Emocje w biznesie i rodzinie – Grzegorz Blaut – BT28

Linki:

Lista tematów:

  • Wybór pomiędzy firmą i rodziną: 0’17”
  • Błędy w komunikacji: 2’15”
  • Nauka komunikacji: 4’11”
  • Poczucie bezpieczeństwa w zespołach: 6’25”
  • Emocje lidera w zespole: 11’18”
  • Emocje taty w rodzinie: 15’33”
  • Czy każdy może zostać liderem: 20’06”
  • Wybór lidera w zespole: 23’41”
  • Tata dla dzieci: 30’52”
  • Motywacja wewnętrzna taty: 43’12”
  • Przygotowanie dzieci do małżeństwa: 48’28”

Transkrypcja rozmowy:

Artur Pranga: Gościem dzisiejszej audycji jest Grzegorz Blaut, trener biznesu, przedsiębiorca, społecznik, tato dla dwóch synów. Dzień dobry Grzegorzu!

Grzegor Blaut: Cześć Arturze, witaj. Witam wszystkich słuchaczy.

Wybór pomiędzy firmą a rodziną

Pierwsze pytanie dla Ciebie: Biznesmen rozmawia z żoną i obiecuje jej wyjście do kina z kolacją w restauracji. Następnego dnia rano pracownik prowadzący kluczowy projekt popełnia błąd i potrzebna jest pilna interwencja. Co robić? Komu ukraść czas?

Tak, dobre pytanie. Mam taką na to odpowiedź: To zależy. To jest moja ulubiona odpowiedź na wiele pytań dotyczących relacji, komunikacji w zespołach. Rodzina dla mnie też jest takim mikro zespołem.

To zależy, wiesz, jeżeli to w takim kontekście przedstawiasz, że komu ukraść czas. W sensie, że ta randka, ta żona, ta relacja miałaby być tutaj zagrożona przez takie jednorazowe wydarzenie, to by pokazywało, że tutaj w tej relacji już coś jest nie tak. Znaczy, że ten facet chyba, ten biznesmen zabrał tą żonę raz w roku na taką randkę. Zorganizował wszystko, przygotował. Wiesz ona już na to czeka. I w tym momencie wypada faktycznie coś tam w biznesie. No i komuś ukraść ten czas, tak.

No to w takiej sytuacji wolałbym nie narażać relacji z siostrą i wybrałbym jednak żonę. Bo biznes, wychodzę z założenia zawsze można uratować. To są rzeczy, które w moim systemie wartości zawsze będą też niżej, niż rodzina. Natomiast właśnie ze względu na to, że w moim systemie wartości ta rodzina stoi na samym szczycie, to faktycznie tak jak to wygląda u nas w relacji z żoną.

To to wygląda tak, że ja o tą relacje dbam każdego miesiąca, każdego tygodnia. Takie randki, takie wyjścia my organizujemy regularnie. Więc jeżeli coś takiego masz regularnie w życiu, w domu, to żona na pewno się nie obrazi. Nie będzie to traktowane jako, że ojejku praca jest dla niego ważniejsza. Dlatego, że na co dzień Ona dobrze wie i doświadcza tego przede wszystkim, że praca nie jest ważniejsza, że ona jest najważniejsza. To też zależy od kontekstu. Gdyby to była jakaś specjalna rocznica, specjalne jakieś tam wydarzenie, na które ona czeka, też bym pewnie podszedł tego inaczej. Dlatego tutaj mówię, że to zależy.

Błędy w komunikacji

Pracownik został poproszony o zrealizowanie zadania A, zrealizował zadanie X. Zakładamy dobre intencje pracownika. Jak znaleźć błąd w komunikacji szefa?

Fajnie, że zadajesz to pytanie właśnie, jak znaleźć błąd w komunikacji szefa. Bo rozumiem, że zakładasz, że właśnie odpowiedzialność za tą komunikację, czy za zlecenie zadania w tym momencie odpowiada szef. I tutaj z tym się zgodzę.

Ale to nie tylko dotyczy szefa. To dotyczy w ogóle komunikacji we wszystkich poziomach. Po prostu komunikacji między dwojgiem ludzi. W momencie, kiedy ja kogoś o coś proszę, czy zlecam mu zadanie. No to dobrze by było, żebym się upewnił, jak ta osoba to zrozumiała. Najprostsza metoda. Po prostu dopytać, zadać pytanie: Słuchaj, proszę cię, zrób to tak, tak i tak. Powiedz mi jak to zrozumiałeś? Jak to zrobisz, żebyśmy tutaj nie mieli wątpliwości, że rozumiemy się i myślimy tak samo. No i tym momencie ta druga osoba jak powie, no to w tym momencie mamy większą szansę, że to zweryfikujemy już na starcie.

Czyli jeśli już nazywać to błędem, to można powiedzieć błąd na zasadzie braku zastosowania prewencji, czy uniknięcia tego błędu. Natomiast też ja zawsze podkreślam, że odpowiedzialność za komunikację spoczywa moim zdaniem na obydwu stronach. Bo nawet szef, który dopyta, który da czas na to, żeby ten pracownik coś tam od siebie wygenerował, nie jest, że tak powiem, Duchem Świętym.

To po stronie też pracownika leży taka odpowiedzialność. Dobrze by było, gdyby on sam z siebie też zainicjował coś takiego. Czyli słuchaj Grzechu, ja zrobię to tak, tak. To masz na myśli? Jak tak będzie to wyglądało, to będzie okej? No bo szef czy współpracownik w biegu, w natłoku różnych obowiązków, też może zapomnieć dopytać. Reasumując z jednej strony tak. Po stronie szefa jest odpowiedzialność, ale też nie zapominajmy, że do tanga trzeba dwojga. I warto, jak obydwie strony biorą po prostu tak aktywnie tą odpowiedzialność za komunikację.

Nauka komunikacji

Chciałbym tu dopytać o jakąś metodę. Zakładamy, że właśnie mleko już się rozlało. Jest inne zadanie zrealizowane. Sięgając wstecz, jak szef ma analizować swoją komunikację, która już się odbyła, i braki w niej. Skąd zacząć tą analizę, by znaleźć swój błąd.

W praktyce to u mnie wygląda tak, że z każdym pracownikiem, to jest tak trochę jak w małżeństwie, w sensie takim, że z biegiem czasu my po prostu się poznajemy coraz lepiej. Każdy pracownik jest inny. Ja też dla każdego pracownika jestem inny w sensie komunikacji. W sensie wyrażania swoich potrzeb, emocji, elokwencji, itd. To wymaga czasu i dobrego poznania się, żebyśmy wiedzieli jak się ze sobą skuteczne skomunikować.

Po pierwsze ja każdą relację z każdym pracownikiem traktuję bardzo indywidualnie. Druga rzecz, że właśnie zakładam, że to jest proces. Musimy dać sobie czas. Jeśli mówimy o na przykład nowym pracowniku, tak, no to poznajemy się w zasadzie od zera. Moją potrzebą, czy moim oczekiwaniem jest to, żeby był po prostu nieustanny progres. Uczymy się na błędach. Tego się nie uniknie, moim zdaniem. To, na co ja stawiam, to na te rzeczy, które pomagają w relacji być bardziej otwartymi i szczerymi. Bo bez otwartości, takiej pełnej otwartości, pełnej szczerości, ta komunikacja będzie mało efektywna.

Błędy, one będą się po prostu powtarzać. Bardziej tutaj stawiam na proces, oraz zbudowanie zaufania, na poznanie się i na pozwolenie sobie na popełnianie błędów. Ja lubię też, powiem ci, robić notatki. Mam takie narzędzia, szablony, gdzie notuje sobie te wszystkie sytuacje. Te dobre, te które wiem, że wzmocnimy naszą relację. Ale też właśnie te sytuacje, które gdzieś tam pokazały właśnie nasze błędy komunikacyjne, czy nasze jakieś tam nieporozumienia.

Jeżeli masz dużą ilość pracowników, to uważam, że warto sobie trzymać takie notatki w kontekście każdego pracownika. Szczególnie tych pracowników kluczowych, powiedzmy. Po pewnym czasie też przestaje być potrzebne, bo już się na tyle poznajemy, że po prostu się znamy. Pamiętamy, już wiemy czego od siebie można oczekiwać. Natomiast na początku, jeżeli spytałeś o techniczne aspekty, ja rekomenduję po prostu papier. Papier, notatki i uczenie się.

Poczucie bezpieczeństwa w zespołach

Mówiliśmy o zespole. Rodzina jest zespołem, firma jest zespołem. Źródło poczucia bezpieczeństwa w zespołach. Jak to zbudować?

Dla mnie fundamentem budowania każdego zespołu, właśnie tak jak wspomniałeś, czy to jest rodzina, czy firma, to jest wyłuskanie wartości, jakie są dla nas ważne w życiu. Wartości, mam tutaj na myśli, to tak jak sama nazwa wskazuje wartość, czyli jest to coś dla nas cennego w życiu. 

Każdy z nas ma cały katalog kilkunastu, kilkudziesięciu takich wartości. Czyli rzeczy, do których przywiązuje wagę, które są dla niego istotne, które jeśli występują, to czujesz się dobrze. Czujesz się zmotywowany, usatysfakcjonowany i czujesz się też bezpiecznie.

Prosty przykład, czy kilka. Takimi najbardziej podstawowymi wartościami, jakie najczęściej mamy, to jest szacunek, to jest dobra atmosfera, to jest otwartość, lojalność, zaangażowanie. Mam tutaj na myśli właśnie tego typu wartości. I to jest tak, że dobry zespół, według moich metod budowania silnego i mocnego zespołu to jest zespół, który ma te wartości, że tak powiem, dobrze przegadane, sprecyzowane, określone. Ba, wręcz spisane na papierze. I na bazie tych wartości buduje tą komunikację. I rozmawia, w jaki sposób te wartości mogą być w praktyce realizowane.

Jeżeli dla takiego zespołu wartością w pracy na przykład jest szczerość, otwartość. Teraz możemy sobie zadać pytanie, co możemy zrobić, żeby faktycznie ta wartość była realizowana w praktyce. Bo to jest takie ogóle hasło, że szczerość. No i co to znaczy w praktyce? No to w praktyce oznacza to na przykład, że nie mówimy sobie takich rzeczy, które nam nie pasują za plecami. Inaczej mówiąc, nie obgadujemy jeden drugiego. Tylko jeżeli coś właśnie kogoś boli, to mówimy to wprost, bezpośrednio, i dążymy do wyjaśnienia.

Nie pozwalamy, żeby jakieś zranienie, jakieś urazy, jakieś rozczarowania były zamiatanie pod dywan. Jeżeli chcemy pielęgnować tą wartość szczerości i otwartości, no to wiemy, że w praktyce musimy na przykład właśnie stosować taką zasadę. Czyli mam coś do ciebie, to przychodzę do ciebie bezpośrednio i się do ciebie zwracam. Czyli mamy tak: określoną wartość, mamy technicznie i metodycznie określone, w jaki sposób możemy realizować to wartość. 

No i potem pozostanie tylko praktyka. Czy dana wartość jest realizowana, czy nie. No i to akurat właśnie ten przykład jest taki dosyć charakterystyczny w mojej pracy z zespołami. Bo widzę, że jest bardzo często duży problem z tym, żeby ludzie mówili szczerze, co ich boli drugiej osobie. Często jest tak, że no niestety, ale mamy taką pokusę, żeby kogoś obgadać, tak, za jego plecami. Żeby się komuś tam wyżalić, koledze, koleżance: o jaki ten jest niedobry, a że ten coś znowu tam, a ten czemu ten tak i owak. W tym momencie mamy w praktyce brak realizacji tej wartości. 

Wracając do twojego pytania właśnie o poczucie bezpieczeństwa. To jest jedna z takich wartości, która musi być bezwzględnie określona i w praktyce właśnie nazwana i przestrzegana, żeby to poczucie bezpieczeństwa w  zespole rosło. Bo te wartości właśnie możemy o nie w bardzo świadomy sposób dbać, pielęgnować je. One mogą właśnie wzrastać, one mogą być constans, niezmienne, albo mogą może być też regres. Możemy spowodować, że te wartości będą zatracane gdzieś tam w relacjach, w zespole.

Jak sobie teraz zbierzemy te wszystkie wartości, te wszystkie zachowania, a tego może być naprawdę, najczęściej jest dosyć sporo. To jak sobie to wszystko zsumujemy, możemy zobaczyć, że naprawdę, takie świadome podejście do tego, ma tutaj bardzo duży wpływ na jakość współpracy zespołowej. Tak, że to są takie bardzo istotne rzeczy.

Dlatego ja właśnie stawiam na to, żeby każdy zespół, też w rodzinie, wypracował sobie taki katalog wspólnych wartości, a na bazie tych wartości, wspólnych zachowań. Tak, żeby każdy wiedział, co dla drugiego jest w tym momencie istotne. Żeby to nie było tylko takie “wartości dla wartości”. Czasami w firmach, w korporacjach widzimy na ścianach, na przykład, że nasza firma ma taką misję i takie wartości. I to wisi sobie na ścianie w ramce. Fajnie to brzmi, fajnie się to czyta, tylko pytanie jest zawsze jeszcze, czy to zostało przepracowane, wypracowane, przegadane z każdą osobą w firmie, w każdym zespole, czy to jest tak odgórnie narzucone, bo jest taka moda.

Trzeba na to zwrócić uwagę, że jeżeli firma ma już swój system wartości, opracowany, określony, to super. Natomiast to jest tak, jak z każdym narzędziem. Narzędzie może być świetne co do zasady, trzeba też wiedzieć jak to narzędzie w praktyce wdrożyć. Żeby ono faktycznie pomagało, a nie było jakimś tam tylko takim sztucznym, martwym, nieznaczącym tak naprawdę narzędziem.

Emocje lidera w zespole

Emocje lidera zespole. Jak sobie z nimi radzić?

To jest ważny temat, też kluczowy. To jak wspomniałeś o tym poczuciu bezpieczeństwa, jedna z fundamentalnych rzeczy, żeby w każdym zespole przegadać temat emocji. Czyli jak my przeżywamy emocje w firmie, w naszych relacjach, jak my zarzucamy tymi emocjami. Dlatego, że znowu każdy jest inny. Oczywiście są pewne rzeczy wspólne dla nas wszystkich ludzi, ale jednak no każdy jest indywidualnością i każdy te emocje przeżywa w różny sposób.

Tak samo lider. Czyli mam tu na myśli to, że w różny sposób się stresujemy, w różny sposób wyrażamy ten stres. W różny sposób wyrażamy złość, niezadowolenie. Jedni są bardziej ekstrawertyczni, tak, czyli mają taką większą łatwość w wyrzucaniu tych emocji na zewnątrz. Nie zawsze w zdrowy sposób dla otoczenia. Inni z kolei są bardziej introwertyczni, czyli mają tendencję raczej do chowania emocji, do tłumienia emocji.

To jest w mojej praktyce bardzo, bardzo istotne, żeby znowu, też tak z tymi wartościami, ten temat mocno w zespole przegadać, uświadomić sobie kto jak ma i zdecydować, co chcemy z tym zrobić. Bo ty zapytałeś o emocje lidera w zespole.

Natomiast dla mnie właśnie lider, jeżeli jest naprawdę liderem, to jest częścią zespołu. Czyli tutaj nie chcę tylko ograniczać emocji do tematu emocji lidera. Chociaż on jako lider nadaje ton, pokazuje, jest wzorem, powiedzmy, dla reszty. Ja bym tej rozpatrywał te emocje lidera w kontekście zespołu. Dlatego, że dany lider, dana osoba po prostu w jednym zespole może mieć tak, a w innym może mieć tak, bo ten zespół może być też inne potrzeby.

Jak sobie z nimi radzić? Ja to powiem, przede wszystkim trzeba być mocno samo świadomym swoich emocji. Czyli generalnie trzeba przede wszystkim siebie samego pod tym kątem poznać. Tutaj w zależności od tego, co nam robią te emocje, na ile one nas wspierają, na ile one nas gdzieś tam utrudniają komunikację. No to tu już jest cała gama, wiesz, historii, że tak powiem. Ja często pracuje z liderami, właśnie z właścicielami firm, z menadżerami, z  zarządami właśnie w tym obszarze. Za każdym razem to są indywidualne, powiedzmy, ścieżki i indywidualne sesje.

One przebiegają bardzo różnie, ale początek to jest samoświadomość. Początek to jest w ogóle świadomość tego, że to jest ważny temat. Moje emocje, to jest tak samo biznesowy temat, jak każdy inny merytoryczny, którym się zajmuję w firmie. Czy produkuje coś, czy sprzedaje usługi. Każdy z nas jak sprzedaje usługi, czy produkty, to wiadomo stara się to rozwijać, gdzieś tam dbać o jakość i tak dalej, i tak dalej.

Natomiast właśnie emocje. Pytanie, my się w ogóle nimi w biznesie zajmujemy. To jest taki temat, który przez lata przecież w ogóle nie był poruszany w biznesie. Ostatnio jest coraz mocniej, ja się z tego mocno cieszę. Co emocje mają do biznesu? Przecież to nie przedszkole, to nie jest terapia, nie będziemy się teraz emocjami zajmować. Chodzi o robienie pieniędzy. Znam wiele biznesów, które funkcjonują, że tak powiem, jakoś bez poruszania tego tematu. Natomiast jakoś nie oznacza jakość, jakości. Więc faktycznie w tych firmach, gdzie właścicielce zadbać o jakość biznesu, rozwoju jego na przestrzeni następnych lat, to ten temat poruszamy jak najbardziej.

W wielkim skrócie, bo to jest temat-rzeka, emocje. Ja bardzo, bardzo rekomenduję, żeby każdy wyrobił sobie taki zwyczaj, nauczył się kontaktowania ze swoimi emocjami, rozpoznawania ich, nazywania. To się odbywa w przeróżny sposób. Niektórzy wchodzą na przykład w medytacje, w jakiś tam mindfulness, to jest teraz bardzo popularne. Metod i sposobów naprawdę jest cała masa. Wystarczy chcieć i sięgnąć, chociażby do internetu, żeby sobie coś na początek poszukać dla siebie fajnego.

Pracuję w kontekście często duchowości w ogóle liderów. Czyli jak mamy osoby, które na przykład są wierzące. Na przykład w takiej formule chrześcijańskiej, no to takie osoby często idą w taką medytację, czy w modlitwę, gdzie też znajdują dla siebie jakieś fajne sposoby na nauczenie się zarządzania tymi emocjami. Na dawanie sobie upustu dla tych emocji w tych obszarach, nazwijmy to trochę, transcendentalnych. Reasumując temat istotny. Ważne, żeby się za niego zabrać biznesie. No i z drugiej strony bardzo indywidualny.

Emocje taty w rodzinie

Emocje taty w rodzinie. Jak sobie z nimi poradzić?

Podobnie. Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, żeby sobie te emocje uświadomić. Sam po sobie wiem, że to bywa czasami bardzo trudne. Bo jestem człowiekiem, który jest bardzo analityczny i od małego, że tak powiem bardzo, bardzo mocno w swoim życiu nastawiłem się na zadaniowość . Jestem typowym zadaniowcem, nastawionym do realizacji celów.

Ja dopiero po latach, po latach złapałem się, że emocje , tak w cudzysłowiu, oczywiście, trochę przesadzam, ale każdy zadaniowiec, mnie tutaj słuchający, zrozumie ,co mam na myśli.

W moim podejściu też tak było przez wiele lat. Emocje, to jest coś takiego trochę zbędnego, trochę przeszkadza, trochę to jest czasami takie niemęskie okazywać emocje w kontekście rodziny. A jeśli już emocje, to wiadomo wściekłość, złość, no to w życiu faceta samca alfa porywczego.

Ja głównie ze względu na troskę o relacje rodzinne zacząłem zwracać uwagę na te emocje, skąd one w ogóle u mnie się biorą. Dlaczego są takie, a nie inne. I tutaj powiem ci, że, to, co mi bardzo pomogło, to zrobienie sobie takich diagnoz, takich testów osobowościowych na te cztery temperamenty. Czyli sangwinik, choleryk, flegmatyk, melancholik. Coś co już Hipokrates dawno temu określił.

Wszystko  wynika z takiego, czy innego modelu. Testów diagnostycznych jest cała masa, w podziale na cztery typy temperamentu, na 16 osobowości czy na 8. To Hipokrates to zaczął, Jung rozwinął.  Współczesna psychologia jeszcze bardziej tutaj dołożyła. Tak, że narzędzi jest cała masa. Bardzo bym zachęcał każdego do tego, żeby skorzystać z takich narzędzi. Bo każde z takich narzędzi jest pewnie niedoskonałe. Ale każde z tych narzędzi zawsze coś tam uświadomi na temat własnych emocji, własnej osobowości według temperamentu.

Zawsze do czegoś tam zainspiruje, pozwoli coś tam usystematyzować. I przede wszystkim pomoże zrozumieć i lepiej nauczyć się zarządzać tymi emocjami. Krótko mówiąc, jak ja na przykład zrozumiałem,  że część moich emocji wypływa po prostu z temperamentu, że to nie jest nic złego to poczułem ulgę. Zacząłem rozumieć, że to jest też po coś, tutaj przede wszystkim tą motywacją są oczywiście żona i dzieci. Czyli takie zarządzanie emocjami, żeby mieć tę pewność, że zaspokajają potrzeby rodziny. Czego potrzebuje dziecko od ojca w kontekście emocji, czego potrzebuje się nauczyć ode mnie. Jak te emocje będą wyglądać u dziecka za kilkanaście lat jak wyjdzie z domu.

Jak myślisz o tym, że masz tę motywację, żeby dziecka nie skrzywdzić, tylko właśnie wręcz przeciwnie, doposażyć jak najlepiej do życia w dorosłości. No to masz “kopa”, też mówię o sobie, ja mam “kopa”, zawsze tego kopa miałem. Patrzyłem właśnie na to, co moi synowie będą potrzebować od ojca w kontekście emocji. Dla mnie to było takie wyzwanie jak tutaj znaleźć taki zdrowy balans między byciem takim odpowiedzialnym, dostosowanym do rzeczywistości brutalnej. Powiedzmy takim twardym facetem, ale z drugiej strony żeby nauczyć ich też bycia czułym, empatycznym, wyrozumiałym, cierpliwym i tak dalej i tak dalej. To było dla mnie duże wyzwanie.

Mi się wydaje, że nie uniknie się dużej inwestycji w samego siebie. Tak jak mówię, czytania rozmawiania, brania udziału w różnych szkoleniach rozwojowych, w warsztatach, tego też jest cała masa. Wsłuchiwania się w  żonę. Dla mnie to było bardzo istotne żeby nauczyć się słuchać żony w kontekście właśnie emocji, tego, co, żona mówi, co widzi u mnie. To też  nie było dla mnie od początku łatwe.

Przez wiele lat nie chciałem, nie miałem ochoty słuchać żony, bo ja zawsze widziałem lepiej. Natomiast pod wpływem właśnie innych mentorów, nazwijmy to. Ludzi, którzy byli dalej przede mną, zacząłem rozumieć. Zacząłem też widzieć i dostrzegać i coraz bardziej doceniać. Dzisiaj tak już mam, że wiem, że w moim domu takim głosem dotyczącym emocji, takim ważnym głosem, jest moja żona. Dlatego, że ona, jako ta osoba właśnie, która jest bardziej emocjonalnie rozwinięta, bo tak jest, że to kobieta w emocjach lepiej się porusza i lepiej się odnajduje.

Widzę, że ten głos jest ważny, żeby brać go pod uwagę. Co nie znaczy, że zawsze się z tym zgadzam. Ale wiem, że gdyby nie to, to na pewno bym nie był w takim miejscu, jak dzisiaj z jestem. A jestem dzisiaj w miejscu takiej ogromnej satysfakcji, jeżeli chodzi o te emocje u mnie jako taty. Reasumując, takie dwa aspekty tutaj widzę: przede wszystkim samoświadomość, praca nad sobą, ale dwa też otwartość przede wszystkim na żonę. Bo ona jest najbliżej, ale też na otoczenie.

Czy każdy może zostać liderem?

Czy z osiołka będzie kiedyś rumak bojowy i przestanie się potykać o te frędzle? Lub innymi słowy: czy każdy specjalista od swojej dziedziny może zostać liderem?

Ciekawa metafora, osiołek. Czy będzie rumakiem bojowym? Dobre pytanie i powiem tak: nie, nie każdy specjalista od swojej dziedziny może zostać liderem. Takie jest moje zdanie, chociaż zależy, jak tutaj zdefiniujemy tą rolę lidera. Tutaj się teraz odnoszę do takiej sytuacji, którą mam w zasadzie notorycznie u klientów, z którymi współpracuję.

Na menadżera, kierownika, opiekuna zespołu zostaje powołana osoba, która jest najlepszym specjalistą z danego zespołu. Czyli ktoś jest, powiedzmy, wybitnym handlowcem w zespole. Ma najlepsze wyniki przez jakiś dłuższy okres czasu, więc zostaje po jakimś czasie kierownikiem tego działu handlowego. Tutaj okazuje się, że nie każdy, ten najlepszy handlowiec, będzie też skutecznym liderem dla tego zespołu.

Jest firma, która jest jest kancelarią rachunkową, biurem doradztwa podatkowego, ma kilkunastu pracowników. Ktoś tam jest wybitnym księgowym, albo wybitnym kadrowym i zostaje po jakimś czasie wciągnięty w rolę szefa działu kadr, czy działu księgowości. To, że się zna świetnie na kadrach, czy na księgowości znowu też nie oznacza, że będzie świetnym liderem. Co nie znaczy, że nie może być. Może być, tylko tutaj, to już jest kwestia też bardzo indywidualna.

Uważam, że liderem teoretycznie może zostać każdy. Ale każdy, kto ma potencjał do tego, ma zasoby i chce nauczyć się bycia liderem. Bo żeby być liderem, to trzeba mieć naprawdę szereg cech, albo wrodzonych, albo nabytych, wypracowanych. I jeżeli ktoś jest specjalistą i chciałby być liderem i myśli o tym, coś go tam do tego motywuje, to ja bym dał każdej takiej osoby oczywiście szansę. Nigdy bym nie przekreślił do momentu, w którym ta osoba sama się że tak powiem nie przekreśliła. Bo by się okazało, że z jakiś względów nie jest w stanie być liderem.

Natomiast każdy, kto chce być liderem, uważam, że warto dać szansę. Natomiast to nie może być tak z dnia na dzień. Czyli krótko mówiąc, jak na przykład mam teraz takie sytuacje, że klient mówi: Słuchaj, widzę tu w moim zespole tą osobę z potencjałem na kierownika tego zespołu i czy mógłbyś coś z tym zrobić? Czy mógłbyś to osobę jakoś tak przygotować?

No to w tym momencie zaczynamy proces nauki takiej osoby i przygotowywanie do tego, żeby stała się właśnie takim liderem, przywódcą. Czyli tą osobę trzeba do tego dobrze przygotować. Lider to jest taki trochę i psycholog i trener i coach i mentor i terapeuta i spowiednik. To jest cały szereg kompetencji, umiejętności wiedzy i doświadczenia. Chociaż doświadczenie zawsze można nabyć. Ten proces trwa, w zależności od osoby, ale może trwać od miesiąca do pół roku, roku, zanim taka osoba może zostać liderem. Moim zdaniem. Tu ja mówię o takim modelowych podejściu do tematu. Tak naprawdę to praktyka pokazuje, takie monitorowanie na bieżąco postępów takiej osoby, na ile ta osoba może, czy jest gotowa objąć tą funkcję lidera. Reasumując, tak powiedziałem na początku: to zależy. Czy każdy specjalista od swojej dziedziny może zostać liderem.

Chciałbym tu dodać pytanie pomocnicze.

Tak.

Wybór lidera w zespole

W jednej z firm, w której kiedyś pracowałem, byłem częścią zespołu. Nastał czas zmiany kierownika. Ja byłem bardzo krótko jeszcze wtedy w tym zespole. Wiedziałem, że nie kwalifikuję się jeszcze do potencjalnego grona kandydatów i wybrano kogoś. Wybrano nie najlepszego specjalistę, ale człowieka który faktycznie miał trochę wyższe umiejętności interpersonalne. Miał trochę wyższe umiejętności zarządzania swoimi emocjami. Cały zespół czuł się oszukany, bo wszyscy myśleli, że przecież to ten specjalista powinien zostać. Ten specjalista, o którym wszyscy myśleli, że on zostanie, też czuł się oszukany. Nowego szefa wrzucono w zespół, który czuł się oszukany, od góry do dołu. Komunikacja dla zespołu brzmiała: Ten, macie to zaakceptować. Co powiesz na temat takiej Komunikacji? Jak podpowiedzieć szefowi, prezesowi firmy, ustanawianie nowego zespołu, tak żeby ułatwić, a nie utrudnić nowemu liderowi pracę?

Tutaj już mówimy o pewnym, że tak powiem, leczeniu objawów, tak jak w chorobach. Ja natomiast jak wchodzę do firmy i faktycznie mam taką wolną rękę, żeby ustawiać wszystkie procesy relacyjne, organizacyjne od zera, to bardziej zajmuje się prewencją i takim zbudowaniem zespołu, czy zespołów w organiczny sposób. Mam tutaj na myśli, że takie rzeczy, kto zostanie liderem, wypływają w tym momencie od zespołu. Wypływają bardzo naturalnie, co nie znaczy, że nie przy udziale szefa.

Tutaj z tym, co wspomniałeś, to widzę, że się zderzyły dwa światy. Jeden taki właśnie, typowo liderski, taki fajny, o którym wspomniałeś. Ktoś tam zauważył, że dana osoba ma troszkę wyższe umiejętności czy kompetencje interpersonalne. Czyli zakładam, że ktoś tam jakby już wiedział i miał tą świadomość, że właśnie nie każdy specjalista, ten najlepszy, merytoryczny, będzie najlepszym właśnie liderem. Czyli ktoś, mam wrażenie, że poszedł dobrym kierunku. Natomiast to, co dalej nastąpiło, to taki już ten drugi świat, czyli ten taki autorytarny, taki właśnie troszkę dyktatorski. Pewne rzeczy zostały narzucone.

No i zrodził się opór, zrodził się konflikt, zrodził się kwas. I dla mnie to jest zupełnie zrozumiałe. Czyli generalnie prewencja. Ja bym tutaj zupełnie inaczej zaczął ten temat. Tutaj mówimy o takiej pracy długodystansowej z zespołem. Zespół pod kątem relacji, żeby zbudować taki mocny, to wymaga czasu. Wymaga też odpowiedniej metodyki pracy. Wspomniałem już wcześniej o tych wartościach. Nie jestem alfą i omegą, nie jestem wszędzie, ale każdego miesiąca, każdego roku obsługuję coraz większe ilości firm. Nadal bardzo rzadko, czy w ogóle się nie spotykam z tym, żeby w firmach były właśnie wdrażane takie świadome metody budowania silnych zespołów, na przykład w oparciu o właśnie wypracowane wspólnie wartości.

Jak tego nie ma, to jest naturalne, że nie będzie też wielu innych rzeczy. Wiele rzeczy, które będą wdrażane, będą wdrażane w sposób albo siłowy, albo właśnie taki sztuczny. Tak, jak wspomniałem o tych narzędziach, że są czasami mądre narzędzia. Fajne narzędzia, ale w nieumiejętny sposób wdrożone one czasami więcej szkód mogą narobić. Tutaj wrócę do tego przykładu w ten sposób, że jeżeli była w ogóle potrzeba powołania takiego lidera, bo rozumiem, że zespół się rozwijał, firma się rozwijała, tam zachodzą jakieś procesy. To można doprowadzić zespół do takiego miejsca, w którym zespół będzie. Zespół mam tu na myśli też właśnie bezpośredni przełożony tego zespołu, właściciel czy prezes.

To nie jest tak, że on jest wyłączony z tego procesu. To zespół dojdzie do tego też sam. Słuchajcie potrzebujemy tutaj koordynatora, potrzebujemy lidera. Pytanie: jakiego lidera? Do czego jest potrzebny ten Lider? Bo nie zawsze taka sztywna, feudalna struktura jest potrzebna. Mam na myśli właśnie to, co my znamy najczęściej. Czyli, że jest prezes, potem jest zarząd, potem kadra wyższego szczebla, niższego szczebla, potem jeszcze niższego szczebla. To jest taki, powiedzmy, tradycyjny układ.

Natomiast zestawmy sobie to, z coraz modniejszym turkusem. Nie chcę tu teraz wchodzić w turkus, bo to jest w ogóle rozmowa na pewnie osobne parę godzin. Natomiast są różne modele zarządzania. Są też różne modele, powiedzmy, przywództwa. Jeżeli chcemy osiągnąć jakiś cel biznesowy, a zakładam, że u ciebie tak właśnie było, że ktoś tam miał jakiś tam cel biznesowy w tym wszystkim, to można ten cel osiągnąć na różny sposób. Trzeba się przyjrzeć, który to będzie najwłaściwszy.

Natomiast ja stawiam na taki sposób, który wspólnie wypracuje zespół. Wtedy jak wspólnie z zespołem, nawet otwarcie zapytasz zespół: czy potrzebujecie lidera? czy potrzebujecie kierownika? Jeżeli zespół stwierdził, tak faktycznie, przydałoby się, faktycznie przydałby się ktoś, kto merytorycznie zadba tu o pewne rzeczy. Albo dyscyplinarnie zadba, albo komunikacyjnie zadba. No to czemu by nie zapytać, słuchajcie: a jak myślicie, kto tutaj z was ma największe kompetencje do tego, czy komu jest najbliżej? Oczywiście ja to mówię teraz w wielkim uproszczeniu, bo zadanie tego pytania też może spowodować tzw. “kwas”.

To nie jest tak, że każdy zespół, na każdym etapie swojego rozwoju, bycia ze sobą, będzie na tyle dojrzały, żeby móc podjąć taką decyzję w taki sposób, aby nikogo się nie skrzywdzić i nie zrobić podziałów, grup lub podgrup. Do tego zespół musi dojrzeć. Dlatego wracam do początku, żeby zbudować silny zespół, to jest potrzebny czas, to jest proces. Jest potrzebna odpowiednia metodyka.

I właśnie zaczynamy od tego, co wcześniej pytałeś, od bazy, czy chociażby tego poczucia bezpieczeństwa. Czyli właśnie od katalogu wartości, jakie my mamy. Jeżeli w tym katalogu wartości na przykład okaże się, że naszą wartością zespołową, czy moją indywidualną, jest to, żeby moja praca była efektywna dla klienta na przykład, żeby przynosiła dobre owoce, bo ja wtedy mam satysfakcję. I jeżeli ta wartość jest uwspólniona, czyli mam taki zespół, który wyznaje te same wartości, no to wtedy też łatwiej jest podejmować pewne decyzje, czy całemu zespołowi z tej perspektywy.

Bo patrzymy w tym momencie nie z punktu widzenia mojego, indywidualnego interesu, czy poszczególnych osób, tylko z punktu widzenia właśnie tej efektywności. Jak popatrzę z punktu widzenia mojego ja, to sobie mogę pomyśleć: “No, ja chcę być liderem, chciałbym się wykazać”. Ale jeżeli spojrzę na na sprawę z punktu widzenia dobra klienta, owoców, jakie ma przynieść zespół i tak dalej. I to będzie mnie napędzać, no to mogę inaczej zacząć myśleć. Czy na pewno ja tu będę najlepszym rozwiązaniem? A może kolega, albo koleżanka będzie lepszym rozwiązaniem? Staram się w miarę skrótowo powiedzieć coś, na co ja poświęcam w zespołach całe dni, że tak powiem, warsztatowe. Takiego wypracowania właśnie fundamentów, które potem owocują tym, że tego typu decyzje rozwojowe są, powiem ci, dużo łatwiejsze, pozbawione kwasów i tak naprawdę napędzają wszystkich.

Tata dla dzieci

Czas na reklamę. Co polecisz każdemu biznestacie?

Na pewno wyłuskanie w swoim domu, wyłuskanie, czyli spisanie nawet, właśnie swojego systemu wartości, jakie biznestata ma sam dla siebie. No, ale też przede wszystkim z żoną. Bo to są fundamenty. W biznesie to, czego właśnie ja doświadczam, bardzo często takie właśnie pytanie-dylemat: rodzina czy praca? Rozwój firmy kosztem rodziny, czy rozwój rodzinny kosztem firmy? Pytanie, czy zawsze tak musi być?

Można to też fajnie połączyć. Czasami jest to trudno połączyć. Czasami jest to niemożliwe połączyć. To też jest temat-rzeka, ale to wszystko się sprowadza znowu, uważam, bardzo mocno do wartości. Jeżeli twierdzę, że moją wartością jest rodzina, a pracuję 24 godziny na dobę, że tak powiem, przez pół mojego życia, no to pytanie, a) czy to naprawdę jest moją wartością, b) czy to nie jest tak, że ja siebie sam po prostu oszukuję. Tak naprawdę moją wartością jest na przykład samorealizacja, ambicja, chęć udowodnienia sobie, że jestem w stanie stworzyć firmę. Masa, masa różnych powodów.

Natomiast lubię dobrze o sobie myśleć, chciałbym o sobie myśleć, że jestem dobrym ojcem. No bo chcę, żeby tak mnie rodzina widziała, dzieci, tak dalej. Więc wmawiam sobie, że jestem dobrym ojcem, że rodzina dla mnie jest najważniejsza. Natomiast moje życie tego nie pokazuje. I powiem ci, z tym się spotykam naprawdę regularnie. Rozmawiam z przedsiębiorcą. On mówi tak, rodzina jest dla mnie ważna.

Ja mówię: A kiedy ostatnio spędziłeś czas z żoną, zorganizowałeś weekendową randkę? A jak często spędzasz czas z dziećmi? Jak efektywnie? Gdzie je zabierasz? Gdzie z nimi jeździsz? I jak słyszę: no wiesz, to sezon, coś tam. Ja się pytam: No to jeżeli jesteś biznesmenem i na przykład są dla ciebie ważne wskaźniki biznesowe, to przekładając to na rodzinę, to po jakim wskaźniku, że tak powiem rodzinnym, udowodnisz mi, że dla ciebie jest rodzina ważna. Bo ja według wskaźników typu czas poświęcony dla rodziny widzę, że kompletnie nie realizujesz tej wartości, tego co mówisz. Więc pytam się, jaka jest prawda. O co chodzi?

Wtedy często słyszę takie stwierdzenie: Nie no rodzina jest ważna, ale wiesz jakie to jest trudne. No przecież sam jesteś przedsiębiorcą, to nie jest takie łatwe. Nie jestem na etacie i się zaczyna usprawiedliwianie i wymówki. Nie mam czasu, na przykład. Ja uważam, że takie stwierdzenie “nie mam czasu” jest wymówką, jest taką wygodną wymówką dla nas wszystkich.

Ja sobie nie pozwalam na powiedzenie, że ja nie mam na coś czasu. Bo to jest kwestia tego, że każdy z nas ma 24 godziny te same. Nie rozciągniętej doby. Dla mnie to jest kwestia zarządzania priorytetami w swoim życiu. Jeżeli dla mnie priorytetem jest rodzina i moje dzieci, to ja po prostu ten priorytet sobie wstawiam w kalendarz i dbam o to tak samo jak wizyta u mechanika. Jak się umawiamy z samochodem do mechanika, no to po prostu tam jedziemy. Czy do lekarza, to po prostu tam idziemy. I czy spotkanie z drugim biznesmenem, rozmowa handlowa, to też wpisujemy w kalendarz i oto dbamy.

Ja tak samo traktuję wszystkie kwestie rodzinne. Jeżeli wiem, że ktoś buduję, moją relację z żoną czy z dziećmi, to wpisuję to w kalendarz. Traktuję to po prostu bardzo poważnie. Dlatego właśnie wspomniałem o tych wartościach. Bo tu trzeba naprawdę sobie szczerze odpowiedzieć. Każdy biznes tata uważam, że dobrze jakby sobie odpowiedział, co naprawdę w jego życiu jest dla niego najważniejsze.

Jak chce się czuć za 20, 30 lat, patrząc wstecz. Czy to będzie tak: ojej, rodzina była dla mnie zawsze najważniejsza, ale nie miałem czasu i teraz nie mam relacji z dziećmi. Albo moje dzieci gdzieś tam poszły w lewo, w prawo. Czasami lubię sobie zadawać takie pytanie: co moje dziecko powie, załóżmy, jak już będzie miało własną rodzinę.

I na przykład mój syn, jeden czy drugi, będzie kiedyś rozmawiał ze swoją żoną, będą mieli po 30-parę lat. Żona go zapyta: “Słuchaj, a jak tam wyglądała twoja relacja z twoim tatą?”. Zastanawiam się co ten mój syn kiedyś powie, czy tam koledze, czy może pójdzie kiedyś do psychologa, jakkolwiek. Co on powie, jak będzie miał 30-parę, lat 40-parę lat. Jakie on będzie miał wspomnienia.

No i właśnie czy powie: “No tak, miałem fajnego tatę, ale on jest biznesmenem, więc całe życie rozkręcał, firmę, firmę, firmę. W zasadzie miał mało czasu dla nas.” Czy właśnie powie: “O, tata mimo, że miał biznes i tam mnóstwo spraw na głowie i mnóstwo innych rzeczy robił, to dla nas zawsze miał czas. Zawsze jak nawet tata miał biuro w domu, jak do niego podchodziłem i się go coś pytałem to odwracał głowę od komputera i słuchał mnie z uważnością. Zawsze mnie zabierał gdzieś tam na weekendy, zawsze to tamto i owamto.”

Więc powiem ci Artur, że mnie motywuje właśnie ta wizja przyszłości. Bo ta przyszłość przyjdzie, nieuchronnie i jakaś ona będzie. I ona będzie taka, jaką my ją sobie stworzymy. Ja jestem zwolennikiem brania swojego życia w swoje ręce. Nie właśnie na zasadzie: ojej, to wszystko wina Tuska, ojejku to wszystko wina rządu, ojejku to wszystko wina okoliczności. Właśnie wydaje mi się, że to jest kwestia nawet takiego, teraz już trochę tak uderzę z górnego C, że tak powiem, ale nawet honoru każdego przedsiębiorcy, mężczyzny, czy kobiety. Jeżeli jeżeli ja mówię o sobie jako o facecie, przedsiębiorcy i sama nazwa mówi: przedsiębiorczość, czyli coś tworzę, generuję.

Jeżeli ja jestem takim naprawdę przedsiębiorcą, to przecież się to nie ogranicza tylko do biznesu. To znaczy, że jestem przedsiębiorcą w ogóle życiowo, w życiu. I znaczy to, że potrafię tak kreować i wpływać na rzeczywistość, że czuję się spełniony, że niczego nie zaniedbałem w tym życiu. Jeżeli zaniedbałem rodzinę, a zbudowałem biznes, no to ja bym się zastanawiał. Jesteś przedsiębiorcą, ok, w biznesie, ale nie w życiu. Jesteś takim przedsiębiorcą do połowy. Ja trochę szpile teraz wbijam. Jeżeli ktoś mnie słucha, czy nas słucha, a tak ma, to nie chciałbym nikogo oczywiście urazić. Bo wiem, że oczywiście to jest trudna sztuka. To jest bardzo trudna sztuka tak zarządzać sobą w czasie, żeby to wszystko połączyć.

Ja myślę, że moje życie jest tego świadectwem. Oprócz tego, że mam biznes swój własny, jestem prezesem jeszcze w innej firmie, mam fundację, mam inicjatywę dla ojców, która działa ponad 10 lat, prowadzę klub morsa, który rozrósł się od zera do nie wiem, ile teraz w naszym mieście jest tych morsów. Nawet połowy chyba nie znam, ale około 300 osób. Stworzyłem w Zielonej Górze dziecięcy klub morsika, który jest ewenementem na skalę Polski. Jestem zaangażowany w organizację proobronną, jeżdżę na poligony w wojsku. Mnóstwo, mnóstwo czasu i właśnie niektórzy się mnie pytają: jak ty to robisz? Ty robisz tyle rzeczy, zrobiłeś tyle inicjatyw, rozwinąłeś tyle różnych fajnych rzeczy. Co na to wszystko twoja rodzina, twoja żona, widujesz w ogóle żonę, czy dzieci? Paradoksalnie to jest tak, że dla rodziny poświęcałem zawsze najwięcej czasu.

Te wszystkie rzeczy, które rozwinąłem, inicjatywy. Rozwinąłem, ale nie kosztem jakości tego, co dałem w tym samym czasie mojej rodzinie. Czyli ja jestem zdania, że się da. Ok, mogę powiedzieć, że straciłem w inny sposób, jeżeli już tutaj mamy tak bardzo zero-jedynkowo do tego podchodzić. Pewnie gdybym nie rozwijał tych wszystkich innych swoich pasji, zainteresowań, inicjatyw prospołecznych, jeździłbym dzisiaj dwa razy droższym autem, miałbym więcej nieruchomości. Byłbym bardziej majętnym człowiekiem. Tutaj nie ma co ukrywać. Pewnie by tak było. Zamiast inwestować ten czas właśnie w rodzinę, inne rzeczy, inwestowałbym go w biznes. Więc miałbym na koncie dwa zera więcej.

Ale właśnie tu chodzi o te priorytety, które mam w życiu i te wartości. Ja wiem, że jak będę umierał, to będę umierał w poczuciu takiego spełnienia. Nie zaniedbałem tych rzeczy, które są dla mnie najważniejsze, czyli rodziny. A przy okazji tak zarządzając swoim życiem, że rozwinąłem fajne biznesy, rozwinąłem fajne inicjatywy, które służą setkom innych rodzin.

Rozgadałem się, a w sumie zadałeś pytanie co jeszcze mogę polecić każdemu biznestacie. Polecę jeszcze kontakt z najbliższym klubem ojcowskim. W tej chwili takich klubów ojcowskich, takich społeczności ojców, którzy są właśnie zaangażowani, się szkolną w tym temacie, chcą świadomie podchodzić do swojego ojcostwa, jest naprawdę cała masa. Jak ja zaczynałem swój klub ojcowski, to było prawie 10 lat temu w Zielonej Górze, to takich klubów w Polsce były chyba trzy. W tej chwili, powiem ci, że jest tych klubów 20-parę może 30. Takich inicjatyw, takich właśnie mężczyzn, którzy widzą wartość w tym, żeby skupiać innych mężczyzn wokół tematu ojcostwa bliskiego, takiego zaangażowania jest coraz więcej i uważam, że takie społeczności właśnie szczególnie dla przedsiębiorców, dla każdego taty, czy jest, czy nie jest przedsiębiorcą.

Takie społeczności są bardzo ważne, bardzo inspirujące, bardzo rozwojowe. Oczywiście zachęcałbym do tego, żeby korzystać z jak największej ilości inicjatyw, wypraw właśnie skierowanych do ojców z dziećmi. My to nazywamy taką metodą wychowania przez przygodę. Czyli generalnie też od tych 10 lat w Zielonej Górze na przykład, mamy z ojcami taki zwyczaj, że jeździmy na rykowiska jeleni. Nie wiem, czy byłeś kiedyś na rykowisku jeleni, Arturze? 

Nie

Rykowiska jeleni to ten okres, wiesz kiedy jelenie tłuką się o swoje samice. One wtedy pięknie ryczą, zawsze się to odbywa pod koniec września, na początku października. My jeździmy wtedy sami ojcowie, właśnie z synami, z córkami do puszczy. Robimy sobie całodobowy biwak, jakieś gry, zabawy. Właśnie najczęściej wybieramy jakieś miejsce nad wodą, tak, że jest to takie pierwsze morsowanie dla tych, którzy jeszcze nie morsowali. Bo jeszcze woda jest zimna. No i wieczorem wychodzimy w las. Po prostu staramy się podejść te jelenie. I one wtedy bardzo fajnie, bardzo głośno, mocno ryczą po tym całym lesie.

No i jest to przeżycie, powiem ci, że żadna gra komputerowa nie da chyba tyle emocji, tyle endorfin, co właśnie taka przygoda. Dla dzieci jest to, coś nie do podrobienia, coś bezcennego. Po prostu czas z tatą właśnie w takiej atmosferze przygody, czas z innymi wujkami, mężczyznami, gdzie i synowie córki mogą odkrywać, czy poznawać coraz lepiej ten męski świat z przygody. I chociażby to, powiem ci, że jest to impreza, którą my robimy co roku. To cieszy się bardzo dużym powodzeniem. Nawet ostatnio ograniczamy liczbę uczestników, bo też nie chcemy robić najazdu na las dużego tłumu w lesie.

Robimy spływy kajakowe, rodzinne wycieczki rowerowe, pomysłów jest cała masa, tak, że na pewno bym zachęcał każdego tatę, żeby poszukał w okolicy możliwości właśnie takiego spędzania czasu w sposób aktywny. Bo w momencie, kiedy spędzamy w sposób aktywny czas ze sobą w takiej atmosferze przygody, takiego jak to się mówi wyjścia poza strefę komfortu, to w tym momencie wiadomo rodzą się właśnie emocje i powstają wspomnienia.

Wspomnienia, które się rodzą w takich relacjach, one pozostają na dłużej. Więc do czego mogę zachęcać? Zawsze będę zachęcał właśnie do tego, żeby jak najwięcej czasu spędzać z dzieckiem w przyrodzie. Oczywiście nie każdy może lubić las, albo nie każdy może lubić kajaki. Są też właśnie organizacje, stowarzyszenia, firmy, które organizują takie spędzanie czasu.

Więc warto się rozejrzeć, czy gdzieś w okolicy, ktoś właśnie w sposób taki profesjonalny, ze sprzętem, nie organizuje tego. Jeżdżę od lat na takie wyprawy ojców z synami na Jurę Krakowsko-Częstochowską. Tam taki znajomy organizuje te wyjazdy, gdzie chodzimy właśnie po jaskiniach. Przeciskamy się. Bo są takie jaskinie o naprawdę dużym stopniu trudności, żeby je przejść. Wspinamy się na skały, jeździmy na rolkach, organizują przeróżne formy survivalu. Są to jakieś takie rzeczy paramilitarne, które najczęściej większość facetów kręcą. A nawet jeżeli facetów nie kręcą, to na pewno dzieciaki kręcą i dzieciaki są zawsze zachwycone, gdy mogą spędzić taki czas ze swoim tatą. 

Motywacja wewnętrzna taty

Czy zauważasz wokół siebie jakieś potrzeby, które przywodzą refleksję, że można by wokół tego zbudować biznes, ale przecież ja już mam zajęcie?

Wiesz co, tak. To jest właśnie ten temat zarządzania swoimi priorytetami. I powiem ci, że ja w swoim życiu nie raz i nadal mam taki pomysły na biznes i mam wrażenie, że udałyby się, bo na przykład wiem, że coś się sprawdza w innych regionach Polski, albo i na świecie. A tego jeszcze w moim regionie nie ma. Więc, idąc takim systemem, no łopatologicznym, jak uważam, że takie coś mogłoby też tutaj wypalić, biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców, przekrój, wszystkie inne wskaźniki biznesowe. Mam w sobie taką ikrę do tego, żeby robić różne rzeczy. 

Natomiast tutaj sam sobie zakładam taki kaganiec. Właśnie dlatego, że ja już mam ustalony system wartości i na bazie tego mam listę priorytetów, o które chcę dbać,więc z pewnych rzeczy rezygnuję. Tutaj dla mnie tą rzeczą, z której jestem gotowy zrezygnować, to są właśnie kolejne biznesy. Tak, jak mówiłem wcześniej. Jestem świadomy, że na pewno bym jeździł “dużo lepszą furą” i miałbym może ładniejszy dom, czy cokolwiek z kwestii materialnych. To wynika właśnie z moich, czy z naszych wspólnych, tak naprawdę wartości z moją żoną, że mamy taki poziom życia z którego jesteśmy zadowoleni, usatysfakcjonowani. Naprawdę niczego nam nie brakuje w życiu. Mamy co jeść, mamy co pić, jesteśmy zdrowi i my mocno podchodzimy do życia z taką świadomością, że my z tego świata za chwilę odejdziemy. Daj Panie Boże, żebyśmy żyli jak najdłużej, ale wiesz, tego, tego całego majątku my i tak nie zabierzemy do grobu.

Nie znam historii, nie znam takiej opowieści, nie znam takiego case-u, że tak powiem, że ktoś umierając, na łożu śmierci żałował, że nie spędził jeszcze paru godzin więcej w biurze. Ktoś umiera i mówi “No ja cię! Mogłem jeszcze stworzyć trzy biznesy. Jeszcze tam na biurku, ja umieram, a tam na biurku jeszcze leży projekt, który nie jest dokończony, a mógłbym na tym zarobić sporo kasy.” Może są tacy ludzie. Natomiast ja na pewno nie jestem takim człowiekiem. To, czego ja bym żałował to właśnie tego, że za mało czasu poświęciłem, czy zainwestowałem w relacje z jednym, z drugim synem, z żoną, z moją mamą. Im, że tak powiem, jestem starszy, tym coraz częściej, coraz gęściej spędzam czas z moją mamą, czy na rozmowach telefonicznych, czy osobiście, jak mogę.

Myślę też w kontekście takim, co ja mogę pozostawić po sobie. Ja wiem, że tworząc biznes, można też tak pomyśleć, tworzę miejsca pracy, więc też pozostawiam coś dobrego po sobie. W sensie, że pomagam w ten sposób innym ludziom, jasne. Natomiast dla mnie właśnie ten pierwiastek, wiesz, misyjności, i też jest jedno z moich fundamentalnych wartości. I mi zależy, żeby po sobie zostawić jak najwięcej takich rzeczy prorodzinnych. Dlatego właśnie ta inicjatywa “Spoko Tato”, czy morsy czy tam inne rzeczy, które robię paramilitarne, czy pro obronnościowe. To są rzeczy, które wiem, że po mnie zostaną. Zostaną moim dzieciom, z czego moje dzieci będą korzystać.

Jak dzisiaj myślę o biznesie, to zbudować biznes wokół jakiegoś pomysłu. Bardziej myślę teraz o tym, żeby się jeszcze rozwijać pod kątem takich umiejętności survivalowych. Na przykład chcę się nauczyć polować z łuku. Chociaż w Polsce to jest nielegalne, ale w innych krajach to jest legalne. Survivalem zajmuje się już kupę lat.

Natomiast dużo przeszliśmy z moją rodziną w tym zakresie i myślimy, żeby pójść dalej w kontekście. Teraz też trochę traktuję to jako sport, jako odmóżdżenie się, jako relaks, ale też w kontekście właśnie tych moich wartości, to jest zbudowanie takiej ja to nazywam wartości bojowej mężczyzny. Wartość bojowa, to w wojsku taka wartość przetrwaniowa. Zależy mi na tym, żeby moi synowie potrafili odnaleźć się w każdej sytuacji, bez względu na to, jak ta przyszłość na tej ziemi będzie wyglądać. Oczywiście ja, “broń Boże” nie życzę nikomu wojny. Uważam, że wojna i takie rzeczy, to jest straszny dramat, bo zabiera ludziom to jedno życie, które ma.

Natomiast realia są takie, jakie są na tej ziemi, widzimy co się dzieje na lewo i na prawo i to też bym zalecał każdemu biznestacie, czy polecałbym, żeby zainteresował się kwestiami survivalowymi, przetrwaniowymi. No wystarczy, zobacz, że prądu nie ma u nas, mi się już zdarzało, że burza przeszła, u nas w mieście prądu nie było 24 godziny. Wystarczy, że prądu nie będzie, nawet nie mówię o wojnie, prądu nie będzie przez 3 dni, przez tydzień, przez dwa tygodnie. Jesteśmy tak uzależnieni od prądu, od tych wynalazków cywilizacyjnych, wydaje mi się, że zdecydowana większość ludzi w dzisiejszych czasach nie będzie w stanie przetrwać normalnie, żeby się właśnie nie pozabijać, nie kraść i nie panikować. Przetrwać tygodnia, dwóch dni, już nie wspomnę o dłuższym okresie bez prądu, bez WiFi, bez dostępu do netu.

Bo wiadomo, jak nie masz prądu, to nawet auta nie zatankujesz, żeby pojechać gdzieś indziej. No bo wszystko jest dzisiaj uzależnione od prądu. Dla mnie jest bardzo ważne, żeby podnosić te kompetencje, te umiejętności przetrwania. Począwszy od łowienia ryb, to już w miarę potrafimy z moimi synami, porzez właśnie umiejętność zdobywania ziół, różnych roślinnych pokarmów z lasu, z łąk. Aż na ewentualnie zdobywanie mięsa, wody. To też trochę w biznesie stosuję. Oprócz szkoleń, czy takich wyjazdów typowo teambuildingowych wplatam w te wyjazdy team-buildingowe elementy survivalu. Żeby właśnie też w biznesie troszeczkę moich klientów zachęcać, inspirować do tego, żeby rozwijali się też w takich kierunkach przetrwaniowych.

Przygotowanie dzieci do małżeństwa

Trzy słowa na zakończenie?

Zachęcam do kontaktu. Jeżeli kogoś interesuje zbudowanie silnego zespołu, takiej firmy, która jest właśnie z jednej strony nastawiona mocno, twardo na efekty w biznesie, ale z drugiej strony też chce zadbać o relacje, o pracowników, o własną rodzinę, to zapraszam do kontaktu. Wiem jak to zrobić, robię to od wielu, wielu lat. Pomagam wielu, wielu klientom. Mam z tego olbrzymią satysfakcję i cieszę się, Arturze, że właśnie masz w ogóle taki podcast i robisz, łączysz te dwie rzeczy: biznes i tata. To jest no w zasadzie meritum mojego życia. I tata, i biznes, biznes i tata.

Ten temat dotyczy mnóstwa, mnóstwa ojców, którzy mają własne przedsiębiorstwa, firmy i wierzę, że to jest bardzo ważne, żeby poruszać ten temat, właśnie rodziny w życiu przedsiębiorcy. W kontekście właśnie naszych przyszłych pokoleń.  Bo to, co my zasiejemy, to potem będą zbierać nasze dzieci. Wiesz ja sobie tak myślę, że na przykład moi synowie poznają kiedyś kobiety, swoje przyszłe żony, mam nadzieję, że tak będzie i będą chcieli założyć rodziny. Życzyłbym sobie, czy moim synom, żeby naprawdę poznali takie kobiety, które były tak wychowane przez swoich ojców, że te kobiety są naprawdę po prostu szczęśliwe w swoim życiu.

Tak poukładane, że nie mają deficytów, że były dopieszczone przez swoich ojców. To zależy dzisiaj od tych ojców, powiedzmy moich mniej więcej rówieśników. Jak spotykam ojców, przedsiębiorców, którzy mają córki i w  żartach wchodzimy na te tematy, ja mówię: zdaj sobie sprawę, że ja przygotowuję moich synów, być może do tego, że będą mężami twoich córek, co ty na to? A jak ty przygotowujesz swoje córki do tego, że będą kiedyś żonami, być może moich czy może innych chłopców. Czasami widzę entuzjazm, tak jasne, wiem, że to jest ważne, oczywiście robimy z żoną wszystko. A czasami tak patrzą na mnie: ale o co ci chodzi? No przecież mają co jeść, pracuję na nie, wiedzą, że je kocham, czasami nawet im to mówię. Ja mówię, no stary.

Każdy, kto ma trochę doświadczenia we własnym małżeństwie to wie, jak bardzo to w małżeństwie wychodzi. To, jak zostaliśmy wychowani i ile czasu, takiego dobrego czasu w ogóle zainwestowali w nas nasi rodzice, że to wszystko w małżeństwie potem wychodzi.  Zobacz, jaką mamy skalę rozwodów. Popatrz na skalę tego, że tak naprawdę dzisiaj często ludzie nie potrafią budować relacji trwale, długodystansowo. Bo to jest trudne. To jest bardzo trudne, uważam tak. Ja przynajmniej ze swojej perspektywy. Z żoną już jesteśmy różnych, ciężkich czasami okresach i kryzysach. Ta praca nad sobą, ta świadomość, te wszystkie pytania, które dzisiaj zadawałeś odnośnie właśnie emocji i na przykład uważam, że to jest bardzo istotne, żeby to wszystko zaszczepiać też w swoich dzieciach. Żeby to siać.  Na to właśnie trzeba czasu, trzeba świadomości i czasu.

I tym skończę, tą zachętą, prośbą,  apelem, abyśmy wszyscy dorośli tak patrzyli na swoje życie, na swoje biznesy, że to wszystko co robimy, nasze każde decyzje o tym czy chce mieć taki biznes, czy inny, czy jak zarządzać swoim czasem. To jest sianie ziarna. I to przyniesie zawsze jakiś owoc. Pytanie jaki to będzie owoc. Pytanie jakie to jest ziarno. Jaka ziemia będzie wyglądała za 50 lat. Jak będą się czuły nasze dzieci, nasze wnuki. Ja uważam, że my mamy na to bardzo duży wpływ. Im więcej jest takich świadomych biznestatów, tym po prostu czynimy ten świat lepszym. Wiem, że to tak brzmi trochę górnolotnie, ale w to wierzę i tego doświadczam.

Dziesiątki ojców, którzy są w inicjatywie “Spoko Tato”. Setki rodzin, tysiące ludzi. A w Polsce tego jest myślę, że jest cała masa takich ludzi jak ja. Nie jestem jedyny. Żeby było nas jeszcze więcej, jeszcze więcej, jeszcze więcej. Wiele osób stawia właśnie tylko na biznes i kasę, a ta rodzina jest gdzieś na trzecim, czwartym, piątym miejscu i dzieciaczki na tym najbardziej cierpią. My dorośli jakoś sobie poradzimy. Przeżyjemy to życie z rozpędu, lepiej lub gorzej.

A dzieci, mówiąc biznesowo, tak może brzydko, ale to też jest pewnie jakiś projekt na życie. Tak teraz trochę to może zabrzmi beznamiętnie, ale to też jest projekt. Rodzina, biznesowy w cudzysłowiu. I możemy odnieść sukces tutaj, albo ponieść porażkę. Jeżeli biznes świadomie planujemy, budżet planujemy, różne rzeczy zakładamy, czemu by tak samo mnie podejść właśnie do rodziny? Świadomie zaplanować następny rok, następne 2 lata, 3 lata. Co chcemy zrobić z rodziną, jakie będą tego efekty, dokąd to doprowadzi nas jako rodzinę, jako męża, jako żonę, jako dzieci. Czy potrafimy zadbać o wszystkie nasze potrzeby zespołowe i indywidualne. Czy mamy to wszystko dobrze poplanowane. Jeżeli ktoś się chce nazywać przedsiębiorcą, to fajnie, jakby się nazywał nie tylko w kontekście kasy, ale też w kontekście całego życia.

Dziękuję serdecznie

Dzięki Arturze.

Podobne audycje:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *