życia, że chciałbym usiąść i tylko patrzeć jak mi w ogrodzie kwiaty rosną. Ale, gdyby ktoś przyszedł i powiedział mi, że daje odpowiednią liczbę pieniędzy, być może byłyby to z 3 miliony dla mnie, to bym od ręki sprzedał firmę.

Chłodne spojrzenie na biznes

Czas na reklamę. Co byś chciał polecić każdemu biznestacie?

Co bym chciał polecić każdemu biznestacie? Chciałbym wam polecić budowanie firmy tak, żeby ona nie była waszym dzieckiem. Chciałbym wam polecić spojrzenie chłodne na wasz biznes, którego ja musiałem się nauczyć na swoich porażkach. Ja od kilkunastu lat prowadzę jakąś firmę, robię jakiś biznes i oduczyłem się sentymentu i oduczyłem się emocjonalnego patrzenia na firmę.

Firma to jest narzędzie, które pozwala mi robić pieniądze. To jest narzędzie, które pozwala mi się spełniać zawodowo, rosnąć i rozwijać siebie. Ale nie jest to coś, co jest moim dzieckiem. Nie jest to coś, w czym ja muszę tkwić do końca życia. Tylko patrzę na firmę w sposób już trochę inwestorski, już w tak, i że dzisiaj ta firma jest jutro może jej nie być. Ona ma mi dawać pieniądze i ma działać na moich zasadach i życzę wam żebyście się tego nauczyli.

Dla wielu ludzi jest to herezja, wiele osób powie, że opowiadam jakieś banialuki. Ale jest to bardzo uwalniające. Gdy myślicie w taki sposób o waszym biznesie i coś idzie źle, kiedy coś przestaje działać, to możecie ten biznes sprzedać, zamknąć, porzucić i z otwartą głową robić coś nowego. A nie ładować się w coraz większe kłopoty z tym biznesem. A jeśli chcecie pomocy, tak już jest czas na reklamę, jeśli chcecie pomocy przy takim budowaniu firmy, to oczywiście zapraszam do mnie. To tak, jak powiedział Artur, ja nie tylko sprzedaję firmy, ale też pomagam budować firmy. Tak, żeby one były poukładane tak, jakby były robione na sprzedaż. 

Czy Paweł Korycki chce sukcesji?

Jeżeli nie uda się znaleźć kupca na twoją firmę, czy masz pomysł na przekazanie jej dzieciom?

Ja nie będę mojemu synowi przekazywał firm. To na pewno wiem. To mój syn ma się spełniać, w tym czym on się będzie chciał spełniać, a nie w tym, co ja mu zaplanuję, żeby on był zadowolony i szczęśliwy.

To jest tak, jak z sytuacją, za “komuny” trochę się uwolniło budowanie domów. I jak ludzie w latach osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych budowali takie ogromne domy, moja mama wybudowała taki dom. To jest szeregowy, który ma 240 m kwadratowych człowieku. Kolubryna, człowieku, cztery piętra z piwnicą po prostu budynku. Dlaczego? Bo przecież syn i potencjalne inne dzieci będą tutaj mogły mieszkać i będą szczęśliwe, że ja im daję mieszkanie.

Bo kiedyś nie było mieszkań, a ja nie chcę tam mieszkać, ja mam zupełnie inny plan na mieszkanie, na życie i na to, jak chciałbym, żeby wyglądały moje warunki mieszkaniowe. I tak samo, nie chciałbym mojego synka uszczęśliwiać tym, żeby on miał prowadzić moją firmę. Chcę, żeby sam mógł zbudować swój biznes, sam myśleć o tym, nieobciążony moimi pomysłami na życie, co on ma robić.

Poza tym, zanim on będzie dorosły, on ma teraz dwa lata, zanim będzie dorosły minie lat szesnaście. Zanim może skończy studia, może nie skończy, zobaczymy jaki będzie miał wybór, no to wiesz, prawdopodobnie mógłby coś zacząć u mnie w firmie robić najwcześniej za piętnaście lat. Może tam szybciej by w czymś pomaga.

To jest tyle czasu, że ja mogę być już w trzecim innym biznesie albo w szóstym innym biznesie, zanim on będzie dorosły i będzie mógł coś tam robić. Więc w ogóle o tym nie myślę, nie planuję w żaden sposób, nie chcę układać życia mojemu dziecku. Chcę mu dać możliwości, jeśli będzie chciał, to dam mu wykształcenie. Pomogę mu w uzyskaniu tego wykształcenia, ale nie będę mu planował jego życia. 

Wiedzieć czego nie robić

Czy zauważasz wokół siebie jakieś potrzeby, które przywodzą refleksję: można by wokół tego zbudować biznes, ale przecież ja już mam zajęcie. 

Mój poprzedni biznes rozsypał się między innymi dlatego, że byłem biznesową ośmiornicą. I “łapałem mackami” każdą okazję, która jest dookoła. Bo okazji biznesowych w obecnym świecie, w obecnej rzeczywistości, mamy od groma wokół siebie.

Tak naprawdę, czego sobie nie wymyślimy, to możemy to robić. Czego sobie nie wymarzymy, to będziemy mogli się tym zajmować. I ja wraz ze swoim rozwojem biznesowym, wraz z nabywaniem doświadczenia i zmienianiem siebie w dojrzalszą osobę, spokojniejszą, taką patrzącą bardziej z boku. Nawet nie tyle na świat, ale na siebie i swoje zachowania. Doszedłem do wniosku, że jedną z cech doświadczenia jest nie to, żeby wiedzieć co robić, ale żeby wiedzieć czego nie robić. W co się nie ładować.

I teraz też nam się pojawiają z moim wspólnikiem, z którym od ośmiu lat pracuję, z Maciejem, pojawiają nam się złote pomysły. Zróbmy to! super, bo my w ogóle lubimy robić różne, nowe rzeczy. Jesteśmy biznesowo odważni, bawi nas tworzenie. A potem sobie mówimy, na szczęście, coraz szybciej: “nie człowieku, robimy sprzedajfirme.com Cała energia ma być teraz ładowana w ten jeden projekt. I lubimy to, co robimy i nie rozpraszamy się. Polecam książkę The One ThingJedna rzecz, to każdemu przedsiębiorcy polecam. Ona jest dla wszystkich. Rób i skupiaj się na jednej rzeczy, na jednym obszarze działania swojej firmy, na jednym rynku. To wtedy będziesz odnosił sukces i nie rozpraszaj się na inne rzeczy. Każda firma, która w swojej historii rozpraszała się, później zamykała niektóre obszary. Bo, po prostu nie da się zajmować wszystkim na raz. 

Dziękuję serdecznie za rozmowę i za całą wiedzę z doświadczenia, którą nam tutaj przekazałeś. Czy chcesz coś dodać na zakończenie? 

Bardzo ci dziękuję za zaproszenie. W ogóle podcasty są świetną ideą i bardzo mi się podobają wywiady, które robisz i regularnie ich słuchałem. Więc dziękuję ci, że mogłem z tobą porozmawiać. Dziękuję za zaproszenie wszystkie osoby zainteresowane budowaniem firmy na sprzedaż, sprzedażą firm. Zapraszam do nas na grupę na Facebooku Zbuduj firmę na sprzedaż, gdzie codziennie robimy Live o tematach biznesowych. No i jeszcze raz dziękuję i mam nadzieję Arturze: do zobaczenia!

Podobne audycje:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *