Droga do uśmiechu, czyli psychologia uważnie kalkulowana – Zdzisław Dąbczyński – BT15

Zdzisław Dąbczyński
Dabczynski Zdzislaw, przedsiebiorca , zalozyciel WiMED

Pobierz audycję

Lista tematów:

  • Droga od narzekania do uśmiechu: 0’30”
  • Jak zarządzać zaufaniem: 1’50”
  • Jak powierzać odpowiedzialność: 3’00”
  • Brak zaufania w biznesie: 3’55”
  • Bezpieczne słupki do znaków drogowych: 6’35”
  • Język akceptacji: 10’35”
  • Praktyczne wdrażanie języka akceptacji: 13’35”
  • Największa lekcja biznesowa: 16’32”
  • Sukcesja w firmie WIMED: 19’35”
  • O książce „Inspiracje i drogowskazy”: 22’08”
  • Upraszczanie procesów produkcyjnych i logistycznych: 26’33”

Bard Biznesu:

Linki:

Książki:

Zdzisław Dąbczyński – Inspiracje i drogowskazy

Peter Leach – Firmy rodzinne

Transkrypcja rozmowy:

Artur Pranga: Gościem dzisiejszego podcastu Biznestata.com jest Pan Zdzisław Dąbczyński, założyciel firmy Wimed, produkującej oznakowanie drogowe i urządzenia bezpieczeństwa ruchu drogowego. Autor książki “Inspiracje i drogowskazy”. Dzień dobry Panie Zdzisławie!

Zdzisław Dąbczyński: Witam, witam wszystkich bardzo serdecznie, wszystkich słuchaczy.

Droga od narzekania do uśmiechu

Panie Zdzisławie, jak wygląda droga od naturalnego narzekacza, tak popularnego w Polsce, do uśmiechu?

Długa droga uważności i kalkulacji. Bo jak się zauważa swoje zachowania, to łatwiej jest kalkulować i obserwować jakie, takie czy inne zachowania, przynoszą skutki. W moim doświadczeniu to było właśnie uważna obserwacja i później kalkulowanie tych strat, jakie się ponosiło.

Pierwszy raz słyszę, żeby ktoś mówił o sprawie, bądź co bądź, emocjonalnej poprzez pryzmat kalkulowania jej.

Jeżeli wkalkulujemy w codzienność na przykład słynne czy znane ciche dni, to kto na tym wygrywa? Nikt! A z czego ona się biorą? Z takich czy innych zachowań emocjonalnych. W związku z tym kiedyś nasze ciche dni trwały długo. W tej chwili albo ich nie ma, albo trwają bardzo, bardzo krótko. A wszystkie zachowania ludzi to są kwestie reakcji emocjonalnych. 

Jak zarządzać zaufaniem

Kluczem do wszystkiego jest zaufanie. Michał Szafrański twierdzi, że będzie ono walutą przyszłości. Jak uczyć się zarządzania powierzonym i dawanym zaufaniem?

W moim doświadczeniu kończy się, lub skończył się, nazwałbym biznes siłowy. To znaczy, że coś bardzo potrzebujemy. Bo produktów jest pod dostatkiem. Natomiast przechodzi to bardzo umiejętnie, albo już przeszło, w biznes relacji. Czyli jak lubię, to skorzystam. A tutaj kluczem jest zaufanie do osoby, do marki, do produktu. Po prostu jak się z tym czuję? I w mojej ocenie wypolerowane teksty copywriterów działają już coraz słabiej. Bo za chwileczkę się przekonujemy, czy tak pięknie opisana obietnica działa, czy nie. W związku z tym w mojej ocenie przyszedł czas na taką czystą jakość. Budowaną na zaufaniu do obsługi i do produktu.

Jak powierzać odpowiedzialność

Wszyscy mówią o braniu odpowiedzialności. Jak ją powierzać?

Moje doświadczenie to proste dotrzymywanie słowa. Jeżeli tak, to u mnie, jako, powiedziałbym w cudzysłowie, u nadawcy, staje się naturalną rzeczą, która staje się kredytem u odbiorcy. I trzeba zauważyć, że ludzie reagują na to, co widzą i to co czują, a nie to co słyszą, to co obiecujemy. W związku z tym proste dotrzymywanie słowa i zobowiązań staje się naturalnością w moim przypadku i jest odbierane, oczekiwane przez odbiorców. I warto na tym budować swoje relacje. 

Brak zaufania w biznesie

Jak w takim razie powinniśmy przestrzegać tematy zaufania, odpowiedzialności w otoczeniu biznesowym, które w sumie nie toleruje pomyłek, bo jak jednemu się nie udało, to następny dostawca na pewno zrobi lepiej. No i to otoczenie biznesowe również nie ufa, bo żąda zabezpieczeń w każdym kontrakcie.

My od lat jesteśmy w biznesie przetargowym. Co jest charakterystyczne w tym biznesie? Jest to, że jest przygotowana szczegółowa specyfikacja techniczna zamówienia i warunki. I gdybym po latach uczestniczenia w tym biznesie miał porównać, w jaki sposób nasz biznes się rozwijał. Czy biznes tych przedsiębiorców, którzy oferowali produkty bezpośrednio klientom, czyli zaspokajaniu ich potrzeby, rosnące potrzeby, rosnące wymagania. To moja konkluzja i jak gdyby odpowiedź na to, jeżeli żąda się zabezpieczeń bo się nie ufa, to byłaby taka, żeby w mojej ocenie łatwiej zmienić biznes i szukać takich warunków, gdzie my możemy jako firma, jako osoby się realizować. Bo nie w każdym biznesie jest przygoda. A najważniejsze, żeby tak sobie układać te działania biznesowe, żeby one były w części wyzwaniem, a w części przygodą. I z mojego doświadczenia, przetargi, czy kontrakty, taką przygodą nie do końca są.

Co jest takiego w tych kontraktach, przetargach, co im odbiera to piękno przygody?

No właśnie te wszystkie zabezpieczenia i narzucanie warunków, do których trzeba się dostosować. Szczególnie w produktach powtarzalnych. Na przykład takimi produktami powtarzalny są znaki drogowe. Z jednej strony mają określone specyfikacje techniczne, a z drugiej strony podlegają wymogom określonych norm. Czyli jest tutaj mało przestrzeni na tworzenie, na innowacje. Bo droga do wprowadzenia takich zmian jest bardzo długa. Bo musi to zaakceptować administracja drogowa, musi to zaakceptować projektant. Musi się to znaleźć w projekcie, musi się to znaleźć szczegółowej specyfikacji warunków. Trzeba później wygrać kontakt, trzeba go zrealizować. Także droga do innowacji na rynku produktów łatwo zbywalnych, czy takich masowych, jest dużo łatwiejsza.

Bezpieczne słupki do znaków drogowych

Czy może Pan w takim razie coś więcej opowiedzieć o tym, jak wyście wdrożyli, jako firma, słupki do znaków drogowych, które ratują ludzkie życie?

Niedawno na bardzo ciekawej konferencji, zorganizowanej przez Politechnikę Gdańską, właśnie zrobiłem takie ciekawe résumé tych rozwiązań, które myśmy przez lata wdrożyli jako firma. Właśnie przez prowadzenie marketingu wśród projektantów i administracji drogowej. Ile to było lokalizacji. Ile takich produktów, ile tysięcy zastosowaliśmy, jak ze znanych nam raportów z wypadków w niektórych przypadkach te urządzenie zadziałały. I ja wtedy właśnie zadałem takie pytanie: Czy w tym, bardzo wrażliwym obszarze, jakim jest bezpieczeństwo w ruchu drogowym, na co składa się zachowanie kierowcy, warunki na drodze i pojazd. I w tym jak gdyby takim najbardziej newralgicznym elementem, jest oczywiście zachowanie człowieka. Ii właśnie przedstawiając, z jednej strony te dane biznesowe, z drugiej strony zadałem pytanie: Gdzie jest odpowiedzialność za stosowanie takich, czy innych produktów?

Generalnie każda droga ma swój projekt organizacji ruchu. I to projektanci, audytorzy i administracja drogowa zatwierdzać to musi. I stąd, odnosząc się do poprzedniego pytania i do poprzedniej tezy, że wdrażanie takich rozwiązań jest bardzo trudne, to powtarzam, że nakład pracy, jaki musieliśmy ponieść włożyć w to, żeby promować takie rozwiązania. Najpierw wyprodukować, testować, przejść europejskie testy na zgodność z normą. A następnie przejść tą drogę, żeby te produkty znalazły się w specyfikacji, zostały wybrane, zastosowane, jest bardzo, bardzo, bardzo długą drogą. I gdybym powiedział, odnosząc się do jakichś tam klęsk, czy porażek w tym moim biznesie, to jest to, że za późno zrozumiałem, że ta droga jest bardzo długa, kosztowna. I może gdyby to był inny kontekst biznesowy, zdołali byśmy dużo więcej rzeczy wdrożyć. Natomiast właśnie ta relacja nowość, a przetarg, niestety jest przepastna. 

Co powinno się zmienić, żeby było lepiej?

Ja myślę, że właśnie ta konferencja. Ta konferencja dała dla mnie, jako obserwatora wielu konferencji, niesamowite świadectwo i dowody na to, jak polska nauka, czyli między innymi Politechnika Gdańska, Politechnika Krakowska, Politechnika Warszawska połączyły siły, uzyskały środki, miały określone wymagania z administracji drogowej i ten poziom wiedzy związanej z warunkami, jakie mogą wystąpić na drogach, zagrożeniami, jakie mogą się pojawić i sposobami do rozwiązania tego pokazywały to bardzo wysoki poziom.

Czyli to co Pan zapyta, jaki będzie klucz? Kluczem jest wiedza i kluczem są dane. I w tej chwili te dane o wypadkach drogowych, o ilości osób, które giną na drogach, czy które są ranne. Ilości osób, które nie wracają w pewnym momencie do domu, bo coś się wydarzyło na drodze, jest ogromna. Mamy jedno z ostatnich miejsc w Europie. Dlatego tu jest potężna przestrzeń. Wydaje mi się, że i wiedza i świadomość rośnie, natomiast to się też musi pojawić w tych elementach. Jak i w zmianie organizacji ruchu, czy wdrażaniu nowych rozwiązań. Ale przede wszystkim, przede wszystkim większej ważności kierowców. 

Język akceptacji

Bardzo często w wywiadach odpowiada Pan o języku akceptacji. Co to jest, co on tak naprawdę może zmienić w naszych rodzinach, w naszych firmach?

Ja jestem fanem tej tak zwanej psychobiologii. Czyli jak psychika wpływa na biologię. I to odkrycie, tego języka akceptacji, czyli zrozumienie bardzo prostych mechanizmów w dialogowaniu, okazało się jedną z większych ciekawostek z życia. A mianowicie, weźmy taki najprostszy przykład, powiemy: “Dlaczego Ty to tak zrobiłeś?”, lub użyjemy sformułowania: “Z czego wynika, że to zostało tak zrobione?”. W pierwszym przypadku atakujemy człowieka i uruchamia się system “walcz albo uciekaj”. A w drugim przypadku atakujemy problem. I druga osoba nie czuję się zaatakowana.

My w firmie przez wiele miesięcy uczyliśmy się na nowo ze sobą rozmawiać, właśnie stosując język akceptacji. Czyli taki język, który właśnie służył do rozwiązywania problemów, bez używania stwierdzeń, którymi mogliśmy “atakować inne osoby”. Myśmy wspólnie napisali kilkaset tzw. algorytmów, ucząc się, bo niestety nie uczy się nas tego. Natomiast te biologiczne mechanizmy przetrwania ciągle w nas są, w tym tzw. mózgu gadzim, czy mózgu pierwotnym. Czyli w momencie kiedy człowiek poczuje niebezpieczeństwo, to odpowiednio reaguje. I niestety bardzo często tym niebezpieczeństwem, na które reagujemy, jest sposób w jaki ktoś się do mnie zwraca.

I ja studiując, czy zgłębiając ten temat później zacząłem obserwować w najprostszych relacjach, moich z moją małżonką, jak to czasem, niechcący, nieświadomi, używając takich czy innych słów, zwrotów, czy nawet żartów, byliśmy w stanie bardzo łatwo siebie urazić, nie mając niczego złego na myśli. To była tylko czasami konstelacja słów. Jest kilka książek na rynku, które to opisują. Dla mnie to był temat wart zgłębiania, na który trzeba być w każdej chwili uważnym, którego trzeba się uczyć, czy szukać, jak nasze słowa mogą ranić. Zresztą tak, jak śpiewał Niemen w swojej piosence, że słowem można zabić.

Praktyczne wdrażanie języka akceptacji

Jeżeli słucha nas biznesmen prowadzący firmę, która zatrudnia 5, 10 osób, co by Pan zalecił człowiekowi chcącemu właśnie tą zmianę wprowadzić w swojej organizacji, w swojej firmie, rodzinie?

Gdybym miał tak zacząć, też odnosząc się do naszej rozmowy, to jest właśnie ta uważność. A miernikiem uważności wynikającej właśnie z tego, jak się zwracamy, jakie są relacje, jest to, jak się po prostu czujemy. Bo jeżeli weźmiemy taki bardzo prosty mechanizm, że moje rezultaty zależą od  moich zachowań, ale moje zachowania zależą od tego, jak myślę, ale moje myśli w tle mają to, jak się czuję, czyli moje uczucia. A moje uczucia są generowane, czy wypełniane poprzez określone kolekcje emocji.

Teraz w momencie, kiedy zaczniemy na to zwracać uwagę nie tylko bardzo prosto: źle się czuję, albo dobrze się czuję, jestem zadowolony, albo jestem zły, ale zaczynamy uważać, rozważać z czego to wynika, to wtedy właśnie to staje się kluczem do takiego rozeznania i do tej uważności, i do tego szacunku i akceptacji. Takim bardzo prostym znowu miernikiem, jak się czujemy, czy w jakim jesteśmy stanie, jest to w jakim jesteśmy poziomie napięcia. Wystarczy poczuć jaki kart jest spięty, ramiona są podniesione. W związku z tym, znowu wracając, bo wiele tych tematów przepracowałem, ja już prowadzę firmę 31 lat. I pamiętam wiele okresów, kiedy miałem mnóstwo energii, kiedy się przewracałem, kiedy miałem już dosyć kiedy mnie to wszystko cieszyło.

I w tej chwili, z perspektywy czasu, przekroczyłem już 60-tkę i dalej chciałbym się tym bawić. Natomiast jestem tym samym człowiekiem, który znał siebie, a czasami nie mógł siebie zrozumieć. No bo dla wszystkich chyba jest zrozumiałe, że czasem się zdenerwujemy, nie potrafimy się uspokoić. Jesteśmy tym samym sobą, tylko zdenerwowanym lub zadowolonym. Czyli co mógłbym doradzić, czy co mógłbym zasugerować? Tą uważność i kalkulacje. Bo jak zauważę, że takie czy inne zachowania powodują u mnie wzrost niepokojów, czy nerwów, czy złości, oo to to mogę odnosić do siebie. Jak zauważę, że wychodzą ludzie po rozmowie ze mną skwaszeni, czy niezadowoleni, czy zgaszeni, to później ileś czasu muszą odreagowywać. W związku z tym ta uważność, przekładająca się na budowanie relacji, w mojej ocenie jest bardzo ważna.

Największa lekcja biznesowa

Czy zechce Pan opowiedzieć o jakimś największym swoim potknięciu biznesowym i lekcji jaką możemy z tego wszyscy wyciągnąć?

No takich potknięć było dużo. Gdybym miał odnieść, co było takie największe albo takie co się powtarzało, to wydaje mi się, że to było rozproszenie. I zbyt wiele tematów preferowanych, czy proponowanych przeze mnie, a nie do końca zrozumianych, czy zaakceptowanych przez pracowników. A nic samo się nie zrobi. W związku z tym mam kilka takich pomników, że tak powiem, ja to nazywam pomników głupoty, albo opłaconego podatku głupoty. Gdzie coś mi się podobało, czymś się fascynowałem. Bardzo chciałem mieć i dokąd siłowo to było ciągnięte to jakoś to szło. Ale pewnym momencie stawało.

W związku z tym, między innymi, takim projektem, który przekroczył nasze możliwości, który ciągle jest potencjałem, jest tak zwany parking obrotowy. Kiedyś zobaczyłem to na jakimś filmie, zaciekawiło mnie to. Problemów z parkowaniem jest mnóstwo. W związku z tym zacząłem się tym interesować. Mister Google, mister YouTube, wylot do Chin, do Hongkongu. No faktycznie, fantastyczny projekt, który może przynieść nam ogromne przestrzenie do działania.

Tyle tylko, że WIMED od lat jest z znaną firmą z produkcji znaków drogowych. Nie z produkcji parkingów w obrotowych. W związku z tym moim inżynierowie, moi pracownicy podołali, stworzyliśmy prototyp. Ale jednak rynek oczekuje od nas znaków drogowych, a nie parkingów. W związku z tym stoi u mnie, przy firmie taki pomnik. Oczywiście pewnego dnia on znajdzie jakiegoś partnera biznesowego, który tym się zainteresuje, który ma przestrzeń do rozwoju tego, my się podzielimy doświadczeniami. Ale dzisiaj codziennie przychodząc rano do pracy, widzę to. Jak to stoi zamrożone w postaci prototypu.

To musiało niezłe pieniądze pochłonąć.

Oj tak, kosztowało duże pieniądze. Natomiast z jednej strony, jako inżynierowie z mojej firmy, podołali tym wyzwaniom. Ja, jako też taki wizjoner, że tak powiem, byłem w stanie. Bo bo konstrukcja jest całkowicie nasza, na bazie takich istniejących rozwiązań. Ale, tak, tak to jest taki przykład, powiedziałbym chyba kluczowy i najdroższy w mojej historii różnych projektów. Ale bilans generalnie jest dodatni działalności, a to też jest bardzo ważne, bo 31 lat funkcjonujemy na rynku. W każdym roku jest jakiś postęp. Przychodzą trudniejsze lub łatwiejsze lata, ale generalnie, ciągle z radością i z taką odpowiedzialnością, spełniamy wymogi klientów.

Sukcesja w firmie WIMED

Wspomniał Pan o tym, że firma już istnieje 31 lat. Więc zapytam o sukcesję. Będzie, nie będzie, wejście na giełdę, sprzedaż firmy? Czy rodziną utrzyma firmę?

Firma zostanie w rękach rodzinnych. Właśnie takim wielkim wydarzeniem dla mnie było to, kiedy gdzie moje córki i zięć powiedzieli jasno i wyraźnie: Tato, my chcemy prowadzić firmę rodzinną dalej. Takim bardzo ciekawym elementem, który pozwolił mi w skrócie zrozumieć to zjawisko sukcesji, był możliwy dzięki książce, która ukazała się z pomocą firmy Deloitte: “Firmy rodzinne” Petera Lycha. Takiego brytyjskiego specjalisty, konsultanta właśnie w relacjach firm rodzinnych.

I jeden z epizodów ze spotkań z tym Peterem Lychem uświadamiał bardzo taki prosty fakt, kiedy może zadziać się prawdziwa sukcesja. Prawdziwa sukcesja może zadać się wtedy, kiedy ja potraktuję moje dzieci jako partnerów biznesowych. Oni potraktują mnie jako ojca, jako partnera biznesowego. A następnie, kiedy wyznaczymy swoje role, swoje obszary swojej odpowiedzialności i będziemy je szanować i respektować. I to właśnie dzięki temu językowi akceptacji. Dzięki temu, że zrobiliśmy dość dokładne testy psychometryczne, określające nasze silne i mocne strony. Bo moje córki często powtarzały: “Tato, my nigdy nie będziemy takie jak ty!”. A ja byłem człowiekiem, który potrafił sobie poradzić z każdym problemem.

Natomiast rozpoznanie tych naszych silnych i mocnych stron, język otwartości i szczerości, powoduje to, że dzisiaj jestem bardzo spokojny o sukcesję. Z jednej strony to mnie dodaje sił do działania w takich pewnych przestrzeniach, w których ja się dobrze czuję, jak innowacje, wdrożenia. Ale jednocześnie córki i zięć poczuli się mocni w swoich obszarach, co ja też mocno doceniam. W związku z tym w tej chwili jak gdyby właśnie sukcesja emocjonalna się dokonała. Czyli to tak, chcemy współpracować i rozwijać biznes rodzinny. Natomiast czeka nas jeszcze sukcesja formalna, która gdzieś w najbliższych miesiącach też będzie się dziać. 

O książce „Inspiracje i drogowskazy”

Czy chce nam Pan coś polecić? czas na reklamę…

Generalnie znaki drogowe kupuje administracja drogowa. Natomiast to, co ja chciałbym polecić od siebie to jest nieustająco ta moja książka ”Inspiracje i drogowskazy”, jako że tam jest właśnie ta, z jednej strony suma tych inspiracji, które mnie pomagały transformować się z naturalnego narzekacza, właśnie do zadowolonego przedsiębiorcy, aktywnego przedsiębiorcy.

Ta książka powstała między innymi trochę tak, żebym mógł siebie uporządkować, ale również podziękować innym za inspiracje, jakie otrzymywałem od nich. I szczególnie w drugim wydaniu tej książki jest już taka mapka, która zawiera te 40 moich inspiracji, które były dla mnie ważne. Ale po drugiej stronie kartki jest puste miejsce. Żeby każdy mógł spisać swoje inspiracje i to, co dla kogoś jest ważne. Bo jak Pan doskonale sobie zdaję z tego sprawę, w tej chwili mnóstwo pouczaczy, mnóstwo wiedzy, mnóstwo książek. Łapiemy się na te tytuły, czy jeździmy na te wykłady, na warsztaty. Później patrzymy, że coś nie działa, albo zauważamy, że coś nie działa. Dla mnie istotne jest to, jak dana inspiracja jest postrzegana, czy dostrzega na przeze mnie i jak ona zadziała. Także nieustająco. Mam fajny suwenir, tą książkę.

No i druga rzecz, unikalna, która w tym momencie jak gdyby gdy zaczyna łączyć dość mocno tą moją pasję, taką to boczną, a mianowicie uczenia się i rozumienia siebie i ludzi, to są piosenki, do których piszę teksty. Niektóre melodie układam, ale w większości mam wspaniałego, młodego kompozytora Tomka Borucha. Tworzę takie trochę unikalne piosenki które łączą w sobie to życie biznesowe i tą naszą codzienność. Między innymi byłem zaproszony z wykładem w tej wspaniałej szkole ASBIRO. Tam poznając Pana Jana Fijora w pewnym momencie się przestawiam, mówię: przedsiębiorca 30 lat, firma 31, inspirator, napisałem książkę “Inspiracje i drogowskazy” i jeszcze mi brakuje takiego wątku, bo artystą nie jestem, piosenkarzem nie jestem, muzykiem nie jestem, muzykantem nie jestem. A on odpowiedział tak prosto: bard biznesu.

I to mi tak bardzo zagrało zarezonowało w sercu. Jako że bard opowiada o różnych, że tak powiem zjawiskach życiowych pieśnią piosenką. W tej chwili z największą przyjemnością w wolnych chwilach pisze teksty, uczę się melodii, staram się to jakoś wyrazić. W maju ukazała się pierwsza płytka: “Inspiracje i życiowskazy z piosenką”, która zawiera siedem właśnie takich tekstów, które z nich są opisują kod sukcesu piosenką.

Piosenka “Razem znaczymy więcej”, czyli wyrażająca moją troskę o to, żebyśmy jako firma, jaką rodzina, jako społeczeństwo, naród, jako ojczyzna razem znaczyli więcej. Jest tam piosenka “O odpowiedzialność”, która też wyraża taką moją troskę o mój kochany kraj, o moją kochaną Polskę. Te dwie rzeczy i te piosenki są do posłuchania na Soundcloud. Każdy może tam sobie wejść, posłuchać. Na pewno u mnie działają, podnosząc jakość życia. Zebrałem też trochę pozytywnych opinii, komentarzy. Natomiast nie mają jakiegoś tam mocnego wsparcia marketingowego, bo czym innym jestem zajęty. Ale jest to ciekawa, unikalna rzecz. Myślę, że godna polecenia, nawet przeze mnie jako autora.

Gdzie można kupić książkę, płytę z muzyką?

Książka jest dostępna na Allegro. Natomiast ta płyta nie jest w sprzedaży. Można posłuchać, tak jak wspomniałem, jeżeli się wygoogluje “Inspiracje i życiowskazy”, albo ‘“Inspiracje i drogowskazy”, to można trafić na Soundcloudzie i posłuchać.

Upraszczanie procesów produkcyjnych i logistycznych

Czy zauważa Pan swojej rodzinie, w swojej firmie jakieś potrzeby, które dzisiaj trudno spełnić? Jakąś refleksję, która dała Panu pomyśleć: “O gdybym drugi raz zaczynał biznes, to może bym zrobił to”.

To, co mnie interesuje, to co myślę w tej chwili jest takim bardzo na czasie problemem. Mianowicie to jest upraszczanie procesów produkcyjnych i logistycznych. Jako że generalnie gospodarka fajnie funkcjonuje i w skali Polski, i w skali światowej, wymagania rosną. W związku z tym to, czym my chcemy jako firma i jako rodzina zabezpieczyć sobie w miarę komfortową przyszłość, to jest właśnie tak zorganizowana produkcja i logistyka, ale już głównie przekierowana na naszych partnerów rynkowych, żeby praca związana z produkcją i montażem znaków drogowych, była maksymalnie prosta, łatwa, lekka i przyjemna. A ona taka dzisiaj nie jest.

W związku z tym po latach sobie przyjąłem taki plan, taki cel, żeby właśnie pomóc w tej ciężkiej pracy tych ludzi na drogach. Oni muszą obojętnie jaka pogoda, jakie warunki, stanąć i tą pracę wykonać. Dla mnie podmiotem w tej chwili moich wielu działań takich wdrożeniowych, innowacyjnych, poszukiwawczych, jest to, żeby maksymalnie uprościć, tak jak wspomniałem, produkcję i montaż znaków na drogach. Mamy opracowany bardzo ciekawy plan. Ten plan w pierwszej kolejności będzie wdrażany w Polsce. Kiedyś chcemy wyjść również z tym technologiami za granicę. Tak żebyśmy mogli, wykorzystując moje wieloletnie doświadczenie, ale też taką rodziną charyzmę firmy drogowej i takiej rodziny drogowej, bo mój dziadek był drogowcem, mój tato był drogowcem.

W tej chwili córki, już czwarte pokolenie. I chcemy, żeby też jako firma polska, zaistnieć kiedyś w przyszłości jako lider technologii oznakowania dróg. Czyli z jednej strony oczywiście, będzie to dostosowywanie się do norm i wymogów regionalny specyfikacji. Ale jednocześnie jesteśmy przekonani, że stworzymy takie produkty, które administracja i ci, którzy zajmują się montażem znaków drogowych, będą mocno pragnąć. I ta ścieżka, od pomysłu, do wdrożenia przy oznakowaniu dróg, może jakoś się skróci.

Podobne audycje:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *