Design Thinking – Mateusz Łapiński – BT30

Pobierz audycję

Kontakt z Mateuszem:

Lista tematów:

  • Krótko o Design Thinking: 0’18”
  • Innowacyjność państwowa i rzeczywista: 1’04”
  • Jak stosować metodę: 2’18”
  • Kiedy stosować metodę: 6’08”
  • Unikanie komplikacji rozwiązań: 7’08”
  • Design Thinking w rodzinie: 10’12”
  • Jak realizować Design Thinking z dziećmi: 13’17”
  • Naprawianie istniejących organizacji: 15’34”
  • Analiza przykładu organizacji: 19’57”
  • Koncentracja na użytkowniku końcowym: 24’32”
  • Miejsce do drzemki na wynajem: 25’18”

Transkrypcja rozmowy:

Artur Pranga: Gościem dzisiejszej audycji jest Mateusz Łapiński, moderator Design Thinking, konsultant public relations, trener wystąpień publicznych, tato dla dwójki dzieci. Dzień dobry Mateuszu!

Mateusz Łapiński: Dzień dobry!

Krótko o Design Thinking

Mateuszu jesteś specjalistą od Design Thinking. Proszę w przybliż nam krótko tą metodę.

Metodyka Design Thinking przede wszystkim opiera się na potrzebach drugiego człowieka, potrzebach użytkownika końcowego. Znając te potrzeby, dzięki tej metodyce, jesteśmy w stanie wypracować innowacyjne rozwiązania. Przy czym te innowacyjne rozwiązania, nie należy ich mylić z inwentoryką, czyli z wynalazczością. Natomiast innowacyjność polega na tym, że znane już najczęściej elementy łączymy w nową jakość. Syntetyzujemy w nową jakość. To rozwiązanie przede wszystkim jest odpowiedzią na potrzeby użytkownika końcowego.

Innowacyjność państwowa i rzeczywista

Czy ma to coś wspólnego z bardzo popularną, sponsorowana państwowo innowacyjnością?

Termin innowacyjność jest bardzo szeroki, często nadużywany, ponieważ właśnie wszystko zależy od tego, jak definiujemy innowacyjność. To jest takie słowo klucz, którym wiadomo wygrywa się różne wnioski o dofinansowania. Wskazując, że będzie innowacyjne rozwiązanie zastosowane w ramach projektu. Słowo innowacyjność, takie słowo klucz, które dobrze sprzedaje się gdzieś w nagłówkach medialnych. Natomiast nie do końca. 

Ponieważ często, jeżeli wspomniałeś akurat o tej dofinansowanej przez państwo innowacyjności, są to po prostu rozwiązania znane już wcześniej. Tylko w Polsce mniej popularne, mniej adaptowane dotąd. Oczywiście, jeżeli polskie firmy wynajdą coś innowacyjnego, no to jest super. Ponieważ dzięki temu mamy realny wkład w rozwój światowej gospodarki. Termin innowacyjność jest bardzo szerokim pojęciem i często nim się szeroko szermuje. Natomiast myślę, że nie zawsze w sposób uzasadniony. 

Jak stosować metodę Design Thinking?

Jak tą metodę stosować? 

Metodyka Design Thinking może być stosowana praktycznie w każdym obszarze naszego życia. Od biznesu, przez działania społeczne, aż do funkcjonowania jednostek samorządu terytorialnego. Tak naprawdę stosowanie metody Design Thinking z reguły odbywa się w tym samym schemacie.

Pierwszy etap to tak zwany etap empatii, kiedy pozyskujemy informacje od użytkowników końcowych. Najpierw identyfikujemy, kim są ci użytkownicy końcowi. Następnie badamy jakie mają potrzeby względem obszaru, co do którego przeprowadzamy nasze działania w metodyce. Najczęściej takie zbieranie potrzeb, informacji od użytkowników końcowych odbywa się za pomocą wywiadów pogłębionych i to są, wiadomo, badania jakościowe. Natomiast oczywiście przy szerzej zakrojonych działaniach również włącza się badania ilościowe.

Następnie analizuje się zebrany materiał i w ramach grup warsztatowych. W których skład często wchodzą eksperci w danej dyscyplinie, jak również reprezentanci użytkowników końcowych. Definiuje się jaki jest problem, wymyśla się rozwiązania. Tutaj mamy etap definiowania, w ramach którego wymyślamy te rozwiązania.

I co bardzo ważne, jeżeli chodzi o metodykę Design Thinking, jest też taki etap prototypowania. Rozwiązanie wymyślone wcześniej prototypuje się. Czyli tworzy się proste modele, tanie, szybkie do skonstruowania, które można łatwo przetestować. Ja jestem z wykształcenia między innymi etnologiem. Na studiach nas uczono, że prawdziwy etnolog, to taki, który musi wszystko pomacać, powąchać, polizać. I w podobnym duchu należy też traktować prototypy.

Dajemy użytkownikowi końcowemu prototyp i on wie, co ma z tym zrobić, ale drogę do osiągnięcia celu musi sam sobie opracować. Reszta osób, zespół badawczy, przygląda się temu, jak użytkownik końcowy testuje to rozwiązanie, jak je wykorzystuje. Często nasz zamysł, co do tego, jak wykorzystać dany prototyp może diametralnie różnić się od tego, jak to zostanie wykonane przez osobę testującą.

Potem następuje zebranie informacji zwrotnej od użytkowników końcowych i następuje nie tyle etap, co taka tkanka łączna procesu w metodyce Design Thinking, czyli iteracja. Iteracja, czyli powrót do wcześniejszego etapu. Jednego wcześniej, czasem więcej po to, żeby udoskonalić owo rozwiązanie w oparciu o zebraną informację zwrotną i następnie proces idzie dalej.

Podsumowując mamy etap empatii, kiedy zbieramy informacje, zbieramy potrzeby użytkowników końcowych. Następnie mamy etap definiowania problemu, później ideacja, czyli wymyślanie tych rozwiązań będących odpowiedzią na zdefiniowany problem, prototypowanie rozwiązań i ich testowanie. Teraz iteracja, tak jak mówiłem jest taką tkanką łączną. Najczęściej wracamy z etapu testowania do prototypowania i później znowu testujemy poprawiony już model. Czasem też ta iteracja może zejść do etapu wyżej, na przykład do etapu definiowania. Może okazać się, że problem został źle zdefiniowany i należy się cofnąć tak, żeby ten proces od tego momentu przeprowadzić od nowa.

Kiedy stosować metodę Design Thinking?

Kiedy ta metoda jest najlepsza, a kiedy trzeba stosować inne narzędzia?

Metodyka Design Thinking sprawdza się przede wszystkim wtedy, kiedy mamy czas. To nie jest taki szybki zastrzyk adrenaliny, jak ratownicy, którzy chcą pobudzić osobę, robią szybki strzał dożylnie i osoba odzyskuje siły. To jest proces, który wymaga czasu. No i wymaga przede wszystkim gotowości osób do tego, żeby wziąć w nim udział.

Często metodyka Design Thinking jest stosowana wtedy, kiedy przede wszystkim chcemy systemowo podejść do czegoś, a nie tylko tak “ad hoc” coś tam rozwiązać. Kiedy chcemy szerzej się przyjrzeć naszym produktom, naszym usługom, procesom wewnątrz naszych organizacji, firm i wtedy możemy poświęcić na to wystarczająco dużo energii. Ponieważ wiemy, że będzie to owocować. Jest to inwestycja raczej długofalowa.

Unikanie komplikacji rozwiązań

Zdarza mi się rozmawiać w wywiadach z biznesmenami, którzy twierdzą, że duże zespoły projektowe, takie jakie są w sumie potrzebne w Design Thinking, mają tendencję do dodawania technicznych udoskonaleń tam, gdzie potrzeba prostych rozwiązań. Nawiązując też do znanego dowcipu o tym, co to jest wielbłąd. To jest koń, tylko wymyślony przez komitet, czyli ma dodane wszystko, co członkowie komitetu chcieli, żeby miał. Co zrobić, aby opanować te grono w zespole. Aby dojść do rozwiązania, które jest potrzebne, a uniknąć wszystkiego, co jest dodawane po to, żeby każdy w zespole mógł coś od siebie dodać.0

Kluczową sprawą, jeżeli chodzi o formowanie zespołów projektowych metodyki Design Thinking jest możliwie szeroka reprezentacja ludzi o różnych punktach widzenia i różnym doświadczeniu. Czyli przykładowo ostatnio na przykład brałem udział jako akurat członek takiego zespołu warsztatowego w warsztacie poświęconym budowaniu nowego banku zdjęć. Bank, którego jeszcze nie ma, natomiast były sprawdzane możliwości, jak można by taki bank zrobić. Jakie miałby mieć funkcje, których dokąd jeszcze inne banki nie mają, etc.

W naszym gronie zebrali się ludzie, którzy przede wszystkim korzystają z takich banków. Jako osoby kupujące, ale także jako fotografowie, którzy okazjonalnie jakieś swoje zdjęcia sprzedają na stocki. Znalazł się też jeden fotograf, który z tego żyje. Sprzedaje zdjęcia na właśnie stocki. Tak naprawdę tylko dzięki temu, że nasza załoga była o tak różnych specjalizacjach i tak różnym doświadczeniu, jeżeli chodzi o korzystanie z tych banków zdjęć, udało nam się w dwóch grupach wypracować dwa rozwiązania, które na etapie testowania okazało się, że są ze sobą komplementarne. Choć pracowaliśmy przez całe warsztaty osobno.

Natomiast okazało się, że dzięki temu, iż jedna grupa pracowała z perspektywy osób kupujących zdjęcia, a druga pracowała z punktu widzenia osób sprzedających zdjęcia na zdjęcia na stocki, udało nam się stworzyć produkt, nazwijmy to, kompletny, który był gotowy do testowania już, że tak powiem, w realnym świecie. Oczywiście po wdrożeniu. To doświadczenie pokazuje, jak ważne jest zróżnicowanie w zespole. I tutaj nie ma czegoś takiego, że ktoś, kto jest profesjonalistą w danej branży będzie dodawać za dużo szczegółów. Bo jeżeli to będzie oczywiście cały zespół warsztatowy związany z takich samych profesjonalistów, to faktycznie. Zasada “less is more” prawdopodobnie nigdy nie zagości w trakcie dyskusji. Jednak kiedy mamy szeroką reprezentację ludzi o różnych specjalizacjach i różnym spojrzeniu na sprawę. Mniej doświadczonych, bardziej doświadczonych. Dzięki temu jest pewien balans i wzajemne uzupełnianie się tych osób w zespole.

Desing Thinking w rodzinie

Design Thinking rodzinie. Da się to w ogóle wdrożyć?

Nie wiem, czy rodzina jako taka jest miejscem do realizacji procesów takich, które się robi przy okazji projektowania produktów, usług czy procesów wewnątrz organizacji. Natomiast myślę, że warto skupić się na tym elemencie podstawowym, czyli potrzebach użytkownika końcowego. Jeżeli wiemy, jakie potrzeby mają nasi bliscy, członkowie naszej rodziny, z pewnością będzie nam łatwiej dopasowywać się do funkcjonowania w ramach rodziny.

Tak sobie myślę, że to jest takie uniwersalne bardzo. Nie tylko w rodzinie, ale w relacjach międzyludzkich ta koncentracja na użytkowniku końcowym i znajomość jego potrzeb jest kluczowa do budowania dobrych, trwałych relacji. Myślę, że jeżeli chodzi o kwestie, na przykład funkcjonowania z dziećmi. Ja akurat w czasie tego Lockdownu wiosennego dużo skorzystałem z narzędzi związanych z prototypowaniem. Takie nastawienie na robienie tanich, szybkich modeli pomogło mi często urozmaicić zabawy dla dzieci.

Kiedy przykładowo oglądaliśmy filmik, gdzie jeden z pasjonatów muzyki ludowej, gdzie mam na myśli tu ludowość w wersji afrykańskiej, azjatyckiej, spoza naszego kręgu kulturowego. Prezentował wszelakie instrumenty muzyczne, które ma w swoich gdzieś tam zasobach. To sobie pomyślałem: Ale przecież my też możemy zbudować z takie ngoni. Ngoni to taka afrykańska gitara, w dużym uproszczeniu, którą robi się z tykwy.

Akurat miałem w domu kilka starych strun od gitary, których nie wiem czemu nie wyrzuciłem. Teraz wiem, dlaczego nie wyrzuciłem. Wzięliśmy jakieś miski, dużo taśmy malarskiej do łączenia elementów, drążek od miotły. W ten sposób z córką zrobiliśmy sobie własnej roboty ngoni. Poprawialiśmy je jeszcze ileś razy. Robiliśmy różne warianty. Na pewno dało to dużo frajdy, dużo zabawy. I też wiem, że tego typu działania, które dość często podejmowaliśmy, właśnie w czasach tego lockdownu, też moją córkę pięcioletnią bardzo otworzyły na to, żeby samej próbować różnych rzeczy.

Później przychodziłem do pokoju i widziałem, jak sama, na przykład ze swojego łóżka konstruuje statek piracki, czy też różne inne rzeczy. Właśnie często za pomocą taśmy malarskiej, która stała się naszą ulubioną zabawką. Ze względu na to, że wiadomo nie zostawia śladów na farbie, na ścianie. Łatwo można ją odkleić i przykleić nie niszcząc powierzchni. Jest łatwa w użyciu, nie wymaga nożyczek. Można łatwo odrywać. Stąd moja córka bardzo polubiła się z taśmą malarską i cieszę się, że ta jej otwartość właśnie na konstruowanie sobie przestrzeni do zabawy, miała szansę paradoksalnie wczasów tego lockdownu się rozwinąć.

Jak realizować Design Thinkign z dziećmi?

Czy polecisz metodę, sposób tacie, który chciałby ze swoimi dziećmi zabawić się w Design Thinking?

Myślę, że częściowo tak. Metodyka składa się z 5 etapów. Empatii, definiowania, ideacji, prototypowania i testowania. Myślę, że z dziećmi to zależy też w jakim wieku są dzieci. Ja mam doświadczenie w pracy z moimi dziećmi, które są jeszcze małe. Więc wiem, że te wszystkie etapy trudno byłoby z nimi przepracować.

Natomiast myślę, że najbardziej angażującym może być właśnie etap prototypowania i testowania. Kiedy tata z dzieciakami definiuje coś, co w domu warto poprawić, wspólnie wymyślają, jak to można zrobić. W takiej uproszczonej, na skróty troszkę, metodyce. Później to wdrażają. Ponieważ to, co wspomniałem na początku. Model opracowany na etapie prototypowania musi być szybki i łatwy, tani do wdrożenia. Więc też nie należy za bardzo się zastanawiać. Tutaj często mówi o tym, że należy myśleć rękoma. Zamiast deliberować długo nad tym czy takie połączenie tego z tym będzie w porządku. Nie gadać o tym, tylko łączyć. Jak się zepsuje, to trudno. Zrobimy następny. Takie nastawienie powinno towarzyszyć etapowi prototypowania.

A jako, że on w naturalny sposób w dorosłych ludziach wywołuje też dużą dozę endorfin, ponieważ łączy się często z zabawą. To ma służyć temu, że w sposób zabawowy tworzymy modele realnych rozwiązań. Myślę, że tym bardziej sprawdzi się w odniesieniu do dzieci, dla których zabawa jest naturalnym środowiskiem funkcjonowania. Zwłaszcza animowana przez rodziców będzie ciekawsza, ponieważ raz zrobi się coś kreatywnego na rzecz na przykład domu, albo na rzecz zabawek wspólnych, zrobionych metodą DIY.

Też pogłębienie relacji z rodzicem, który nie dość, że poświęca swój czas dziecku, to także buduje pewien autorytet w jego oczach pokazując, że on jest tym “spiritus movens”, że tak to ujmę, tej zmiany, która nastąpi w domu. Którą właśnie wspólnie z dziećmi się przygotuje.

Naprawianie istniejących organizacji

Czy metodykę Design Thinking można stosować do naprawiania istniejących organizacji?

Tak, jak najbardziej. Ponieważ metodyka Design Thinking, ten element właśnie empatii, czyli zbierania potrzeb użytkowników końcowych oraz definiowanie, czyli formowanie, co jest tak naprawdę problemem do rozwiązania, służą właśnie identyfikacji wąskich gardeł w organizacjach. Często ludzie zaczynając pracę z jakimś problemem skupiają się na nim. Myślą, że tak, to jest właśnie to. Gdy okazuje się, że tak naprawdę boli gdzie indziej.

Ponieważ, gdzieś, że tak powiem, są większe potrzeby, albo zwyczajnie użytkownik końcowy został źle zdefiniowany. Jest taki case ciekawy studentów d.school. D.school to jest taka jednostka naukowa na Uniwersytecie Stanforda w Kalifornii, gdzie studenci właśnie uczą się pracy w metodyce Design Thinking.

W dużym uproszczeniu, mieli kiedyś taką sprawę do rozwiązania, jak limitacja śmiertelności wcześniaków w Nepalu. Ci studenci, siedząc sobie tam w Kalifornii myśleli w sobie nad tym, że pewnie kwestia leży w dostępności i jakości inkubatorów. Nepal nie jest najbogatszym krajem świata. Być może właśnie to jest kłopot, ponieważ inkubatory to drogi sprzęt. Więc może zaprototypujmy jakiś tańszy inkubator, który będzie miał mniej gadżetów, mniej funkcji, ale będzie spełniał swoją podstawową rolę. Dzięki temu będzie tańszy, zrobiony z tańszych materiałów, komponentów, ect.

No ale kiedy zostało przedstawione to rozwiązanie okazało się, że było pudło. Więc ktoś pomyślał sobie “Sprawdźmy, jak jest w Nepalu” i polecieli do tego Nepalu. Okazało się na miejscu, że lekarze mają profesjonalne inkubatory do dyspozycji, tylko w tych układach nie ma wcześniaków.

Tutaj okazał się prawdziwy problem, ponieważ te wcześniaki się rodziły na wsiach, gdzieś tam w górach i po prostu nie miały szansy przeżyć drogi kilkugodzinnej. Właśnie z tych swoich wiosek do szpitali, w których inkubatory na nich czekały.

Więc ci studenci na nowo przemyśleli tą sprawę. Stworzyli i tak zwany Embace, czyli taki śpiworek-mumia, czyli forma znana, do którego wkłada się takiego wcześniaka. Do tego śpiworka wkłada się też wkład. Na początku był tam taki wkład parafinowy, który ogrzewało się we wrzątku. Dzięki temu ten wkład zapewniał odpowiednie ciepło temu dzieciaczkowi. No i on mógł być przetransportowany do szpitala, gdzie już dostawał profesjonalną opiekę medyczną w profesjonalnym inkubatorze.

Tak naprawdę ten przykład pokazuje właśnie kilka spraw. Między innymi to, że warto zawsze dowiedzieć się, gdzie jest tak naprawdę problem. Kto jest użytkownikiem końcowym. Ponieważ, jak się okazuje, to nie była służba zdrowia, a to były matki i ich dzieci. Właśnie gdzieś w tych wioskach w górach. W związku z tym potrzeby były też diametralnie różne.

Dzięki temu, że ci studenci jednak pokusili się o to, żeby faktycznie u źródeł sprawdzić temat, dało to realną odpowiedź na realne potrzeby. Co ważne też, tu pokazany jest mechanizm tworzenia innowacji. Ze znanych rzeczy, jak śpiworek mumia, czy wkład parafinowy, w sensie jakaś forma ogrzania tego śpiworka. Też te wkłady później ewoluowały i testowano różne inne rozwiązania. No ale w każdym razie coś, co ogrzewa ten śpiworek, daje w efekcie przenośny inkubator. Coś, czego jeszcze dotąd nie było, na co było zapotrzebowanie.

To są właśnie innowacje tworzone w metodyce Design Thinking. To nie są wynalazki na miarę czegoś lepszego niż prąd, bardziej efektywnego. To są często usprawnienia czasem drobne, ale które rzutują na funkcjonowanie organizacji na funkcjonowanie firmy. Na to, że żyje się lepiej wszystkim. 

Analiza przykładu organizacji

Mam małą historyjkę, którą zadaję jako pytanie wielu swoim gościom. A brzmi ona następująco.

Ja to prowadzę już 30 lat. Z jednej szopy po ojcu zbudowałem firmę na 30 ludzi. Ten młody po szkole,co zażądał 4000 zł netto, wczoraj mało nie zepsuł mi największej maszyny. Gdyby stary majster Heniu obok nie stał, to byłaby tragedia. Za trzy miesiące Heniu idzie na emeryturę. I chyba sam będę musiał pilnować roboty. Handlowiec, którego zatrudniłem, co prawda łapie jakiś kontrakt od czasu do czasu, ale zawsze trzeba mu wyjaśnić jakie roboty możemy brać. Czasami mam wrażenie że najchętniej to sam by mi konkurencyjną firmę otworzył. W dodatku powiedział, że gdzie indziej to mu chcą dać większą prowizję, niż u mnie i co ja na to? Przynajmniej technolog potrafi przygotować programy na maszyny. Co z tego jak klienci nigdy nie przesyłają kompletnej dokumentacji i trzeba się z nimi użerać przez telefon.

Jak tą organizacje naprawić używając metody Design Thinking?

Myślę, że przykład jest bliski wielu osobom, nie jest oderwany od rzeczywistości przede wszystkim. Natomiast jak rozwiązać taką sytuację za pomocą metody Design Thinking?

Do poukładania jest kilka procesów i myślę, że w trakcie tego podcastu trudno będzie zanalizować całość. Jeśli chodzi o metody Design Thinking, to one bazują na wywiadach, na wiedzy pozyskanej od użytkowników końcowych.

Pierwsze co, to należałoby dowiedzieć się, jakie tak naprawdę potrzeby ma ten właściciel firmy, bo oczywiście z tego, co czytałeś można wnioskować kilka takich podstawowych. Mianowicie, że ma potrzeby bezpieczeństwa, ciągłości procesów. Jeśli chodzi o zatrudnienie to jego zmartwieniem jest to, żeby pracownicy byli rzetelni, ale też żeby nie szantażowali go tym, że odejdą, bo ktoś chce im dać większą prowizję, większe pieniądze.

Ma też problem związany z zatrudnieniem, że ludzie młodzi według niego mają postawę roszczeniowa, a tak naprawdę niewiele sobą reprezentują. To są rzeczy, które jesteśmy w stanie zdefiniować, na pierwszy rzut oka. Natomiast tylko dzięki wywiadowi pogłębionemu moglibyśmy dowiedzieć się, tak naprawdę, co się jeszcze kryje za naskórkowymi potrzebami. Ponieważ wywiad pogłębiony ma to do siebie, że pyta głównie o to, dlaczego, dlaczego, dlaczego, dlaczego tak jak mówi metoda “Five Why”, żeby dopytywać, dopytywać i dopytywać. Drążyć, drążyć aż dotknie się mam nadzieję samego dna problemu.

Metodyka Design Thinking tak naprawdę stara się udzielić właśnie rozwiązania, wymyślić rozwiązanie, które jest odpowiedzią na to dno problemu. Podobnież tak naprawdę można by popytać wszystkie osoby, które wymieniłeś w tej historyjce. Czy przedstawiciela handlowego, czy tego młodego człowieka, który właśnie został zatrudniony. Tak naprawdę dopiero po rozpoznaniu terenu można by po analizie takich wywiadów, tudzież po analizie wywiadów z innymi członkami firmy, bo tak jak wspomniałeś ma ona 30 pracowników podzielonych na różne działy.

Tak naprawdę dopiero wtedy można by formułować jakieś obszary konkretne na których można by pracować. Oczywiście do rekomendacji dla właściciela.Po porozumieniu z nim, priorytetyzacja zadań, priorytetyzacja problemów. Powoli, po kolei, że tak powiem rozpracowywanie kolejnych. Takiej organizacji, gdzie jak w tej historyjce spotyka się, kilka różnych rzeczy, na pewno w realnej firmie więcej problemów by się pojawiło. To jest trochę tak jak, wyobraźcie sobie miotłę z witek brzozowych. No to ciężko złamać całą miotłę na raz, ale można złamać naraz łamiąc po kolei każdą witkę.

To jest podobna sytuacja. Każdy problem rozwiązany po kolei osobno, daje wyczyszczenie sytuacji całej organizacji. Natomiast metodyka Design Thinking nie stawia na początku tezy: tak tu jest problem. I tutaj my go rozwiążemy tak i tak. Nie stawia gotowych propozycji rozwiązań, tylko przede wszystkim bada wąskie gardła. Później właśnie w oparciu o pracę warsztatową ludzi z różnych specjalizacji, często ludzi zaangażowanych, dane o sferę, której problemy dotyczą wspólnie tworzy się te rozwiązania.

Koncentracja na użytkowniku końcowym

Czas na reklamę, co możesz polecić każdemu biznestacie? 

To zależy, czy w aspekcie biznes, czy w aspekcie tacie. Bo, jeżeli chodzi w aspekcie biznes i w aspekcie tacie jakby to połączyć, to myślę, że cały czas ta koncentracja na użytkowniku końcowym.

No jeżeli chodzi o biznes,no to właśnie właściwa identyfikacja, bo nie zawsze to będą klienci. Często właśnie użytkownikiem końcowym będą pracownicy, na przykład. Jeżeli tata zatrudnia kogoś, albo współpracownicy w ramach zespołów, w których pracują. A jeżeli chodzi o dom, to użytkownikami końcowymi są domownicy: żona, dzieciaki tudzież inni krewni, którzy na przykład danym momencie zamieszkują pod wspólnym dachem.

Miejsce do drzemki na wynajem

Czy wymienisz coś, co ostatnio wywołało u ciebie skojarzenie, refleksję, można by wokół tego zbudować biznes, ale ja już przecież mam zajęcie.

Ja taką inspirację kiedyś miałem, miałem taki pomysł, a potem okazało się, że już ktoś to zrobił we Wrocławiu i zrobił to mniej więcej pół roku później, po tym jak ja to gdzieś sobie wymyśliłem. Mi takiego miejsca brakowało. Mianowicie miałem kiedyś myśl o tym, żeby stworzyć takie miejsce, które nie będzie hotelem, ale gdzie będzie można się w ciągu dnia przespać. Po prostu wejść, zapłacić i położyć się spać. Niekoniecznie wynajmując cały pokój który wiadomo trzeba oporządzić itd. Tylko miejsce do spania w ciszy. Z myślą o ludziach którzy potrzebują takiej drzemki w czasie pracy i mogą sobie na to pozwolić. Mogą wyskoczyć z miejsca pracy, pójść przespać się i wrócić do roboty. To wymyśliłem kiedy jeszcze chyba nie miałem swoich dzieci.

Teraz patrząc z perspektywy rodzica, tak zdecydowanie dla rodziców, którzy w domu często nie mają warunków do tego, żeby sobie spokojnie przespać. Po prostu wychodzi się do takiego miejsca, wyłącza komórkę. Śpi się, wypoczywa, regeneruje w czasie dogodnym dla siebie przede wszystkim i wraca do domu. Ale to już właśnie we Wrocławiu ktoś zrobił później i pomyślałem sobie: a spóźniłem się, nie będę pierwszy.

Kilka słów na podsumowanie naszej rozmowy

Wszystkim słuchaczom dzisiejszej audycji polecam tak jak już to wspominałem nieraz, koncentrację na użytkowniku końcowym. Czyli najpierw słuchanie, takie aktywne słuchanie. Bo dzięki temu będziemy lepiej wiedzieć, co w trawie piszczy. Zarówno w aspekcie biznesu, który prowadzimy, ale także w ramach prac zespołów, w których pracujemy.

Metodyka Design Thinking, to taka metodyka, która wspomaga to słuchanie i informacje z tego słuchania pozyskane przekształcić w realne rozwiązania. Jeżeli ktoś z was chciałby spróbować tego na własnej skórze, na skórze swojej firmy, organizacji pozarządowej, jednostki samorządu terytorialnego, to zapraszam do kontaktu. Myślę, że wspólnie będziemy w stanie popracować nad niejedną innowacją, która usprawni funkcjonowanie naszej rzeczywistości, w której się znajdziecie.

Dziękuję serdecznie!

Dziękuję! 

Podobne audycje:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *